Jordania: Gdy z „gwiazdy” stajesz się nagle intruzem…

Dzień 3, 21.04.2017, część 5/5

„Tu się jeździ ławicą!” – takie zdanie wypowiedział mój mąż w trakcie powrotu do Ammanu po kolejnym dniu spędzonym poza jordańską stolicą. I jest to jak najbardziej trafne określenie. Linie oddzielające pasy ruchu, używanie kierunkowskazów, czy jakiekolwiek znane nam zasady nie mają tu żadnego znaczenia. Czerwone światło? To takie dojrzałe zielone. Pas wyłączony z ruchu? Przecież to nie ściana. Jezdnia dwupasmowa? Przecież i pięć samochodów obok siebie się zmieści, po co tworzyć zbędne korki. A to że te korki przez taki styl jazdy właśnie powstają, to już nieistotne. Istne szaleństwo. Ale do rzeczy. Przejdźmy do zamku Ajloun.

Zgodnie z informacjami w przewodniku, zamek miał być czynny do 17:30, a my dojechaliśmy do niego po 18:00. Nauczeni doświadczeniem z Pelli nie poddawaliśmy się. Z zaparkowaniem mieliśmy niemały problem, bo wciąż było tam całe mnóstwo samochodów i mimo później pory dojeżdżały kolejne. Może jednak ta godzina zamknięcia nie była aktualna?  Ten tłok świadczył jak najbardziej o tym, że zamek wciąż jest otwarty. Mimo braku miejsca, udało się nam zaparkować – pozwolili nam zostawić przy sobie auto miejscowi sprzedawcy kawy i herbaty. Poza masą Jordańczyków, trudno było się tam spodziewać jednak jakiejkolwiek innej narodowości. Wychodzi na to, że mniej więcej w czasie zachodu słońca wszystkie atrakcje okupowane są przez mieszkańców Jordanii. A może w ogóle niewielu innych turystów tam zagląda?

W bramie zaczepił nas jakiś mężczyzna pytając skąd jesteśmy i czy mamy bilety. Zanim odpowiedzieliśmy poinformował nas, że kasy biletowe są już zamknięte. Gdy usłyszał, że jesteśmy z Polski i mamy Jordan Pass, zrobił zbolałą minę, mówiąc, że jest już po godzinach otwarcia, ale puścił nas dalej mówiąc tylko, żebyśmy zobaczyli co chcemy, ale w miarę szybko. Żebyśmy wiedzieli, co nas czeka, to chyba byśmy odpuścili…

Zamek Kalat ar-Rabad zbudowany został na polecenie Saladyna ok. 1184 roku. Na początku XIII w. rozbudowano go. Kilkukrotnie zmieniał swoich właścicieli – najpierw podbity został przez Mongołów, następnie odbił go sułtan mameluków – Bajbars. Następnie zdobyli go Turcy Osmańscy. Około 1812 roku uszkodziło go poważnie trzęsienie ziemi. W późniejszych latach warownia przechodziła w ręce prywatne, aż w końcu stała się jedną z jordańskich atrakcji turystycznych. Obecnie zobaczyć można w tym miejscu ruiny, ale są one w naprawdę świetnym stanie.

Pokręciliśmy się po zamku, ale było to pierwsze i jedyne miejsce, w którym moje odkryte ramiona chyba nie robiły dobrego wrażenia. Mężczyźni patrzyli cielęcym wzrokiem, natomiast kobiety przyglądały mi się często z dezaprobatą, a nawet z pogardą w oczach. Zupełnie zapomniałam o koszuli, którą mogłam narzucić na wierzch – została niestety w aucie… Jako że poza nami było tam tylko dwóch innych turystów – starszych Europejczyków – nie czułam się z tym za dobrze. Ponoć Jordańczycy od turystów nie wymagają przestrzegania zasad islamu czy jakiegoś specjalnego ubioru (wiadomo, odsłonięty brzuch czy szorty w Ammanie na pewno nie zyskają aprobaty, ale już odkryte ramiona nikogo w miejscach turystycznych ponoć – podkreślam to ponoć – nie zniesmaczają). Mimo długiej spódnicy tam czułam wręcz pewną wrogość. Cóż… w sumie to się nie dziwię. Tamtejsze kobiety mimo panującego upału wielokrotnie były całkowicie pozasłaniane, miały nawet rajstopy i czarne rękawiczki… Wszystkie szepty, złowrogo rzucone spojrzenia – było to coś zupełnie innego od tego, czego doświadczyliśmy w Gadarze. Tam czekały nas na każdym kroku uśmiechy, powitania, uściśnięcia ręki i chęć zamienienia z nami choćby i 2-3 słów. Było to trochę męczące, ale mimo wszystko serdeczne i życzliwe. W Ajloun czułam się jak intruz. Jak ktoś, kto narusza jakąś świętość. Ktoś, kogo nie powinno być w tym miejscu. Może było tak dlatego, że byliśmy tam po godzinach, w czasie, gdy zamek przejmują okoliczni mieszkańcy niezbyt chętni do dzielenia się tym miejscem z obcymi? Może dlatego mężczyzna proszący nas na wejściu o pospieszne zwiedzanie tak się zachował?

Jedynie małe dzieci podchodziły do nas z niewinną i rozbrajającą ciekawością. W jednej z komnat zaczepiła mnie dziewczynka, która koniecznie chciała mieć zrobione zdjęcie. Jej rodzice nie zwracali na nią uwagi, a mała nie chciała zejść nam z drogi, dopóki nie zobaczy swojej buzi na wyświetlaczu. Ile radości sprawiła jej ta jedna fotka…

Zamek jest niesamowity, można kręcić się po jego komnatach lub podziwiać okolicę z murów, ale miałam dość. W Gadarze gwiazda, w Ajloun – intruz. Ani jedno ani drugie nie odpowiadało mi. Szybko się stamtąd ewakuowaliśmy.

Gdy wróciliśmy na parking sprzedawcy, którzy wcześniej zgodzili się na to, żebyśmy zaparkowali koło nich, usilnie próbowali namówić nas na gorącą herbatę lub kawę. Swoją serdecznością i uśmiechem zatarli odrobinę złe wrażenia z zamku, ale wciąż mieliśmy ochotę jak najszybciej stamtąd jechać. Przyszła pora wracać do Ammanu. Z drogi podziwialiśmy panoramę z położonym na szczycie wysokiego wzgórza zamkiem i zachodzącym słońcem w tle. Jechaliśmy przed siebie wspominając przygody, które spotkały nas tego dnia, gdy nagle znów zatrzymała nas policja. Panowie nie wykazywali jednak specjalnego zainteresowania dokumentami – zapytali skąd jesteśmy i tyle. Żadnego sprawdzania paszportów, papierów pojazdu –  nic.

Znów znaleźliśmy się w Gerazie, w której to odbiliśmy na drogę do Ammanu. Było już dość późno, liczyliśmy na spokojny powrót, ale czekała nas przykra niespodzianka. Ruch był tak gęsty, że o spokoju na drodze nie można mówić – piątek to w islamie dzień święty, tak jak u nas niedziela. W niedzielę wieczorem do Warszawy też ściągają z powrotem tłumy. Jazda w tych warunkach to była męka.

Ciągnęliśmy się po tej zakorkowanej drodze, aż wreszcie przez przypadek skręciliśmy w inną niż pokazywała nam nawigacja ulicę. To był dobry ruch, bo okazało się, że bez żadnego kręcenia dojedziemy bezpośrednio pod hotel. W pewnym momencie jednak zupełnie utknęliśmy. Tempo jazdy było żółwie. Przyczyną tego okazały się tłumy Jordańczyków, którzy otaczali… na oko około 10 letnią dziewczynkę ubraną w białą suknię do złudzenia przypominającą sukienkę ślubną! Umalowaną, uczesaną, bodajże nawet z białym welonem (a może to mi się przywidziało?). Wyglądało na to, że ci wszyscy ludzie dookoła szykowali się do wesela! Niektórzy z nich ubrani byli w marynarki i muszki, do tego mieli tak modne ostatnio dziurawe dżinsy. Niby wiedziałam wcześniej, że w islamie możliwe jest zawieranie małżeństw z niepełnoletnimi dziewczynkami, ale mimo wszystko był to pewien szok, coś, co w naszej kulturze jest totalnie nie do zaakceptowania. Później doczytałam, że ponoć „młodzi” w Jordanii mogą czekać ze skonsumowaniem małżeństwa nawet rok, jednak czy jest to wystarczający czas w przypadku kilku- kilkunastoletniej dziewczyny? Traktuje się to jako okres próbnym, po którym podobno następuje wiele rozwodów. Czy rzeczywiście? I na ile mogą o tym decydować kobiety (dziewczynki)? Niedawno trafiłam na ten – starszy już co prawda, ale wciąż aktualny – artykuł: Mężczyźni chodzą do syryjskich obozów uchodźców jak do supermarketu. Kupują sobie dziewczynki na żony. Może ta dziewczynka została sprzedana? Może właśnie przekreślano jej przyszłość? A może zupełnie odwrotnie, trafiła na dobrego i uczciwego mężczyznę, który sprawi, że jej życie się polepszy? Naiwnie chciałam wierzyć w tą ostatnią wersję…

O tym, co nas spotkało tego dnia, myślałam jeszcze przez długi czas. Natrętne myśli nie dawały mi spokoju. Wtedy jednak musiałam ochłonąć. Ten dzień był tak pełen skrajnych wrażeń, że marzyłam tylko o znalezieniu się z powrotem w naszym pokoju.

Informacje praktyczne:

  • zamek Ajloun zwiedzać można w podanych terminach:
    • 1 kwietnia – 15 maja – 8:00 – 19:00 (kasy biletowe czynne w godzinach 8:00 – 18:00)
    • 16 maja – 31 sierpnia – 8:00 – 20:00 (kasy biletowe czynne w godzinach 8:00 – 19:00)
    • 1 września – 30 października – 8:00 – 18:30 (kasy biletowe czynne w godzinach 8:00 – 17:30)
    • 1 listopada – 31 grudnia – 8:00 – 17:00 (kasy biletowe czynne w godzinach 8:00 – 16:00)
    • 1 stycznia – 31 marca – 8:00 – 17:30 (kasy biletowe czynne w godzinach 8:00 – 16:30)
Jordania: Chwile grozy w Pelli

Powiązane wpisy

4 Comments

  1. TATASAM.PL

    Piękne zdjęcia!

    Odpowiedz
  2. Natalia

    Jak pisałaś o tych złowrogich szeptach i spojrzeniach, aż mi ciarki po plecach przeszły. Przypomniałam sobie, dlaczego jakoś mnie nie ciągnie w tamte regiony

    Odpowiedz
  3. Pani Podróżnik

    Fajny wpis, dużo informacji. Jak będę się wybierać w te strony to skorzystam :)

    Odpowiedz
  4. Dyrdymała

    Co prawda w te rejony do tej pory mnie nie ciągnęło, ale może kiedyś :). Kurcze, gdybym ja zauważyła, że miejscowi krzywo na mnie patrzą, pewnie od razu zrobiłabym w tył zwrot(jestem panikara nr 1). Potem żałowałabym, że przyjechałam i nawet nic nie zobaczyłam…

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close