Jordania: Wadi Rum – jak wygląda nocleg na pustyni?

Po Małej Petrze skierowaliśmy się w stronę pustyni – kolejnym punktem miała być Wadi Rum i tamtejsze marsjańskie widoki. Naoglądałam się zdjęć w Internecie, ale to, co zastaliśmy na miejscu, mimo wszystko przeszło moje najśmielsze oczekiwania… Zanim jednak ruszyliśmy na bezdroża, czekała nas noc w pustynnym obozowisku – koniecznie chcieliśmy przekonać się, jak może wyglądać nocleg na pustyni.

Dzień 7, 25.04.2017, część 3/3

Wstęp na pustynię Wadi Rum jest płatny – obecnie dla zagranicznych odwiedzających jest to 5 JOD, czyli około 30 zł, jednak mam tu kolejną dobrą wiadomość dla posiadaczy Jordan Pass – Wadi Rum jest na liście atrakcji, które po zakupie karty nie wymagają dodatkowych biletów. Na naszych wydrukowanych Jordan Pass otrzymaliśmy kolejną pieczątkę i już mogliśmy udać się do głównej bramy wjazdowej. Tuż przy centrum jest spory parking, ale własnym autem można dojechać aż do wioski Wadi Rum. Dzieci do lat 12 wjeżdżają na pustynię za darmo.

Zanim jednak wjechaliśmy na teren Wadi Rum, zadzwoniliśmy do właściciela campingu, na którym mieliśmy spędzić najbliższą noc – Sulejman obiecał, że ktoś będzie czekał na nas w wiosce. Skoro tak, mogliśmy ruszyć. W bramie sprawdzono raz jeszcze nasze Jordan Pass i pokierowano nas prosto. Ledwo ujechaliśmy kilkadziesiąt metrów, naszym oczom ukazała się jedna z najsłynniejszych chyba formacji skalnych Wadi Rum – Siedem Filarów Mądrości.

Gdy dojechaliśmy do wioski, Sulejmana znaleźliśmy bez problemu – kazał nam jechać za sobą. Skubany miał terenowe auto, dzięki któremu mógł szybciej się poruszać, my natomiast starając się go nie zgubić z oczu dwukrotnie przyhaczyliśmy podwoziem o wystające na znaczną wysokość progi zwalniające… Na szczęście samochód jakoś to przetrwał. Odstawiono nas pod jakiś dom, w którym to omówiliśmy kwestię zakwaterowania i wycieczki na pustynię, która miała odbyć się dnia następnego. Za objazd najbardziej znanych atrakcji Wadi Rum mający trwać około 4 godz. mieliśmy zapłacić 35 dinarów za osobę. To ok. 200 zł. Niższa cena oznaczała towarzystwo w samochodzie, ale dołączyć miała do nas tylko jedna osoba – jak się później okazało Norweg tajskiego pochodzenia. Gdybyśmy chcieli mieć wycieczkę tylko dla siebie, przyjemność ta kosztowałaby 46 JOD, czyli jakieś 270 zł.

Posiedzieliśmy w przyjemnym chłodzie, ale przyszedł wreszcie czas ruszyć w głąb Wadi Rum. Zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wsiedliśmy na pakę terenówki. Po przejechaniu ok. 9 km byliśmy na miejscu. Po drodze widoki były cudowne – zbliżające się powoli ku zachodowi słońce niesamowicie oświetlało pomarańczową pustynię. Po drodze mijaliśmy kilka campingów – już wiedziałam, że nocowanie w takim miejscu będzie niesamowitym przeżyciem.

W cenie naszego noclegu mieliśmy beduińską kolację. Jak tylko dotarliśmy na camping, poinformowano nas, że jedzenie już się pichci i będzie gotowe za jakieś 1,5 godziny. Nigdzie nie było widać żadnej kuchni, więc byłam ciekawa, jak to będzie wyglądać. Czekała nas niespodzianka.

Obozowisko

Zajrzeliśmy do naszego namiotu. Kwadratowa konstrukcja po otwarciu prowizorycznych drzwi zaprezentowała nam w środku duże łóżko i smętnie zwisającą z góry pojedynczą żarówkę. Bardzo wysoki próg, a tak naprawdę fundament otaczający namiot, chronić miał nas przed stworzeniami żyjącymi na pustyni – w Jordanii występują np. skorpiony. Chętnie zobaczyłabym takiego osobnika, ale raczej nie we własnym namiocie. Łóżko było niesamowicie wygodne, przykryte warstwami grubych i ciepłych koców – noce na pustyni mogą być bardzo zimne, więc takie okrycie jest jak znalazł. Załadowaliśmy do środka naszą walizkę i ruszyliśmy pozwiedzać najbliższe sąsiedztwo.

Drobniutki i miękki czerwony piasek niesamowicie prezentował się w świetle zachodzącego słońca.

Przez nasz spacer przegapiliśmy powitalną herbatę. Trudno – widoki były tego warte. Wkoło było tak niesamowicie pięknie, że szliśmy przed siebie w ciszy zachwyceni tym, co widzimy naokoło. Czułam się, jakbyśmy byli na Marsie. Wspięliśmy się na pobliskie skały i patrzyliśmy na słońce. Cisza wkoło wręcz drażniła uszy przyzwyczajone do codziennego zgiełku. Niby niedaleko od nas na skały wspięli się też pozostali goście campingu, ale zupełnie nie było ich słychać.

Najpiękniejszy zachód słońca

A sam zachód słońca… to było coś tak niesamowitego, tak cudownego, że siedzieliśmy sobie na skale i podziwialiśmy ten bajeczny spektakl. Zapomnieliśmy nawet, że powoli nasze żołądki zaczynały domagać się czegoś do jedzenia.

Kolacja w pustynnym obozowisku

Gdy słońce już zaszło, wróciliśmy do obozu. Wieczór spędziliśmy przy ognisku. W sąsiednich namiotach było kilka par – Kanadyjczycy, Słowacy i nasz poznany już wcześniej Norweg tajskiego pochodzenia. Była też jeszcze jedna dziewczyna, która planowała w ramach wolontariatu popracować w jednym z takich pustynnych obozowisk, ale niestety nie zapamiętałam, skąd pochodziła. Zresztą średnio się integrowała – po jakimś czasie wolała zniknąć i pomóc w przygotowaniach do kolacji. A ta nie była byle jaka. Może pod względem produktów wybór był ograniczony, ale w końcu nikt nie spodziewał się tam nie wiadomo jak wypasionego posiłku. Miała to być beduińska kolacja, na pustyni. Był kurczak, były ziemniaki, marchew i cebula. I mimo skromnego wyboru jedzenie było przepyszne! Dość długo przygotowywało się na specjalnym metalowym stelażu włożonym do dziury w ziemi, w której to wcześniej było ognisko. Na pozostałym żarze przygotowano nam wyjątkowy posiłek. Do tego sałatki, jogurt i pita – nikt głodny nie poszedł spać.

Zjedliśmy wewnątrz namiotu wspólnego, przy niskim stoliku oparci o siodła na wielbłądy. A później znów wróciliśmy do ogniska, do którego Jordańczycy dorzucali co chwila wysuszone przez słońce krzaczki znalezione gdzieś niedaleko. Bo na pustyni jest życie. Pustynia może także kwitnąć – w trakcie spaceru widzieliśmy właśnie m.in. zasuszone już kwiaty jakichś cebulowych roślin.

Nielimitowana herbata prosto z czajnika gotowanego na ogniskowym żarze smakowała jak nigdzie indziej, a rozgwieżdżone nad nami niebo sprawiało, że nie chciało się nigdzie ruszać. Czasem widać było nawet jakąś spadającą gwiazdę. Robiło się jednak późno, a z rana mieliśmy wybrać się na przejażdżkę po pustyni. Opuściliśmy pozostałych robiąc sobie jeszcze krótki spacer wokół namiotów i podziwiając gwiazdy, ale w końcu trzeba było iść spać. Jedyna żarówka w naszym namiocie niekoniecznie chciała działać, ale czy był to problem? Nagle brak prądu, brak możliwości naładowania telefonu czy popisania na laptopie przestał być istotny. Liczyła się tylko ta ogromna przestrzeń i niesamowita cisza wokół nas.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych części relacji z Jordanii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Trzy kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

19 Thoughts to “Jordania: Wadi Rum – jak wygląda nocleg na pustyni?”

  1. Kamila

    Cześć :-) mam kilka pytań:
    – czy 35 Jod za zajdę po pustyni to cena za osobę? ( na innym blogu czytałam, że to za jeepa)
    – czy “transfer” na camping był dodatkowo płatny?
    – camping jak nazywał się?

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Hej! Moja pamięć niestety trochę zawodna jest, ale na 80% pewna jestem, że za dwoje za wycieczkę po pustyni plus do tego nocleg z beduińską kolacją płaciliśmy 88 JOD (sam nocleg 10 JOD). Transfer z wioski Wadi Rum (czyli miejsca, gdzie zostawiliśmy swoje auto) był bezpłatny, a camping nazywał się Wadi Rum Sky Tours & Camp – podrzucam link do bookinga: https://booki.ng/2NUXDMQ Pozdrawiam! :)

  2. Mariusz

    Hej Słuchajcie ja mam takie pytanko z innej beczki. Czy można dostać się z Izraela do Kairu tak aby nie przepłacać bo planuję podróż 2 tygodniową tzn 5 dni Izrael (i tutaj pytanko – czy można wszędzie spać w namiocie i czy jest to bezpieczne?) 5 dni w Jordanii – Wadi rum Petra Jerozolima itd ( czy tez możliwe jest spanie w namiocie w różnych miejscach) no i 3 dni w Egipcie ( Kair Piramidy Muzeum itd ). Czy wiecie jak dostać się np. z Eilatu do Kairu. Wolałbym raczej komunikację miejską tzn. czy da radę złapać jakiegoś stopa? ) I pytanko odnośnie wiz bo to jest pytanie za 100 punktów. Czy drogie te wizy są Ja mówię w języku arabskim także z dogadaniem się nie ma problemu tylko jak ogarnąć w miarę tani transport po tych pięknych miejscach. ? Z góry dziękuję Wam za odpowiedź. Marzą mi się te kraje na Półwyspie <3

    1. Monika | Podróżowisko.pl Monika | Podróżowisko.pl

      W Egipcie nas jeszcze nie było, więc niestety nie będę mogła za bardzo pomóc w tym temacie :/ W Jordanii nocowaliśmy w hotelach, ale słyszałam, że z namiotem nie ma większego problemu. Co do opłat – skoro lecisz do Izraela, czeka Cię na pewno opłata wyjazdowa z tego kraju, bodajże 105 NIS (około 100 zł). W Tabie na pewno złapiesz jakiś transport w stronę Kairu, zajrzyj na stronę Rome2Rio: https://www.rome2rio.com/pl/s/Taba/Kair Udanego wyjazdu!

  3. Ela

    Cześć :) Świetna relacja i zdjęcia. Mam pytanie – czy cena 35 dinarów dotyczyła tylko objazdu atrakcji na Wadi Rum czy również tego noclegu na pustyni z kolacją?
    Przed wyjazdem ogarnialiście te sprawy czy na miejscu? Jeśli przed, to możesz polecić strony, gdzie najlepiej zrobić rezerwację?

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Cześć, dziękuję! :) Niestety była to tylko cena za wycieczkę po pustyni, za namiot dwuosobowy musieliśmy dopłacić jeszcze 10 JOD, czyli łącznie za objazd, nocleg i beduińską kolację wyszło nam 88 JOD. Z tego co słyszałam, to i tak ponoć jedna z tańszych opcji… Nocleg załatwialiśmy przed wyjazdem przez booking.com, ale wycieczkę na pustynię już na miejscu – chyba wszystkie campingi mają to w swojej ofercie, warto spróbować się trochę potargować. Niektóre campingi mają też wielbłądy, ale podejrzewam, że wyjazd na pustynię na grzbiecie może być mniej przyjemny niż objazdówka autem 4×4.

  4. Polujemy na Jordanię od jakiegoś czasu ❤️❤️

    1. Można dostać się tam przez Ejlat lub wygodniej – ale niestety drożej – lecąc np. przez Paryż do Ammanu. My wybraliśmy tę drugą opcję i nie żałujemy ;) Kraj piękny, ludzie przyjaźni. I wszędzie dookoła słyszy się non stop “Welcome to Jordan” :)

    2. My planujemy jednak tą pierwszą opcję, bo Ejlat uwielbiamy odwiedzać :)

  5. Jesssuuu! Jordania to moje wielkie marzenie! Ta czerwień skał jest hipnotyzująca!

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      To prawda! Przez tą czerwień skał na Wadi Rum można poczuć się jak na Marsie :)

  6. Wspaniała wyprawa, choć osobiście na pustynię mnie nie ciągnie, mieszkam w Hiszpanii, która coraz bardziej przypomina już pustynię. Marzą mi się zielone miejsca ;) Pozdrawiam ciepło

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Jak tak, to się w sumie nie dziwię ;) Ale Wadi Rum jest naprawdę wyjątkowa, więc warto wybrać się tam chociaż raz w życiu :)

  7. Marek

    Fajna relacja, ale do tej części świata jakoś mnie nie ciągnie. W Azji jest mniej ograniczeń, człowiek czuje się swobodniejszy. Przynajmniej ja :)
    pozdrawiam
    bm

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Z tą dalszą Azją to prawda – Tajlandia, Wietnam czy inne okoliczne kraje pozwalają na więcej. Ale Jordanię warto wpisać na listę swoich podróżniczych marzeń, bo kraj ten jest naprawdę niesamowity. I wbrew pozorom ma bardzo dużo do zaoferowania :)

  8. No to mam kolejną rzecz na liście marzeń – nocowanie na pustyni. To musi być niesamowite wrażenie, ale najbardziej przekonała mnie cisza. Patrzę na Twoje zdjęcia i wiem, że nawet w połowie nie oddają one piękna tego miejsca.

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Oj tak… Piękna Wadi Rum (szczególnie w porze zachodu słońca) nie da się przekazać na fotografii – te widoki i cisza przekładają się na coś, czego nie można uchwycić na zdjęciu, to trzeba przeżyć :)

Leave a Comment