Kambodża: Angkor ciąg dalszy


Dzień 9, 20.11.2016 część 2/3

W pierwszej części relacji z objazdu po „małym kółku” wróciłam wspomnieniami do Banteay Kdei, Srah Srang, oraz Ta Prohm znanej z filmu Tomb Raider, w którym w roli głównej wystąpiła Angelina Jolie. Pora na kolejne zjawiskowe świątynie, którym również nie można odmówić niesamowitej magii i uroku. Z każdym kolejnym odkrywanym zakątkiem mój zachwyt zamiast maleć, urastał coraz bardziej. 

Następny przystanek naszej trasy wypadł przy świątyni Ta Keo zwanej również Kryształową Wieżą. To największa świątynia wzniesiona na polecenie Surjawarmana I i pierwsza w Angkorze, jaka zbudowana została z piaskowca. Jak każda inna, jest unikatowa, jedyna w swoim rodzaju. Na próźno szukać drugiej takiej samej lub chociażby podobnej. Nigdy nie została skończona, dlatego też zupełnie brakuje jej jakichkolwiek zdobień. Podstawa tej kilkupoziomowej piramidy ma 120 na 100m, wysokość – 22m. Wysokość niby jakiegoś specjalnego wrażenia nie robi, ale zdanie zmienia się, gdy dotrze się na jej górę.

Nie zastanawiając się zbyt długo zdecydowaliśmy się wspiąć na szczyt tej budowli. Droga – z pozoru łatwa i krótka – szybko pokazała swe kapryśne i niebezpieczne momentami oblicze. Każdy, kto na pierwsze stopnie wchodził wyprostowany, zaraz przybierał pozycję na czworaka. Niesamowicie wysokie i nierówne stopnie trudno było pokonać w drodze na górę, ale prawdziwe wyzwanie czekało nas tak naprawdę w drodze powrotnej. Jeśli ktoś ma problemy z kolanami, niech dobrze się zastanowi, czy chce im zapodać taką dawkę ćwiczeń. Pot zalewał mi twarz, mięśnie nóg drżały z wysiłku, myślałam już nawet, że stamtąd nie zejdę. Schody są różnej szerokości i wysokości, często wyszczerbione lub pochyłe, więc naprawdę ciężko się z nich korzysta. Na niektórych ledwo mieściła mi się stopa, na innych z kolei na spokojnie stanąłby jakiś gigant. Ale warto było spojrzeć na tę budowlę z góry.

Po powrocie do tuk tuka okazało się, że najprawdopodobniej wchodziliśmy od – jak to wytłumaczył nam Kong – „męskiej” strony. Stopnie są tam dużo wyższe i bardziej strome. Wspinaczka na mury świątyni jest ponoć dużo łatwiejsza od strony, z której korzystać miały kobiety. Ot taka niespodzianka. Faktycznie później na zdjęciach zauważyliśmy, że schody z boku wydawały się dużo wygodniejsze. Kiedyś musimy to sprawdzić.

Przejazd do następnego przystanku wykorzystaliśmy na złapanie oddechu i krótki relaks. Nie oznacza to jednak, że przestaliśmy się rozglądać. Na terenie dawnego Angkoru co chwila wypatrzeć można jakąś perełkę – małą świątynię lub wydawać by się mogło zwykłą stertę kamieni. Na taką stertę głazów trafiliśmy właśnie po drodze. Pozostałości okazały się być jednym z niewielu ocalałych do naszych czasów mostów – Spean Thma. Wiele z tej przeprawy jednak nie pozostało. To co mieliśmy zobaczyć w następnej kolejności, było dużo ciekawsze – zaraz wyłoniły się z dżungli dwie bliźniacze hinduskie świątynie – Thommanon i Chau Say Tevoda.

Czasu mieliśmy coraz mniej, więc przy kolejnej świątyni – Thommanon – zatrzymaliśmy się dosłownie na chwilę. Urzekło mnie jednak to miejsce. Niewielkie budynki ze świetnie zachowanymi detalami były cudowne. To jedna z niewielu świątyń, w których podziwiać można aż tyle doskonale zachowanych szczegółów! Thommanon otoczona była niegdyś murem, ale do dzisiejszych czasów zachowały się jedynie jego fundamenty – właśnie z tych fundamentów obserwowaliśmy to miejsce.

Dokładna data powstania sąsiadujących ze sobą świątyń Thommanon i Chau Say Tevoda nie jest znana, jednak naukowcy twierdzą, że mogły one zostać zbudowane w czasie największego rozkwitu khmerskiej sztuki klasycznej pod koniec XI i na początku XII wieku. Najprawdopodobniej obie budowle zbudowane zostały za panowania króla Surjawarmana II (wtedy, gdy powstał słynny kompleks Angkor Wat).

Po drugiej stronie drogi zobaczyć można wspomnianą już świątynię-siostrę: Chau Say Tevoda. Oba te miejsca były prawie zupełnie puste, mało kto się przy nich zatrzymywał. My mieliśmy tylko chwilę, ale ci, co zupełnie je omijali, nawet nie wiedzą, jak niezwykłe widoki utracili. Chau Say Tevoda jest bardziej zniszczona od Thommanon między innymi z tego powodu, że do jej budowy użyte zostały drewniane wsporniki, które nie dotrwały naszych czasów. W tym klimacie graniczyłoby to z cudem. Rekonstrukcja tego miejsca trwała prawie 10 lat! Niestety wiele zawalonych pomieszczeń utracono na zawsze.

Żałuję teraz, że nie przyjrzeliśmy się tym dwóm świątyniom nieco bardziej wnikliwie, ale czas nas gonił, a wciąż mieliśmy nadzieję zobaczyć perłę Angkoru – Angkor Wat. Następnym razem (musi być następny raz!), spędzimy tam więcej czasu i przy okazji zahaczymy również o te świątynie, których nie mieliśmy szans zobaczyć przy pierwszym pobycie. Jest ich tam masa!

Ale nie tylko świątynie zwracają uwagę. Mieliśmy również okazję zobaczyć dwie przepiękne bramy wiodące do Angkor Thom. Jedna z nich to Victory Gate – nie zatrzymywaliśmy się przy niej na dłużej, ale warto zwrócić uwagę na charakterystyczne dla Angkoru (szczególnie świątyni Bayon) głowy wieńczące wieżę i rzeźby słoni znajdujące się przy wjeździe. Takie same rzeźby zobaczyć można na Tarasie Słoni, który chwilę później mieliśmy okazję podziwiać.

Taras Słoni to biegnący przez środek Angkor Thom długi na 350m mur zdobiony płaskorzeźbami słoni przedstawionych w królewskim orszaku i w czasie łowów. Pięknie zachowane i odrestaurowane płaskorzeźby zajmują całą długość tej kamiennej ściany! Poza słoniami zobaczyć tam można również wyryte w kamieniu płaskorzeźby garud – skrzydlatych stworzeń podtrzymujących królewski pawilon znajdujący się na środku tarasu.

Przy Tarasie Słoni Kong zwrócił naszą uwagę również na „12 sióstr”, czyli na kompleks dwunastu wież wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ich funkcja pozostaje nieznana, ale te samotnie stojące budowle – mimo kiepskiego stanu wielu z nich – nie dają sie nie zauważyć.

Wciąż nie miałam dość. Z szeroko otwartymi oczami pochłaniałam każdy widok, gromadziłam wspomnienia. Każde skupisko kamieni, każda wieża – wszystko to musiałam zachować w pamięci. Gdy już myślałam, że nic nie może mnie bardziej zadziwić, zatrzymaliśmy się przy świątyni Bayon.

CDN.

Kambodża: Dwie perły Angkoru
Kambodża: Warto wierzyć, że się uda... Bajeczny Angkor

Powiązane wpisy

14 Comments

  1. bemvoyage

    Inspirująca relacja i piękne zdjecia. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczymy to na własne oczy :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Trzymam kciuki, bo to trzeba zobaczyć! ;)

      Odpowiedz
  2. Wędrująca Ruda

    Kambodża jest cudowna i swoją niezwykłą architekturą rozbudza wyobraźnię. Wciąż jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia.

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Życzę jak najszybszego odhaczenia tego punktu ;)

      Odpowiedz
  3. Kena z gotowidodrogi

    Niesamowita architektura! Azja przekonała mnie do siebie już parę razy :) Co prawda w Kambodży nas jeszcze nie było ale Twoja relacja potwierdza, że coraz bardziej chcę tam pojechać!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Jest niestety parę aspektów zniechęcających do podóży po tym kraju, ale chociażby dla samego Angkoru warto! :) Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość.

      Odpowiedz
  4. Olka

    Angkor to jest takie miejsce, które chyba większość ludzi chce zobaczyć na własne oczy. I również się do tego grona zaliczam, bo całość tego kompleksu robi wprost fenomenalne wrażenie.

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Zdjęcia z Angkoru zawsze zachwycają, ale zobaczenie tego na żywo wprost odbiera mowę :)

      Odpowiedz
  5. Freestyle Travel - blog podróżniczy

    Angkor robi super wrażenie – mnie nie udało się tam być ani na wschodzie, ani na zachodzie słonca (2 razy sie umawiałam z lokalnymi kierowcami i każdy mnie wystawiał), ale nie żałuję – nawet w ciągu dnia cały kompleks absolutnie zachwyca!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      My byliśmy na wschodzie, ale po pierwsze – kierowca zawiózł nas nad Srah Srang… A po drugie – słońce wzeszło za chmurami ;) Znak, że trzeba pojechać jeszcze raz by zobaczyć ten spektakl, tym razem już jednak nad Angkor Wat :)

      Odpowiedz
  6. Carola Travels The World

    Przed wyjazdem zastanawiałam się czy 3 dni to nie za dużo na Angkor. Wcale nie bo każdego dnia byliśmy bardziej zachwyceni. Najpia dla nas czekała na końcu, Preah Khan☺

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Ja od pierwszych chwil w Angkorze żałuję, że nie wzięliśmy jednak tego biletu tygodniowego…

      Odpowiedz
  7. angelika.swiatek@wp.pl

    może kiedyś dane mi będzie zwiedzić Azję;)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Oby! Powodzenia i jak najszybszego wyjazdu w tamte strony życzę! :)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close