Sri Lanka: informacje praktyczne

W ostatnim czasie dotarło do mnie dość sporo próśb o zebranie praktycznych informacji dotyczących podróży na Sri Lankę w całość. Tak więc oto krótkie podsumowanie informacji, które mogą okazać się przydatne w trakcie pobytu na tej niezwykłej wyspie. 

IS_Ella-18-800x533

Zdrowie:

– Warto wykonać podstawowe zalecane szczepienia ochronne (dur brzuszny, tężec, błonica, polio, WZW A+B). Co prawda sporo kosztują, ale zabezpieczają przed wymienionymi chorobami na kilka lat lub nawet na całe życie (WZW), tak więc warto zainwestować w swoje bezpieczeństwo. Mi akurat przydało się szczepienie na tężec. Poza tym z wyjątkiem duru brzusznego, warto mieć aktualne szczepienia również w Polsce.

– Ryzyko złapania malarii jest niewielkie, ale nie oznacza to, że nie ma go w ogóle – dobrze zaopatrzyć się w środki przeciw komarom zawierające min. 20% DEET. Przed wyjazdem zakupiłam działający ponoć przez 12 godz. środek o nazwie Foresta. Czy faktycznie tyle działał – na to uwagi nie zwracałam. W każdym razie działał skutecznie. Ten produkt zawiera 30% DEET oraz 20% drugiej substancji aktywnej. Ugryzło mnie kilka komarów, ale tylko przez to, że zapomniałam się spryskać.

– Należy unikać bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami, ponieważ istnieje ryzyko zachorowania na wściekliznę. Nawet nie próbujcie pogłaskać małpy – może być na coś chora, dodatkowo w każdej chwili może zaatakować, a zęby ma ostre.

– Problemy żołądkowe raczej tam turyście nie grożą, jednak każdy jest inny i żołądek może czasem gorzej zareagować. Warto wziąć ze sobą na biegunkę leki typu Loperamid. My żadnych problemów nie mieliśmy, ale opakowanie takich leków wiele miejsca w bagażu nie zabierze, a może uratować cały wyjazd.

Wiza:

Obywatele Polski muszą posiadać wizę. Aplikować można o nią online przez stronę www.eta.gov.lk. Koszt w przypadku zakupu przez Internet wynosi 30$ od osoby. Zakup wizy możliwy jest również po wylądowaniu na lotnisku, ta opcja wiąże się z kosztem 35$.

 Jedzenie:

– Kuchnia lankijska jest niesamowicie ostra, ale w restauracjach można prosić o dania „no spicy” – teoretycznie otrzyma się wtedy danie o takim poziomie ostrości, który przeciętny Europejczyk powinien wytrzymać. Zdarza się jednak, że mimo prośby o niezbyt ostry posiłek, dostanie się danie, po którym będzie się ziało ogniem… Zdarzyło nam się to w Pinnawali, w restauracji położonej tuż nad rzeką, w której kąpią się słonie. Nam najlepiej popijało się te ich ostre posiłki ichniejszym piwem, ostatecznie można ratować się colą. Woda nie pomaga, wydaje mi się, że wręcz wzmaga uczucie ostrości. Soki owocowe nie niwelują ostrego smaku lankijskich dań.

– Główną potrawą jest rice & curry – ryż podawany z kilkoma miseczkami różnych dodatków (papadam, ostry pol sambol, chutney z mango, najczęściej łagodny dhal z soczewicy, smażony kwiat bananowca, kurczak/ krewetki / mięso wołowe itp. w curry itd.). Może być mięsne lub wegetariańskie (np. próbowane przez nas w Sigiriyi curry z jack fruita). Danie to można jeść na śniadanie, obiad i kolację. Warto popróbować również innych lankijskich dań jak np. lamprais (ryż, mięso i dodatki zapieczone w liściu bananowca).

– Jeżeli najdzie Was ochota na drobną przekąskę, po południu w maleńkich sklepikach lub na różnych stoiskach dostaniecie świeże rotti – najróżniejsze niewielkie przysmaki.

– Kuchnia lankijska jest idealna dla wegetarian – jest w niej całe mnóstwo dań bez dodatku mięsa. Każdy znajdzie coś dla siebie.

– Na Sri Lance dostać można różne typowe słodycze, ale my ograniczyliśmy się jedynie do kurdu (coś a’la jogurt z bawolego mleka) z syropem uzyskanych z kwiatów palmy kokosowej. Jednak jeżeli będziecie mieć ochotę na coś słodkiego, rozejrzyjcie się szczególnie za nazwami takimi jak: aluwa, aggala, kalu dodol, watalappam, aasmi i pushnambu.

– Spożywanie surowych owoców jest bezpieczne, jednak należy je przed spożyciem umyć, najlepiej wodą butelkowaną. Najpopularniejszymi owocami w czasie, gdy byliśmy na wyspie były ogromne papaje, ananasy i banany (również czerwone). Można było kupić również gdzieniegdzie mango, marakuje, jabłka drewniane i mangostany.

– Wodę najlepiej pić butelkowaną, butelki mają specjalnie zafoliowane zakrętki. Wielokrotnie czytałam zalecenia, żeby unikać kostek lodu, ponieważ mogą być przygotowywane z wody kranowej, jednak w miejscach, w których jedliśmy, żadnych problemów po koktajlach z lodem nie mieliśmy.

– Lankijczycy jedzą rękami, ale turystom podawane są sztućce.

– Nie zdziwcie się, jeżeli otrzymacie posiłek na talerzyku owiniętym w folię – to taki ich sposób na utrzymanie czystości. Po zjedzeniu folia jest wyrzucana, a talerzyk w dalszym ciągu nie wymaga mycia i można go zawinąć w kolejną torebkę. Bardzo praktyczne i wbrew pozorom bezpieczne dla żołądków.

– Co do picia? Soki ze świeżych, dojrzewających na drzewach owoców! Są gęste i przepyszne. Niestety w restauracjach trochę drogie, ale mimo wszystko warto. Można kupić sok z jednego rodzaju, ale też zmieszany np. banan, papaja i ananas. Pycha!

 Alkohol:

– Alkohol sprzedawany jest w specjalnych zakratowanych sklepach, wydawany tylko przez sprzedawców. W sklepach nie ma takich jak u nas regałów z alkoholem. Czasem może się zdarzyć, że w sklepie znajduje się niewielkie zakratowane stoisko, ale nie jest to regułą.

– Typowe lankijskie piwo Lion sprzedawane jest w puszkach i w butelkach o pojemności 0,625l. Tanie nie jest – za butelkę w sklepie płaciliśmy 250 rupii, czyli jakieś 7zł.

– Typowym alkoholem jest arak destylowany z kwiatów palmy kokosowej

Noclegi:

– Jeżeli ktoś nie ma wysokich wymagań co do noclegów, tanio noc spędzić można w guesthousach – bez problemu znajdzie się tam pokoje z łazienką, internetem i śniadaniem w cenie. Ceny przy wcześniejszej rezerwacji w bardzo przyzwoitych warunkach to ok. 15-25$ za noc za pokój dwuosobowy. Na miejscu pewnie można znaleźć coś taniej, ale ze względu na intensywność wyjazdu zdecydowaliśmy się na zarezerwowanie noclegów przed wyjazdem.

– Jeżeli chcecie wynająć kierowcę i powierzacie mu część organizacji wyprawy, ale nie potrzebujecie nie wiadomo jak wypasionych warunków noclegu, zakwaterowanie załatwcie sami albo zaznaczcie mu, że interesują Was tańsze propozycje niż 50$ za pokój. Kusumsiri zaproponował nam noclegi w takiej właśnie bardzo wysokiej cenie.

– Większość pokoi wyposażona jest w moskitiery albo siatki w oknach, jednak warto zabrać ze sobą swoją własną moskitierę – nam się raz przydała. Koszt zakupu niewielki (kilkanaście złotych), dużo miejsca nie zajmuje, a w nocy można się spokojnie wyspać i nic nad uchem nie bzyczy.

– W łazienkach najczęściej leci z kranu zimna woda, tylko kilka razy trafiliśmy na możliwość regulacji temperatury. Jednak przy panującej tam temperaturze gorąca woda raczej jest zbędna.

Zakupy:

– O ile dobrze pamiętam, ceny w sklepach są podobne do tych w Polsce. Butelka wody (1,5l) w miejscach turystycznych kosztuje ok. 80-100 rupii, czyli mniej więcej ok. 2,50 zł.

– Herbata w sklepiku koło fabryki herbacianej była strasznie droga. Dobrej jakości herbaty można kupić w zwykłym sklepie. Przy fabrykach warto szukać jedynie herbacianych ciekawostek jak np. herbata Virgin opisana tutaj.

– Biżuterię z minerałami najlepiej kupować w sklepach przy kopalniach lub w Kandy, otrzyma się wtedy certyfikat potwierdzający jej autentyczność. Sprzedawane na ulicy minerały mogą być wątpliwej jakości, a często okazują się nawet podróbkami.

– Pocztówki kosztują różnie – od 20 do 40 rupii (0,60-1,20zł), koszt znaczka to 20-25 rupii (ok. 0,56 zł). Znaczek wydał mi się strasznie tani jak na przesyłkę międzynarodową i międzykontynentalną, ale kartki doszły – sprawdzone osobiście :)

– czasem warto zastanowić się nad zakupem pamiątek u obnośnych sprzedawców „atakujących” nas przy atrakcjach. U jednego takiego sprzedawcy tzw. magic box (drewniane pudełko ozdobione rzeźbieniami z kilkoma ukrytymi w środku schowkami) kosztował po negocjacjach raptem 4$, w sklepie przy wytwórni masek w Ambalangodzie koszt takiego pudełka wynosił już 20$.

– Przy zakupie jakichkolwiek pamiątek należy się obowiązkowo targować.

Atrakcje:

– Dla turystów bilety wstępu do głównych atrakcji są tak drogie, że momentami odechciewa się jakiegokolwiek zwiedzania. Gdy za wejście Lankijczycy płacą kilkadziesiąt rupii lub nawet nie płacą wcale, z turysty zdzierane jest ich 2500 – 3900. Pod tym względem jest znacznie drożej niż nawet w Europie Zachodniej. Jednak miejsca typu Sigiriya, Dambulla czy Anuradhapura warte są odwiedzenia mimo tak koszmarnie wysokich cen biletów. Względnie tanie są wejściówki np. do wylęgarni żółwi czy pod Humana Blowhole (miejsce, w którym woda oceaniczna wytryskuje ze skał jak gejzer).

– Bezpłatne jest zwiedzanie plantacji herbaty, ogrodów przypraw, kopalni i muzeów kamieni szlachetnych i półszlachetnych, ale przewodnicy po tych miejscach liczą, że kupi się coś w miejscowym sklepiku

– Na Sri Lance obserwować można wieloryby. Jeżeli cierpi się na chorobę morską, warto zabrać ze sobą jakieś leki. Teoretycznie tabletkę na objawy tej choroby można dostać również od załogi łodzi, którą się płynie, ale zależy to od firmy organizującej wyprawę. Ja nie choruję, ale miałam momentami naprawdę dość ciągłego ostrego „góra-dół”. Mimo tego – na pewno warto wybrać się na taki rejs

– Na wyspie można również wybrać się na safari do jednego z wielu parków narodowych. W Parku Narodowym Yala warto w trakcie postoju nad oceanem zwrócić uwagę na ruiny budynków zmiecionych przez tsunami. Jest tam też pomnik ku pamięci ofiar. Niestety kierowcy jeepów raczej o tym nie informują, dlatego warto wiedzieć o tym wcześniej – pomnik schowany jest za krzakami.

– Na safari warto zabrać ze sobą małą lornetkę i koniecznie zapas wody i coś na ząb. Jako że wyjazd na poranne safari jest bardzo wcześnie, niektóre hotele zaopatrują gości w śniadanie na wynos.

– Na obserwację wielorybów i delfinów można wybrać się tylko nad ranem, ale na safari do parków narodowych tak rano jak i po południu. Zwierzęta gromadzą się wtedy przy wodopojach. W południe są raczej niewielkie szanse na zobaczenie różnorodności lankijskiej fauny, ponieważ wszystko co się rusza, chowa się przed słońcem. Organizowane są również droższe wyprawy całodniowe.

– Przy wybrzeżach Sri Lanki znajduje się rafa koralowa. Rafa nie zachwyca – jest zniszczona, ale mimo wszystko pływa tam mnóstwo różnych ryb. Warto zabrać ze sobą zestaw do snorklingu, ewentualnie można go wypożyczyć gdzieniegdzie na miejscu. Jednak jakoś nie przemawia do mnie wypożyczanie fajki, którą ktoś przed chwilą używał… Warto mieć ze sobą aparat do podwodnych zdjęć, bo różnorodność ryb może zachwycić, trzeba tylko uważać na silne prądy wciągające wgłąb oceanu.

– Jeśli aparat do zdjęć podwodnych jest w jakimś ostrym kolorze (ja korzystałam z czerwonego) można liczyć, że niektóre ryby postanowią go zaatakować. Przypadkowe skubnięcia w palce też się zdarzają, ale nie jest to nic nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie – to dość ciekawe przeżycie.

– Jeśli wybierzecie się w krótki rejs motorówką po rzece Madu Ganga, zapłaćcie dodatkowo za wizytę na fish farm – pedicure wykonywany przez dziesiątki albo i setki ryb to niesamowita atrakcja w cenie dużo niższej niż w polskich salonach piękności. Ryby są też większe i bardziej aktywne. Dodatkowo zapewniony rybi masaż to jest to :)

– Plaże na południu są raczej wąskie, a prądy w oceanie potrafią niebezpiecznie ściągać wgłąb.

– Na plaże, mimo że są piaszczyste warto zabrać buty do wody – podziwianie rafy bez takiego obuwia może być bardzo bolesne.

– Najwięcej turystów znajduje się w Mirissie i w centrach windsurfingu, ale wcale nie oznacza to śledzia na śledziu nawet w szczycie sezonu

– Najbardziej zatłoczonym miejscem jest świątynia Zęba Buddy w Kandy, należy uważać na kradzieże. Jednak przeważają tam modlący się Lankijczycy.

Przykładowe ceny biletów (za osobę)

– nie oszukujmy się – chcąc na Sri Lance coś zobaczyć „od wewnątrz”, musimy liczyć się z wysokimi cenami wejściówek (ceny z 2015 roku):

  • wejście na Lwią Skałę (Sigiriya): 3900 rupii (110 zł)
  • kompleks ruin w Anuradhapurze: 3250 rupii (90 zł)
  • kompleks ruin w Pollonaruwie: 3250 rupii (90 zł)
  • wstęp do sierocińca dla sloni w Pinnawali: 2500 rupii (70 zł), karmienie słoniątek mlekiem: 350 rupii (10 zł), karmienie słoni owocami: 250 rupii (7 zł)
  • wstęp do królewskich ogrodów Peradeniya: 1100 rupii (31 zł)
  • świątynie w Dambulli: 1500 rupii (42 zł)
  • podejście do posągu Buddy w Aukanie: 750 rupii (21 zł)
  • Świątynia Zęba Buddy w Kandy: 1000 rupii (28 zł)
  • wylęgarnia żółwi: 250 rupii (7 zł)
  • River Safari w Balapitiya: 5000 rupii (140 zł) – za łódź, rybi masaż: 200 rupii (5,60 zł)
  • obserwacja wielorybów na oceanie: 4000 – 8000 rupii (od ok. 110 do 250 zł)
  • bilety wstępu do Parku Narodowego Yala: 3000 rupii (84 zł)
  • wynajem jeepa do Yala: ok. 4500 rupii (126 zł) – za samochód
  • park Victorii w Kandy: 300 rupii (8,50 zł)
  • Humana Blowhole: 250 rupii (7 zł)
  • plantacje herbaty z oprowadzaniem, ogrody przypraw, kopalnie i muzea kamieni szlachetnych – wstęp bezpłatny, ale mile widziane są późniejsze zakupy w danym miejscu

Na co uważać:

– Naciągacze, naciągacze i jeszcze raz naciągacze… Na południu mogą być niebezpieczni i zdarza się, że zastraszają turystów. W szczególności uważajcie na pseudo rybaków siedzących na kijach, a raczej na ich opiekunów. Co nieco o tym przeczytać możecie tutaj.

– Polecani przy największych atrakcjach wyspy przewodnicy to zbyteczny wydatek. Po pierwsze życzą sobie początkowo bardzo wysokie kwoty, ale nawet po stargowaniu do połowy, nie warto ich brać ze sobą. Narzucają szybkie tempo, nie pokazują wszystkiego. Lepiej zaopatrzyć się w dobry przewodnik w księgarni.

– Środki odstraszające komary dobrze używać rano i wieczorem – w ciągu dnia komarów raczej brak.

– Po wyprawie w dalszym ciągu jestem zdania, że lepiej nie wypożyczać na Sri Lance samodzielnie samochodu. Lankijscy kierowcy jeżdżą często jak wariaci, na szczęście nie rozwijają jakiś zawrotnych prędkości. Jak dla mnie trzeba wynająć auto z kierowcą (w pakiecie opłaca się wynagrodzenie, paliwo i wyżywienie oraz noclegi kierowcy). Średnio koszt wynajmu samochodu z polecanym i znanym szerzej kierowcą to 50-60$, jednak koniecznie trzeba się targować. Paliwo na Sri Lance kosztuje 110-130 rupii za litr diesla (ok. 3-3,60zł) i ok. 150-160 rupii za benzynę 95 (4,20-4,50zł), tak więc przeliczając wszystkie koszty, samochód z kierowcą może wyjść podobnie albo nawet i taniej niż samodzielne wypożyczenie auta. W cenie zawarty jest jeszcze jeden ważny punkt – święty spokój. Wszędzie gdzie chcecie zostaniecie dowiezieni. Zero stresu na drogach, zero obaw że się zgubicie bądź nie dotrzecie do upragnionego celu. Przy okazji możecie być też spokojni o swój bagaż.

– Na Sri Lance występuje kilka gatunków jadowitych i niebezpiecznych dla człowieka węży, lepiej nie poruszać się pieszo po zmroku.

– Dzikie słonie wcale nie są nastawione przyjacielsko, lepiej trzymać się od nich z daleka.

– Ludzie są bardzo mili – jeżeli uśmiechniesz się do Lankijczyka, z pewnością odpowie tym samym. Ale jednak sporo osób do turysty podchodzi jak do chodzącej skarbonki. Można usłyszeć nie raz „one dollar please”

Dobre rady:

– Dobrze mieć w portfelu dużo drobnych banknotów (po 20 rupii), w razie żądań napiwków powinny wystarczyć.

– Do świętych miejsc (świątynie, teren wokół stup, pomniki poświęcone ofiarom tsunami) wchodzi się bez butów, ale można pozostać w skarpetkach. Warto zabrać ze sobą grubsze skarpetki, które uchronią stopy od poparzenia po kontakcie z niesamowicie nagrzanym podłożem i raniącymi stopy maleńkimi kamykami.

– Buty raczej można zostawiać poza specjalnie przeznaczonymi do tego budkami, ale należy liczyć się wtedy z możliwością kradzieży (złodziejami mogą się okazać równie dobrze i małpy).

– Najtaniej dzwonienie wyjdzie poprzez Skype, połączenia do Polski oraz smsy są bardzo drogie jeśli nie dysponuje się lankijską kartą SIM.

– Warto zapamiętać, że tak jak jasno robi się między 6 a 7 rano, tak ciemno robi się o takiej godzinie wieczorem. W związku z niewielką odległością od równika, dzień trwa ok. 12 godz.

– Jeżeli kogoś interesuje przyroda, to Sri Lanka jest świetnym wyborem. Poza licznymi gatunkami ptaków i gadów, podziwiać można również niesamowitą roślinność. Przy okazji pobytu na wyspie zobaczyć można jak rosną ananasy, ryż, pieprz, wanilia i wiele innych.

– Jeżeli chcecie poruszać się po zmroku, weźcie latarkę – ulice rzadko gdzie są oświetlone, a nocą wyłażą zewsząd węże, na które lepiej nie nadepnąć.

– Jeżeli chodzi o płatności, lepiej nie polegać tylko na kartach – dobrze mieć ze sobą zapas gotówki.

– Bankomaty można znaleźć w większych miejscowościach, ale nie ma ich zbyt dużo.

– Na wymianę trzeba zabrać dolary (bardziej preferowane, ceny dla turystów przeliczane są na tę walutę) lub euro. Polskiej waluty na wyspie się nie wymieni. Wydaje mi się, że kurs jest na Sri Lance sztywny – gdziekolwiek nie patrzyliśmy był on praktycznie taki sam, niezależnie czy chodziło o kantor na lotnisku czy gdzieś w mieście.

– Koniecznie zabierzcie ze sobą coś przeciwdeszczowego. Na Sri Lance są dwie naprzemienne pory monsunowe – gdy pada na północnym wschodzie wyspy, to sucho powinno być na południowym zachodzie i odwrotnie. Tylko czasem nawet w porze suchej trafia się intensywny deszcz. Nam akurat ulewa popsuła szyki na dzień, gdy planowaliśmy plażowanie w Mirissie, mimo że powinno być tam sucho. Monsun na południowym zachodzie trwa od kwietnia (maja) do września. Natomiast na północnym wschodzie – od listopada do marca

– Warto mieć ze sobą przejściówkę do gniazdka, ponieważ możecie trafić na gniazdka typu D – brytyjski standard z trzema okrągłymi bolcami ustawionymi w kształcie trójkąta. W wielu miejscach zamontowane były gniazdka takie jak w Europie, ale czasem musieliśmy posłużyć się długopisem, żeby tylko móc skorzystać z prądu. Używania długopisu w ten sposób nie polecam, lepiej mieć ze sobą odpowiednią przejściówkę :)

 

Niestety o transporcie po wyspie za dużo powiedzieć nie mogę – korzystaliśmy jedynie z auta z kierowcą, tak więc w tym temacie nie mamy żadnych innych doświadczeń.

Jeżeli akurat taka opcja by Was interesowała, podaję namiary na naszego kierowcę – Kusumsiri Vijetunga: kusumsiri55@gmail.com. Strona internetowa: http://kusumsiritravels.com/. Nas ta przygoda kosztowała 55$ za dzień. W cenę wliczone było paliwo, nielimitowane przejazdy, noclegi oraz wyżywienie Kusumsiri. W gratisie mieliśmy ciekawe opowieści, podpowiedzi, co warto zobaczyć w okolicy i pilnowaną mobilną skrytkę bagażową.

 

Jako że pojawiło się również kilka pytań o pamiątki z wyspy, przygotowałam na ten temat oddzielny wpis, który znajdziecie tutaj: Co warto przywieźć ze Sri Lanki, czyli kilka słów o pamiątkach.

Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach – postaram się na nie odpowiedzieć :)

(Visited 5 407 times, 1 visits today)
Co warto przywieźć ze Sri Lanki, czyli kilka słów o pamiątkach
Sri Lanka: Ostatnie chwile na wyspie

Powiązane wpisy

11 Comments

  1. Ania

    Witam, bardzo fajny blog! Wybieramy się właśnie na Sri Lankę. Czy jest wskazane zabranie butów trekkingowych?

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Dziękuję! Zabieranie butów trekkingowych moim zdaniem ma sens tylko wtedy, gdy planujecie intensywne wycieczki w góry. My mieliśmy tylko buty z Decathlonu (takie w stylu adidasów, wodoodporne i oddychające) i nam w zupełności wystarczyły. Posłużyły nam głównie na czas dojazdu do i z lotniska w Polsce. Głównie korzystaliśmy z turystycznych sandałów, koniecznie takich z antypoślizgową podeszwą, dobrze, żeby były również wodoodporne, ponieważ mogą wtedy posłużyć jako buty do wody. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  2. Łukasz

    Świetna relacja, już nie długo ruszam na Cejlon Twoja relacja była bardzo pomocna w planowaniu wyprawy! DOBRA ROBOTA!!!

    Odpowiedz
  3. Bożena

    Cała Twoja relacja była dla nas bardzo pomocna podczas naszej podróży w lutym tego roku na Cejlon. Dziękujemy, wykorzystywaliśmy Twoje wskazówki i rady każdego dnia ponieważ byliśmy prawie we wszystkich opisanych przez Ciebie miejscach. Dzięki Tobie zrezygnowaliśmy z usług Pana Kusumsiri, jego ceny było bardzo wysokie. Jeszcze raz dziękujemy. W lutym lecimy do Tajlandii: mamy nadzieję, że relację ze swojej wyprawy do tego kraju szybko umieścisz na stronie i znów będziemy mogli skorzystać z ciekawych porad i wskazówek. Jeśli kiedyś będziesz myśleć o wyjeździe do Stanów napisz. Mieszkaliśmy przez 5 lat w Nowym Yorku, możemy podpowiedzieć jak tanio podróżować po Ameryce

    Odpowiedz
  4. Magda

    Mój komentarz to bardziej prośba ;) Moi znajomi jadą w podróż poślubną właśnie na Sri Lanke, a w prezencie ślubnym życzą sobie ‚zestaw przetrwania’. I moja prośba tyczy się tego czy mogłabyś mi podpowiedzieć co się tam przyda ;)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Hmmm… Wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądać ta podróż i czy prezent ma być z humorem czy praktycznie :) Jeśli chodzi o bardziej praktyczny aspekt, to na pewno nie może w takim zestawie zabraknąć sprayu na komary (najlepiej z minimum 30% DEET), kremu do opalania z wysokim filtrem, brytyjskiej przejściówki do kontaktu, dobrego przewodnika po wyspie. Przydatne na miejscu mogą okazać się nawilżanie chusteczki. Warto również mieć ze sobą leki na problemy żołądkowe, standardowo coś przeciwbólowego, plastry itd. Młodym do takiego „zestawu przetrwania” można również wrzucić jakieś grubsze, fikuśne skarpetki – przydadzą się, gdy np. będą musieli boso zwiedzać lankijskie świątynie, do których nie wolno wchodzić w obuwiu. Jeżeli chcieliby wybrać się gdzież po zmroku – chociaż tego akurat nie polecam – warto dorzucić latarkę. Jako że nawet w porze suchej może zdarzyć się ulewa, mały płaszcz przeciwdeszczowy nie powinien zająć dużo miejsca. Tyle na chwilę obecną przyszło mi do głowy :)

      Odpowiedz
  5. Okiem Alexa

    Ostatnio Sri Lanka zrobiła się dość modna.. więc z zapałem czytamy wszystkie napotkane relację. ;) Dużo przydatnych informacji! Do tego dobrze się czyta ;)

    Pamiętasz za ile upolowałaś bilety lotnicze??

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Cieszę się, że dobrze się to czyta :D Bilety kosztowały nas 1350 zł od osoby – cena ta obejmowała loty między Warszawą, Belgradem, Abu Zabi i Kolombo z powrotem do Budapesztu oraz lot z Budapesztu z bagażem rejestrowanym na pokładzie Wizz Air. Aż żal było nie skorzystać z takiej okazji ;)

      Odpowiedz
  6. Baśka

    W sierpniu tam się wybieram. Dzięki za podpowiedzi co do chorób i leków. Już wiem, czego w mojej apteczce nie zabraknie. Obczaiłam ten Loperamid. Wydaje się ok., tylko wizytę w przychodni będę musiała sobie zaklepać. Jeszcze raz wielkie dzięki za artykuł :)

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Cieszę się, że artykuł się przydał! W razie pytań pisz śmiało, postaram się pomóc :)

      Odpowiedz
  7. Magnes z podróży

    I powstanie przydatny i ciekawy poradnik.

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close