Serbia: Pierwsza przesiadka w drodze na Sri Lankę – wizyta w Belgradzie


Wyświetl większą mapę

15.01.2015 – dzień 1

MIŃSK MAZOWIECKI – WARSZAWA – BELGRAD

Pierwszy dzień wyprawy na Sri Lankę minął na pokładzie samolotu i na zwiedzaniu Belgradu. Drugi zbyt wiele nie różnił się od tego pierwszego. No może z wyjątkiem miasta, w którym spędziliśmy chwilę. Ale zacznę relację od początku.

Z domu wyjechaliśmy dość wcześnie, ruszyliśmy mniej więcej o 5:45. Tym razem wreszcie ja mogłam prowadzić (tuż przed wyjazdem udało mi się w końcu odebrać moje upragnione prawo jazdy! :D) Uprzedzając ewentualne pytania – do Warszawy dojechaliśmy w całości, bez ani jednej rysy na lakierze i ani jednego otrąbienia ;) Zazwyczaj zostawialiśmy samochód na parkingu pod firmą, w której pracuję, ale tym razem zdecydowaliśmy się na jeden z parkingów, którego obsługa dowozi i odbiera pasażerów. Koszt tego parkingu wyniósł nas tyle samo co koszt taksówki do biura w dwie strony, więc długo się nie zastanawialiśmy. Bez żadnych problemów dostaliśmy się na lotnisko i szybko przeszliśmy przez wszystkie procedury. Początkowo obawiałam się, że ze względu na dwie przesiadki zmuszeni będziemy dwukrotnie odbierać i ponownie nadawać nasz bagaż, ale na szczęście walizki nadane zostały od razu bezpośrednio do Kolombo. Mimo licznych obaw, obie doleciały w całości. Na większej z nich pojawiła się naklejka informująca o przeskanowaniu w celach bezpieczeństwa. Czyżby walizka wzbudziła jakieś podejrzenia…?
Lot do Belgradu przebiegł szybko i tylko raz zdarzyły się drobne turbulencje. Pierwszy raz miałam do czynienia z AirSerbia, ale już po tym pierwszym locie widzę, że jeżeli jeszcze kiedyś trafi mi się ciekawa okazja na lot tą linią, długo nie będę się zastanawiać. Czasem odnosiłam wrażenie że niektóre stewardessy nie były w humorze, ale każdemu może zdarzyć się gorszy dzień. Mimo tego podchodziły do swoich zadań profesjonalnie. Samolot również prezentował się całkiem nieźle.

Belgrad 15.01.2015 (36)

Fot. Wnętrze samolotu A319-100 należącego do linii AirSerbia

Na pokładzie w cenie biletu otrzymaliśmy posiłek – zestaw składający się z kanapki z wędliną, ogórkiem i pomidorem oraz kokosowego rogalika i 250ml butelki niegazowanej wody. Do tego można było wybrać jeden z dostępnych napoi – kawę, herbatę lub sok. W porównaniu do tego, co jeszcze niedawno oferowała nasza rodzima linia lotnicza (niewielki wafelek i woda mineralna), catering AirSerbia był bardzo urozmaicony.

Belgrad 15.01.2015 (32)

Fot. Pokładowy catering w AirSerbia

Jak już wcześniej pisałam, w serbskiej stolicy czekała nas 12 godzinna przerwa w naszej podróży. Żeby nie zanudzić się na śmierć na lotnisku, postanowiliśmy wybrać się na krótkie zwiedzanie miasta. Żeby dostać się z lotniska do centrum miasta, można skorzystać standardowo z taksówek, z transportu publicznego lub z tzw. shuttle busów. My wybraliśmy opcję transportu miejskiego. Na lotnisku warto zaopatrzyć się w bezpłatną mapę w punkcie informacji znajdującym się tuż przy pasach do odbioru bagaży. Jeśli chodzi o wymianę pieniędzy, najlepiej zabrać ze sobą euro i nie wymieniać waluty w automatach – kurs będzie tam mniej korzystny niż w kantorze znajdującym się tuż przy wyjściu ze strefy odbioru bagaży. W trakcie naszego pobytu kurs wymiany wynosił 117 dinarów za euro w automacie lub 120 w kantorze.120 dinarów otrzymywało się również po wymianie pieniędzy w licznych kantorach w centrum miasta.

Tuż po wyjściu z terminala przylotów należy skręcić w lewo – zaraz obok będzie czekać niewielki autobus linii A1. Cena przejazdu do centrum Belgradu to 300 dinarów (ok. 12zł). Żeby zakupić bilet, wystarczy wsiąść do autobusu. Kierowca tuż przed ruszeniem przejdzie się i sprzeda wszystkim bilety. Można również podejść do niego samodzielnie. Co prawda angielski nie jest mocną stroną kierowców, ale mimo tego da się dogadać. Z autobusu można wysiąść przy dworcu kolejowym, spod którego blisko już do belgradzkich atrakcji.

Belgrad 15.01.2015 (31)

Fot. Wnętrze autobusu linii A1 kursującego z/na lotnisko

Jako że nie jestem zbyt wielkim sympatykiem tego regionu Europy, po Belgradzie nie spodziewałam się niczego specjalnego. Myślałam, że będzie to typowe socjalistyczne miasto z licznymi brzydkimi blokowiskami i brakiem jakichkolwiek ciekawych miejsc wartych zobaczenia. To, że to miasto z brzydkimi blokowiskami sprawdziło się. Jednak na miejscu czekało mnie też dość miłe zaskoczenie – w Belgradzie jest co zwiedzać, a do tego jeśli ktoś lubi spacerować to wszystkie atrakcje znajdują się na stosunkowo niewielkim terenie. Do największych atrakcji miasta zaliczają się m.in. pozostałości rzymskiej warowni Kalemegdan, forteca z czasów Imperium Osmańskiego, cerkiew św. Marka, cerkiew św. Sawy, Muzeum Narodowe, meczet Bajrakli z XVII w. będący jedynym zachowanym w Belgradzie zabytkiem muzułmańskim. Niewątpliwie warto wybrać się również na spacer najsłynniejszą belgradzką ulicą Skadarską, przy której znajdują się oryginalnie pomalowane domy oraz liczne przytulne restauracje świecące w trakcie naszego pobytu pustkami. Ta długa na 400m. uliczka zaczyna się niedaleko pl. Republiki – mając mapę z informacji turystycznej nietrudno na nią trafić.

Nasz spacer zaczęliśmy od wspomnianego już dworca kolejowego, przy którym lotniskowy autobus ma jeden z dwóch przystanków.
Idąc jedną z głównych ulic, naszym oczom ukazały się dwa zrujnowane budynki, które wyglądały jak po wybuchu gazu… lub bomby.

Lecąc do Belgradu miałam tylko jedno skojarzenie z tym miastem – wojna i naloty. W ścisłym centrum nie dało się odczuć bolesnej historii, widać że miasto podniosło się już po wydarzeniach sprzed kilkunastu lat. Jednak w dwóch miejscach widzieliśmy ślady zakończonego niedawno konfliktu. Jednym z tych miejsc były właśnie widziane przez nas budynki dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, natomiast w drugim miejscu (niedaleko twierdzy Kalemegdan), zobaczyłam na jednym z budynków podziurawioną prawdopodobnie kulami elewację. Zniszczone budynki ministerstwa są obecnie – jak to mawiają Serbowie – pomnikiem NATO w Belgradzie. Przez te wydarzenie Serbia zwróciła się bardziej w stronę Rosji, co dobrze widać na ulicach (pomniki rosyjskich bohaterów).

Spod zbombardowanych biur ruszyliśmy w kierunku cerkwi św. Marka wzniesionej w latach 1931 – 1940. Cerkiew ta wyróżnia się swoim rozmiarem. Wewnątrz umieszczony został sarkofag cara Serbii Stefana Duszana oraz grób patriarchy Germana. W świątyni tej znajduje się jedna z najcenniejszych kolekcji IXX i XXw. ikon.

Belgrad 15.01.2015 (5)

Fot. Cerkiew św. Marka

Następnie udaliśmy się na poszukiwanie czegoś na obiad. Skusiliśmy się na jedną z mijanych restauracji – Maderę. Na moim talerzu wylądowała musaka (jajko wymieszane z mięsem mielonym, przyprawami, a następnie zapieczone), a mąż zamówił jakieś mięcho przykryte plasterkami szynki, posypane ogromną ilością żółtego sera i następnie upieczone. Niestety moja musaka bardzo szybko wystygła, a mięcho przypominało danie przygotowane w mikrofali. Musaka kosztowała 600 dinarów, a druga potrawa 900. Doliczono nam jeszcze 80 dinarów – do tej pory zastanawiamy się, czy był to wliczony w cenę napiwek czy też koszt podanego dodatkowo pieczywa, którego nie zamówiliśmy i nawet nie tknęliśmy.

Pierwszy kontakt z serbską kuchnią wypadł średnio, ale może po prostu mieliśmy pecha i wybraliśmy kiepską restaurację. Warto wspomnieć tu jeszcze o jednej sprawie – Serbowie w restauracjach palą jak smoki… Może to też miało wpływ na odbiór naszych dań?

Po wyjściu z lokalu naszym oczom ukazał się autobus transportu miejskiego. Był to Solaris! Jak się później okazało, wyprodukowanych w Polsce Solarisów jeździ tam sporo.

Belgrad 15.01.2015 (2)

Fot. Nasz Solaris w Belgradzie

Kolejną ciekawostką w mieście były kwitnące kwiaty stokrotek i mniszka – czyżby do Belgradu zawitała już wiosna?

Po krótkiej przerwie w parku i zdjęciach budynku Zgromadzenia Narodowego Serbii (budynek oglądaliśmy również wieczorem – pięknie się prezentował), ruszyliśmy w poszukiwaniu jednej z najbardziej malowniczych uliczek Belgradu – ulicy Skadarskiej.

Spośród wszystkich widzianych miejsc w Belgradzie, największe wrażenie wywarły na mnie ruiny Kalemegdan. Jeśli ktoś poszukuje polskich akcentów w Belgradzie, warto zajść do twierdzy od strony ulicy Tadeusza Kościuszki.

Belgrad 15.01.2015 (12)

W czasach swej świetności twierdza ta musiała być naprawdę ogromna. Obecnie pozostałości nie są zbyt imponujące, ale warto wybrać się tam na spacer.Można tam również poszukać na licznych stoiskach oryginalnych pamiątek z Serbii.

Belgrad 15.01.2015 (13)

Za murami znajduje się niewielki park, można również obejrzeć muzeum, w którym zgromadzone zostały m.in. czołgi. Jest wśród nich także tankietka z Polski.

Belgrad 15.01.2015 (21)

Jako że zaczynało się już robić późno, skierowaliśmy się w dół miasta. Zanim jednak wyszliśmy z terenu twierdzy, mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca widoczny nad miejscem, gdzie Sawa wpada do Dunaju.

Spacerując bez konkretnego celu po mieście znaleźliśmy się przypadkiem na głównym deptaku. Przy okazji trafiliśmy na jarmark świąteczny. W kilku drewnianych domkach można było kupić słodkości, ręcznie wykonane czapki, drewniane przedmioty użytku codziennego, biżuterię itp. itd. Uwielbiam takie miejsca! W trakcie jarmarków bożonarodzeniowych w Polsce nie brakowało grzanego wina. Tutaj też się pojawiło i było przepyszne. Mocne, aromatyczne – chyba najlepsze jakie piłam. I w porównaniu do polskich grzanych win było dużo tańsze – kosztowało raptem 100 dinarów (ok. 4 zł).

Serbska stolica wiele zyskuje po zmroku, gdy szare i odrapane socjalistyczne budynki przestają być widoczne, a podświetlone zostają zachowane perełki architektury.

W trakcie fotografowania jednej z takich perełek (Zgromadzenia Narodowego), kierowca jednego z podjeżdżających na przystanek autobusów postanowił się zatrzymać, żeby nie wjechać mi w kadr. Jak tylko to zauważyłam i skończyłam robić zdjęcia, podjechał dalej szeroko się uśmiechając. Przykład na to, że mieszkańcy Serbii są niesamowici – przyjaźnie nastawieni, otwarci :)

Belgrad 15.01.2015 (27)

Miło zapamiętam również pana ochroniarza z jednego z oddziałów poczty. Po wejściu do budynku moim oczom ukazała się ogromna kolejka, której zasady były trudne do rozgryzienia na pierwszy rzut oka. Przez całą długość korytarza ciągnął się ogonek, który rozdzielał się do różnych okienek, z tym że podpisy okienek nie były dla nas zrozumiałe. Chciałam kupić tylko jeden znaczek, ale grzecznie ustawiłam się w kolejce. Pan ochroniarz jak tylko zobaczył moją zdezorientowaną minę, wyciągnął nas z kolejki pytając czego potrzebujemy. Gdy dowiedział się, że chodzi o znaczek pocztowy, zaprowadził nas do odpowiedniego okienka przez co nie musieliśmy oczekiwać w kolejce. Tak więc aparat na szyi plus mina zagubionego szczeniaka mogą czasem zdziałać cuda ;)

Pod wieczór, przed powrotem na lotnisko, postanowiliśmy zajrzeć do cerkwi św. Sawy – jednej z największych cerkwi prawosławnych na świecie. Świątynię tą postawiono w miejscu wcześniejszej cerkwi, która niestety spłonęła w XVIw. Prace na zewnątrz budowli ukończono dopiero w 1985r., jednak wnętrze w dalszym ciągu jest wykańczane.

Belgrad 15.01.2015 (30)

Belgrad 15.01.2015 (29)

Po wizycie w cerkwi postanowiliśmy jak najszybciej wrócić na lotnisko. W ciągu dnia dopisywała nam piękna ciepła pogoda (można było chodzić w rozpiętej cieńszej kurtce), ale wieczorem zrobiło się nieprzyjemnie zimno, co potęgował wiejący wiatr. Idealnie się złożyło, bo jak tylko pojawiliśmy się na przystanku (drugi przystanek autobusu lotniskowego zlokalizowany jest bardzo blisko cerkwi św. Sawy), autobus już czekał i ruszyliśmy punktualnie o 19:20. Przed 20:00 byliśmy z powrotem na lotnisku im. Nikoli Tesli.

Jak można krótko podsumować Belgrad? W przypadku dłuższych przesiadek zdecydowanie warto wybrać się do miasta. Główne atrakcje da się zobaczyć w ciągu kilku godzin. Jednak na dłuższy pobyt – np. kilkudniowy – to raczej za dużo. Wydaje mi się, że najzwyczajniej nie będzie wtedy co tam robić. Dłuższy pobyt lepiej rozłożyć na kilka miejsc w Serbii.

Nasz lot planowany był na 23:15, dlatego czas spędziliśmy na krótkich drzemkach – niestety nie dało rady rozejrzeć się po lotniskowych sklepach, ponieważ większość z nich została już zamknięta. Lotniskowy internet też na niewiele się przydał – darmowe jest jedynie pierwsze 15min. korzystania. Wykupienie kolejnych minut wiąże się z jakimiś skomplikowanymi, zupełnie zniechęcającymi procedurami .

Pierwszy raz byłam na lotnisku, na którym cały czas pozostały do odlotu spędza się we wspólnej strefie, do której bez problemu można wnieść wszelkie płyny i inne różne zakazane przedmioty. Dopiero tuż przed wejściem do samolotu, przy każdej bramce przechodzi się kontrolę bezpieczeństwa. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. W momencie przejścia przez kontrolę, nie ma możliwości wyjścia do toalety czy zrobienia ostatnich zakupów.

W końcu weszliśmy do samolotu, ponownie linii AirSerbia. Tym razem czekały nas miejsca tuż za biznes klasą, przed nami była tylko ścianka oddzielająca obie klasy. Lot zapowiadał się bardzo wygodnie, bo nikt nie mógł rozłożyć przed nami siedzeń :) I faktycznie, cały upłynął znośnie. Nie lubię nocnych lotów, ale ten jakoś niewiele dał mi się we znaki. Ponownie nie mogłam narzekać na obsługę, ale dostarczony posiłek był jedynie znośny. Kurczak (zestaw składał się z kurczaka w sosie czosnkowo- paprykowym z groszkiem i puree oraz krakersów i ciasta orzechowo- śliwkowego z kaszą manną) był ledwo zjadliwy, ale tagine z kuskusem (całość to: sałatka, wołowy tagine z kuskusem z papryką oraz krakersy i ciasto orzechowo- śliwkowe z kaszą manną) dało się zjeść.

Po kolacji światła w samolocie zostały przygaszone i poszliśmy spać. Po przestawieniu zegarków o 3 godz. do przodu, w Abu Dhabi mieliśmy wylądować nad ranem.

 CDN.

 

ZEA: Druga przesiadka w drodze na Sri Lankę - rzut oka na stolicę Emiratów
Na podbój nieznanych lądów... இலங்கை!

Powiązane wpisy

5 Comments

  1. Olka

    Ogólnie na Bałkany jest ciężko dolecieć. Niby są blisko, ale jednak lotów tanich i bezpośrednich jest na lekarstwo. Wyjątkiem jest Belgrad, do którego można dolecieć bezpośrednimi połączeniami LOT-u z Warszawy. Sama stolica Serbii jest nieco kontrastowa, ale za to prężnie się rozwija, tętni życiem i sporo się tam dzieje :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Po Belgradzie nie spodziewałam się niczego dobrego (ach, te stereotypy…), ale bardzo miło zaskoczyło mnie to miasto :) Jeśli jeszcze kiedyś będę miała okazję je odwiedzić, zrobię to z ogromną przyjemnością :)

      Odpowiedz
  2. Anna

    Belgrad zachęca do bliższego poznania. Bardzo podoba mi się Twoja mapa z odwiedzonymi krajami – duża i czytelna. W jakim programie można zrobić taka mapę?

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Zachęca, zachęca! Chociaż przyznam, że zanim się tam pojawiliśmy, to nie spodziewałam się jakiejś rewelacji z tym miastem. Byłam w błędzie. A mapę – jeśli mowa o tej z zakładki „Odwiedzone kraje” – robiłam w Paint’cie, wystarczy mapa konturowa i wybrany kolor ;)

      Odpowiedz
  3. Mamutek

    Dużo udało się Wam zwiedzić, w czasie tej przerwy w podróży i to przy słonecznej pogodzie. Dobrze wykorzystaliście czas. Ale jakoś zdumiałam się tym, że trafiliście na Jarmark Bożonarodzeniowy. O tej porze roku u nas już dawno po jarmarkach. Bardzo fajnie czyta się tę relację i ogląda odzyskane zdjęcia. :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close