Sri Lanka: Polonnaruwa – druga stolica


Wyświetl większą mapę

19.01.2015 – dzień 5 – cz. 2/3

TRINCOMALEE – POLONNARUWA – GIRITALE – SIGIRIYA

Kolejnym odwiedzonym przez nas miejscem była Polonnaruwa. Po zniszczeniu Anuradhapury – czyli w roku 993 – władca hinduski Raja Raja Chola I przejął Cejlon we władanie przekształcając przy okazji ówczesną rezydencję królewską jaką była Polonnaruwa w drugą stolicę kraju. Miasto było niegdyś trudne do zdobycia, bo otaczały je dookoła bagna, dlatego była to doskonała decyzja. W trakcie jego panowania w Polonnaruwie powstały liczne hinduistyczne świątynie. Gdy władzę na wyspie odzyskał król Vikkamabahu (zwany również Kassapą VI), postanowił nie przenosić stolicy, wybudował w niej jedynie dodatkowo liczne świątynie buddystyczne. Jednak okres świetności miasta przypada na panowanie króla Parakramabahu I. Dzięki jego decyzjom, Polonnaruwę zmieniono w miasto- ogród, w którym budynki zostały umiejętnie wkomponowane w krajobraz. Obecnie można tam zwiedzać dość dobrze zachowane ruiny. Bilet wstępu umożliwiający zwiedzenie całego kompleksu kosztuje standardowo bardzo dużo – aż 3250 rupii (ok. 90zł od osoby). Nasz kierowca twierdził, że jeżeli widziało się Anuradhapurę, to Polonnaruwę można odpuścić, ale ja się z tym nie zgadzam. Warto zajrzeć do obu miast, ponieważ znacznie się różnią stopniem zachowania ruin. Gdyby tylko te ceny wejściówek były niższe…

Gdy dojechaliśmy pod kasy biletowe, od razu po otwarciu drzwi samochodu dopadło nas stadko przewodników. Nawet nie zdążyliśmy jeszcze wysiąść. Nigdy nie korzystaliśmy z tego typu usług, ale postanowiliśmy tym razem przemyśleć sprawę. Początkowo przewodnik życzył sobie zapłaty równowartości 20$, ale kwota ta była zdecydowanie za wysoka. Stargowaliśmy ją w końcu do 1500 rupii, co daje ok. 12$ (42zł). Warto zaznaczyć, że licencjonowany przewodnik wchodzi do wszystkich obiektów za darmo. Lankijczyk oprowadził nas szybko po ufundowanym przez Holendrów muzeum informującym o historii miasta i najważniejszych przedmiotach znalezionych wśród ruin. Archeolodzy odkryli tam liczne monety oraz przedmioty użytku codziennego stosowane m.in. w ówczesnym szpitalu (np. różne obcęgi), a także fragmenty linii nawadniających, gwoździe, młotki i siekiery. Można było przyjrzeć się makietom rekonstrukcji budynków powstałych 800-900 lat temu – mniej więcej w podobnym okresie, gdy stolicą Polski było Gniezno. W muzeum podziwiać można również figury hinduistycznych bogów wykonane z brązu. Dodatkowo można tam obejrzeć fotografie ruin przed i po renowacji – daje to obraz tego, jak miasto wyglądało zanim zostało udostępnione turystom. Widzieliśmy tam również szkielet niskiego mężczyzny, prawdopodobnie żołnierza, którego wiek oceniany jest na ok. 30 lat. To doskonały przykład pokazujący jakiej postury mogli być współcześni mu ludzie.

W muzeum zakazane jest robienie zdjęć. Z tego ekspresowego zwiedzania nie byłam zbyt zadowolona, bo chętnie przyjrzałabym się nieco dłużej niektórym eksponatom, jednak przewodnik poganiał a my nie mieliśmy zbyt dużo czasu…

Po szybkiej rundzie po muzeum zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy na zwiedzanie kompleksu ruin. Polonnaruwa jest kolejnym miejscem po Anuradhapurze, które można zwiedzać autem. Przejeżdża się od parkingu do parkingu i zwiedza na piechotę miejsca pomiędzy. Jednak teren tych ruin wydaje się być mniejszym od zwiedzanej przez nas dnia poprzedniego Anuradhapury.

Naszemu przewodnikowi wyraźnie się spieszyło. A im bardziej jemu się spieszyło, tym więcej my chcieliśmy zobaczyć. Gdy omawiał jakąś świątynię bez zamiaru wchodzenia do niej, tym bardziej chcieliśmy zajrzeć do środka. Wydaje mi się, że dzięki naszemu uporowi zobaczyliśmy więcej, niż miał nam zamiar początkowo pokazać. Ale i tak widzieliśmy w sumie tylko najważniejsze miejsca. Do szewskiej pasji musiało go doprowadzać robienie mnóstwa zdjęć. Nie spodziewał się chyba takiego przeciągania ;) Pod koniec w kilku miejscach postanowił opowiedzieć nam na szybko historię danej atrakcji i z nami dalej nie wchodzić. Przez to schodziło się jeszcze dłużej. Bo a to po żwirze się nam ciężko szło, a to gdzieś ktoś warana zobaczył i trzeba było się mu przyjrzeć (zupełnie jakbyśmy nie widzieli kilkunastu waranów wcześniej). Zakończenie wycieczki przyjął chyba z ulgą. A ja takie oprowadzanie podsumuję krótko – nie warto płacić tym ludziom. Przed oprowadzaniem zachęcają, że opowiedzą ukryte historie, których nie ma w książkach a w trakcie okazuje się, że wystarczy mieć dobry przewodnik w którym wszystko będzie opisane. Co prawda zwiedzając z książkową formą przewodnika trzeba się nieco natrudzić, żeby rozpoznać które miejsce właśnie się ogląda, ale ta forma jest dużo lepsza. I można wtedy wszystko obejrzeć we własnym tempie. Tak więc odradzam te usługi, szkoda pieniędzy które można spożytkować inaczej.

A co udało nam się zobaczyć w Polonnaruwie? Poza muzeum, przewodnik zabrał nas w pierwszej kolejności do pozostałości wybudowanego w XIIw. pałacu króla Parakramabahu. Duże otwory, które wydają się być oknami, to w rzeczywistości dziury w których znajdowały się spalone w trakcie jednego z najazdów deski stropowe. Pałac był ogromny – siedem wysokich pięter musiało robić niesamowite wrażenie. Na zachowanych ścianach można jeszcze zobaczyć tynk. Warto zwrócić uwagę na zachowaną kamienną klatkę schodową prowadzącą na nieistniejące już pierwsze piętro rezydencji.

Polonnaruwa (3)Fot. Standardowo natknęliśmy się na śpiące w cieniu psy – ruiny zapewniają dobre warunki do drzemki

Następnie udaliśmy się w kierunku dawnej siedziby rady ministrów, którzy pomagali królowi w sprawowaniu władzy nad krajem. Budowla była przykryta prawdopodobnie drewnianym dachem, który jednak nie dotrwał do naszych czasów. Tuż przed schodami w czasach późniejszych umieszczony został kamień księżycowy. Warto przyjrzeć się balustradzie budowli, która ozdobiona została figurami słoni i lwów. Lwy darzone są na Sri Lance wielkim szacunkiem – zostały obrane za symbol narodowy Syngalezów, mimo że prawdopodobnie nigdy nie występowały na tej wyspie.

Jadąc dalej, mogliśmy zobaczyć bardzo dobrze zachowane pozostałości świątyni hinduistycznej poświęconej Sziwie.

Polonnaruwa (6)W końcu dotarliśmy do jednej z największych atrakcji Polonnaruwy – Świętego Kwadratu zwanego również czworokątem świątynnym.
W skład tego zespołu świątyń wchodzą: Tuparama, Vatadage (Okrągła Świątynia), Hatadage, Sathmal Prasada oraz Atadage. Tuparama to najlepiej zachowana w Polonnaruwie świątynia z ceglanym dachem.

Wewnątrz tej budowli można było zobaczyć kilka połyskujących złoto posągów. Jednak nie było to złoto, a jedynie drobinki miki i innych minerałów w kamieniu, z którego posągi zostały wykonane.

Kolejną świątynią jest Vatadage (Okrągła Świątynia) o średnicy ok. 18m do której prowadzą 4 wejścia. W środku tego miejsca obejrzeć można niewielką stupę otoczoną czterema posągami Buddy o różnym stopniu zniszczenia. Vatadage można zwiedzać wewnątrz, ale należy pamiętać o odpowiednim ubiorze i zdjęciu butów – to miejsce święte. Przydadzą się tam skarpetki – kamień nagrzany przez słońce prawie poparzył mi stopy, dlatego zmuszona byłam przeskakiwać szybko z cienia do cienia omijając jak tylko się dało nasłonecznione miejsca. Po wyjściu z Okrągłej Świątyni, można przyjrzeć się lepiej dwóm miejscom, w którym przechowywana była najcenniejsza relikwia Sri Lanki.

Tuż przed wejściem do Vatadage moją uwagę zwrócił piękny kamień księżycowy zdobiony roślinnymi i zwierzęcymi motywami, o których znaczenu pisałam tutaj.

Polonnaruwa (10)Po lewej stronie, po drodze z Tuparamy znajduje się świątynia Nissanka Latha Mandapaya (zwana również Nissankamalla Mandapa). Pośrodku umieszczone została niewielka stupa otoczona tzw. chwiejącymi się rzeźbionymi w motyw lotosu kamiennymi kolumnami. Balustrada dookoła tego miejsca wygląda z daleka jak drewno, ale również wykonana została z kamienia. W świątyni tej religijnych tekstów słuchał Nissankamalla – ostatni wielki król Sri Lanki.

Polonnaruwa (12)Kierując się w stronę parkingu, na którym czekał nasz kierowca, obejrzeliśmy dwie świątynie, w których przechowywany był pierwotnie Ząb Buddy. Pierwsza z tych świątyń, Atadage, wybudowana została za panowania króla Vijayabahu. Z budowli przetrwały jedynie liczne kolumny.

Polonnaruwa (13)Druga świątynia – Hatadage – będąca miejscem przechowywania wielkiej buddystycznej relikwi, zbudowana została przez króla Nissankamalla. Zachowały się z niej fragmenty murów oraz posąg Buddy ustawiony na przeciwległej do wejścia ścianie.

Polonnaruwa (20)Ostatnią świątynią wchodzącą w skład Świętego Kwadratu jest Satmahal Prasada podarowana Lankijczykom przez Khmerów. Przewodnik zbyt wiele o niej nie opowiedział, tak naprawdę zapytał z jakim krajem kojarzy się nam styl jej budowy. Bez wahania odpowiedziałam że z Kambodżą. Pokiwał tylko głową i wróciliśmy do auta. Jak się później okazało, przy Satnahal Prasada znajduje się ogromna, 80 tonowa, wykonana z kamienia księga Gal Pota z doskonale zachowanymi inskrypcjami. Księga informuje o osiągnięciach i reformach króla Nissankamalla, a także jest pewnego rodzaju testamentem, w którym zawarta została wola władcy odnośnie jego następcy.

Polonnaruwa (21)Za czasów panowania Nissankamalla, na terenie Polonnaruwy zbudowana została także wielka dagoba – Rankot Vihara. Pdobno jest to czwarta co do wielkości budowla na Cejlonie. Rankot Vihara jest faktycznie spora – jej średnica wynosi 175 m, a wysokość to 55 m. Oczywiście jak w każdym innym świętym miejscu, musieliśmy zdjąć buty żeby obejść tę stupę dookoła. Piasek i kamienie nieco parzyły w stopy, ale dało radę wytrzymać.

Polonnaruwa (22)Na koniec została nam wisienka na torcie – Gal Vihara. Świątynia, w której znajdują się cztery wyrzeźbione w kamieniu posągi Buddy, uważane za najpiękniejsze. Tuż przed tą świątynią jest jeden z kilku punktów kontroli biletów. Żeby podejść do posągów należy zdjąć obuwie.

Polonnaruwa (30)Figura leżącego Buddy przedstawia go w pozie umierającej. Jeden z kręcących się tam Lankijczyków zwrócił naszą uwagę na ułożenie stóp Buddy – gdy stopy leżą równo jedna nad drugą, posąg symbolizuje odpoczynek, tam jednak jedna ze stóp była nieco cofnięta. Oznaczało to moment umierania Buddy. To najdłuższa statua w Polonnaruwie – ma aż 14m. Obok głowy leżącego Buddy umieszczony został posąg stojący – nie do końca wiadomo kogo dokładnie przedstawia. Jedne teorie mówią o Buddzie w pozie współczującej, inne z kolei przekonują, że figura przedstawia ukochanego ucznia Buddy – Anandę – cierpiącego z powodu odejścia jego mistrza. Jednak za pierwszą wersją teorii przemawia fakt, że Ananda przedstawiany jest raczej w nogach posągów Buddy, a nie przy jego głowie. Poza tym stojąca statua umieszczona została na podstawie symbolizującej kwiat lotosu – w ten sposób bardzo często przedstawiany jest Budda. Po lewej stronie stojącego posągu znajdują się jeszcze dwie rzeźby symbolizujące Buddę Samadhi.

Oczywiście na terenie Polonnaruwy nie obyło się bez warana i najróżniejszych gatunków ptaków. Naszym oczom  – poza licznymi czaplami i gatunkami, których nie znam – ukazało się niewielkie stadko niesamowicie rozkrzyczanych papug. W okolicznych drzewach miały dziuple, w których chętnie się chowały. Może to ich okres lęgowy?

Po zwiedzeniu drugiej stolicy Cejlonu udaliśmy się na obiad – Kusumsiri zabrał nas ponownie do „turystycznej” restauracji, do której zjeżdżają chyba wszyscy kierowcy ze swoimi „podopiecznymi”. Zaczynało się nam to coraz mniej podobać. W restauracjach tych ceny są wyższe niż jedzenie w lokalnych knajpkach. Co prawda wersja rice & curry przygotowana jest tam w sposób bardziej znośny dla europejskich podniebień i ryzyko powikłań żołądkowych jest dużo mniejsze, ale powoli zaczynaliśmy zastanawiać się nad stołowaniem się gdzie indziej. Tym razem rice&curry było prawie zupełnie nie pikantne. Poszczególne składowe potrawy wyłożone zostały w podgrzewaczach, z których można było sobie nakładać dowolnej wielkości porcje i dokładkę. Człowiek po całym dniu zwiedzania nie żałuje sobie…

Sri Lanka (11)Po sytym obiedzie zajrzeliśmy jeszcze do Giritale, żeby zobaczyć kolejny ogromny posąg Buddy. Ze znalezieniem tej statuy nie powinno być problemu, bo umieszczona została przy głównej drodze, tak więc przejeżdżając przez miasteczko na pewno się ją odnajdzie.

Giritale (1)Giritale (2)Nad naszymi głowami głośno śpiewał jakiś egzotyczny ptak. Początkowo miałam spory problem z odnalezieniem właściciela tego pięknego głosu, jednak po chwili już wiedziałam kto jest autorem ptasiej pieśni. Ptaszek był dosyć niewielki, a jego odnalezienie utrudniał kolor piórek –  upierzenie miał żółto-zielone, przez co doskonale krył się w liściach drzewa, na którym siedział.

Giritale (3) CDN.

Sri Lanka: Świat widziany z grzbietu słonia
Sri Lanka : Pierwsze spojrzenie na Ocean Indyjski

Powiązane wpisy

3 Comments

  1. Kazimierz

    Sri Lanka dla mnie jest piękna przede wszystkim dlatego, że jest tak niesamowicie zielona. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  2. m

    Na Sri Lance ryzyko powikłać żołądkowych jest minimalne.
    Ja stołowałam się tylko i wyłącznie w knajpkach dla lokersów …

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Już teraz też to wiem :D Następnym razem tylko tak będziemy się stołować. Tak naprawdę dla nas najmniej bezpieczne okazało się… jedzenie na lotnisku. Jak przez cały wyjazd nic nam nie było, tak po lotniskowym posiłku żołądki bolały. I to jak…

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close