Sri Lanka: Wizyta w pierwszej stolicy Cejlonu – Anuradhapura cz. 1


Wyświetl większą mapę

18.01.2015 – dzień 4 – część 2

DAMBULLA – AVUKANA – ANURADHAPURA – TRINCOMALEE

Z Aukany udaliśmy się do miasta, które przez 1400 lat pełniło funkcję stolicy Sri Lanki – starożytnej Anuradhapury. To ogromne miasto było stolicą syngaleskiego królestwa od IVw.p.n.e., ale w 993r. zostało całkowicie opuszczone. Zaczęła je wtedy zarastać dżungla. Gdy ludzie zniknęli, dawna stolica stała się miejscem życia małp, słoni i innych dzikich zwierząt. Anuradhapura odkryta została ponownie dopiero w 1820 r. przez brytyjską ekspedycję, a w 1982r. wpisano ją na listę światowego dziedzictwa UNSESCO.

W trakcie przejazdu nasz kierowca nagle zahamował. Nie do końca wiedzieliśmy co się dzieje, w samochodzie zrobiło się małe zamieszanie bo trzeba było pozgarniać rzeczy, które spadły z fotela. Już po chwili widać było winowajcę. Na drogę bardzo powolnym i majestatycznym krokiem wszedł… wielki waran. Przeszedł sobie spokojnie zupełnie się nie spiesząc, ale mimo tego że nie było go już na drodze, my nadal staliśmy i się mu przypatrywaliśmy. Zwierzę zatrzymało się w trawie i zaczęło się nam przyglądać. Zupełnie jakby chciał powiedzieć, że już przecież przeszedł i możemy jechać. W trakcie wyjazdu widzieliśmy masę waranów, ale za każdym razem nasza reakcja była podobna. Warany reagowały jednak różnie, najczęściej uciekając lub chowając się do jakiejś nory.

IS_Aukana (1)Dalsza droga minęła już bez – mimo że atrakcyjnych, to jednak wkraczających na drogę – przeszkód.
Normalnie ze względu na rozmiar Anuradhapury, na zwiedzenie ruin tego ogromnego miasta należy poświęcić cały dzień. My tyle czasu nie mieliśmy… Pozostawało zobaczenie głównych, najbardziej atrakcyjnych miejsc. Jednak najpierw należało coś przekąsić bo żołądki zaczynały dopominać się jedzenia.

Kusumsiri zabrał nas do jakiegoś hotelu mieszczącego się niedaleko zabytkowego kompleksu. Prawdopodobnie właśnie w tym miejscu nocowalibyśmy, gdyby to nasz kierowca organizował noclegi. Miejsce wyglądało bardzo przyjemnie, a z hotelowej restauracji na świeżym powietrzu roztaczał się widok na ogród z basenem. Ciekawie rozwiązano tam problem z toaletą – na potrzeby gości restauracji poświęcono pokój na parterze.

W takim hotelu mogłabym zostać… Jednak jako że propozycja naszego kierowcy znacznie przekraczała noclegowy budżet (czasem nawet 5-krotnie), trzeba było zrezygnować z „luksusów”. Tańsze noclegi też miały swój urok – czasem ten „urok” miał nawet 4 łapki (tę myśl rozwinę przy następnej okazji ;)).
Poza nami w restauracji były jedynie cztery inne osoby, zapewne na tej samej zasadzie co my – przywiózł je kierowca, który na czas trwania posiłku gdzieś zniknął.

Zamówiliśmy po raz kolejny rice&curry. Obsługujący nas kelner był na tyle domyślny, że nie musiałam podkreślać że prosimy o łagodną wersję. Do tego oczywiście świeży sok z różnych owoców.

W skład otrzymanego tym razem dania wchodziły miseczki ze znanymi już dodatkami (podsmażone warzywa, papadam, chutney z mango), ale trafiło się też coś nowego. Podano nam smażony kwiat bananowca a także ostre curry z jackfruita. Tę wersję jedliśmy tylko tam. Żebym nie wiedziała że to jackfruit, pomyślałabym pewnie że dostaliśmy kawałki jakiegoś nieco włóknistego kurczaka. W smaku nijak się to nie odróżniało. Poza tym owocowym curry, reszta miseczek dała się przełknąć jeśli chodzi o ich poziom ostrości. Jako że fanką bardzo ostrego jedzenia nie jestem, mi najbardziej posmakowały łagodne (jak na tamtejsze warunki) curry z kurczakiem i dhal (soczewica). Kelner upodobał sobie nasz stolik non stop podchodząc i dopytując, czy czegoś nam nie potrzeba i czy danie smakuje. Pozostali goście nie mogli liczyć na aż tak przesadną uwagę. A na koniec po obiedzie dostaliśmy w gratisie – jak nikt inny – deser w postaci kurdu, czyli czegoś w rodzaju kwaśnego mleka zrobionego z mleka bawolego. Do tego obok postawiono przesłodki syrop z kwiatu palmy kokosowej, którym można polać taki deser. Kurd był bardzo dobry, ale syrop – palce lizać :)

Najedzeni mogliśmy zacząć zwiedzanie Anuradhapury – jednej z głównych atrakcji wyspy, celu licznych wycieczek i pielgrzymek mnóstwa buddystów. W końcu w mieście tym liczne były świątynie i klasztory. Obecnie w Anuradhapurze można podziwiać dobrze zachowane liczne stupy i ruiny miasta, które upadło właśnie przez swój rozmiar. Niemożliwe było bronienie tak rozległego terytorium, dlatego zdecydowano, że stolica zostanie przeniesiona do niedalekiej Pollonaruwy.

Anuradhapura (12)Bilet wstępu umożliwiający zwiedzenie całego kompleksu ruin to koszt aż 3250 rupii od osoby (ok.90zł). To jakieś 90zł!! Pisałam już może o horrendalnie wysokich opłatach za wejściówki? Tak? To powtórzę to jeszcze raz – we wszystkich najważniejszych miejscach do odwiedzenia ceny wejściówek dla białych (jak to sami określają Lankijczycy) są absurdalnie wysokie. Jednak będąc tam, szkoda odpuścić sobie możliwość poznania historii tego miejsca i zobaczenia go na własne oczy.

Zaopatrzeni w bilety, mogliśmy ruszyć na zwiedzanie. Standardowo byliśmy prowadzeni jak owieczki przez pasterza – nasz kierowca dopilnował, żebyśmy trafili prosto do okienka, w którym sprzedawane są bilety. Zaczynałam już powoli tracić swój wyjazdowy instynkt, ale nie powiem żeby nie było to nawet przyjemne. W końcu chociaż w trakcie jednego wyjazdu nie trzeba było się zastanawiać co, gdzie i jak tam trafić. Czytałam kiedyś relację z Tajlandii, w której pewna dziewczyna opisywała że czuła się jak hodowlany kurczak. Właśnie na Sri Lance zrozumiałam, co miała na myśli ;) Czasem przydaje się jakaś odmiana.

Teren Anuradhapury jest na tyle ogromny, że nie zwiedza się go na piechotę (mapa). Tak się po prostu nie da. W wielu miejscach można wypożyczyć rowery (dotyczy to też hoteli i pokoi gościnnych), jednak bardzo przydatny jest również samochód z kierowcą. Kierowca znający dobrze kompleks, będzie wiedział gdzie zaparkować samochód, żeby zwiedzanie było jak najwygodniejsze. Kusumsiri taką wiedzę chyba musiał posiadać, bo w ciągu kilku godzin udało się nam zobaczyć wszystko to, co było najważniejsze. A nawet ciut więcej.

Anuradhapura słynie z zabytkowych miejsc kultu, jakim są stupy. A co to jest ta stupa? Już wyjaśniam.

Anuradhapura (13)Stupa to nic innego jak prosty rodzaj buddyjskiej budowli sakralnej pełniącej funkcję relikwiarza. Stupy wywodzą się z Indii, ale można je znaleźć także w kilku innych azjatyckich państwach. Na Cejlonie zwane są dagobami. Lankijskie dzwonowate stupy budowane są najczęściej z cegieł, powstają na podstawie z trzystopniowego tarasu i zwieńczone są iglicą. Przy dagobach dobudowywane są tzw. występy, w których trzymane są często relikwie. Jak w najprostszy sposób przedstawić budowę stupy? Jest to wielki kopiec ziemi obudowany dookoła tysiącami albo i milionami cegieł – budulec jednej takiej stupy mógłby na spokojnie posłużyć budowie całkiem sporego miasteczka! Jako że stupa pozbawiona jest jakichkolwiek drzwi, nie ma możliwości wejścia do jej środka.

W metafizycznej interpretacji stupa oznacza półkolisty kosmos z iglicą mającą prowadzić ku nirwanie. Tradycyjnie stupę obchodzi się zgodnie z kierunkiem wędrówki słońca w ciągu dnia, ale nam jakoś tak za każdym razem, zupełnie przypadkowo, obchodziło się dagoby w przeciwnym kierunku.

Na początek trafiliśmy do Ruwanweli (Ruwanwelisaya, Maha Thupa – Wielka Stupa) – stupy wysokiej na 55m.Wzniesiono ją na polecenie króla Mahawamsa między 161 a 119r.p.n.e. W czasach współczesnych stupa ta została odnowiona i pomalowana na biało. Do Ruwanweli dochodzi się najpierw przez bramę, przy której strażnicy pilnują właściwego ubioru i sprawdzają bilety, później idzie się szeroką aleją by po wejściu na kilka stopni znaleźć się na właściwym terenie stupy. Idzie się oczywiście boso, bo buty pozostawiane są w specjalnej wiacie postawionej jeszcze przed punktem kontrolnym w bramie. Oczywiście za przechowanie butów należy się nieokreślony napiwek. Nie ma co szaleć – 20 rupii wystarczy (czyli jakieś 50-60gr).

Mieliśmy sporo szczęścia, że niebo zasłaniały chmury, dzięki temu kamienie otaczające dagobę nie były tak strasznie nagrzane. Jedynie drobne kamyki nieco utrudniały wędrówkę wbijając się w podeszwy stóp, ale nie było ich za dużo i patrząc pod nogi można było próbować je ominąć. Wniosek – oglądanie stup nie oznacza rozglądania się dookoła, a jedynie spoglądanie, bo dla własnego komfortu lepiej patrzeć pod nogi ;)

Anuradhapura (4)Właściwy teren stupy otoczony jest białym ogrodzeniem ozdobionym 344 pomalowanymi na szaro słoniami naturalnej wielkości. Tuż przed tym ogrodzeniem wierni palą świeczki i kadzidełka. Zwierzęta mają tam wymiar symboliczny – słonie wyglądają, jakby podpierały na swych grzbietach platformę stupy, tak jak w buddyjskiej mitologii podtrzymują naszą planetę. Inne elementy świątyni również mają ukryte znaczenie – kopuła oznacza niebiosa, ale interpretowana jest również jako głowa Buddy, natomiast każdy budynek bramny zewnętrznego muru oznacza jakąś stronę świata.

Po obejściu dookoła Ruwanweli, odebraliśmy buty i ruszyliśmy razem z naszym kierowcą drogą prosto do Sri Maha Bodhi. Nie ma możliwości podjechania tam samochodem, cała ulica przeznaczona jest dla pieszych. Rośnie tam święte drzewo Bo będące potomkiem figowca, pod którym Budda doznał oświecenia. Drzewo wyhodowane zostało z niewielkiej sadzonki przywiezionej na wyspę przez mniszkę Sanghamittę – siostrę lub córkę Mahindy, wysłannika indyjskiego władcy Asioki. Przy okazji fakt ten dowodzi na to, że w buddyzmie kobieta i mężczyzna są sobie równi i powinni być traktowani tak samo. Sadzonka pojawiła się na wyspie ok. 245r.p.n.e, a to oznacza, że drzewo ma grubo ponad 2000lat! To najstarsze udokumentowane historycznie drzewo na świecie. Łatwo je rozpoznać po licznych żelaznych podporach ustawionych pod jego długimi gałęziami, ponadto otoczono je złotym płotem. Bezpośrednio do drzewa nie da się podejść.

Anuradhapura (19)Kobiety i mężczyźni na teren Sri Maha Bodhi wchodzą oddzielnymi wejściami znajdującymi się obok siebie. Jak tylko się tam pojawiliśmy, dostaliśmy od sprzedawcy lotosów dwa gratisowe kwiaty. Przestawałam już powoli wierzyć w bezinteresowność i miałam rację.  Oczywiście podarunek miał ukryte drugie dno. Gdy wracaliśmy spod drzewa i chcieliśmy odebrać buty, sprzedawca kwiatów podszedł do nas i poprosił o jakiś papierowy pieniądz z naszego kraju na pamiątkę dla jego dzieci… Cwane.Techniki manipulacji i grania na uczuciach turystów mają opanowane do perfekcji.

Anuradhapura (14)

Na dziedzińcu rosną liczne figowce będące odroślami z korzeni świętego drzewa. Wokół drzew powiewają liczne kolorowe proporczyki wieszane przez wiernych. Wszystkie te proporczyki mają znaczenie symboliczne – białe to prośby o dziecko, niebieskie i czerwone wieszane są przez uczniów i studentów jako prośby o powodzenie na egzaminach.  W trakcie święta poya, gdy w czasie pełni księżyca do drzewa ściągają rzesze modlących się pielgrzymów, widać często osoby niosące skiełkowane orzechy kokosowe – kolejny symbol próśb o potomstwo.

W przejściu prowadzącym do świętego drzewa spotkaliśmy pana, który zawiązywał wszystkim przechodzącym białą nitkę na nadgarstku. Nie mogę nigdzie znaleźć, co ta nitka może dokładnie oznaczać, ale podejrzewam że może to być rodzaj jakiegoś błogosławieństwa.

Anuradhapura (15)Pielgrzymi składają różne podarunki u stóp świętego drzewa, dlatego my nasze otrzymane kwiaty również zostawiliśmy pośród innych złożonych darów. Lankijczycy najczęściej zostawiają kwiaty – lotos lub lilie – ale zdarzają się również owoce położone na talerzykach.

Anuradhapura (16)Tuż obok świętego drzewa zbudowana została świątynia buddyjska. Niestety nie mogłam zrobić zbyt wielu zdjęć, ponieważ przed posągiem Buddy ciągle ktoś się modlił, a nie chciałam przeszkadzać. Stanęliśmy z boku i obserwowaliśmy tych ludzi przychodzących do świątyni w pełnym skupieniu.

Anuradhapura (17)Przy okazji trafiliśmy na kilka procesji z darami – na początku takiej procesji idzie kilku muzyków, a dalej za nimi podążają ubrani na biało wierni lub tak jak to widać poniżej – mnisi z tacami z jedzeniem lub kwiatami. W takim wypadku wierni zbierają się tuż za mnichami. Procesja jest bardzo hałaśliwa i widowiskowa. Warto zatrzymać się na chwilę i poobserwować tę sytuację.

Wracając do samochodu chcieliśmy zrobić sobie jeszcze ostatnie pamiątkowe zdjęcia ze stupą Ruwanweli w tle. Jednak na zdjęciach mamy jeszcze kogoś :) Zatrzymała się przy nas starsza kobieta i bez słowa przykleiła się żeby zrobić sobie z nią fotkę. Później poprosiła o przesłanie zdjęć podając nam ot tak po prostu swój adres. Oczywiście nie zabrakło prośby o wsparcie finansowe.. Kobieta opowiedziała nam historię, że jej brat jest ciężko chory na żołądek i właśnie czeka na poważną operację, ale ciągle zbierają na nią środki. Zapytała wprost czy nie wspomoglibyśmy jej 1 dolarem. Jak tylko zaczęła swoją opowieść popatrzyliśmy po sobie dobrze wiedząc jak się ta historia skończy. Ale jako że akurat mieliśmy 1 dolarowy banknot, a kobieta była naprawdę sympatyczna i miła, wręczyliśmy go jej. Jeden dolar to niewiele, a dla niej może to już coś znaczyć. Wiem, daliśmy się zmanipulować.

Anuradhapura (22)Kobieta pożegnała się serdecznie, a my poszliśmy z powrotem do samochodu. Przy okazji widzieliśmy stadka głośnych papużek – aleksandrett obrożnych. Na drzewach wkoło ganiały się wiewiórki, a na jednym z nich, tym położonym najbliżej chodnika, wypatrzyliśmy węża. Ciekawe czy był jadowity?

Anuradhapura (23)Na terenie Anuradhapury pozostało nam jeszcze kilka ważnych miejsc do zobaczenia. Koniecznie musieliśmy odnaleźć piękne moonstone (kamienie księżycowe). Co to takiego wyjaśnię przy okazji kolejnego, ostatniego już wpisu o tym niezwykłym mieście :)

CDN.

Sri Lanka: Wizyta w pierwszej stolicy Cejlonu - Anuradhapura cz. 2
Sri Lanka: Skalne świątynie w Dambulli

Powiązane wpisy

1 Comment

  1. Eleni

    Witam. Podróże to również nasza pasja. Zwiedziliśmy już kilka kontynentów, zrobiliśmy mnóstwo pięknych zdjęć, nakręciliśmy trochę filmików. Ale mimo własnych doświadczeń z podróży uwielbiam czytać blogi podróżnicze i wracać do miejsc, w których i my byliśmy. Dlatego przez przypadek wpisując jakie przyprawy warto przywieźć ze Srii Lanki natrafiliśmy na ten ciekawie pisany przez ciebie blog. Na Srii Lankę lecimy niebawem na początku marca. To będzie powrót po sześciu latach w miejsce, które bardzo mnie urzekło. Mimo, iż na świecie wiele jest pięknych miejsc i właściwie nie starczy życia by wszystkie je zobaczyć, wracamy powtórnie na Srii Lankę. Podobnie było z Tajlandią. Kraj tak nas urzekł, że trzykrotnie byliśmy oczywiście za każdym razem zwiedzając inną część kraju. Ale wracając do Srii Lanki. W jednej ze świątyń miałaś taką sytuację, że założono Wam na rękę biały sznureczek. Nie wiedziałaś w jakim celu, ale przeczuwałaś, że to na znak szczęścia. I nie pomyliłaś się. Kiedy byliśmy na Bali w Tanah Lot mieliśmy podobną sytuację. Pod koniec ceremonii na rękę zawiązano nam białą wstążeczkę. Ponieważ naszą przewodniczką była Polka mieszkająca już kilka lat na Bali znająca świetnie ich język, jak również zwyczaje wytłumaczyła nam w jakim celu zawkłada się takie wstążeczki. Podobnie jest z ryżem ( również na Bali ), gdzie po ceremonii przykleja się go na czoło. Chciałam Tobie podziękować za miłą lekturę, którą dopiero odkryłam, która pobudza wyobraźnię, pozwala powrócić do znanych nam miejsc, jak również kusi kolejnymi wyprawami by poznawać nasz przepiękny świat. Życzę Wam dalszych pięknych wypraw:):) ELENI

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close