Sri Lanka: Wspinaczka na lwią skałę


Wyświetl większą mapę

20.01.2015 – dzień 6 – cz. 1/2

SIGIRIYA – MATALE – KANDY

Po nocy spędzonej w świetnym miejscu czekało nas pyszne tradycyjne śniadanie na balkonie z widokiem na wschód słońca. Właściciel obiektu skakał wokół nas jak tylko mógł. Momentami czułam się tym naprawdę skrępowana, bo nie za bardzo lubię być w takim centrum uwagi. Przychodził i dopytywał co chwila, czy czegoś nam nie potrzeba. W zamian poprosił jedynie o wystawienie dobrej opinii w systemie, w którym rezerwowaliśmy pokój. Tyle mogliśmy dla niego zrobić, bo naprawdę byliśmy zadowoleni z tego wyboru. Nie dość że dostaliśmy bardzo dobry pokój, to jeszcze to śniadanie… Wiedział, jak nas kupić. A co było podane na to śniadanie? Placuszki rotti z pol sambol – wiórkami kokosowymi z dodatkiem chili i cebuli (wiórki pochodziły z kokosa zerwanego z ogrodowej palmy), do tego dhal czyli soczewica w łagodnym sosie curry, dżem bodajże z mango (wszystkie dżemy jak dla mnie smakują tam jednakowo i nijak nie ma szans na doszukanie się kawałków owoców) a także shake bananowy i herbata Lipton Ceylonta. Całość była pyszna. Zaproponowano nam dokładkę, ale z ciężkim sercem musieliśmy odmówić bo trzeba było się zbierać, żeby uniknąć upałów w trakcie wspinaczki na Sigiriję. Nazwa ta tłumaczona jest jako „lwia skala”.

Do największej atrakcji wyspy nie mieliśmy daleko. Kusumsiri wysadził nas na parkingu przyjezdnych, podprowadził nas do kas, a następnie odprowadził do fosy, przy której zaczyna się zwiedzanie i pożegnał się mówiąc, że będzie czekał na innym parkingu, do którego na pewno trafimy schodząc z góry. Znowu byliśmy jak te owieczki… Bilety na wspinaczkę na Sigiriję kosztowały 3900 rupii od osoby (ok.110zł). Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że ceny wejściówek dla turystów są zabójcze. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak wysokimi opłatami, nawet bilety w Europie Zachodniej się do tego nie umywają. Jednak jako że niestety nie planujemy w najbliższym czasie wracać na Sri Lankę (co nie jest równoznaczne z tym, że nie chciałabym tam wrócić nawet zaraz), trzeba było zobaczyć co tylko się da. A to oznaczało, że nie można pominąć na trasie jednej z najważniejszych i najbardziej znanych atrakcji wyspy. Na skałę warto wspiąć się albo rano, albo w godzinach popołudniowych. Rano jest więcej turystów, o czym mogliśmy się przekonać ale i tak nie są to tłumy takie jak w Europie.

Jak wspomniałam, zwiedzanie rozpoczyna się przy budkach strażników sprawdzających bilety przy dawnej fosie. Fosa wypełniona była niegdyś krokodylami. Obecnie można znaleźć tam co najwyżej liście i wodną roślinność. Może jakąś zabłąkaną rybę. Za fosą wchodzi się na teren dawnych ogrodów łazienkowych i basenowych. Na tym odcinku trasy podziwiać można ruiny salonów piękności, spa a także cztery duże baseny. Niegdyś baseny te połączone były podziemnymi kanałami umożliwiającymi niebiańskim dziewicom króla przepływanie pomiędzy nimi.

Sigirija (1)Po chwili oczom ukazuje się cel wędrówki – ogromna, wysoka na jakieś 200m skała będąca pozostałością czynnego niegdyś wulkanu. Wulkan dawno wygasł i zapadł się, a samotna skała stała się doskonałym miejscem do wybudowania niedostępnej warowni.

Sigiriya to nazwa miejscowości ale też właśnie tej samotnej skały położonej pośród dżungli. Na skale tej król Kassapa (Kassjapa) wybudował w V w. niesamowitą twierdzę, która była nie do zdobycia. Twierdza składała się m.in. z pomieszczeń przeznaczonych dla kobiet króla, dolnego oraz górnego pałacu. Sigiriya jest jednym z siedmiu miejsc na wyspie wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

 

Sigirija (2)Powstanie twierdzy wiąże się z pewną legendą. Chociaż tak naprawdę są co najmniej dwie wersje tej legendy. Obie zaczynają się w ten sam sposób – dawno, dawno temu żył sobie król Dhatusen, który miał dwóch synów – Mogollana i Kassjapę. Pierwsza wersja – ta bardziej popularna – mówi dodatkowo o córce. Pewnego dnia doszło do konfliktu króla i generała armii Miagary. Córka króla była żoną syna siostry generała – kłótnie pomiędzy królewską córką i teściową doprowadziły do wydania wyroku śmierci na siostrę generała. W akcie zemsty generał postanowił doprowadzić do obalenia króla. Najlepszym rozwiązaniem wydawało mu się podburzanie drugiego w kolejce do tronu Kassjapy (swoją drogą Kassjapa byl podobno synem z nieprawego łoża). W efekcie przewrotu, królem Sri Lanki został Kassjapa który to uwięził swojego brata – prawowitego władcę, a ojca skazał na okrutną śmierć. Generał naopowiadał Kassjapie, że król posiadał niezliczone bogactwa jednak Dhatusen zarzekał się, że nie posiadał żadnych skarbów. Poddawany torturom powiedział ostatecznie, że pokaże skarby synowi. Kazał zawieść się nad zbudowany z jego inicjatywy sztuczny zbiornik wodny Kalaweya (Kala Wewa), wszedł do niego i nabrał wody w dłonie mówiąc, że to jego największy skarb – woda, której nigdy nie zabraknie mieszkańcom wyspy. Rozwścieczony Kassjapa nakazał zamurować żywcem ojca w ścianie zapory zbiornika. Przez ten rozkaz Kassjapa uzyskał przydomek „ojcobójca”. Jego bratu udało się zbiec do południowych Indii gdzie planował zemstę i odzyskanie tronu. Po wielu latach Moggallan zaatakował swego brata, który zginął w bitwie na równinach otaczających Sigiriję. Został zabity własnym mieczem. Nie wiadomo dlaczego król walczył poza swoją twierdzą, która była praktycznie nie do zdobycia. Według tej legendy o porażce zadecydował moment, gdy Kassjapa jadący na słoniu trafił na podmokły grunt, z którego musiał się wycofać. Jego wojsko uznało to za sygnał do odwrotu, co doprowadziło do klęski. Drugiej wersji legendy niestety do końca nie pamiętam, ale według niej Kassjapa przedstawiany jest jako dobry przyszły król, który nieświadomie pokonuje ojca w trakcie jednej z bitw. Z kolei czarnym charakterem jest jego brat Moggallan. Ta wersja jest jednak mało znana.

Sigirija (5)Po drodze obejrzeć można w kilku miejscach zachowane ruiny dolnego pałacu, a następnie dochodzi się do schodów, które w sporej części są oryginalne. I tam właśnie zaczyna się robić ciekawie.

Wspinaczka na górę dla osób o słabej kondycji fizycznej, jest mordęgą. Ze względu na głównie siedzący tryb życia wiem co mówię… Po dojściu na samą górę myślałam że wyzionę ducha. Przez większość trasy idzie się po schodach – raz kamiennych, raz metalowych. Jest ich ponoć ponad 750. Już na samym początku strome i nierówne schody (Lankijczycy mają chyba jakiś problem ze schodami – każdy może być innej wysokości, szerokości itp.- zauważyłam to w wielu miejscach w tym kraju) dały mi się we znaki, szczególnie że zaczynało się robić gorąco.

Sigirija (8)Jak tylko zobaczył mnie jeden z przewodników (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że to przewodnik, który liczy na łatwy zarobek), taką umęczoną już na początku, rzucił się na ratunek oferując wsparcie w mozolnej wspinaczce. Od razu zapaliła mi się lampka ostrzegawcza, ale jako że nic nie wspominał o pieniądzach, pozwoliliśmy mu nam towarzyszyć ciekawi jak to się dalej potoczy. Później zaczął proponować robienie zdjęć. Ale jak już zaczął opowiadać o historii miejsca, wiedzieliśmy że pora się pożegnać. Po poprzedniej przygodzie z przewodnikiem w Polonnaruwie mieliśmy dość takiego oprowadzania. Jako że pan nie rozumiał grzecznego podziękowania i nijak nie chciał się odczepić, powiedzieliśmy że nie mamy gotówki, a jedynie kartę kredytową. Zbiło go to z tropu. Ale szybko zaczął kombinować, że dolary i euro też przyjmie. Powtórzyliśmy jeszcze kilkukrotnie, że pieniędzy nie mamy i że dalej idziemy sami. Widać było jego ogromne rozczarowanie, wręcz złość. Dopiero wtedy postanowił się ratować ukrytą w kieszeni koszuli legitymacją. Czy była autentyczna tego nie wiemy. Coś wątpię… Odwróciliśmy się i zaczęliśmy wspinać się na jeden z punktów widokowych. Pan próbował jeszcze przekonać nas, że na pewno czekający na nas na dole kierowca założy za nas pieniądze, ale my twardo szliśmy przed siebie nie zwracając na niego uwagi. Już więcej nic nie powiedział, chociaż szedł przez dłuższą chwilę za nami. W końcu poszedł szukać innej ofiary. Nachalność tych przewodników jest zadziwiająca. Odmowa wymaga ogromnej asertywności. Przez takie sytuacje za każdym razem, gdy ktoś chce pomóc, doszukuję się drugiego dna, robię się bardzo podejrzliwa. Rozumiem, że bieda, że każdy chce polepszyć swoje warunki życiowe, ale to, co działo się na Sri Lance było ogromną przesadą. Nawet w krajach arabskich nie spotkaliśmy się z takim naciąganiem. Niestety po kilku nieprzyjemnych sytuacjach dochodzi się do skrajności i zaczyna zastanawiać nad tym, ile będzie kosztował kolejny uśmiech kolejnego cwaniaka. W trakcie pobytu mieliśmy jeszcze kilka sytuacji, w których musieliśmy wykazać się dużą uwagą. Na szczęście trafialiśmy również na ludzi bezinteresownych. Gdy jeden z przewodników zaproponował nam zrobienie zdjęcia, od razu odruchowo powiedziałam „nie”. O dziwo zrobił zdjęcie i nic nie chciał w zamian.

Do końca trasy mieliśmy spokój.

Po pierwszym etapie wspinaczki, czekała nas krótka klatka schodowa prowadząca do malowideł przedstawiających niebiańskie dziewice króla Kassjapy.  Król uważany był za znawcę kobiecej urody, a jego towarzyszki reprezentowały różne religie i narodowości.
Kręte schody sprowadzone zostały dawno temu z londyńskiego metra. Przez oczka siatki widać drogę, jaką się już pokonało.

Prawdopodobnie rysunki pokrywały całe czoło skały, ale niektórzy uważają, że ogromna większość nie przetrwała do naszych czasów m.in. dlatego, że skałę przejęli w pewnym okresie mnisi, którym rysunki półnagich kobiet zupełnie się nie spodobały. Do dzisiaj zachowała się bardzo niewielka część malowideł ukrytych w grocie, do której wstęp mają odwiedzający skałę. Przy fotografowaniu wewnątrz groty zakazane jest używanie lampy błyskowej [EDIT 02.2017: obecnie prawdopodobnie całkowicie zakazano fotografowania malowideł]. Trasa została tak poprowadzona, że nie ma możliwości przeoczenia tego miejsca. Malowidła, które możemy dzisiaj oglądać, zadziwiają stopniem zachowania – malunki zostały wykonane najzwyczajniejszymi farbami roślinnymi, a mimo to wyglądają świetnie. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, jakie kanony piękna obowiązywały w tym regionie w V w. Dobrane kolory i odzwierciedlenie najdrobniejszych szczegółów wywarły na mnie spore wrażenie.

Druga klatka schodowa prowadzi z powrotem na trasę. Zaraz po zejściu ze schodów rozpoczyna się mur, który niegdyś był tak wypolerowany, że odbijał przechodzące osoby jak lustro. Teraz możemy jedynie gdzieniegdzie dopatrzeć się jakiegoś przebłysku na tej wciąż gładkiej powierzchni.

Przed nami pozostawał ostatni odcinek schodów prowadzących na platformę lwa. Rzuciliśmy jeszcze okiem na ruiny znajdujące się przy trasie i zaczęliśmy się wspinać.

Sigirija (20)

W końcu dotarliśmy na platformę lwa. Żeby odpocząć przed ostatnim odcinkiem schodów prowadzących do górnego pałacu, podziwialiśmy widoki roztaczające się dookoła skały. Przy okazji wypatrzyłam jakiegoś ogromnego żuka, za którym zaczęłam ganiać z aparatem. Traf chciał, że tuż obok było kilku Lankijczyków, którzy palili śmieci. Jak zobaczyli jakim zainteresowaniem obdarzyłam jakiegoś robala, zaraz pokazali mi warana. Zwierzę leniwie wygrzewało się w słońcu i o dziwo pozwoliło podejść do siebie naprawdę blisko. Byłam może metr od niego. Zwierzak nie uciekał, ale bacznie mnie obserwował gotów się ewakuować w przypadku mojego gwałtowniejszego ruchu. Jak widać po wcześniejszych wpisach, spotkanie warana na Sri Lance nie jest żadnym wyczynem :)

Sigirija (21)Upał zaczynał doskwierać coraz bardziej, więc postanowiliśmy odpocząć nieco w cieniu drzew, których tam nie brakuje. Skąd wzięła się nazwa platforma lwa? Otóż niegdyś na samą górę do prywatnych kwater króla prowadziła klatka schodowa ukryta w ogromnej lwiej paszczy. Do dzisiaj zachowały się jedynie łapy z pazurami, a schody zostały zrekonstruowane. Można sobie tylko wyobrazić, jak niesamowicie musiała wyglądać taka lwia głowa w tym miejscu i jakie musiało to robić wrażenie na przybyszach.

Sigirija (22)

Schody na samą górę są strasznie strome i nierówne. Lepiej patrzeć pod nogi, ponieważ upadek z tej wysokości mógłby skończyć się tragicznie. Trasa nie jest zbyt dobrze zabezpieczona. Z boku dobudowanych schodów przyjrzeć się można pozostałościom oryginalnych stopni.

Sigirija (25)Ze szczytu roztacza się cudowny widok na okolicę. Gdzieniegdzie można wypatrzyć ukryte w dżungli pojedyncze domy.

Na samej górze turyści mogą podziwiać pozostałości pałacu królewskiego wraz z elementami takimi jak basen oraz miejsce, w którym najprawdopodobniej występowały dla króla tancerki. Ze względu na zupełnie odsłoniętą powierzchnię, dobrze wcześniej porządnie nasmarować się kremem z wysokim filtrem, bo bardzo łatwo się tam przypiec.

Zdecydowanie odradzam wspinaczkę na skałę, szczególnie jej końcowy odcinek, osobom mającym lęk wysokości. Raczej nie narzekam na tę dolegliwość, ale mimo wszystko w trakcie zejścia na platformę lwa czułam się mało pewnie. Wejście to pikuś, gorzej z zejściem – nie da się nie patrzeć w dół. Schody są strome, momentami bardzo wąskie i nierówne. Jednak widoki rekompensują wszystko. Można poczuć się jak w niebie. Zapewne takie było założenie budowniczych kompleksu.

Jeszcze ostatni rzut oka na przepiękny widok rozpościerający się z poziomu platformy lwa i można schodzić na dół. Po przekroczeniu linii lasu nie będzie już można liczyć na takie widoki.

W trakcie schodzenia na parking, na którym czeka kierowca, lepiej dobrze się rozglądać. A jeszcze lepiej podążać za kimś, kto ma przewodnika. Trasa powrotna zupełnie nie została oznaczona, więc można się tam zapewne zgubić. Nam się udało podczepić pod kilku innych turystów :) Szliśmy za nimi podziwiając niewidziane wcześniej ruiny dolnego pałacu.

W końcu trafiliśmy w okolice jaskini kobry. Nazwa ta nadana została ze względu na charakterystyczną formację skalną łudząco podobną do węża. W jednej z okolicznych jaskiń przyjrzeć się można królewskiej komnacie i tronowi ze specjalnym systemem klimatyzacyjnym.

Jak się na dole okazało, mieliśmy bardzo dużo szczęścia przy zejściu ze skały. Gdybyśmy zaczęli schodzenie z 10 min. później, prawdopodobnie wylądowalibyśmy w tamtejszym szpitalu. Gdy tylko pojawiliśmy się na parkingu na dole, kierowca powiedział nam, że pędzą już tam karetki, ponieważ kilka minut wcześniej dzikie pszczoły zaatakowały turystów i pożądlonych jest ok. 45 osób… czyli na moje oko prawie wszyscy, którzy byli wtedy na górze bo w trakcie naszego schodzenia nikt już na górę nie wchodził, a na szczycie pozostała garstka osób… W przewodniku znaleźliśmy ostrzeżenie, że pszczoły atakują gdy turyści zachowują się zbyt głośno, tak więc lepiej tam nie hałasować.

Co jeszcze warto zapamiętać? W trakcie całej wspinaczki nie ma możliwości kupienia czegoś do jedzenia czy picia, dlatego warto zaopatrzyć się w posiłek i zapas wody zanim dojedzie się na pierwszy parking. Napoje można kupić po zejściu z góry, ale są drogie. Sprzedawcy dobrze wiedzą, że spragnieni turyści zapłacą praktycznie każdą kwotę za lodowato zimny napój. Można tam również kupić pamiątki – przeważają drewniane figurki słoni i Buddy. Na Sigiriję warto przeznaczyć ok. pół dnia.

Należy uważać na zwierzęta. W wielu miejscach turystom przyglądają się ciekawskie makaki, ale lepiej nie zbliżać się do nich – jedna z małpek w trakcie ziewania pokazała nam swoje uzębienie w pełnej krasie. Chyba nie chciałabym sprawdzić ostrości tych zębów na swojej dłoni. Małpki wyglądają niewinne dopóki nie otworzą paszczy.

Makaki są często dokarmiane przez turystów. Gdy otrzymają np. banana, napychają sobie nim policzki, żeby tylko inne małpy nie wyrwały im posiłku. Po dokładnym wygryzieniu owocu, skórka jest wyrzucana.

W drodze powrotnej widzieliśmy niezwykłe widowisko – wokół kilku roślin latały dziesiątki, jeśli nie setki motyli. Gdy przysiadały, wcześniej zielone rośliny zwracały uwagę czernią i bielą. Gdy podchodziły się do owadów, natychmiast wzbijały się w powietrze kontynuując swój niesamowity spektakl.

Sigirija (49)Co jeszcze niezwykłego ze świata fauny widzieliśmy? Mnóstwo jaszczurek. Jedna z nich nawet zapozowała z elegancko wywiniętym ogonem.

Sigirija (38)Mimo wysokiej ceny, wydaje mi się, że Sigiriya powinna być punktem obowiązkowym na trasie zwiedzania każdego turysty odwiedzającego Sri Lankę. Miejsce jest niezwykłe i uczy całkiem sporo z historii tego kraju.

Z Sigiriji udaliśmy się w kierunku Matale – w planach było odwiedzenie jednego z licznych w tamtych okolicach ogrodu przypraw.

CDN.

Sri Lanka: Ogrody przypraw w Matale
Sri Lanka: Świat widziany z grzbietu słonia

Powiązane wpisy

5 Comments

  1. Maciej

    Witam :) czy mogłabyś podać adres noclegu przy SIGIRIYI, będę bardzo wdzięczny.Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Hej! :) Nocowaliśmy w Peacock Lodge, adres: 167B, Bellaneoya, Inamaluwa, Sigiriya, 21120 Sigiriya, Sri Lanka. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      1. Maciek

        Wielkie dzięki :) Pozdrawiam

        Odpowiedz
  2. Mamutek

    Bardzo dobrze zachowały się te malowidła ścienne. Bardzo ciekawe miejsce, ale trzeba się dobrze na wspinać, żeby obejrzeć wszystko w pełnej krasie. Z tymi pszczołami to mieliście ogromne szczęście, że Was nie użądliły.
    Dzisiaj zauważyłam, że masz na blogu bardzo przydatną funkcję „powrotu do góry”, nie pamiętam czy była wcześniej, wydaje mi się że nie było.

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Nawet nasz kierowca pod koniec wyjazdu po krótkim podsumowaniu różnych sytuacji stwierdził, że jesteśmy ogromnymi szczęściarzami :)
      Przycisk jest już od jakiegoś czasu, ale w sumie mógł być wcześniej niezauważalny bo nie był tak potrzebny – teraz, przy obecnej długości wpisów na pewno jest przydatny ;)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close