ZEA: Druga przesiadka w drodze na Sri Lankę – rzut oka na stolicę Emiratów


Wyświetl większą mapę

16.01.2015 – dzień 2

BELGRAD – ABU ZABI – KATUNAYAKA

Lot z Belgradu do Abu Zabi praktycznie w całości przespałam. Wylecieliśmy po 23:00, natomiast w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich wylądowaliśmy ok. 7:30 (uwzględniając zmianę czasu +3godz.). Spało mi się bardzo źle, ale cóż poradzić – lepszy taki sen niż żaden. Emiraty przywitały nas wschodem słońca. Wschód nad pustynią to naprawdę piękny widok.

Abu Zabi 16.01 (14)

Lotnisko w Abu Zabi jest gigantyczne. Już po wylądowaniu samolot jedzie i jedzie i końca tej jazdy nie widać. Po dobrych kilku minutach dociera się na miejsce postojowe. W trakcie przejazdu mogliśmy podziwiać budowę nowego terminala o fantazyjnych kształtach powyginanej stali. Nowy terminal będzie ogromny..

Wsiadając do lotniskowego autobusu załapaliśmy się przypadkiem na luksusowy przejazd. Najprawdopodobniej przypadkiem wsiedliśmy do autobusu dla business klasy :) Razem z nami wsiadło kilka innych równie przypadkowych osób i odjechaliśmy prawie pustym autobusem. Autobus stał jako pierwszy, nikt nie zabronił nam do niego wsiąść więc się nam poszczęściło. A czemu nazwałam ten przejazd luksusowym? Szerokie i wygodne siedzenia obite były skórą, a podłoga wyłożona drewnem… Do tego klimatyzacja na pełnych obrotach i naprawdę dużo miejsca. O naszym szczęściu dowiedzieliśmy się trochę później, gdy rozmawialiśmy z innymi Polakami – pozostali jechali zwykłymi autobusami bez żadnych wygód.

Abu Zabi 16.01 (16)W Abu Zabi czekała nas kolejna kilkugodzinna przesiadka. Nie za bardzo uśmiechało się nam 7 godzinne zwiedzanie lotniskowych luksusowych sklepów najbardziej znanych marek, dlatego po szybkiej wizycie w kantorze ruszyliśmy na podbój miasta. Przy kantorze mogliśmy obejrzeć sobie Porsche w kolorze złota… Złote Porsche? W ZEA wszystko jest możliwe, jak się bawić to na całego.

Abu Zabi 16.01 (1)Niby czas przesiadki mogliśmy wykorzystać na dłuższą drzemkę na lotnisku, ale szkoda było marnować taką okazję na zobaczenie kolejnego, nie odwiedzonego do tej pory miejsca. I tak mamy kolejny punkt na mapie! Krótki czas pozwolił nam na zobaczenie jedynie dwóch miejsc, ale zdecydowanie było warto wybrać się tam chociaż na krótką chwilę.

Po wyjściu z terminala nr 3 złapaliśmy taksówkę. Początkowo rozważaliśmy komunikację miejską, ale niestety ze względu na ograniczony czas, zrezygnowaliśmy z tej opcji. Taksówka wyszła nas drożej (190 dirhamów), ale dzięki temu zobaczyliśmy największą atrakcję miasta – Wielki Meczet Szejka Zayeda bin Sultana Al Nahyana (niestety tylko od zewnątrz) oraz Corniche i plażę. Żałuję odrobinę, że zabrakło nam czasu na Ferrari World, ale do ZEA prawdopodobnie jeszcze wrócimy (na mojej liście podróżniczych marzeń jest przecież Dubaj :)).

Abu Zabi 16.01 (15)Przy wyjściu standardowo polują na pasażerów naciągacze. Jeden z nich próbował skusić nas na „wyjątkowo korzystną” ofertę 4 godzinnej wycieczki do Dubaju za jedyne 500 dirhamów (ok. 500zł!). Chwilę się z panem potargowaliśmy, chcąc zobaczyć na jakie ustępstwa jest gotów, ale jako że zupełnie nie można było się dogadać (jego angielski był momentami tak zrozumiały, że równie dobrze mógłby do mnie mówić po chińsku), odpuściliśmy. I dobrze się stało, bo mimo jego zapowiedzi, że taksówki są drogie, przejażdżka wyszła nas oczywiście taniej niż on proponował.

Koszt przejechania taksówką w Abu Zabi to 1,60 dirhama za 1km w godz. 6:00 – 22:00, natomiast od 22:00 – 6:00 koszt ten wyniesie 1,69 dirhama. Opłata za trzaśnięcie drzwiami to odpowiednio 3,50 i 4,00 dirhamy. Za godzinę oczekiwania, kierowca dolicza koszt 30 dirhamów. Jeżeli taksometr nie zostanie uruchomiony, nie mamy obowiązku płacenia za kurs.

Abu Zabi jest bardzo młodym miastem – jeszcze 50 lat temu w miejscu tym znajdowała się rybacka wioska. Z tego względu nie ma tam wielu zabytków do oglądania, ale miasto stawia na znaczną różnorodność i nowoczesność – turyści mogą odwiedzić tor Formuły 1, park rozrywki Ferrari World i wyspę Saadiyat ze wzniesionym na niej Muzeum Narodowym Zayeda.  Jednak największą atrakcją tego miasta jest wspomniany już meczet Zayeda. Ogromny budynek niczym zbudowany ze śniegu wyrasta blisko brzegów Zatoki Perskiej. Nie da się pomylić z żadną inną budowlą. Wyróżnia się wśród pozostałej zabudowy nie tylko formą, ale też tym, że wzniesiony został nad poziomem okolicznych ulic. Rozświetlony wieczorem musi być doskonale widoczny prawie z każdego miejsca.
Cały meczet przykryty został aż 82 różnej wielkości kopułami. W każdym rogu dziedzińca wybudowano wysoki na 107m minaret. Meczet jest tak ogromny, że jednocześnie może modlić się w nim nawet 40 tysięcy wyznawców islamu – jakby nie patrzeć, jest trzecim co do wielkości meczetem na świecie.

Abu Zabi 16.01 (2)

Pomysłodawcą świątyni był pierwszy prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich zwany ojcem Emiratów – Szejk Zayed. Jego marzeniem było zbudowanie miejsca, które będzie jednoczyło wszystkich muzułmanów. Niestety szejkowi nie dane zostało zobaczenie ukończonego dzieła w 2007r.- zmarł on na trzy lata przed zakończeniem prac. Został pochowany w ogrodach tuż przy meczecie.

Do meczetu wstęp mają i kobiety i mężczyźni, także wyznawcy innych religii, jednak należy przygotować odpowiednie ubranie. Nogi, ramiona i włosy muszą zostać zakryte, a przed wejściem należy – tak jak w każdym innym meczecie – zdjąć obuwie. Do wnętrza można wejść w skarpetkach.

Tak jak z zewnątrz onieśmiela jego ogrom i różnorodność, tak w środku zachwycają podobno liczne detale połączonej ze sobą starej i nowoczesnej islamskiej architektury z elementami egipskich i tureckich ornamentów. Szkoda, że nie dane nam było wejście do środka – w godzinach, w których byliśmy w Abu Zabi, meczet był nieczynny dla zwiedzających. Piątek jest dniem modlitwy muzułmanów, dlatego musieliśmy się dostosować.

Taksówkarz próbował pogadać z ochroną meczetu, ale nijak nie chcieli nas wpuścić. Kierowca naprawdę starał się, żebyśmy zobaczyli jak najwięcej. W związku z brakiem możliwości wejścia do środka, podwiózł nas na jedną z okolicznych uliczek, z której był przepiękny widok na całą budowlę i otaczające ją ogrody. Cieszyliśmy się że mogliśmy zobaczyć ten meczet chociaż od zewnątrz. Będąc w stolicy ZEA koniecznie trzeba go zobaczyć.

Zdecydowaliśmy się ruszyć dalej, żeby zamoczyć chociaż nogi w Zatoce Perskiej. W związku z tym poprosiliśmy kierowcę o podrzucenie nas do najbliżej położonej plaży. Spod meczetu do plaży jest ogółem spory kawałek. Ale ruch w Abu Zabi nie jest zbyt gęsty (a przynajmniej nie był w trakcie naszego pobytu). W ogóle spotkaliśmy bardzo mało osób. Większość z nich wyglądała na zagranicznych pracowników, którzy rano wybrali się na przebieżkę po nadmorskim deptaku.
Umówiliśmy się z kierowcą, że poczeka na nas godzinę, a my w tym czasie pospacerujemy po plaży. Przez ostatnie miesiące zatęskniło mi się za ciepłym morzem. Zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy w samochodzie i ruszyliśmy nad zatokę. Woda była przyjemnie chłodna, ale nie zimna. Z informacji praktycznych – na plaży znajdują się toalety i plażowy prysznic – można było opłukać nogi z soli i piasku.
Piękna pogoda i rosnąca temperatura zachęcały do wskoczenia do zatoki, ale musieliśmy pamiętać, że nasz czas w Abu Zabi dobiega końca i trzeba będzie zaraz wracać na lotnisko. Po tej krótkiej wizycie w mieście wróciliśmy żeby odprawić się na ostatni nasz lot w kierunku Sri Lanki.

W trakcie przejazdów w obie strony mogliśmy przez okna samochodu podziwiać zabudowania Abu Zabi. Najbardziej spodobały mi się budynki, które od razu skojarzyły mi się z pniami palm daktylowych. W Abu Zabi znalazło się również miejsce na budynek przypominający jeden z singapurskich hoteli z imitacją łodzi na dachu. Przy okazji naszą uwagę zwróciły klimatyzowane wiaty przystankowe, ale niestety nie udało mi się ich uchwycić na zdjęciu. Takie przystanki sprawdziłyby się również i w naszych realiach pogodowych, z tym że wolałabym chyba takie z ogrzewaniem na zimę ;)

Kierowca podrzucił nas pod nasz terminal. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do odlotu, dlatego wyszliśmy powygrzewać się odrobinę na zewnątrz. Szwendając się przed halą odlotów, spotkaliśmy Karolinę – Polkę mieszkającą obecnie w Serbii. Pozostałe kilka godzin do lotu przesiedzieliśmy i przegadaliśmy o podróżach, życiu w Serbii itd. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy wszyscy sprawdziliśmy gdzie kto siedzi. Okazało się, że Karolina ma miejsce przydzielone tuż obok nas! To dopiero był zbieg okoliczności.

Abu Zabi 16.01 (12)

Lot do Kolombo był krótszy niż ten z Belgradu do Abu Zabi, ale ciągnął mi się niemiłosiernie. Dodatkowo ciągle myślałam o tym, czy nasze bagaże dotrą razem z nami. Byliśmy co prawda przygotowani na ewentualność pozostania przez kilka dni bez bagażu, ale dla świętego spokoju wolałam nie korzystać z rzeczy zapakowanych awaryjnie do plecaka podręcznego. Na szczęście lecieliśmy linią Etihad, więc warunki na pokładzie były doskonałe – wygodne siedzenia, więcej miejsca na nogi, rozrywka pokładowa i dobry catering.

Abu Zabi 16.01 (18)Fot. Samolot Etihad na trasie Abu Zabi – Kolombo

Abu Zabi 16.01 (19)Fot. Widziałam Airbusa cień

Każdy otrzymał koc i poduszkę, a w oparcie fotela wbudowany był monitor, na którym można było śledzić trasę samolotu, oglądać filmy, słuchać muzyki lub pograć w różne gry. Co prawda filmy do najnowszych nie należały, ale pomogły przetrwać lot. Uparłam się że obejrzę do końca jakiś bolywoodzki film, ale tytułu niestety nie pamiętam.
W cenie biletu podano nam taki oto posiłek:

Gdy w końcu wylądowaliśmy, nie mogłam doczekać się wyjścia z samolotu i zaczerpnięcia pierwszego oddechu lankijskiego powietrza. Nie spodziewałam się, że uderzy mnie taka fala gorącego i wilgotnego powietrza. Chwilę zajęło przyzwyczajenie się do nowych warunków, szczególnie że w Polsce było wtedy wg prognoz ok. 0 stopni.

Dzięki temu, że wcześniej wykupiliśmy wizę (obywatele Polski mają niestety obowiązek wizowy, wiza elektroniczna  kupiona przez internet to koszt 30$, natomiast wiza na miejscu to wydatek 35$/os.), nie musieliśmy odczekać parunastu minut w kolejce, w której początkowo spotkaliśmy Atanasa i Jagodę- dwójkę Polaków podróżujących tymi samymi lotami co my. Okazało się jedynie, że oprócz złożonego przez internet wniosku wizowego musieliśmy wypełnić swoimi danymi karteczkę, którą dostaliśmy w samolocie i już chwilę później byliśmy na lankijskiej ziemi. Nie do końca rozumiem konieczność wypełniania tego skrawka papieru, bo wszystkie te informacje podawane były już w trakcie internetowego aplikowania o wizę, ale nie dyskutowaliśmy. Wszystko poszło sprawnie i mogliśmy udać się po nasze bagaże. Wiecie co było największą niespodzianką w drodze po bagaż, czymś, czego nigdy nie widziałam na żadnym innym lotnisku?Były to liczne sklepy, w których oferowano AGD. Znajdowały się tam nawet pralki! Nigdzie nie spotkałam się z czymś takim.
Walizki na szczęście doleciały w całości. Rozstaliśmy się z pozostałą polską ekipą i odszukaliśmy kantor. Wydaje mi się, że kurs lankijskiej waluty (rupii) musi być ustalany odgórnie, bo w każdym kantorze były te same warunki. Po wymianie pieniędzy pozostało nam dostanie się na nasz zarezerwowany wcześniej nocleg. Co prawda guesthouse znajdował się podobno jakieś 2km od lotniska, ale łażenie z ciężkimi walizkami po nocy nie zapowiadało się zbyt przyjemnie. Jak się później okazało, dojście na miejsce było dużo dłuższe i na piechotę nie byłoby zupełnie możliwe. Te 2km były liczone chyba w prostej linii…

Gdy wychodziliśmy z lotniska, ponownie natknęliśmy się na niedawno poznanych Polaków. Atanas i Jagoda mieli poważny kłopot z wypłatą gotówki, ponieważ wszystkie bankomaty twierdziły, że podawane przez nich PINy nie są prawidłowe (coś było nie tak z tymi maszynami, bo inni też mieli różne przejścia). Mieli tylko karty i już dość spory dług u Karoliny, która pożyczyła im gotówki na wizy. Długo się nie zastanawiając pożyczyliśmy im kwotę niezbędną na oddanie długu i na transport do hotelu. Wszyscy razem opuściliśmy lotnisko. Można powiedzieć, że wykazaliśmy się zbytnim zaufaniem, że mogliśmy stracić te pieniądze bo przecież ich nie znaliśmy, ale kilka dni później pożyczona kwota znalazła się z powrotem na naszym koncie :)

I tak oto po wyjściu po raz pierwszy zderzyliśmy się z realiami Lankijczyków widzących w Europejczykach chodzące skarbonki wypchane po brzegi euro i dolarami. Ledwo wyszliśmy z lotniska, zostaliśmy otoczeni przez kierowców taksówek i tuk tuków. Tuk tuki to takie małe śmieszne pojazdy. O, takie jak ten:

Abu Zabi 16.01 (23)Fot. Tuk tuk

Przy okazji dodam, że na świecie jest tylko dwóch producentów tuk tuków – włoskie Piagio i indyjskie Bajaj. Obie firmy muszą robić na tym niezły interes, bo pojazdów tych na ulicach Sri Lanki jest całe mnóstwo.

Po długich negocjacjach trwających chyba ponad pół godziny (nie pamiętam nawet ile razy odchodziliśmy), daliśmy się w końcu namówić na transport z lotniska do naszego miejsca noclegowego tuk tukiem. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak jego kierowca wpakuje do niego nasze walizki, ale jakimś cudem mu się to udało. Jedynie konieczne było przytrzymywanie bagażu. Jazda tuk tukiem to niesamowita przygoda. Szczególnie jak się ma dwie duże walizki, które w trakcie jazdy trzeba przytrzymywać bo na zakrętach mogą wylecieć… Jazda trwała niemiłosiernie długo, ale pojazdy te nie rozwijają raczej zawrotnych prędkości. Kierowcy tuk tuków jeżdżą jak wariaci. Wpychają się gdzie tylko mogą nie do końca zważając na zasady bezpieczeństwa. Ale warto było przejechać się tym śmiesznym pojazdem, którego nawet nie potrafię zakwalifikować do żadnej konkretnej grupy. Ni to samochód, ni to motor… Znacznie przepłaciliśmy, bo transport kosztował nas 500 rupii (ok. 14zł), ale było już na tyle późno, że naprawdę mieliśmy dość. I tak początkowo kierowca życzył sobie 1500rupii! Udało się nam zejść do 1/3 początkowej ceny. Przy okazji stargowaliśmy cenę przejazdu Atanasa i Jagody.

Po długiej podróży zawitaliśmy wreszcie do Villi Daisy w Katunayaka. Trafiliśmy do bardzo sympatycznej i uczynnej rodziny. Niesamowicie wymęczona po ponad 30 godzinnej podróży i spaniu gdzie i jak popadnie doceniłam warunki, w których przyszło nam nocować. Co z tego że łazienka była pełna mrówek. Był PRYSZNIC i było ŁÓŻKO!!! No i nigdzie w zasięgu wzroku i słuchu nie było żadnego komara. Więcej mi do szczęścia nie było potrzebne. Trzeba było zregenerować nieco siły, bo kolejne dni wyjazdu zapowiadały się jeszcze bardziej intensywnie.

CDN.

 

(Visited 2 407 times, 1 visits today)
Sri Lanka: Pierwsze chwile na wyspie
Serbia: Pierwsza przesiadka w drodze na Sri Lankę – wizyta w Belgradzie

Powiązane wpisy

8 Comments

  1. Kamila

    Bardzo przydatna relacja – natrafiłam na nią przypadkowo szukając jakiejś mapki komunikacji w Abu Zabi, bo też mamy 7 godzin tam postoju (w trakcie lotu na Sri Lankę) – dla odmiany z małym dzieckiem, więc trzeba było trochę poplanować. Mam nadzieję, że dogadamy się z taksówkarzami – mieliśmy zaryzykować z autobusami, ale w sumie głupio by było gdyby samolot nam uciekł ;]

    Odpowiedz
  2. Darek

    Cześć, bardzo ciekawa relacja, chłonę wszystko jak gąbka, bo będę na Sri Lance za miesiąc, również dzięki promocji AirSerbia, także podążam Waszymi śladami ;) Mam kilka pytań:
    1. Gdzie na lotnisku dostaliście bezpłatną wizę? Przy wyjściu z lotniska wbijają pieczątkę?
    2. Co z bagażami rejestrowanymi? Czy musieliście je odbierać i z nimi jeżdzić w taksówce?
    3. Czy z kierowcą taksówki w Abu Zabi uzgadnialiście wcześniej cenę przed przejazdem? Czy po prostu wsiedliście do auta i z taksometru wyszło 190 AED?
    4. Czy w taxi można płacić kartami? Czy koniecznie trzeba wymienić walutę na dirhamy?
    5. Czy wiecie ile kosztuje wejście do wielkiego meczetu?
    6. W naszym bilecie powrotnym z Colombo przylatujemy do Abu Zabi o 1 w nocy, a wylot do Belgradu mamy o 8.20, czy nie ma problemów z noclegiem na lotnisku? Macie jakieś sprawdzone miejscówki ;) ?
    7. Czy w Villa Daisy oferują śniadanie?

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Miło mi! :D Przez pozostały do Twojego wyjazdu czas jeszcze trochę postów o Sri Lance się tutaj pojawi, dlatego zapraszam do zaglądania ;) Może przydadzą Ci się jakieś informacje. Już odpowiadam na Twoje pytania:
      1. Jeśli chodzi o wizę w ZEA idziesz po prostu za tłumem do wyjścia :) Trafisz w końcu do bramek, przez które przejdziesz po wbiciu pieczątki do paszportu. Drugą pieczątkę – z datą powrotu – dostaniesz w drugą stronę. Nie ma możliwości przegapienia tego miejsca, bo każdy wychodzący musi tamtędty przejść.
      2. Jeżeli w miejscu wylotu nadasz bagaże bezpośrednio do portu docelowego, nie będziesz musiał ich odbierać. Tylko powiedz to koniecznie w trakcie odprawiania bagażu. Będziesz mieć wtedy spokój z bagażami aż do Kolombo :)
      3. Przed wejściem do taksówki lepiej zapytaj, ile wyniesie kurs do konkretnego miejsca. W przypadku meczetu powinno to być ok. 50-55 dirhamów w jedną stronę. Uważaj na naciągaczy, najbezpieczniej będzie jak od razu udasz się na oficjalny postój taksówek po lewej stronie od wyjścia. Panowie oferujący „niesamowite okazje” wewnątrz hali przylotów nie są warci uwagi.
      4. Przyznam szczerze, że na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć… My wymieniliśmy pieniądze od razu po wyjściu, w hali przylotów jest niewielki kantor. Przyjmują dolary i euro.
      5. Wydaje mi się, że wejście do meczetu szejka Zeyeda jest bezpłatne. Jeśli jednak traficie tam w piątek, meczet będziecie mogli zwiedzić dopiero po 16:00 (albo 17:00 – tego już dobrze niestety nie pamiętam).
      6. Z nocowaniem na lotnisku w Abu Zabi nie ma zupełnie problemu, lecieliśmy w tej samej kombinacji ;) Formalnie jest dozwolone, widziałam gdzieś nawet wypożyczalnię kocy. Pytanie tylko w jakich warunkach jesteście w stanie spać. Lotniskowe siedzenia są średnio wygodne, do tego rozdzielone są podłokietnikami. Można znaleźć tam kilka kanap, ale o tej porze prawdopodobnie wszystkie będą zajęte.
      7. W Villa Daisy oferowali nam śniadanie w cenie – w kolejnym poście możesz na zdjęciach zobaczyć, jak prezentował sięten posiłek :) W sumie każdy następny niewiele odbiegał od tego pierwszego, standardem były jajka, tosty, dżem, owoce i herbata (często podaje się do herbaty mleko). Czasem dostaliśmy świeży sok.

      A tak przy okazji – świetny wybór! Sri Lanka jest piękna, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość do naciągaczy i zachować zdrowy rozsądek. Jakbyś miał jeszcze jakieś pytania – chętnie pomogę :) Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  3. Mamutek

    To co dzisiaj tak skrupulatnie opiszesz, pozwoli Ci kiedyś przypomnieć sobie wszystkie szczegóły tego, tak atrakcyjnego wyjazdu.

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      I dlatego też m.in. tak Was zamęczam tą szczegółowością ;)

      Odpowiedz
  4. Elżbieta S.

    Ten Tuk tuk to taki troszkę większy Melex :)

    Odpowiedz
  5. Mamutek

    Bardzo ciekawa relacja. Piękny Meczet w Abu Zabi i fajne widoki na zdjęciach z samolotu. Wszystkie zdjęcia fajnie się ogląda. Zastanawiam się kiedy znalazłaś czas na napisanie tak długich i dokładnych relacji, przecież dopiero wróciłaś z podróży. Ale oczywiście czekam na kolejne relacje. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Dziękuję! :D Jeśli chodzi o czas, to starałam się wykorzystać każdą wolną chwilę na napisanie chociażby kilku zdań. Zdarzało się, że mąż smacznie chrapał, a ja pisałam do późnych godzin. Bardzo zależało mi na tym, żeby spisać wszystko na bieżąco, jeśli nie dawałam rady pisać pełnych zdań, wrażenia z każdego dnia spisywałam chociażby w punktach. Niestety przy takiej ilości przeżyć, pamięć może zawodzić, dlatego zarysy kolejnych wpisów powstały jeszcze na Sri Lance :) Teraz pozostaje je tylko dopracować i ubrać w zdjęcia :)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close