Prowansja: Colorado Provencal – odrobina Ameryki w Europie

Południe Francji znane jest ze śródziemnomorskiej riwiery, doskonałej kuchni, ciasnych uliczek w urokliwych miasteczkach i ogromnych prowansalskich pól lawendy. Jednak będąc w tej części kraju nie trzeba wiele, by przenieść się do… USA. Tak, tak. W Prowansji znajduje się niezwykła i dość mało popularna atrakcja od podobieństwa do kanionu Colorado zwana… Colorado Provencal. Jadąc przez Prowansję ma się wrażenie, że zobaczy się tu tylko biały wapień, jednak nic bardziej mylnego. W Colorado Provencal czekają Cię odcienie czerwieni, pomarańczy i brązów kontrastujące z zielenią drzew i błękitem nieba.

Dzień 3, 20.07.2017 część 3/4

Po tym, jak przyjrzeliśmy się procesowi destylacji lawendy, kierujemy się w zupełnie inne miejsce. Colorado Provencal – nasz kolejny cel – to malowniczy zakątek pełen pięknych widoków i kolorowych skał. Jakby mnie ktoś zapytał przed wizytą w tym miejscu o to, z jakimi kolorami kojarzy mi się Prowansja, odpowiedziałabym bez wahania, ze ta kraina to biel wapiennych skał, zieleń drzew, złoto słoneczników oraz fiolet lawendy i lawandyny. Po tym dniu jednak dodałabym do tego jeszcze wszystkie odcienie pomarańczy i czerwieni.

Prowadzeni przez nawigację bez problemu docieramy na duży parking – jest tu trochę samochodów, kręci się też sporo osób, ale wychodzi na to, że raczej ogromna większość z nich jest tutejsza. Poza francuskim nie słyszymy żadnego innego języka. Ludzie piknikują sobie w cieniu drzew, relaks pełną gębą. Wstęp do kanionu jest bezpłatny, jedynie parking kosztuje nas 5 EUR za cały dzień – kwota ta przeznaczona jest na konserwację terenu.

Dziewczyna, która wydaje nam parkingowy bilecik nie mówi po angielsku, ale jakoś się dogadujemy. Otrzymujemy mapkę, na której zaznaczone zostały trzy dostępne trasy zwiedzania. Jako że jest piekielnie gorąco (34 stopnie!), decydujemy się tylko na opcję najkrótszą. Jest koło południa, więc każdy krok w tym upale wymaga niesamowitego wysiłku, co dopiero mówić o jakimkolwiek dłuższym trekkingu. Ponadto od harcerek siedzących w cieniu na wejściu otrzymujemy informację, że ogłoszony został alarm pożarowy – ryzyko ocenione zostało w skali 10 stopniowej na 7.

Obowiązuje zakaz rozpalania jakiegokolwiek ognia. Widać, kto z pobliskiego towarzystwa pali, bo każdy palacz po otrzymaniu tej informacji ma zasępioną minę. No tak. Ryzyko pożarowe to i zakaz odpalenia dymka. Każdy posłusznie przestrzega zasad. Poinstruowani o miejscu spotkania w razie zaobserwowania ognia ruszamy na szlak. Wiele osób, które mijamy, ma na nogach profesjonalnie obuwie – przystosowani są do trekkingu. Ja z kolei mam coś w stylu espadryli, do tego jestem w długiej spódnicy. Może strojem odstaję od innych, ale na małą pętlę nie trzeba żadnego specjalnego przygotowania. Równie dobrze jeśli nie przeszkadza komuś piach po drodze, da się tę trasę pokonać i w japonkach. Na dłuższy szlak lepiej jednak mieć stabilniejsze obuwie, bo tam trasa jest odrobinę trudniejsza.

Zagłębiamy się coraz bardziej w cicho szumiący las, przekraczamy prawie zupełnie wyschniętą rzeczkę Doa i oto docieramy do pierwszych skał. Kontrast pomiędzy ochrą, błękitem nieba i zielenią liści jest porażający! Aż nienaturalny! Ludzie stojący przy czerwonej ścianie dłubią w niej i palcami malują na swoich twarzach „barwy wojenne”. Gdyby nie żar z nieba, mogłabym stać na pomarańczowym wzniesieniu, na którym akurat się znajdujemy i chłonąć te niesamowite widoki przez dłuższy czas. W tym momencie jednak groziłoby to udarem.

Colorado Provencal zajmuje dość spory teren, bo aż 30 ha! Nie do końca jest to naturalne miejsce. O ile skały powstały tylko przy udziale matki natury, o tyle światło dzienne wszystkie te kolory ujrzały dzięki człowiekowi. Kanion ukształtowany został ludzką ręką, bo od końca XVII w. do 1992 r., kiedy to ostatni pracownik przeszedł na emeryturę, służył jako jeden z największych na świecie kmieniołomów piasku laterytowego w kolorze ochry. Wydobycie piasku na tak wielką jak wcześniej skalę przestało się opłacać w momencie podboju rynku przez sztuczne barwniki, tak więc kanion stracił swoje przemysłowe znaczenie.

Colorado Provencal to własność prywatna, jednak bez problemu można tędy spacerować. Zarządzany jest przez stowarzyszenie właścicieli i wolontariuszy pragnących zachować to historyczne miejsce dla innych. Żeby zobaczyć uroki kanionu można wybrać się tu na własną rękę w trasy wynoszące od 1 do 5,5 km. Różnica poziomów pomiędzy punktami trasy wynosi od 10 do 150 m. Jeśli chcemy posłuchać informacji, można też umówić się wcześniej na niedrogą wizytę z przewodnikiem. Po drodze zobaczyć można pozostałości zbiorników sedymentacyjnych, pomp i pieców, a także miejsce zwane Saharą.

 

To, co obecnie nazywamy Colorado Provencal, powstawać zaczęło już miliony lat temu, w okresie kredowym. Połączenie wapieni, wody morskiej i lat przemian (m.in. procesów utleniania) ukształtowało kolorowe formacje. Kolorowe piaski pozyskiwane z takich miejsc służyły ludzkości już od najdawniejszych czasów – używano ich przy mumifikacji, do pochówków, malowideł naskalnych czy chociażby… tworzenia starożytnych egipskich błyszczyków. Po dziś dzień w Prowansji ochra zmieszania z naturalnym olejem tworzy farbę, którą malowane są domy – np. w Rousillion. Charakterystyczne czerwone i pomarańczowe zabarwienie pochodzi od tlenków żelaza – getytu i hematytu. Natomiast mangan, aluminium i krzemiany dają kolory przechodzące od szarości po zieleń. Najróżniejszych odcieni naliczono tu aż 24!

Przejście najkrótszego – niebieskiego – szlaku zajmuje ponoć koło 2 godz., ale wydaje mi się, że uporaliśmy się z nim znacznie szybciej. Gdy wracamy do samochodu, marzę tylko o czymś zimnym do picia. Francuzi nadal biwakują sobie w cieniu drzew, my jednak ruszamy dalej. Żałuję trochę, że nie wybraliśmy się na spacer dłuższą trasą, ale upał tego dnia jest morderczy – jakakolwiek aktywność wymaga ogromnego wysiłku. Dobrze, że nasze autko ma klimatyzację… Możemy ruszyć na dalsze poszukiwania lawendy.

 Colorado Provencal – informacje praktyczne:

  • oficjalna strona: niestety tylko w jęz. francuskim www.colorado-provencal.com/
  • wstęp: darmowy. Możliwość zwiedzenia z przewodnikiem po wcześniejszym umówieniu się: 3 EUR / dzieci – 6 EUR / dorośli
  • godziny otwarcia: 8:00 – 19:00 latem, w pozostałe pory roku godziny te mogą się różnić
  • opłaty parkingowe:
    • motocykl 2 €, samochód osobowy 5 €, samochody kempingowe 8 € na dzień i 4 € na noc, minibus 12 €, autobus 30 €

A tak wygląda Colorado Provencal według Smartrippers:

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych części relacji! 

 

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Booking.com

Powiązane teksty

9 Thoughts to “Prowansja: Colorado Provencal – odrobina Ameryki w Europie”

  1. Piękne miejsce ! Trzeba będzie odwiedzić!

  2. Też nie skojarzyłabym Prowansji z takim krajobrazem, ale miejsce wydaje się ciekawe :)

  3. Zapisuję i planuję podróż – cudowne miejsce! :)

  4. hmmm..do tej pory uważałam, że kawałeczek skalistej Ameryki odkryłam lata temu we Francji i to Gorges du Verdon.. taka miniaturka Colorado../a zresztą nie tak bardzo daleko chyba od tego miejsca…/ ale… bardzo urokliwie tam :)

    1. Kanion Verdon w sumie też można tak traktować ;)

    2. Podróżowisko.pl myślę..że bardziej..naturalniej bo on o prostu jest..nie jako własność prywatna..mądrzyć się nie będę..byłam w du Verdon ponad 10 lat temu..wiele mogło się zmienić..nie wiem co teraz jest dostępne a co nie jest….

  5. Słyszeli – warto zajrzeć! ;)

    1. Wybrałeś się może w tę dłuższą trasę? Żałuję do dzisiaj, że upał tak dawał w kość i ograniczyliśmy się jedynie do krótszego szlaku…

Leave a Comment