Holandia: Wiatraki i tulipany

Dzień 3, 28.04.2014 – ZOETERMEER – SCHIEDAM – ROTTERDAM – DELFT – HAGA – WIJK AAN ZEE

Trzeciego dnia wreszcie przywitało nas słońce, ale w dalszym ciągu nie było zbyt ciepło. Pierwszym miastem odwiedzonym było Schiedam słynące z najwyższych na świecie wiatraków. Najwyższy z nich ma 33m. Wiatraki w Schiedam zwane są wiatrakami balustradowymi (stelling windmolens), zbudowane są z cegły, ale wszystkie pozostałe elementy wewnętrzne (stropy, dach, mechanizmy i śmigła) są drewniane. Podobnie jak w Kinderdijk, jeden z wiatraków został udostępniony zwiedzającym. Nazywa się De Nieuwe Palmboom i rzeczywiście jest dość nowy. W 1901r. niestety spłonął doszczętnie, odbudowano go dopiero w 1993r. Jeśli chciałby ktoś dowiedzieć się czegoś więcej o tych pięknych wiatrakach, odsyłam na stronę Wiatraki balustradowe w Schiedam. Niestety w godzinach naszego krótkiego pobytu w Schiedam wiatrak był nieczynny.

IS_3 dzień (4)IS_DSC_1251IS_DSC_1260Poza wiatrakami, w Schiedam zachowały się również spichlerze, które są pamiątką czasów, gdy w mieście intensywnie zaczęła rozwijać się produkcja jałowcówki (jenever).

IS_DSC_1333Jako że Schiedam leży tuż obok Rotterdamu, postanowiliśmy wpaść na chwilę do tego miasta i zobaczyć co ono oferuje turystom. Rotterdam jest jednym z miast tworzących Ranstad – szósty co do wielkości obszar metropolitalny w Europie. Słynie z największego w Europie portu, który ciągnie się przez ok. 40km. Rotterdamski port obsługuje głównie przemysł petrochemiczny i przeładunek. W mieście jest 5 linii metra, w tym jedna prowadząca do Hagi.

Jak dla mnie główną atrakcję stanowi ciąg domów sześcianów (Kubus-paalwoningen) zbudowanych w latach 1978-1984. W domu takim można zamieszkać, zorganizowano tam nawet hostel dysponujący 49 pokojami, restauracją, barem oraz dwiema małymi salami konferencyjnymi.

Domy powstały na polecenie władz Rotterdamu, które zleciły wybudowanie zespołu mieszkalnego nad ruchliwą drogą Pietowi Blomowi.  Ideą projektu było stworzenie „osady-wioski” w dużym mieście. Domy zostały osadzone na sześciokątnych słupach, w których zlokalizowane zostały wejścia. Kompleks nazywany jest Lasem Blaak (Blaakse Bos), ponieważ dla architekta każdy sześcian symbolizował drzewo, a całość las. Niestety hałas ulicy spowodował, że niewiele osób chciało korzystać z tego oryginalnego projektu. Dodatkowo ze względu na nietypową geometrię, wnętrza domów okazały się trudne do urządzenia. Każdy pokój ma krzywe ściany i okna na inną stronę. Roztaczają się z nich widoki na stary port oraz most Willemsbrug. Tuż obok powstał Het Potlood – mieszkalny wieżowiec zaprojektowany w kształcie ołówka.

IS_DSC_1407IS_3 dzień (57)IS_3 dzień (59)IS_3 dzień (61)W trakcie nalotu dywanowego Luftwaffe z maja 1940r. centrum miasta zostało praktycznie zrównane z ziemią, przetrwały tylko nieliczne budynki. Jednym z nich jest „Biały dom” (Witte Huis). Ma on 45m wysokości i przez długi czas był najwyższym biurowcem w całej Europie. Przy okazji dodam, że teren wokół obecnego dworca kolejowego sąsiadującego z budynkiem w kształcie ołówka był szczelnie zabudowany przed wojną. Obecnie jest to pusty plac.

IS_DSC_1530

W Rotterdamie można znaleźć kilka ciekawych nowoczesnych budynków, ale jak dla mnie nie jest to miasto turystyczne, tylko czysto biznesowe.

IS_3 dzień (49)IS_3 dzień (83)IS_DSC_1492IS_3 dzień (98)Z Rotterdamu ruszyliśmy do Delft. Miasteczko to słynie z holenderskiej niebieskiej ceramiki. Bardzo łatwo trafić na główny rynek, ponieważ już z daleka widać 115m wieżę kościoła Nieuwe Kerk. W Delft warto zobaczyć m.in.: renesansowy Stadhuis (ratusz) zaprojektowany przez Hendricka de Keyser, wybudowany w latach 1618-1620, wspomniany wcześniej gotycki Nieuwe Kerk – Nowy Kościół wybudowany w latach 1397 – 1496, wewnątrz kościoła znajduje się mauzoleum Wilhelma Orańskiego, Oude Kerk – Stary Kościół z 1250r., w którym spoczywają najwybitniejsi mieszkańcy Delftu – m.in. wynalazca mikroskopu Antoine van Leeuwenhoek. Przy Oude Kerk można przypatrzeć się renesansowym kamienicom. Amatorzy muzeów mogą wybrać się do Stedelijk Museum Het Prinsenhof –  to tam w 1584r. na schodach zginął książę Wilhelm Orański zastrzelonyprzez fanatyka działającego na zlecenie króla Hiszpanii Filipa II.

IS_3 dzień (108)IS_3 dzień (123)IS_3 dzień (140)IS_3 dzień (145)IS_3 dzień (146)Dookoła rynku w uroczych kamieniczkach znajduje się mnóstwo sklepów z pamiątkami i sklep z serami. Każdy znajdzie coś dla siebie. Przed kupnem warto przyjrzeć się dokładnie porcelanie, ponieważ ta tańsza nie jest malowana, a jedynie oklejona drukowanym wzorem.

IS_3 dzień (132)IS_3 dzień (165)Po drodze z rynku do Oude Kerk można natknąć się na budkę z jedzeniem – do wyboru mamy najróżniejsze ryby i owoce morza. Koniecznie trzeba spróbować bułki ze śledzikiem i cebulą. Coś pysznego. Niestety do tej pory nie wiem, w jaki sposób przygotowują śledzia, ale jest to jedna z tradycyjnych holenderskich potraw. Taka kanapka nazywa się dokładnie Broodje hollandse nieuwe i w Delft kosztuje ok. 2,5 euro. W Amsterdamie to już droższa przyjemność.

IS_3 dzień (162)Posileni kanapkami udaliśmy się do Hagi. Obowiązkowym punktem do zobaczenia w Hadze jest Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Na widocznym na poniższym zdjęciu czarnym murku zapisane jest słowo „pokój” w kilkudziesięciu językach. Oczywiście jest i po polsku.

IS_DSC_1742Z Hagi skierowaliśmy się w okolice Leiden i Lisse, żeby zobaczyć w jakim stanie są pola tulipanowe. Obawialiśmy się, że tulipany na polach mogły już przekwitnąć lub zostać zebrane i w sumie niewiele się pomyliliśmy. Tulipanów było jak na lekarstwo, ale i tak widok robił wrażenie.

IS_3 dzień (208)IS_3 dzień (249)IS_3 dzień (259)IS_3 dzień (200)Tym razem zarezerwowałam kwaterę prywatną w jednym z domów w Wijk aan Zee. Według informacji na stronie, goście zobowiązani są do przyjazdu nie później niż do godz. 19:00. Kosztowało nas to trochę stresu, ponieważ po raz pierwszy nasza nawigacja odmówiła współpracy. W ciągu tych kilku lat jak nie była aktualizowana, wokół Amsterdamu musiały powstać nowe autostrady, których nasz GPS nie widział. Na szczęście zawsze przed wyjazdem kupujemy również mapy, tym razem padło na atlasy drogowe. Gdyby nie mapy, nie wiem, na którą byśmy dojechali… Dotarliśmy z małym opóźnieniem, ale gospodarze czekali na nas i od razu przywitali nas talerzykiem żółtego sera z musztardą i holenderskim piwem Amstel. Okazało się, że trafiliśmy pod dach Bułgarów mieszkających w innej miejscowości. W Wijk aan Zee wynajmują jedynie swój drugi dom, w którym są obecni w ciągu dnia. Nasi gospodarze byli tak serdeczni i uczynni, że kilkukrotnie musieliśmy przed nimi uciekać, ponieważ nie przyjmowali do wiadomości, że nic nie potrzebujemy, a piwa chętnie się napijemy, ale później ;) Jeśli bylibyście zainteresowani niedrogim (zaznaczam niedrogim jak na Holandię) zakwaterowaniem niedaleko od Amsterdamu i bardzo blisko do morza, to zajrzyjcie do Villa ‚t Haasduin. Pokoje są duże, łóżka wygodne, pościel i ręczniki wymieniane codziennie, gospodarze przemili i bardzo pomocni. Co najważniejsze – wszędzie było czysto, znalezienie jakiejkolwiek innej formy życia poza nami możliwe było chyba jedynie z pomocą mikroskopu ;) Po przyjeździe otrzymuje się zestaw kluczy do drzwi wejściowych i pokoju, tak więc można wychodzić i wracać o dowolnej porze. Jeśli dysponuje się samochodem, z Wijk aan Zee bardzo szybko można dostać się do Amsterdamu. Co prawda nie sprawdziliśmy tego, ale do stolicy jeździ chyba autobus, który miał przystanek bardzo blisko kwatery. Tuż przed domem jest duża łąka.  Cisza i spokój :)

IS_DSC_1334

Holandia: I amsterdam
Holandia: Ciągle padaaa...

Powiązane wpisy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close