Islandia: Foki i gorące źródło Landbrotalaug – atrakcje półwyspu Snaefellsnes, część IV

Przed pierwszą wizytą na Islandii naczytałam się, że w lagunie lodowcowej Jokulsarlon trafić można na foki. Jako że uwielbiam podglądać lokalnie występujące gatunki zwierząt ucieszyłam się niesamowicie – w końcu jeszcze nie miałam okazji obserwować fok w ich naturalnym środowisku. Niestety, wtedy się nie udało. Za to za drugim razem mogłam liczyć na pełen sukces! Ale w zupełnie innym miejscu. Jednak nie to było hitem wyjazdu. Okazało się nim… leżące na uboczu niewielkie gorące źródło Landbrotalaug, które mieliśmy tylko dla siebie! 

Dzień 3, 19.03.2018, część 3/3

Po zameldowaniu i jako takim ogarnięciu rzeczy wskakujemy z powrotem do samochodu. Kierunek – plaża Ytri Tunga. Cel – pooglądanie pojawiających się tu fok. Niby jest już późno, ale mamy szczęście, bowiem zwierzęta wciąż tu są! Śladem innych osób idziemy po obrośniętych wodorostami głazach w stronę morza. Foki są raptem kilkadziesiąt metrów od nas! Zanim jednak w pełni skoncentruję się na ich obserwacji, muszę bardzo uważać. Wodorosty są tak śliskie, że łatwo tu o wywinięcie orła.

Plaża Ytri Tunga i foki

W miejscu tym spotkać można szeroko rozprzestrzenioną na świecie fokę pospolitą oraz fokę szarą. Zwierzęta nic sobie nie robią z obserwatorów. Część z nich próbuje wdrapać się na skały, część pływa leniwie wystawiając co jakiś czas głowę lub płetwę, a część wyleguje się do góry brzuchem i przysypia. Rozkoszny widok. Jednak w miejscu tym należy pamiętać, żeby zwierzętom nie przeszkadzać. Przy plaży wystawiony jest znak z instrukcją, której należy przestrzegać. Szczególnie w okresie gdy pojawiają się młode.

Skrócony regulamin przebywania w tym miejscu wygląda mniej więcej tak:

  1. Zachowaj dystans min. 50 m od najbliższej foki. Jeżeli są małe, rekomendowane jest zachowanie od nich odległości wynoszącej co najmniej 100 m – trochę trudno to ocenić, ale najważniejsze moim zdaniem jest trzymanie się na tyle daleko, żeby foki w dalszym ciągu zachowywały się normalnie
  2. Jeśli foka wygląda na zaniepokojoną, wycofaj się – i to właśnie jest dla mnie granica zbliżania się. Dopóki zwierzę nie wykazuje żadnego zainteresowania – akceptuje naszą obecność. A może nawet jej nie zauważa?
  3. Jeżeli widzisz porzuconą małą fokę, nie zbliżaj się do niej. Jej matka prawdopodobnie ruszyła na polowanie i wkrótce wróci. I niech Ci nie przyjdzie do głowy dotykanie jej!
  4. Nigdy nie stawaj między foką a morzem – zwierzę ma się czuć bezpiecznie i w razie co mieć możliwość ucieczki.
  5. Zbliżając się do fok rób to powoli, unikaj szybkich ruchów. Unikaj też hałasowania i jeśli rozmawiasz, rób to ściszonym głosem
  6. Nie rzucaj niczym w stronę fok
  7. Unikaj używania lampy błyskowej
  8. Duże grupy ludzi mogą negatywnie wpływaćna foki – jeśli zobaczysz wycieczkę, poczekaj aż odejdą
  9. Psy muszą być na smyczy cały czas
  10. Nie śmieć! Wszystko, co przyniosłeś, zabierz ze sobą.

Sporo czasu spędzamy na obserwacji zwierząt. Inni próbują gwizdać lub machać rękami próbując zwrócić na siebie uwagę fok. Szkoda to nawet komentować… Zwierzęta chyba już do tego przywykły, co jednak nie oznacza, że jest to dopuszczalne zachowanie. My wciąż stoimy nieruchomo, a jedyne co świadczy o naszej obecności, to strzelająca co jakiś czas migawka. W końcu cierpliwość opłaca się. Foki podpływają do nas na odległość kilkunastu metrów. Leniwie przeciągają się w wodzie, parskają, przymykają oczy i wyglądają czasem, jakby drapały się o coś w wodzie. W końcu zostajemy tu tylko my i zwierzęta. Wieczór zbliża się wielkimi krokami, niestety pora się zbierać. Jedna z fok macha z wody płetwą – pożegnanie idealne.

Zostaje nam jeszcze jedno miejsce, do którego musimy nadrobić aż 40 kilometrów. Chwilę zastanawiamy się, czy to dobry pomysł, ale w końcu decyzja zapada – jedziemy do gorącego źródła.

Gorące źródło Landbrotalaug – kąpiel na uboczu

Żeby dojechać do gorącego źródła Landbrotalaug trzeba skręcić w gruntową drogę. Jest w całkiem niezłym stanie, ale w jednym miejscu można zakopać się nieco w błocie. Zwykłą osobówką jednak bez większego problemu można dojechać do prowizorycznego parkingu.

Próbowaliśmy się wykąpać w tym źródełku już dzień wcześniej, ale niestety była… kolejka. Tym razem na parkingu też stoją samochody. Niedobrze… Nie poddajemy się i idziemy zobaczyć to miejsce. Najpierw trafiamy na spory wykopany dół z pompą lejącą gorącą wodę. W środku z ubłoconymi plecami siedzi dwóch Niemców. Jako że chłopaki robią dużo zamieszania, co chwila popisują się przed sobą idziemy dalej. Głośne towarzystwo jakoś nie za bardzo nam odpowiada. Zostawiamy ich i idziemy do właściwego skalnego bajorka leżącego nieopodal.

W wodzie natykamy się na dwójkę Amerykanów. Na pytanie, czy długo tu jeszcze zostaną odpowiadają, że za 5 min. wychodzą. Super, nie spieszcie się. Krążymy w pewnej odległości jak sępy czyhające na ofiarę, nie naciskamy jednak, dajemy im czas na spokojnie zebranie się. Po kilku minutach rzeczywiście wychodzą – obydwoje różowi jak prosiaczki. Przychodzi nasza kolej.

O ile zdjęcie dolnych partii ciuchów idzie gładko, o tyle z górą mam problem. Dobrze, że wcześniej założyłam kostium kąpielowy, mogę szybko wskoczyć do wody. Źródło jest całkowicie dzikie – nie ma tu żadnej przebieralni, prysznica, czy schowków na ubrania. Za te ostatnie robią kamienie, które chociaż trochę miały chyba za zadanie chronić kąpiących się przed wiatrem.

Woda jest cudownie gorąca! Temperatura to jakieś 40 stopni. Bajka! Zanurzam ramiona – zdążyły tak zmarznąć, że ta gorąca woda prawie je parzy! Pachnie tu nieco jajkiem, ale nie jest to jakiś specjalnie silny aromat, więc szybko przestajemy zwracać na to uwagę. Siedzimy tak dobre 30 min. rozkoszując się pięknymi widokami. Czasem kropi lodowaty deszcz, ale w tak przyjemnie ciepłej wodzie nie robi to na nas żadnego wrażenia. W końcu na parkingu pojawiają się kolejne auta… Trzeba powoli się zbierać. Zresztą zaczynamy się już przegrzewać – co chwila musimy się wynurzać, bo robi się nam za gorąco.

Gdy już tak powoli planujemy wyjście, podchodzi do nas para starszych ludzi. Mężczyzna bez żadnych ceregieli chce się władować do bajorka. Mówię, że za 5-10 min. nas nie będzie, niech poczekają. Ok. Przebierają się przy nas ściągając poszczególne części garderoby. Kątem oka widzę, że pod spodem nic nie mają, kąpielówki zakładają dopiero przy nas. Ciekawe, co za narodowość. Ledwo zdążamy wyjść, już siedzą i grzeją kości w wodzie. Mimo że Landbrotalaug leży trochę na uboczu, zyskało już popularność – mieliśmy sporo szczęścia, że mogliśmy wykąpać się tu w tak kameralnej atmosferze.

Gdy wychodzę z wody nie jest jeszcze tak źle. Cała jestem zaróżowiona jak i poprzednicy, a rozgrzane ciało nie protestuje gdy zaczynam się ubierać. Jednak im bardziej jestem ubrana, tym bardziej trzęsę się z zimna. Aż wreszcie w puchówce, czapce, szaliku i rękawiczkach szczękam z zimna zębami! Było jednak warto! I mieliśmy to bajorko tylko i wyłącznie dla siebie!

Gdy wsiadam do samochodu, wciąż telepię się z zimna, ale kąpiel ta była tak relaksująca, że chętnie powtórzyłabym ją nawet zaraz. Niestety pora wracać do hotelu. Pod naszą nieobecność pojawili się nasi współlokatorzy, ale nie wykazują chęci kontaktu. W sumie dobrze, jesteśmy na tyle zmęczeni, że jakiekolwiek przesiadywanie w ogóle nie brzmi kusząco. Szkoda tylko, że jest już tak późno. Na tarasie mamy jacuzzi z gorącą wodą – trochę żal, że z niego nie skorzystamy, jednak po poprzedniej całkowicie zarwanej nocy i kolejnym dniu pełnym wrażeń, łóżko za bardzo nas kusi.

W nocy kilkukrotnie budzę się i wyglądam za okno w nadziei na zorzę. Tym razem niestety mimo optymistycznych prognoz nie mam jednak co liczyć na to zjawisko, niebo szczelnie przykryte jest chmurami. Może to i dobrze? Chyba nie miałabym siły ruszyć się z ciepłego śpiwora. Całe moje ciało błaga o sen. Tym bardziej, że został nam jeszcze jeden dzień intensywnego podziwiania islandzkich skarbów.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych relacji z Islandii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Booking.com

Powiązane teksty

15 Thoughts to “Islandia: Foki i gorące źródło Landbrotalaug – atrakcje półwyspu Snaefellsnes, część IV”

  1. Sama wskoczyłabym w takie gorące źródła ;) Krajobraz wydaje się taki surowy, ale zachęca do tego by poznać ten kraj :)

  2. Bardzo ciekawy wpis. Mam sporo znajomych w Islandii. Teraz myślę, że naprawdę fajnie tam mieszkają:)

  3. Świetna wycieczka :-) A foczki zawsze budzą we mnie mile uczucia :-)
    Oj taka kapiel to nie dla mnie, bo nie lubię później marznąć.
    A dlaczwego tak cie trzęsło ??
    Przecież byłaś ciepło ubrana ?

  4. Wspaniale je oglądać w ich środowisku. Pięknie.

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Szkoda tylko, że nie wszyscy potrafią dostosować się do zasad… Na szczęście jednak foki chyba zdążyły się do tego przyzwyczaić :)

  5. Wyglada magicznie!!! W ogole same foki sa tam pewni juz atrakcja ogromna sama w sobie. Osobiscie jestem wielka zwolenniczka ciepla, wiec nie jestem pewna czy cos mogloby mnie przekonac do pojechania w te strony, ale na zdjeciach milo sie oglada!

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Wiesz, że miałam tak samo? Preferuję cieplejsze regiony, dlatego też bardzo obawiałam się pierwszej podróży w te strony. Ale złapałam bakcyla. Ciepło dalej lubię, ale Islandia jest wyjątkiem od reguły. Wyspa na tyle mnie zauroczyła, że pomimo trudnych warunków pogodowych, wracam tam wkrótce po raz trzeci. Polecam, bo warto!

  6. Jestem zachwycona. Niesamowite i obiecuję sobie, że tez wejdę gdzieś do takiego bajorka. do tego te piękne foki i księżycowy krajobraz.

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Na Islandii gorących źródeł jest sporo, więc można wybierać między tymi większymi i mniejszymi, położonymi na uboczu lub tuż przy często uczęszczanych trasach. Ciekawostką są też baseny geotermalne – każdy znajdzie tam coś dla siebie. Islandię polecam, nie ma chyba drugiego takiego miejsca na Ziemi!

  7. Mi udało się obserwować foki na północy Islandii :). Miałam już za sobą wolontariat z tymi zwierzakami, więc radość miałam podwójną. Mieliście szczęście z tym gorącym źródłem! Ja przetestowałam dwa najsłynniejsze, Blue Lagoon i nad jeziorem Myvatn. Uwielbiam!

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Na północy? A gdzie konkretnie? Wkrótce znów ruszamy na Islandię i chętnie „zapolowałabym” (fotograficznie oczywiście) jeszcze gdzieś na te stworzenia. Chyba zacznie się wtedy okres, gdy na plażach będzie można dostrzec młode – tak więc idealna okazja, dobry zoom i do dzieła! A gorące źródła to dla mnie esencja Islandii :) W Blue Lagoon jedynie zamoczyłam palec, trochę tam zbyt tłoczno było dla mnie, ale o Myvatn słyszałam, że jest bardziej kameralne. Może też tam zawitamy.

  8. Foki i gorące źródła – fantastyczne połączenie! To niesamowite, że można trafić na takie dzikie gorące źródła i po prostu do nich wejść :) baaardzo nie lubię takich zmian temperatur i aż mnie dreszcz przeszedł jak czytałam jak trzęsłaś się z zimna, ale chyba bym sobie nie odmówiła takiego moczenia się w ciepłej wodzie pośrodku niczego :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Jestem strasznym zmarzluchem i właśnie z tego powodu przy okazji pierwszego zimowego wyjazdu na Islandię darowałam sobie takie kąpiele. Nawet nie wiesz, jak tego później żałowałam! Drugiej szansy nie mogłam zmarnować! ;) Łatwiej było się rozebrać niż ubrać z powrotem, ale i tak powtórzę to na pewno jeszcze nie raz, jeśli tylko będzie taka okazja. Szczególnie w takiej scenerii jest to niesamowite przeżycie.

Leave a Comment