Islandia: Najsłynniejsza góra Islandii – atrakcje półwyspu Snaefellsnes, część II

Eyjafjallajökull (Eijafjatlajokutl – tak to się ponoć wymawia) to od 2010 roku najbardziej znany wulkan Islandii. Bez wątpienia zawdzięcza on sławę chyba największemu paraliżowi, jaki kiedykolwiek miał miejsce w historii lotnictwa. Jednak słynniejszą górą jest moim zdaniem Kirkjufell. Może nie każdy zna tę nazwę, ale już raczej wszyscy ci, którzy chociaż raz przeglądali w Internecie zdjęcia z Islandii, skojarzą charakterystyczny dzwonowaty kształt górujący nad niezbyt wysokim wodospadem. Chociażby dla tego miejsca warto zjechać nieco z głównej islandzkiej drogi i odwiedzić półwysep Snaefellsnes.

Dzień 3, 19.03.2018, część 1/3

Jeszcze wieczorem plan jest taki, że z rana wstajemy i nie zwlekając zbyt długo ruszamy w stronę chyba najsłynniejszej góry Islandii, jaką jest Kirkjufell, jednak plan planem, a rzeczywistość wygląda nieco inaczej… Po tym, jak po podziwianiu zorzy kładziemy się spać, gdy na zewnątrz zaczyna powoli (baaardzo powoli, ale jednak) robić się jaśniej, oczywiste jest, że nie zwleczemy się z łóżka tak, jak pierwotnie zakładaliśmy. Finalnie ruszamy dopiero koło 10:00, gdy na parkingu pod naszym hostelem nie ma już praktycznie żadnych samochodów. Na dodatek zmieniamy nieco kierunek, bo dzień wcześniej zauważyliśmy, że w niedalekiej odległości od naszego miejsca noclegu znajduje się znak informujący o pozostałościach starej rybackiej osady. Tak więc zamiast na wschód, podjeżdżamy jeszcze jakieś 200 metrów na zachód.

Pozostałości rybackiej osady – Gufuskalar

Gdy samotnie przedzieramy się wąską ścieżką wydeptaną pośród lawowego pola słyszę jakieś dziwne odgłosy. Po chwili widzę tuż przed sobą ich autorów. To białe jak śnieg pardwy! W ogóle się nas nie boją, dopiero jak jesteśmy naprawdę blisko odlatują nieco dalej. Zimowe upierzenie tych ptaków pięknie kontrastuje z czernią i brązami okolicy. I te odgłosy… Możesz ich posłuchać na filmie poniżej. Po chwili widzimy pozostałości starych suszarni ryb. Jedna, druga, kolejna… Pardwy upodobały sobie tę najlepiej zachowaną. Te ptaki są doskonale przystosowane do trudnych warunków pogodowych. Dzięki temu, że praktycznie całe są opierzone (pióra mają nawet na nogach, wokół nozdrzy i na powiekach), bez problemu radzą sobie w bardzo niskich temperaturach.

Wracając do odwiedzanego miejsca… Gufuskalar od XV do XX w. było rybacką osadą. Rozpoczęty właśnie w XV w. eksport suszonej ryby do Anglii i miast hanzeatyckich już wtedy miał ogromne znaczenie dla islandzkiej gospodarki. Stało tu czternaście rybackich chat, a na każdą z nich przypadała jedna łódź. Na pobliskim polu lawowym na początku istnienia Gufuskalar wzniesione zostały również szopy służące do suszenia oraz przechowywania połowu. Nie wszystkie wykorzystywane były w tym samym czasie, ale obecnie nie jest możliwe określenie dokładnych dat.

Szopy zostały zbudowane z łatwo dostępnego tu wulkanicznego materiału, ze ścianami skonstruowanymi w taki sposób, że wiatr mógł z łatwością przewietrzyć wnętrza uniemożliwiając gnicie ryb. Konstrukcja tych budowli charakteryzuje się ścianami pochylonymi w kierunku szczytu zakończonego kopułą dachu. Pozostałości takich suszarni znaleźć można też w innych zakątkach Islandii, ale dokładna ich liczba nie jest znana. Ocenia się, że może być ich tu około 150, a nawet 200. Zabronione jest w tym miejscu schodzenie z utartych ścieżek (pola lawowe mogą być niebezpieczne!), a także wchodzenie do budowli oraz wspinanie się na ich mury.

Wodospady Kerlingarfoss i Svodufoss

Stąd ruszamy już we właściwym kierunku, jednak daleko nie odjeżdżamy. Z drogi widzimy dwa spore wodospady – aż szkoda byłoby do nich nie podjechać, skręcamy więc w bok. Brak tu asfaltu, ale zwykła osobówka daje radę. Podjeżdżamy pod pierwszy wodospad – Kerlingarfoss. Po kamieniach dochodzimy do rzeki. Pięknie tu… Możemy po śniegu lub po głazach wystających z wody przejść na drugą stronę, ale nie chcemy przeszkadzać dwóm innym osobom intensywnie przygotowującym jakiś materiał z tym wodospadem w roli głównej. Niby pokazują nam, że możemy podejść, ale po nacieszeniu się tym widokiem, wracamy do auta.

Rzucamy jeszcze okiem na porzucone zabudowania jakiejś farmy (pozostawiony tu został nawet ciągnik – takie widoki nie są na Islandii rzadkie) i kierujemy się na parking przy ścieżce prowadzącej w kierunku drugiej kaskady. Svodufoss robi jeszcze większe wrażenie! Jest ogromny, już z daleka słychać huk spadającej wody. Niestety ścieżka prowadzi nas jedynie do punktu widokowego – kończy się na rzece, której w tym miejscu nie da się przekroczyć. Jednak do wodospadu można podejść, tylko spod Kerlingarfoss trzeba przejść szlakiem pod górę. Trasa kończy się dokładnie tuż przed Svodufoss.

Już bez dodatkowych przerw niesamowicie malowniczą trasą zmierzamy do celu, jakim jest góra Kirkjufell (czyt. Kirkjufetl). Jest marzec, wciąż trwa tu zima, a ja – miłośniczka ciepła, słońca i raczej tropikalnych miejscówek – nie mogę wyjść z podziwu nad pięknem krajobrazów. Szkoda tylko, że pogoda nam nie dopisuje. Marzę o tym, żeby zobaczyć te miejsca też w nieco bardziej zielonej, letniej odsłonie… Jeszcze nie wiem, że za kilka miesięcy będę miała okazję tu wrócić.

Kirkjufell – najsłynniejsza góra Islandii?

Gdy według mapy jesteśmy prawie na miejscu, nie mogę dopatrzeć się nigdzie charakterystycznego dzwonowatego kształtu. W zamian widzę jedynie wielką skalną formację przypominającą półwysep. Wystarczy jednak przejechać jeszcze kawałek, żeby zobaczyć Kirkjufell od właściwej strony – to chyba jeden z najsłynniejszych widoków Islandii. A w związku z tym też jeden z bardziej obleganych… Na tutejszym parkingu stoi już kilkanaście aut i wciąż dojeżdżają kolejne. Parkujemy i idziemy w kierunku Kirkjufellsfoss – wodospadów uwiecznianych przez rzesze turystów. Nie dziwię się im – widok jest niesamowity i po chwili też jestem posiadaczką pamiątkowej fotki.

Kirkjufell to góra wysoka na 463 m. n.p.m. Można się na nią wspinać, jednak strome ściany wymagają odpowiedniego przygotowania i zdobytego wcześniej doświadczenia. Ponoć na szczycie zamontowana jest lina, która ułatwia ostatnie metry wspinaczki.

Przepływająca obok rzeka Kirkjufellsa ma swoje źródło we wschodniej części górskiego grzbietu Helgrindur. Tak chętnie uwieczniany przez przyjezdnych Kirkjufellfoss to jej najniższy wodospad znajdujący się tuż przy drodze. Z miejscem tym związana jest pewna historia. Wedle opowieści przekazywanej jedynie ustnie, na farmie Kirkjufell żyła niegdyś kobieta z dwójką synów. Niestety spotkała ją ogromna tragedia – obaj pewnego dnia utonęli w rzece w trakcie łowienia ryb. Zrozpaczona matka przeklęła wodospad mówiąc, że już nikt nie złapie tu żadnej ryby, ani też nikt więcej się tu nie utopi. Czy jej słowa doczekały się spełnienia? Niestety nie wiem. W każdym razie o utonięcie tu nie tak trudno. W kilku miejscach ścieżka pnie się bardzo stromo w górę, więc wystarczy odrobina lodu, żeby poślizgnąć się i wpaść do wody.

W momencie, gdy odjeżdżamy spod Kirkjufell, parking jest już szczelnie zajęty. Do osobówek dołączają autokary. Trafiliśmy tu w dobrym momencie… W Grundarfjordur tankujemy na samoobsługowej stacji pomagając przy okazji jakimś bodajże Japończykom. Cena litra benzyny to 210,80 islandzkich koron (ok. 7,60 zł! Więcej o cenach na Islandii znajdziesz tu: Ceny na Islandii – czy rzeczywiście jest tam tak drogo?). Ostatni rzut oka na górę i leżące na jej tle urocze domki i ruszamy dalej przed siebie. Kolejny punkt na naszej islandzkiej mapie atrakcji? Muzeum rekina

A tak jeszcze przy okazji – wspomniałam na samym początku o tym, jak czytać należy nazwę słynnego wulkanu. Jesteście ciekawi, jak prawidłowo wypowiadać nazwy innych islandzkich atrakcji? Koniecznie obejrzyjcie ten filmik! 

Niektóre słowa raczej nie sprawiają kłopotów, ale jest kilka niespodzianek. Ciekawa jestem, czy jesteś w stanie poprawnie powtórzyć każdą z wymienionych nazw. Ja z niektórymi mam problem.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych relacji z Islandii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Booking.com

Powiązane teksty

8 Thoughts to “Islandia: Najsłynniejsza góra Islandii – atrakcje półwyspu Snaefellsnes, część II”

  1. Ooo, jak tam pięknie! Ja raczej jestem ciepłolubna, ale dla Islandii mogę zrobić wyjątek! Dla tych widoków mogę nawet zmarznąć! Może uda się pojechać tam w przyszłym roku? Zobaczymy!

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Ciepłolubna? To tak jakbym i o sobie czytała ;) Ale Islandia jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. W tym kraju można się zakochać nawet jeśli nie przepada się za zimnem!

  2. Z wielka przyjemnością przeczytałam Twoja relacje. Jak tam ładnie i taka surowość natury. Przepięknie.

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Miło mi, dziękuję! Właśnie to surowe oblicze tak bardzo potrafi zawładnąć zmysłami. Wystarczy być tam raz, żeby chcieć wracać i wracać…

  3. Sylwia

    Islandia moje marzenie <3

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Życzę jak najszybszego spełnienia tego marzenia! Tylko ostrzegam – ta wyspa uzależnia :)

  4. Islandia nadal przed nami. Musimy pomyśleć o jakimś wypadzie bo widoki są bardzo zachęcające :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Poczekaj do relacji z naszego kolejnego wyjazdu w czerwcu! Coś czuję, że zielona odsłona wyspy spowoduje, że nie będziecie się dłużej zastanawiać nad wyjazdem w tamte strony ;)

Leave a Comment