Islandia: Rogate szczęście

Dzień 4, 11.03.2017 część 1/3

Od samego rana miałam jakieś dziwne wrażenie, że czeka nas wyjątkowy dzień. Po prostu to czułam! I wcale się nie pomyliłam. Nie dość, że pogoda nam cały czas sprzyjała (no może prawie cały czas…), to jeszcze spełniło się moje kolejne marzenie! Dotyczyło ono zobaczenia pewnego czteronogiego, parzystokopytnego i rogatego stworzenia. A myślałam, że nie mamy na to szans…

Dobrze, że udało się nam uprosić w naszym guesthouse (Skalafell) o wcześniejsze śniadanie. Normalnie serwują je o 8:00, ale dla nas zrobili pakiecik na drogę już na 7:00. Dzięki temu mogliśmy sporo wcześniej ruszyć – czekała nas bardzo długa droga i masa pominiętych wcześniej miejsc do zobaczenia. Gdy tylko wyszliśmy na zewnątrz, okazało się, że tuż za budynkiem ze skał spada malowniczy wodospad. Całą noc zastanawiałam się, co tak szumi! Wreszcie znalazł się winowajca.

Pogoda na szczęście zdecydowała się być dla nas łaskawa. Gdy wyruszyliśmy, prawie nie było na niebie chmur, a i temperatura była zadziwiająco wysoka. Było tak ciepło, że wystarczała koszulka i polar.

Za pierwszy cel obraliśmy Ice Beach przy lagunie lodowcowej Jokulsarlon, ale daleko nie odjechaliśmy, a już musieliśmy się zatrzymać. Zauważyłam w oddali po prawej stronie drogi jakieś dziwnie wyglądające konie. Standardowo konie w poszczególnych gospodarstwach różniły się między sobą, ale te na pierwszy rzut oka były identyczne. Poza tym byliśmy w terenie, w którym już od jakiegoś czasu nie widziałam ani jednego konia. Im bardziej zbliżaliśmy się, tym bardziej byłam pewna, że to jednak nie są konie. Jakieś 200 metrów od nas pasło się na zeszłorocznej trawie… stadko liczące sobie 11 reniferów!

Wyglądały dość chudo, tylko bodajże trzy osobniki miały poroże (a przynajmniej jego połowę), ale nie mogłam uwierzyć w nasze szczęście. Czytałam gdzieś, że renifery występują na Islandii tylko na wschodzie i dość trudno je zobaczyć, bo unikają kontaktu z człowiekiem. W końcu człowiek oznaczał dla nich często śmierć związaną z polowaniami. A tu proszę – stały blisko drogi, na południu wyspy. Niestety jak tylko wyczuły moją obecność, rzuciły się do ucieczki. No tak… stałam z wiatrem. Stworzenia te są naprawdę bardzo płochliwe. Na szczęście kilkaset metrów dalej przeszły pod mostem na drugą stronę drogi, gdzie mogliśmy się im dokładniej przyjrzeć – na przejeżdżające samochody nie zwracały uwagi, a nie wyczuwały naszej obecności, bo w tym miejscu sprzyjał nam wiatr. To było niesamowite przeżycie. Nigdy w życiu nie widziałam na własne oczy żywego renifera, a tutaj miałam przed sobą całe stadko! Co z tego, że staliśmy na drodze i kilka samochodów nas otrąbiło. Było warto zerwać się na nogi o wczesnej porze!

Renifery przeprawiły się przez rozlewisko rzeki, wspięły na wał i po otrzepaniu futer poświęciły ponownie chyba swojemu ulubionemu zajęciu – skubaniu trawy. Z wody otrzepywały się dość długo, chyba nie były zbyt zadowolone z porannej kąpieli w lodowatej wodzie.

Renifery na Islandii nie występują naturalnie, w ogóle fauna wyspy jest bardzo uboga. W latach 1771-81 sprowadzono te zwierzęta na wyspę z Finnmark znajdującego się w Norwegii. Mieszkańcy Islandii liczyli, że uda się je udomowić. Renifery jednak nie za bardzo chciały stać się zwierzętami zagrodowymi z wizją wylądowania na talerzu i udomowić się nie dały. Krnąbrne, uparte, niezbyt chętne do współpracy – hodowlę zarzucono, a zwierzęta rozprzestrzeniły się samoistnie na wschodzie wyspy.

Dzisiejsze spotykane na Islandii renifery to zdziczali potomkowie tamtych stworzeń. Jest ich na wyspie coś koło 3000 sztuk. Niegdyś polowano na nie bez ograniczeń, teraz jednak są pod ochroną. Nie oznacza to jednak, że zupełnie zaniechano polowań. Co roku ustalany jest limit zwierząt do odstrzału, a żeby wziąć udział w polowaniu, należy mieć odpowiednie zezwolenie. Sezon na renifery zaczyna się około połowy lipca i trwa koło 2 miesięcy. W tym czasie odstrzela się standardowo około 1000- 1200 zwierząt.

Dzień zaczął się cudownie, ale nie był to koniec wrażeń – dopiero był poranek, więc czekała nas jeszcze masa wrażeń. Włącznie z uświadomieniem sobie tego, jak dużo mieliśmy szczęścia poprzedniego wieczoru, gdy udało się nam uniknąć burzy piaskowej…

 

(Visited 126 times, 1 visits today)
Islandia: Lodow(cow)e piękno
Islandia: Z pogodą nie ma żartów

Powiązane wpisy

7 Comments

  1. Marcin

    Kto rano wstaje… Piękne spotkanie!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Piękne i zupełnie niespodziewane! :)

      Odpowiedz
  2. Magda

    Ciekawe, jakoś nie kojarzyłam reniferów z Islandią, raczej z północą Szwecji…

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Mi również zawsze wydawało mi się, że renifery występują w Europie raczej tylko na północy Szwecji lub Norwegii, ale gdzieś przypadkiem natrafiłam na informację, że sprowadzono je także na Islandię. Po cichu liczyłam na spotkanie ich na naszej drodze, ale dużych nadziei na to nie miałam. Czekała nas miła niespodzianka :)

      Odpowiedz
  3. BrB Adventures

    Zobaczenie takiego stadka reniferów na pewno jest bardzo ekscytujące szczególnie jeśli tak ciężko jest je spotkać.Islandia musi być naprawdę super, widzę, że masz kilka postów na ten temat każdy wygląda wyjątkowo :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Islandia musi być super? Super to za mało powiedziane! :D

      Odpowiedz
  4. PatiCafe

    Dzień dobry, z przyjemnością informuję, że wpis ten ukazał się na portalu PatiCafe.pl, pozdrawiam Patrycja :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close