Islandia: Wrak samolotu Dakota

Kto by pomyślał, że pozostałości rozbitego i porzuconego samolotu mogą być aż tak atrakcyjne dla odwiedzających jakieś państwo. Wrak samolotu Dakota urósł na Islandii do rangi atrakcji, którą trzeba zobaczyć. Droga do niego wiedzie przez 4 km czarnego pustkowia. Postanowiliśmy sprawdzić, czy warto odwiedzić to miejsce katastrofy sprzed lat.

Dzień 4, 11.03.2017, część 4/4

Niegdyś ponoć można było dojechać do samej plaży, obecnie jednak po zjeździe z Ring Road należy zostawić na parkingu samochód i udać się w praktycznie 4 km (3,9 km – sprawdzone) spacer do wraku (lokalizacja samolotu: 63.459092 -19.364798). Droga jest utwardzona przesianymi z boku kamykami. Trzeba patrzeć pod nogi. Idzie się totalnym pustkowiem. Spacer w stronę plaży jest dużo przyjemniejszy niż z powrotem – nie jest się zmęczonym, poza tym nie widać, jak daleko jest cel. W drugą stronę jest już trochę gorzej, szczególnie gdy na horyzoncie zaczyna majaczyć maleńki parking, który jak na złość przybliża się bardzo powoli.

8 km wędrówki

Słońce świeciło, nie zapowiadało się na żaden kolejny deszcz, więc szliśmy przed siebie spodziewając się znacznych tłumów przy wraku. Jednak o dziwo wszyscy szli w drugą stronę – do plaży udawała się o tej porze garstka turystów. Na miejscu jednak trochę osób wciąż było.

Niszczona atrakcja

W końcu ujrzeliśmy pozostałości samolotu. Zrobienie zdjęcia bez ludzi graniczyło z cudem, ale najbardziej szkoda mi było samego wraku, który niszczony jest przez masę nieodpowiedzialnych turystów. Czy naprawdę trzeba podpisywać się w takim miejscu? Stawać na i tak już poważnie uszkodzonych skrzydłach i otrzepywać o nie swoje zapiaszczone buty? Jak tak dalej pójdzie, to wrak przetrwa dużo krócej niż powinien i za maksymalnie kilkanaście lat ta islandzka atrakcja zniknie z mapy miejsc do zobaczenia. Będzie szkoda, bo raczej nieczęsto można oglądać takie miejsca.

Wrak samolotu Dakota C-117

A w ogóle skąd wziął się w tym miejscu wrak samolotu Dakota? I co to za samolot? Amerykański samolot wojskowy Dakota typu C-117 z United States Navy wystartował z Keflaviku w roku 1973. Po przeleceniu 170 kilometrów został zmuszony do awaryjnego lądowania na plaży Sólheimasandur. Są dwie hipotezy mówiące o przyczynie – pierwsza dotyczy braku paliwa, druga – awarii silników. Bardziej skłaniam się do tej drugiej opcji, ponieważ czy możliwe jest, żeby doświadczony, wojskowy pilot nie zauważył niskiego poziomu paliwa? A może paliwo po prostu wyleciało ze zbiorników, które były uszkodzone?

Na pokładzie było kilku Amerykanów, nikomu się na szczęście nic nie stało. Wrak na długie lata został zapomniany, ale w momencie, gdy Islandia stała się tak bardzo popularna, stary samolot pojawił się w przewodnikach jako jedna z największych atrakcji wyspy. Miejsce to rozsławiło kilka teledysków oraz wizyta słynnego Beara Gryllisa. Od tego czasu wrak Dakoty przeżywa istne oblężenie.

Zajrzeliśmy do środka i zdecydowaliśmy się wracać. Przed nocą chcieliśmy zobaczyć jeszcze trzy wodospady. Niestety moje ścięgno Achillesa postanowiło mi odmówić posłuszeństwa, więc nieco musiałam zwolnić. Podejrzewam, że znów winne były buty…

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do relacji z Islandii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Trzy kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Leave a Comment