Niemcy: Majówkowe plany, czyli jak z Tallina zrobił się Berlin

Byliśmy w Berlinie. Znowu. Już kiedyś się tam wybraliśmy, ale z poprzedniej wizyty za wiele nie pamiętam. W czasach studenckich wpadliśmy na pomysł spędzenia w Niemczech Sylwestra. Plan był taki, że przyjeżdżamy do Berlina, zwiedzamy co się da, noc sylwestrową spędzamy pod chmurką, a później wracamy do Polski i po odwiedzeniu kilku nadmorskich miejscowości wracamy do domu. Pomysł szalony, żeby nie powiedzieć, że niezbyt mądry. Była nas piątka. Upchnęliśmy się w samochodzie i pojechaliśmy. W Berlinie było jednak tak zimno, a my byliśmy tak zmęczeni, że zwiedzanie w ogóle nam nie wyszło. Zmarznięci wpakowaliśmy się do autobusu, którym można objechać największe atrakcje i tyle widzieliśmy. Nawet po drodze nie wysiadaliśmy. Sama impreza też była porażką. Gdy wracaliśmy podjechaliśmy jeszcze pod jakiś pałac w Poczdamie, ale jako że były to bardzo wczesne godziny poranne, nic nie widzieliśmy. Wszystko było pozamykane, a ciemno było jak w… Dokończcie sobie sami. Później w Szczecinie rozstaliśmy się z jednym z członków ekipy i nocowaliśmy w Mielnie. Do dziś pamiętam, jak zmarnowani po Sylwku byli nasi gospodarze. Zwiedziliśmy kilka miejscowości, byliśmy świadkami odśnieżania dróg ciągniętą za traktorem oponą,  zmuszeni zostaliśmy do dłuższej przerwy po drodze, bo rozpętała się śnieżyca, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam… Tyle mam wspomnień z tego wyjazdu.

Tak naprawdę to trochę szkoda było czasu i pieniędzy na tę podróż. Od tamtej pory kilka razy planowaliśmy powrót do niemieckiej stolicy, ale ciągle coś stawało nam na drodze. A jako że Berlin nigdy nie był dla nas priorytetem, wyjazd przekładał się i przekładał. Aż do marca.

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2015 okazało się, że udało mi się wygrać w konkursie, w którym sponsorem nagród był Polski Bus, podwójny bilet w te i z powrotem z Warszawy do Tallinna. Ucieszyłam się z tego powodu bardzo i już powoli planowałam jakiś wiosenny wypad do stolicy Estonii – gdy dopytałam organizatora konkursu o termin realizacji nagrody, otrzymałam odpowiedź, że sponsor pisał o „dowolnym terminie”, więc z decyzją o wyjeździe zupełnie się nie spieszyłam. Możecie zapytać, jaki związek ma Tallin z Berlinem. Już wyjaśniam :)

Otóż gdy w marcu wzięłam się za rozglądanie za biletami do Tallina, okazało się, że Polski Bus zawiesił tę trasę już 13 grudnia. Czyli na prawie dwa tygodnie przed ogłoszeniem i rozstrzygnięciem konkursu, które nastąpiły tego samego dnia! Poczułam się oszukana, przez co porządnie się wkurzyłam. Jak można było dać w nagrodę bilety na trasę, która została wycofana z rozkładu?! Od razu napisałam do firmy maila. W odpowiedzi dowiedziałam się, że „wyjątkowo” (?!) pozwolą mi na wybranie sobie innej międzynarodowej trasy. Dużego wyboru nie było – w Pradze byłam kilkanaście razy, Bratysława i Wiedeń odpadały, bo przydałoby się połączyć oba te miasta w jeden dłuższy wyjazd, Rygi w rozkładzie nie było, więc drogą eliminacji padło na Berlin. Wybraliśmy sobie termin na majówkę. Bez problemu otrzymałam na maila numery rezerwacji, więc mogliśmy zacząć planować wyprawę. Rozumiem, że Polski Bus jest dużą firmą i ten się nie myli kto nic nie robi, ale mam nadzieję, że była to tylko jednorazowa sytuacja.

Nadszedł w końcu dzień wyjazdu. Zapakowaliśmy się do pociągu i bez opóźnień dotarliśmy do Warszawy. Koleje Mazowieckie tym razem nie zawiodły, ale… spóźnił się odrobinę Polski Bus. Do tej pory tylko trzy razy miałam okazję podróżować na pokładzie tego przewoźnika. Miałam bardzo miłe wspomnienia z tras między Warszawą i Wrocławiem. Wygodne fotele, dużo miejsca, punktualnie, czysto i przyjemnie, do tego mały poczęstunek dla każdego. No i kulturalnie wsiadający do autobusu pasażerowie – było nas niewielu, więc może dlatego nikt się nie pchał.  Zdziwiłam się bardzo, gdy wsiadaliśmy do autobusu do Berlina. Przepychanie na potęgę, łokcie w ruchu. Ciekawa jestem, dlaczego Polski Bus nie wprowadzi numerowanych miejsc. Byłoby to i na korzyść przewoźnika (współczuję kierowcom wpuszczania takich pasażerów) i na korzyść pasażerów, którzy może wreszcie przestaliby zachowywać się w wielu przypadkach jak zwykłe bydło. Tanie linie lotnicze typu Wizz Air czy Ryanair wprowadziły takie rozwiązania i chyba każdy jest zadowolony. Co do wnętrza autobusu… Było jakoś tak ciasno, niewygodne, źle wyprofilowane fotele już po kilkunastu minutach powodowały ból pleców…. I od strony okna było zimno. Mimo pozakręcanych nawiewów, wiało gdzieś z boku, od góry. Jakby tego było mało, tuż obok nas siadła jakaś dziewczyna, która do późnych godzin nocnych non stop trajkotała… Wszystko się poskładało nie tak. Cała radość związania z wyjazdem wyparowała… No myślałam, że coś mnie trafi.

W Łodzi dosiadło się kilka osób i autobus był pełen. Na szczęście noc jakoś minęła i jeszcze przed czasem dotarliśmy do położonego w zachodniej części Berlina Centralnego Dworca Autobusowego. Jako że dworzec znajduje się parę kroków od targów oraz wieży Funkturm, podeszliśmy tam. Nie wjeżdżaliśmy jednak na górę, po chwili udaliśmy się do pobliskiej stacji metra Kaiserdamm.

Berlin 2016 dzień 1 cz. 1 (1)

Metro w Berlinie oznaczone jest literą U (od U-bahn), natomiast kolejki, którymi dojechać można chociażby do Poczdamu poznacie po symbolu S (od S-bahn). Skrót DB oznacza pociągi (od Deutsche Bahn). Jak tylko dotarliśmy do stacji metra, wiedziałam już, że mimo rozbudowanego systemu komunikacji, poruszanie się po mieście będzie łatwe. Mieliśmy doskonały przewodnik z mapą wszystkich stacji S- i U-bahn oraz z mapą miasta. Gdy się jest tak przygotowanym, odnalezienie się w torowym transporcie po Berlinie jest niesamowicie proste.

Na stacjach metra znajdują się automaty, w których kupić można różne bilety na miejską komunikację. Bilet jednorazowy na strefę A i B (strefy obejmujące teren Berlina) to koszt ok. 2,60 euro. Jako że planowaliśmy pojeździć trochę tą komunikacją i chcieliśmy wybrać się do Poczdamu, zakupiliśmy 48 godzinny bilet Berlin City TourCard z możliwością korzystania z komunikacji również w strefie C (Poczdam to właśnie ta strefa). Koszt takiego biletu to 19,5 euro od osoby. Karta dodatkowo uprawnia do zniżek między innymi przy wejściu na wieżę telewizyjną czy do AquaDom & Sea Life Berlin. Żeby otrzymać zniżkę, należy przed zakupem biletu okazać kartę i mapkę, którą wraz z nią dostanie się w informacji turystycznej. Gy bilet kupuje się w automacie, mapki się nie otrzymuje. Należy udać się po nią do informacji. Trochę bez sensu… My jednak ze zniżek na wejściówki nie korzystaliśmy, więc nie szukaliśmy żadnej informacji turystycznej. O karcie więcej przeczytać możecie tutaj. W berlińskiej komunikacji nie ma bramek, więc należy pamiętać o skasowaniu biletu w kasownikach znajdujących się przy zejściach np. na perony metra. Kartę City TourCard kasuje się raz, uprawnia ona do nielimitowanej liczby przejazdów w czasie jej ważności.

W kolejnej części wspomnę co nieco o miejscach w Berlinie związanych z całkiem niedawną historią.

CDN.

Niemcy: Śladem Muru

Powiązane wpisy

4 Comments

  1. Topolino.pl

    Ach ten Polski Bus, ja po podróży z nimi do Berlina chyba już się nie zdecyduję na takie ekstremalne wyzwanie :) wolę dopłacić do pociągu – szybciej i wygodniej :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Następnym razem też rozważę pociąg – dodatkowy plus to dojazd prosto do centrum :)

      Odpowiedz
  2. Okiemalexa

    Mimo wszystko polecam się wybrać do Tallina! Zwłaszcza latem wiosną i jesienią ;) Zimą jest równie urokliwie ale BARDZO zimno!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Słyszałam dużo dobrego o tym mieście :) Wyprawy nie odpuszczamy, tylko chyba po prostu wybierzemy się samochodem w dłuższy objazd po Litwie, Łotwie i Estonii. Widocznie kilkunastogodzinna podróż autobusem nie była nam pisana ;)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close