Norwegia: Wyprawa na Preikestolen

Dzień 2: 13.05.2012

Tak jak pierwszego dnia nie mogliśmy narzekać na pogodę, tak drugiego – powodów była cała masa. Ale jako że czas wizyty w Norwegii mieliśmy bardzo ograniczony, nie wybrzydzaliśmy. Zresztą tylko tego jednego dnia mogliśmy wybrać się na Preikestolen, wyprawy nie mogliśmy przełożyć. Ale w sumie czy chcieliśmy to zrobić? Chyba nie. Niecierpliwie czekałam, żeby wspiąć się tam wreszcie i zobaczyć fiord z góry. W końcu wyprawa na skalną półkę była głównym powodem podróży w ten zakątek świata.

Preikestolen zwane również z angielskiego Pulpit Rock to niezwykła skalna formacja, która powstała prawdopodobnie około 10 tysięcy lat temu w wyniku pękania skał od mrozu. To jedna z dwóch najsłynniejszych atrakcji regionu otaczającego Stavanger – drugim miejscem jest Kjerag (zaklinowany na wysokości 1000m między dwiema skałami okrągły głaz, który również chciałam zobaczyć, ale możliwości dotarcia tam w maju bez samochodu były bardzo ograniczone). Preikestolen jest płaską skalną półką zawieszoną 604m nad powierzchnią Lysefjord. Jej powierzchnia to raptem 25 na 25m. Miejsce to co roku przyciąga tysiące żądnych wrażeń turystów. Mimo że krawędzie nie są w żaden sposób zabezpieczone, ponoć pierwszy wypadek śmiertelny miał tam miejsce dopiero w 2012 czy 2013 roku. Przy liczbie śmiałków siadających na krawędzi i wyczyniających różne akrobacje, jest to naprawdę zadziwiające.

Żeby dostać się na Preikestolen ze Stavanger, należy skorzystać z promu i autobusu / autostopu. Z rana udaliśmy się do portu i złapaliśmy pierwszy prom do Tau. Bilety kupuje się już na promie. Gdy wygodnie rozsiedliśmy się na górze, po kolei do każdego podszedł pracownik promu i sprzedał bilety. Razem z nami płynęło do Tau sporo norweskich małżeństw ubranych w odświętne, tradycyjne stroje – była niedziela.

Stavanger 2012 dzień 2 (1)

Gdy tylko dobiliśmy do brzegu, wszyscy rzucili się pędem na przystanek autobusowy. Nie wiem jak obecnie, ale w 2012 roku autobusy były dobrze skomunikowane z promami, więc nie trzeba było w ogóle na nie oczekiwać. Gdy wszyscy już się zapakowali, po niedługim czasie dotarliśmy do Preikestolhytta – schroniska, przy którym zaczyna się wędrówkę na słynną skalną półkę. Jest tam też duży parking, na którym zostawić można swoje auto.

A jak z cenami? Prom ze Stavanger do Tau kosztował bodajże w zeszłym roku ok. 50 zł za osobę  (bez auta), plus ok. 80 zł za autobus z Tau do Preikestolhytta. Podane ceny dotyczą podróży w dwie strony. Prom płynie niecałą godzinę. To najaktualniejsze informacje jakie posiadam, warto jednak je sprawdzić przed organizacją własnej podróży.

Stavanger 2012 dzień 2 (2)

Gdy już dotarliśmy na parking, postanowiliśmy chwilę pospacerować po okolicy. Nie spieszyło się nam tak bardzo, poza tym woleliśmy przepuścić wszystkich z autobusu i dojść na Preikestolen nieco później. Liczyliśmy, że w ten sposób uda się nam uniknąć tłumów.

Pod schroniskiem przyjrzeliśmy się dachom okolicznych budynków. Co może być niezwykłego w dachu? Ano to, że te norweskie często pokryte są darnią. Czyli najzwyczajniej rośnie na nich trawa, wrzosy i różne inne rośliny spotykane w okolicy.  Dom z kamieni i drewna, zielony dach – wygląda to naprawdę malowniczo.Stavanger 2012 dzień 2 (4) Stavanger 2012 dzień 2 (5)

Stavanger 2012 dzień 2 (6)

Stavanger 2012 dzień 2 (3)

Gdy już wszyscy zniknęli nam z oczu, pod górę ruszyliśmy i my. Droga na Preikestolen ogółem trudna nie jest, ale dla kogoś, kto nie jest zaprawiony w takich wędrówkach, może być nieco męcząca. Według informacji wyszperanych w necie na Preikestolen wchodzi się 1,5 – 2 godz. Nam wejście zajęło 2 godz. 45 min. Jednak na usprawiedliwienie żółwiego tempa dodam, że robiliśmy sporo przerw na zdjęcia czy zjedzenie czegoś w pięknych okolicznościach przyrody. Trasa raz wiedzie po płaskim, by za chwilę niezbyt zachęcająco piąć się w górę. Gdzieniegdzie przygotowane zostały specjalne przejścia czy kładki z kamieni i desek. Wiele odcinków wiedzie przez wrzosowiska i bagienka, więc dzięki tak przygotowanej ścieżce mamy pewność, że do końca dojdziemy suchą nogą.

Cały szlak od parkingu do półki skalnej ma długość 3 800m i różnicę poziomów wynoszącą około 350m. Widoki po drodze są gwarantowane. W maju jako że wiosna dopiero budziła się do życia, krajobraz był nieco surowy, ale miało to swój urok. Latem można ponoć zażyć kąpieli w znajdujących się na różnych wysokościach bajorkach. Chyba bym z tego nie skorzystała. Podejrzewam że nawet w najbardziej gorącym okresie woda za ciepła nie jest, ale co kto lubi.

Stavanger 2012 dzień 2 (7) Stavanger 2012 dzień 2 (8) Stavanger 2012 dzień 2 (9) Stavanger 2012 dzień 2 (10)

Szlak oznaczony jest czerwoną literą T i trudno się na nim zgubić. Ale jedno miejsce zwątpienia mieliśmy i zastanawialiśmy się, czy aby na pewno dalej mamy iść tak, jak się nam wydawało. Mam na myśli fragment trasy, który wiedzie stromo w górę po… osypisku wielkich kamieni. Chwilę zajęło nam wypatrzenie oznaczenia szlaku na głazach. Zdarza się, że kamienie ruszają się pod nogami, więc naprawdę warto wybrać się tam w porządnych, najlepiej trekingowych butach. O skręcenie kostki nietrudno. Moim zdaniem jest to najtrudniejszy odcinek trasy. Jeżeli jednak wszedł tamtędy chłopak wspierający się na dwóch kulach – raczej każdy powinien pokonać tę niewielką trudność na szlaku. Aktualizacja (kwiecień 2017): po nowszych zdjęciach widziałam, że obecnie wygodniej się idzie tuż przy skale po prawej stronie.

Stavanger 2012 dzień 2 (11) Stavanger 2012 dzień 2 (12)

W kilku miejscach po drodze przyczepiono również tablice informujące o tym, gdzie się znajdujemy i ile jeszcze pozostało do celu.

Stavanger 2012 dzień 2 (13) Stavanger 2012 dzień 2 (14)

Dotarliśmy w końcu do płaskowyżu. Mieliśmy tam do wyboru dwie trasy – przejście w miarę płasko klifem lub zejście na półkę z góry. Teoretycznie drugi szlak oznaczony był na zielono, ale wybraliśmy ten czerwony, biegnący krawędzią skał. Jak się później okazało, podjęliśmy dobrą decyzję. Gdy dotarliśmy już na miejsce, widziałam jak jedna dziewczyna próbowała zejść na Preikestolen z tej drugiej trasy. Poślizgnęła się i o mały włos nie spadła w roztaczającą się pod nią przepaść.

Stavanger 2012 dzień 2 (15)

Jednak trasa klifem też nie była nudna. W jednym miejscu dochodziło się do przerwy w półce skalnej i trzeba było zrobić duży krok mając świadomość, że poza niewielką półką nieco pod spodem, zaraz poniżej znajduje się kilkusetmetrowa przepaść. Nigdy nie miałam lęku wysokości, ale w tamtym miejscu niezbyt pewnie się poczułam. Jednak gdy zobaczyłam, że z Preikestolen wraca jakiś dziadek i bez problemu pokonuje to miejsce, zdobyłam się na odwagę i zaraz byliśmy już na miejscu. Poza tym cały czas pamiętałam o tym chłopaku o kulach – on przeszedł, a ja miałabym nie dać rady? W życiu! (EDIT lipiec 2017: przejście nad przepaścią zostało zlikwidowane – jest tam obecnie zgrabny drewniany mostek :) ).

Stavanger 2012 dzień 2 (16)Jako że ruszyliśmy później od innych, wiele osób z naszego autobusu zdążyło już się nacieszyć widokami i wracali. Poza tym pogoda była naprawdę średnia, więc odechciewało się przesiadywania na odsłoniętej skale, na której czuć było przeszywający, lodowaty wiatr. Tam to dopiero żałowałam, że nie mam czapki… na szczęście nie zapomniałam o rękawiczkach.

Początkowo nieco obawiałam się podejść do krawędzi, ale ciekawość wysokości zwyciężyła. Mało odważnie położyłam się i podczołgałam do brzegu. Akurat w dole przepływała łódź z tymi, którzy mają ochotę na zobaczenie Preikestolen z poziomu morza. Wydawała się być taka maleńka… Tę atrakcję również mieliśmy zaplanowaną, tyle że na następny dzień. Stavanger 2012 dzień 2 (18)

Ze skały roztacza się widok na Lysefjord. Było zimno, ale jakże pięknie.

Stavanger 2012 dzień 2 (17)

Stavanger 2012 dzień 2 (19) Stavanger 2012 dzień 2 (20)

Chmury coraz bardziej się obniżały, robiło się coraz zimniej. Zaczynałam trząść się z tego zimna, jednak dzielnie dalej robiłam zdjęcia. Gdy ustawiałam się próbując złapać kolejny kadr, zaczął mi się przyglądać jakiś chłopak. Początkowo nie zwróciłam na niego zbytnio uwagi, ale do czasu. W pewnym momencie zawołałam męża. A chłopak ten wykrzyknął wtedy: „wiedziałem! Wiedziałem, że albo Polka albo Rosjanka!”. Zbaraniałam :D Ale tak oto zapoznaliśmy się z grupką rodaków, która ukryła się przed wiatrem w załomie skalnym. Spadli nam z nieba. Nie dość, że sobie trochę pogadaliśmy, to jeszcze poczęstowali nas gorącą herbatą! Że też wcześniej o termosie nie pomyśleliśmy… Wodzu, jeśli to czytasz, to wiedz, że pamiętam to spotkanie jakby było wczoraj ;) I dziękuję za herbatę! Drogę powrotną postanowiliśmy pokonać razem.

Gdy powoli odchodziliśmy, zawróciłam. Być w tym miejscu i nie usiąść na krawędzi? Żałowałabym tego długo. Poprosiłam o zrobienie zdjęcia i wróciłam na skałę. Pokonałam swój strach! Teraz mam na pamiątkę między innymi i takie zdjęcie (tak, ta kropka na brzegu to ja! :)) Moje nogi wisiały sobie swobodnie 600m nad poziomem morza!

2012

Zejście z powrotem zajęło nam bodajże niecałą godzinę. I to mimo siąpiącego deszczu. Ekipa narzuciła takie tempo, że ledwo nadążaliśmy. Z tego wszystkiego w pewnym momencie, chcąc skrócić sobie drogę i nie czekać w kolejce do zejścia z pewnej skarpy, złapałam poślizg i owinęłam się wokół jakiejś brzozy. Na szczęście nic się nie stało. Dobrze, że rosło tam to drzewo. Gdybym nie miała czego się przytrzymać, wywinęłabym widowiskowego orła… Skróty w takich miejscach najczęściej są kiepskim pomysłem… Była to kolejna sytuacja, w której cieszyłam się z butów trekkingowych na nogach. Jednak zdarzeniem zupełnie się nie przejęłam i zaraz raźnie spieszyłam w dół.

Stavanger 2012 dzień 2 (21)

Na parkingu się rozdzieliliśmy. Czas oczekiwania na autobus postanowiliśmy przeczekać w schronisku. Marzyliśmy o herbacie, która kosztowała tam… 25 zł za jedną, małą filiżankę. Byliśmy jednak tak zmarznięci, że cena była nam już obojętna.

Mimo wszystko byłam z siebie dumna i bardzo zadowolona, że udało się nam zdobyć Preikestolen. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić… Może przy okazji udałoby się również wybrać na Kjerag? Ciekawe, czy starczyłoby mi odwagi, żeby stanąć na szczycie tej zaklinowanej skałki…

Norwegia: Lysefjord
Norwegia: Stavanger 2012

Powiązane wpisy

5 Comments

  1. Anna

    Witaj,

    z ciekawością przeczytałam Twoją relację i obejrzałam zdjęcia. Czy mogłabyś napisać coś więcej o odcinku z łańcuchami? Czy to takie łańcuchy jak na Giewont, że trzeba się ich trzymać by nie spaść? Planuję wyprawę do Norwegii w sierpniu i Preikestolen takoż, ale nie jestem zbyt mocna w górskich wędrówkach, choć po takich głazach do góry jak widzę na Twoich zdjęciach w swoim tempie dałabym radę. Ale łańcuchy (o których czytałam w przewodnikach) i Twoja relacja o rozpadlinie trochę mnie zmroziły…

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Łańcuchów po trasie zupełnie nie kojarzę. Z tego co się orientuję, jakieś odcinki z łańcuchami były w drodze na Kjerag, ale przez te 4 lata, które upłynęły od naszej wizyty w tej okolicy, może się coś zmieniło. W każdym razie w 2012 najtrudniejszym etapem była wspinaczka po tych ruszających się głazach, ale skoro ja dałam radę, to wejdzie tam każdy ;) Jeśli chodzi o rozpadlinę, to nie jest taka straszna, jakby się mogło wydawać. Wystarczy zrobić ciut większy krok i już ma się ją za sobą. A może też zrobili tam już jakąś małą kładkę? Ciekawa jestem jak teraz wygląda ten szlak. Sierpień to świetny termin na wizytę w Norwegii, życzę udanej wyprawy!

      Odpowiedz
  2. magnes-z-podrozy.blogspot

    Wow, podziwiam i podziwiam, a najbardziej Ciebie, że usiadłaś na brzegu :)

    Odpowiedz
  3. Latamy z Warszawy

    Serio, podziwiam Cię, że usiadłaś na krawędzi!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      W drodze na górę zarzekałam się, że w życiu tam nie siądę ;) To był impuls. Krótka chwila zawahania, w tył zwrot i już siedziałam na brzegu :D

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close