Zakopane: Wizyta w Krzywym Domku

Zanim po polowaniu na krokusy w Dolinie Chochołowskiej udaliśmy się w drogę powrotną do domu, zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Zakopanem. Zostawiliśmy samochód na jednym z płatnych parkingów (ceny zaczynają się od 1zł za godzinę) i ruszyliśmy w kierunku Krupówek. Ale naszą uwagę zwrócił dom… postawiony do góry nogami! Na dodatek był jakiś taki krzywy. Wielokrotnie widziałam takie domki na zdjęciach, ale jakoś nigdy nie miałam okazji zajrzeć do takiego nietypowego budynku. Zdecydowaliśmy się wizytę w Zakopanem uzupełnić o ten niecodzienny budynek.

Cena biletu wstępu dla osoby dorosłej wynosi 9zł. Drogo. Przed samym wejściem przyczepiona została tabliczka z informacją, że czas przebywania wewnątrz tej postawionej na głowie, skośnej budowli wynosi 5 min. Początkowo pomyślałam, że pewnie chodzi o długie kolejki w sezonie i że w ten sposób próbują regulować płynność ruchu. Ale jako że poza nami była tam tylko jedna rodzina z dziećmi, stwierdziliśmy, że czasem tym nie będziemy się przejmować.

Oj, nie doceniłam czegoś takiego jak wrażenia grawitacyjne… Wewnątrz spędziliśmy jakieś 10 min., po czym obydwoje stwierdziliśmy, że pora jak najszybciej się stamtąd ewakuować.

Krokusy 2016 (30)

Wewnątrz domku oczywiście wszystko przymocowane zostało do góry nogami – nawet w pomieszczeniu imitującym łazienkę. Wystrój jakoś specjalnie nie zachwyca, projektanci tej atrakcji mogli się bardziej postarać, ale już po chwili mniej się zwraca na to uwagę, bo robi się ciekawie. Im dłużej przebywa się wewnątrz, tym trudniej utrzymać równowagę. Mózg nie może przyzwyczaić się do tych wszystkich skosów – mnie po kilku minutach zaczęło kręcić się w głowie. Niby miałam świadomość tego, że stoję prosto, że to tylko przechył budynku, ale mimo tego miałam coraz większe problemy z ustaniem w miejscu, a każdy kolejny krok kończył się zataczaniem i łapaniem się wszystkiego, co tylko mogło posłużyć za oparcie.

Krokusy 2016 (28) Krokusy 2016 (29)

Gdy schodziliśmy po prostych schodach, czułam się mało pewnie. Nie spodziewałam się, że doznania będą tak silne, więc polecam taką wizytę każdemu chociaż raz. Na pewno jest to ciekawe przeżycie – nie podejrzewałabym, że tak łatwo oszukać własny mózg!

Później przespacerowaliśmy się jeszcze Krupówkami i trzeba było wracać. Swoją drogą Krupówki zostały strasznie zeszpecone przez różne sklepy i galerie. Nikt tam chyba nie panuje nad tym, co się dzieje… a szkoda, bo deptak ma niesamowity potencjał i można byłoby go urządzić zupełnie inaczej.

Zakopane 2016 (3)

Przy okazji tego wpisu chciałabym również wspomnieć co nieco o naszych przejściach z poszukiwaniem miejsca na nocleg. W drodze z Warszawy w ruch poszedł Internet. Na jednej z porównywarek hoteli i innych tego typu obiektów znaleźliśmy pokoje gościnne, które nie dość ze nie były zbyt drogie, to jeszcze znajdowały się po odpowiedniej stronie Zakopanego. Droga do doliny była stamtąd dość krótka. Obiekt nazywał się Dworek Maria Anna – wolne miejsca mieli, więc czym prędzej zadzwoniliśmy. Niby mogliśmy zarezerwować nocleg od razu przez tę stronę, ale „wspaniałomyślnie” postanowiliśmy kontaktować się z obiektem bezpośrednio. Uznaliśmy, że nie ma sensu, żeby płacili jeszcze za naszą rezerwację jakieś prowizje pośrednikowi.

Telefon odebrała jakaś kobieta, która po informacji, że zostaniemy jedną noc, stwierdziła, że przy takiej rezerwacji nie opłaca się jej sprzątać po nas, więc rezerwacja w proponowanej na stronie cenie nie wchodzi w grę. Chciała o połowę kwoty więcej. Zdziwiłam się tym mocno, bo jak do tej pory w każdym miejscu, w którym byłam poza sezonem, gości witano z otwartymi ramionami nie robiąc im żadnych problemów. W końcu w martwym okresie liczy się każda złotówka. Przy tak dużym obłożeniu, jakie jest latem, nawet nie śmiałabym szukać w góach jakiegokolwiek obiektu na jedną noc – każdy by odmówił i byłoby to zrozumiałe. Ale w kwietniu…? Szukaliśmy dalej. Ciekawa jestem tylko, czy odwołano by nam rezerwację, jeśli jednak założylibyśmy ją przez stronę. Zaraz znaleźliśmy inny obiekt, który wydał się nam wystarczająco interesujący. Była to Willa Wisienka. Po krótkiej rozmowie pokój był nasz. Bez żadnego kręcenia nosem. Na dodatek – mimo że jasno było określone, że goście przyjmowani są tam do godz. 20:00, nikt nie robił nam problemów gdy poinformowaliśmy, że będziemy dopiero koło 22:00.

Do Wisienki dojechaliśmy w końcu koło 21:00. Nocleg kosztował nas około 35zł za osobę. Pokój był czysty, schludnie urządzony. Z balkonem, z którego jak się rano okazało, roztaczał się piękny widok na oddalony Giewont.

Zakopane 2016 (1)

Mieliśmy do dyspozycji telewizor i czajnik oraz szklanki, na dole mogliśmy korzystać dowolnie z kawy i herbaty. Do pokoju przylegała niewielka, ale również bardzo czysta łazienka. Cisza i spokój, a do tego miła i bezproblemowa obsługa. Kolejnym plusem była niewielka odległość od Krupówek – 10 min. spacerem.

Oczywiście od razu po przyjeździe ruszyliśmy w miasto – w końcu trzeba było coś zjeść. Po drodze zbyt wielu otwartych lokali nie uświadczyliśmy, więc skierowaliśmy się na Krupówki. Nie znaleźliśmy tam jednak żadnego lokalu, w którym mielibyśmy ochotę zjeść (było już dobrze po 22:00), więc wróciliśmy do mijanej po drodze Watry. Akurat załapaliśmy się na jakąś potańcówkę, ale nas bardziej interesowała tamtejsza kuchnia. Rozsiedliśmy się blisko grilla, na którym zachęcały do spożycia golonki, żeberka, szaszłyki… Ślinka ciekła i robiłam się coraz bardziej głodna. Przy tych wszystkich cudnych zapachach zdecydowaliśmy się na baraninę duszoną z grzybami z Doliny Chochołowskiej (wątpię czy grzyby rzeczywiście stamtąd pochodziły, bo coś mi się nie wydaje, żeby w takich miejscach można było je zbierać… no ale nazwa dania na pewno zwracała uwagę, szczególnie w okresie kwitnienia krokusów) oraz szaszłyk jagnięcy. Baranina była doskonała, wręcz rozpadała się w ustach. Do szaszłyka przydałyby się inne sosy (w zestawie był ketchup, musztarda i majonez), ponadto był nieco gumowaty, ale mięso zostało świetnie doprawione.

Zakopane 2016 (4)Zakopane 2016 (5)

Do tego piwo miodowe i pszeniczne – ważą je na miejscu, są świetne! Jedzenie było pyszne, ale lokal dostał od nas jeden minus za obsługę… nieco bardziej mogłaby interesować się gośćmi.

Gdy rano ruszaliśmy do doliny, przyjrzeliśmy się zabudowaniom Zakopanego. Uwielbiam tą góralską zabudowę!

Zakopane 2016 (2)

Na więcej niestety nie mogliśmy sobie pozwolić. Czasu było niewiele, ale i tak chodziło przecież o wyprawę do Doliny Chochołowskiej. Może w przyszłym roku zdecydujemy się na podziwianie krokusów na Kalatówkach?

Gala National Geographic: 7 Nowych Cudów Polski
Krokusowe szaleństwo w Dolinie Chochołowskiej

Powiązane wpisy

5 Comments

  1. Ewa

    Byłam w takim domku w Świnoujściu. Wnętrze tandetne, ale reakcja organizmu zupełnie mnie zaskoczyła.

    Odpowiedz
  2. Wczterystronyświata.eu

    Nigdy do niego nie weszliśmy :D Ale rozumiem, że polecacie? :P

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie warto było kupować bilet, jednak po wizycie twierdzę, że chociaż raz trzeba zajrzeć do takiej atrakcji :D

      Odpowiedz
  3. Pełną Parą

    Hahahha słyszeliśmy o nim :D 10 minut to i tam sukces! ;)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Jak będziecie mieć okazję, to koniecznie zajrzyjcie do takiego domku :D

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close