Weekend we Lwowie: Muzeum Architektury Ludowej i Życia Codziennego

Kolejnym obowiązkowym dla nas punktem na mapie Lwowa był skansen – Muzeum Architektury Ludowej i Życia Codziennego. Jako że od cmentarza Łyczakowskiego do skansenu mieliśmy do przejścia spory kawałek, na dodatek pod górę, a nogi już bolały, zdecydowaliśmy się złapać taksówkę. Przed wyjazdem czytałam, że ceny takiego transportu do wysokich nie należą, więc zaryzykowaliśmy. Akurat pod cmentarzem stał jeden kierowca i czekał na chętnych. Kierowcy taksówek zatrzymują się często w miejscach turystycznych i tam oczekują na potencjalnych klientów.
Zasada przejazdu taksówką na Ukrainie nie różni się od innych państw – najpierw pytasz, ile będzie kosztował kurs do danego miejsca, a dopiero później wsiadasz. Za kurs spod cmentarza do Gaju Szewczenki, w którym mieści się skansen, kierowca zażyczył sobie 30 hrywien (ok. 8,5zł). Wydaje mi się, że odrobinę przepłaciliśmy, ale cena ta była dla nas akceptowalna, dlatego wsiedliśmy i kierowca ruszył z kopyta… Oj jak ci Ukraińcy jeżdżą po tych kocich łbach (zaznaczę, że mało w którym miejscu jest normalny asfalt, droga najczęściej wyłożona jest kostką)… Zarzucało nami na różne strony. Początkowo naiwnie wsiadłam do samochodu zapominając zapiąć pas. W momencie gdy chciałam się przypiąć okazało się, że owszem pas jest… ale nie ma go do czego wpiąć! Mam nadzieję, że kierowca nie widział mojej miny po tym odkryciu… Trzeba jednak przyznać, że mimo, że jeżdżą jak wariaci, to jednak mają niesamowity refleks i spostrzegawczość. Do muzeum dotarliśmy w całości i obyło się również bez innych ofiar na drodze.

Muzeum Architektury Ludowej i Życia Codziennego

Kierowca taksówki podwiózł nas pod sam szlaban wyznaczający wejście do Gaju Szewczenki. Odjechał jak tylko wysiedliśmy. Mieliśmy cichą nadzieję, że może jakaś taksówka będzie czekać w tej okolicy jak będziemy wracać, ale po kolei…

Muzeum Architektury Ludowej to skansen, który znajduje się w parku nazywanym Gajem Szewczenki w północno-wschodniej części Lwowa. Muzeum założone zostało w 1971r. Zachowano w nim liczne zabytki architektury, sprzęty domowe i przedmioty sztuki ludowej z regionów takich jak: Bojkowszczyzna, Łemkowszczyzna, Wołyń, Podole, Bukowina, Huculszczyzna, Pokucie, Polesie, Lwowszczyzna i Zakarpacie. Każdej z wymienionych grup poświęcono oddzielny sektor tworzący coś w rodzaju mikro wioski.

Najcenniejszymi i najbardziej spektakularnymi zabytkami są dwie cerkwie- bojkowska z 1763r. (niestety po nabożeństwie nie było możliwości wejść do środka) i łemkowska z 1831r.

Wejście na teren muzeum kosztuje 15 hrywien od osoby. Warto zarezerwować sobie na tę atrakcję co najmniej 4-5 godz., bo w krótszym czasie obejście całego tego ogromnego terenu (150 zabytków na powierzchni ok. 50ha!) nie będzie możliwe. W kasie razem z biletami otrzymuje się mapkę z wytyczonymi szlakami. My niestety nie daliśmy rady przejść wszystkich ścieżek.

Mapa - skansen Gaj Szewczenki

fot. Mapa Muzeum Architektury Ludowej

Warto zajrzeć do każdego udostępnionego zwiedzającym zakamarka. Np. w pierwszej chacie, zaraz po prawej stronie za wejściem, można było obejrzeć nie tylko wnętrze zabytkowego domu, ale również wystawę tradycyjnych ukraińskich pisanek jakże podobnych do naszych polskich. Przy każdej chacie można spotkać tradycyjnie ubrane osoby odpowiedzialne za poszczególne miejsca.

W chatach jest całe mnóstwo doskonale zachowanych sprzętów. Co ciekawe, w domach tych osoby pilnujące porządku gotują sobie posiłki. Zapach roznoszących się wokoło ukraińskich potraw może doprowadzić do skurczu żołądka.

Na terenie skansenu nie ma zbyt wielu miejsc, w których można byłoby usiąść i chwilę odpocząć. Najlepszym miejscem na chwilę oddechu jest kozacka kuźnia, przy której można usiąść na drewnianych ławach i zjeść tradycyjne kozackie potrawy takie jak np. kulisz, o którym na pewno wspomnę nieco w poście o ukraińskiej kuchni, który to niedługo się tu pojawi.

W kuźni warto zwrócić uwagę na proces wykuwania pamiątkowej monety (medalu?). Za 20 hrywien można uczestniczyć w tej zabawie i sprawić sobie drobną pamiątkę w postaci takiego metalowego krążka. Ponadto można tam postrzelać z łuku  lub porzucać włócznią do tarczy na której przyczepiony został wizerunek… tak, kogóż by innego jak nie samego Putina.

Dosyć tego gadania. Zamieszczam poniżej zdjęcia, żebyście sami mogli ocenić, czy warto pofatygować się do tego miejsca. Bo ja ze swojej strony mogę zapewnić, że jak najbardziej warto wygospodarować trochę czasu na to oryginalne muzeum.

IS_DSC_0938

IS_DSC_0949

IS_DSC_0955

IS_DSC_0959

fot. Olejarnia z regionu Lwowszyczny

IS_DSC_0961

fot. Wejście do zabytkowej chaty z regionu Lwowszczyzny

IS_DSC_0984a

IS_DSC_0985

fot. Cerkiew bojkowska z 1763r.

IS_DSC_0988

fot. Przed cerkwią bojkowską

IS_DSC_1107

fot. Cerkiew bojkowska

IS_DSC_0990

IS_DSC_0993

fot. Kozy przy zabytkowej studni (można też spotkać kaczki, gęsi, konie, kury, owce i króliki)

IS_DSC_1019

IS_DSC_1025

IS_DSC_1026

IS_DSC_1028

fot. A może by tak postrzelać z łuku do Putina?

IS_DSC_1032

fot. Kozacy przygotowujący kulisz

IS_DSC_1033a

fot. W kozackiej kuźni

IS_DSC_1094

fot. Kuźnia

IS_DSC_1036

fot. O ile pamięć mnie nie myli, w chacie tej było coś w rodzaju piekarni

IS_DSC_1066

fot. Cerkiew łemkowska z 1831r.

IS_DSC_1067a

fot. Wnętrze cerkwi łemkowskiej

IS_DSC_1070

fot. Cerkiew łemkowska

IS_DSC_1086

fot. Chata z regionu Łemkowszyzny

IS_DSC_1091

IS_DSC_1118

fot. Chaty Bukowiny

IS_DSC_1119a

fot. Stare powozy i sanie

IS_DSC_1120

fot. Brama z regionu Bukowiny

IS_PA190092a

IS_DSC_1126

fot. Wiatrak z Bukowiny

IS_DSC_1136

fot. Zabudowania Pokucia

IS_DSC_1142

fot. Cerkiew

IS_DSC_1154

fot. Cerkiew

Wnętrza niektórych chat:IS_DSC_0960a

IS_DSC_1037a

IS_PA190091

IS_PA190078

IS_PA190073

IS_PA190036

fot. Szkoła

Przy wyjściu zaryzykowałam i postanowiłam skorzystać z Toi Toia. Nigdy, przenigdy nie próbujcie wejść do tych przenośnych toalet ustawionych w pobliżu bramy wejściowej muzeum. NIGDY! Chyba że lubicie traumatyczne doznania zapachowe. Za kuźnią kozacką jest (przynajmniej był w trakcie naszego wyjazdu) inny bardziej „przyjazny” Toi Toi.

Moje nogi miały zdecydowanie dość. Gdyby nie krótka przerwa na kozacki posiłek, prawdopodobnie w pewnym momencie siadłabym w miejscu, w którym bym stała i oświadczyłabym, że nigdzie dalej nie idę. Krótka przerwa potrafi jednak zdziałać cuda. Nabraliśmy sił na dalsze zwiedzanie. Jako że po wyjściu z terenu skansenu w okolicy nie było nawet śladu po jakiejkolwiek taksówce, czekał nas długi spacer na starówkę. Tyle dobrze, że szliśmy z górki.

Doczłapaliśmy w końcu z powrotem na starówkę.

CDN.

 

Weekend we Lwowie: powrót
Weekend we Lwowie: Cmentarze Lwowa

Powiązane wpisy

1 Comment

  1. Pingback: Lwów / Lviv « Psychoneurocybernauta inc!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close