Watykan: Z wizytą u papieża

19.01.2014 – DZIEŃ 2 – cz. 2

Do pierwszej części relacji z drugiego dnia w Rzymie zapraszam tutaj – Najważniejsze atrakcje Rzymu – powtórka za dnia.

Z Piazza del Popolo skierowaliśmy się do najbliższego metra, by podjechać do Watykanu. W planach mieliśmy uczestniczenie w Aniele Pańskim prowadzonym przez papieża Franciszka. Tłum w metrze mnie przeraził. Nie tylko my wpadliśmy na pomysł podjechania na plac św. Piotra. Obawiałam się, że nici z wejścia na plac, bo przy tej ilości ludzi będzie szczelnie wypełniony. Mimo wszystko zaryzykowaliśmy. Jak do tej pory spotykaliśmy sprzedawców róż (żeby chociaż tulipany sprzedawali ;)) i różnego chińskiego, nikomu niepotrzebnego badziewia, tak od razu po wyjściu z metra przy Watykanie, natknęliśmy się na licznych sprzedawców chorągiewek papieskich. Po drodze odmawialiśmy chyba kilkadziesiąt razy…
Gdy w końcu dotarliśmy na plac, okazało się, że owszem jest mnóstwo ludzi, ale da się tam upchnąć co najmniej drugie tyle. Zajęliśmy miejsce z dobrym widokiem na papieskie okno i czekaliśmy jakieś 20min.

IS_DSC_1102fot. Anioł Pański na Placu św. Piotra – oczekujący wierni

Papież pojawił się punktualnie o 12:00 i powitał zgromadzony tłum, który zareagował ogromną radością. Widać było liczne flagi różnych państw, niedaleko nas stało kilka grupek naszych rodaków. Muszę przyznać, że moment ujrzenia papieża był dla mnie dość wzruszający. Przypomniało mi się od razu, jak kilkanaście lat wstecz byłam na tym samym placu wiwatując na część przejeżdżającego „naszego” papieża. Był już wtedy schorowany, ale pamiętam jak dziś, jak przejeżdżał niedaleko a my (byłam wtedy z pielgrzymką parafialnej scholi), odśpiewałyśmy jego ulubioną „Barkę”. Zdjęcie wykonane w trakcie tamtej audiencji przez jakiegoś włoskiego fotografa do tej pory wisi na mojej ścianie. Co prawda widać mnie na tym zdjęciu, ale chowam się akurat za aparatem… jak zwykle… W każdym razie do tej pory pamiętam poprzednią wizytę na placu św. Piotra.

IS_DSC_1146 modifiedfot. Papież Franciszek witający się z obecnymi na Placu św. Piotra

IS_DSC_1200 fot. Anioł Pański na Placu św. Piotra

Do czasu modlitwy pogoda dopisywała. Jednak jak tylko papież rozpoczął modlitwę, zachmurzyło się i po krótkim czasie spadł deszcz. Po skończonej modlitwie, przeczekaliśmy ulewę pod filarami otaczającymi plac. Swoją droga, ciekawa jestem, skąd uliczni sprzedawcy tak szybko biorą towar. Najpierw handlowali chorągiewkami, jak tylko zaczęło padać, nie wiadomo skąd w ich rękach znalazły się małe parasolki automatyczne… Mają chyba jakieś zadziwiające zdolności przystosowawcze.

Oczekując na lepszą pogodę, wyciągnęliśmy z plecaka makaroniki, które kupiliśmy w sklepie z truflami przy di Trevi. Makaroniki robione są ręcznie przez rodzinę właściciela sklepu. Były dobre, ale przyznam, że nie powalające.

IS_DSC_1234fot. Włoskie makaroniki

W końcu przestało padać, dzięki czemu postanowiliśmy odstać swoje w kolejce do wejścia do Bazyliki św. Piotra. Po Aniele Pańskim ustawiła się spora kolejka, ale wszystko szło sprawnie. Oczekiwanie na wejście zajęło nam około godzinę, ale miło spędziliśmy ten czas na rozmowie, bo okazało się, że stojące przed nami małżeństwo z synem jest z Polski. Rozdzieliliśmy się dopiero na zwiedzanie, każdy poszedł w swoją stronę.

Przed wejściem do bazyliki kontrolowane są plecaki i torebki, ale kontrola ta nie jest jakoś zbytnio uciążliwa, przypomina kontrolę bezpieczeństwa na lotniskach. Bagaż jest prześwietlany, a jego właściciel przechodzi przez bramkę do wykrywania metali.

Bazylika zachwyca bogactwem zdobień.

IS_DSC_1552fot. Wnętrze bazyliki św. Piotra

W bazylice znajduje się znana szerzej „Pieta” autorstwa Michała Anioła. Znaleźć ją bardzo łatwo – wystarczy obserwować ludzi – tam, gdzie jest tłum po prawej stronie od wejścia, tam jest „Pieta”.

IS_DSC_1255fot. Pieta watykańska Michała Anioła

W następnej nawie znajdował się grób naszego papieża Polaka, Jana Pawła II. Tuż pod grobem można się było pomodlić, ale zakazane było robienie zdjęć. Podchodzących do grobu panowie pilnujący porządku informowali o tym zakazie i skrupulatnie go przestrzegali. Wszystko po to, żeby nie robić przy grobie cyrku i nie przeszkadzać osobom modlącym się. Zdjęcia bez problemu można robić zza barierek otaczających tę nawę.

IS_DSC_1260 fot. Grób Jana Pawła II niedługo przed kanonizacją

IS_DSC_1535fot. Grób Jana Pawła II

Po lewej stronie bazyliki patrząc od wejścia do niej, stała bożonarodzeniowa szopka.

IS_DSC_1495fot. Szopka w bazylice

IS_DSC_1338fot. Główny ołtarz

Przy ołtarzu głównym znajduje się wejście do grot watykańskich, w których wcześniej znajdował się grób Karola Wojtyły. W grotach również obowiązuje zakaz fotografowania.

IS_DSC_1354fot. Groty watykańskie

Poza grotami, można odwiedzić również kopułę bazyliki i podziwiać roztaczający się z niej widok na cały Rzym. Są dwie opcje dostania się na kopułę, ale niestety obie obejmują mozolną wspinaczkę po schodach. Pierwsza możliwość to pokonanie całej trasy obejmującej 551 schodków na piechotę, „przyjemność” ta kosztowała w styczniu 5 euro. Drugą opcją jest przejechanie części trasy windą i następnie wspinaczka pozostałymi do pokonania stopniami – w tym wypadku trzeba przejść „jedynie” 320 schodków. To kosztuje 7 euro. Wymęczeni chodzeniem od rana, bez zastanowienia zdecydowaliśmy się na opcję z windą. Przyznam, że miałam serdecznie dość tych schodów na kopułę. Ciągnęły się w nieskończoność, a im wyżej, tym były węższe i korytarz był bardziej skośny.

IS_DSC_1368fot. Bazylika św. Piotra widziana spod kopuły

IS_DSC_1373 fot. Kopuła bazyliki św. Piotra

IS_DSC_1377fot. Mozaiki na ścianie pod kopułą

IS_DSC_1379fot. Mozaika na ścianie pod kopułą

Gdy w końcu doszliśmy na samą górę, nogi trzęsły mi się jak galareta. Brak kondycji dał o sobie znać… Ponadto chwilę po wyjściu na zewnątrz kopuły, zerwał się wiatr, zrobiło się naprawdę zimno i intensywnie zaczął padać spory grad. Nie pozostało nam nic innego, jak schować się pomiędzy filarami kopuły i przeczekać tę wstrętną pogodę. Odrobinę przemokłam i zmarzłam niesamowicie, ale późniejsze widoki wynagrodziły mi wszelkie cierpienia ;)

IS_DSC_1401fot. Gradobicie

Gdy poprzednim razem byłam na kopule, nie było tam tak wysokich barierek zabezpieczających turystów przed spadnięciem. Tym razem choćby się ktoś uparł, nie miałby szans spaść z kopuły. Barierki zostały znacznie podniesione do góry.

Gdy pogoda się w miarę uspokoiła, ujrzałam tak dobrze zapamiętany poprzednio widok na plac św. Piotra i mój ukochany Rzym.

IS_DSC_1399fot. Widok na Muzea Watykańskie 

IS_DSC_1422 fot. Vittoriano widziane z kopuły Bazyliki św. Piotra

IS_DSC_1464fot. Po gradobiciu

IS_DSC_1483 fot. Kopuła bazyliki św. Piotra

Zejście z kopuły do najprostszych też nie należało. Odrętwiała z przemarznięcia ledwo zeszłam na dół. Nogi mi drżały dłuuugi czas później. Mimo wszystko, było warto.

Jako że w trakcie modlitw na Anioł Pański nie było możliwości podejścia do szopki ustawionej na placu św. Piotra, zobaczyliśmy ją po zejściu z kopuły i wyjściu z bazyliki. Wydaje mi się, że szopka na zewnątrz była ładniejsza od tej znajdującej się w bazylice.

IS_DSC_1580fot. Szopka na Placu św. Piotra

 

IS_DSC_1585fot. Policyjna fura :)

Dla wynagrodzenia kiepskiej aury, matka natura zaprezentowała nam piękną, podwójną tęczę.

IS_DSC_1619fot. Podwójna tęcza

Z Watykanu blisko już do Zamku św. Anioła i mostu noszącego tą samą nazwę. Przy świetle zachodzącego powoli słońca obie atrakcje wyglądały zjawiskowo.

IS_DSC_1646fot. Most św. Anioła

IS_DSC_1650fot. Most św. Anioła

IS_DSC_1652 fot. Zamek św. AniołaIS_DSC_1666fot. Zamek i most św. Anioła

IS_DSC_1701fot. Widok na Watykan

Kręcąc się urokliwymi rzymskimi uliczkami, dotarliśmy do Piazza Navona. Na placu tym warto zwrócić uwagę na 3 fontanny – fontannę Maura, Neptuna oraz fontannę Czterech Rzek.

W końcu nadeszła pora na upolowanie czegoś na kolację. Jako że byliśmy bardzo daleko od hotelu a zdążyliśmy solidnie zgłodnieć, wyszukaliśmy w okolicy placu jakąś knajpkę z daniem dnia polecanym przez szefa kuchni. Będąc w jakimś nowym miejscu zawsze przyglądamy się restauracjom, czy siedzą w nich turyści czy też mieszkańcy. W tej restauracji siedzieli Włosi, więc postanowiliśmy zaryzykować.

IS_DSC_1705fot. Piazza Navona – fontanna Neptuna

IS_DSC_1730

Cały zestaw obiadowy kosztował nas 9 euro od osoby i obejmował bruschettę, danie ciepłe do wyboru z karty i wino. Bruschetta była bardzo dobra, ale wybrana przeze mnie lasagne pozostawiała wiele do życzenia. O winie nie wspomnę… zalatywało korkiem i ogółem było paskudne. Nie spodziewałam się takiej pomyłki po uwielbianej przeze mnie włoskiej kuchni.

IS_DSC_1734fot. Bruschetta

IS_DSC_1737fot. Brejowata lasagne

W trakcie kolacji rozpadało się na dobre i nadciągnęła burza. Jako że nawet burza nie jest w stanie powstrzymać mnie przed łażeniem po Wiecznym Mieście, wyciągnęłam męża w dalszą trasę ;)

IS_DSC_1743fot. Jedna z uliczek w okolicy Piazza Navona.

IS_DSC_1756

Spacerując uliczkami natknęliśmy się najpierw na kolejny obelisk dźwigany na grzbiecie słonia (Włosi mają chyba jakiś sentyment do obelisków…), a później po chwilowej utracie orientacji w terenie, dotarliśmy w końcu pod Panteon. Dużą zasługę w odnalezieniu tego miejsca miał pewien kelner oczekujący na gości na zewnątrz jednej z restauracji mijanych przez nas po drodze. Miał nosa i dobrze wyczuł, że odrobinę się zgubiliśmy. Nie pytany postanowił nam pomóc :)

Niestety na zwiedzanie Panteonu było już za późno, dlatego obeszliśmy tę świątynię jedynie od zewnątrz.
Panteon został wzniesiony w 27 r.p.n.e.na polecenie dowódcy wojskowego Marka Agryppy. Pierwotnie poświęcony był siedmiu bóstwom: Słońcu, Księżycowi, Saturnowi, Wenus, Merkuremu, Jowiszowi i Marsowi. Budynek został zniszczony w trakcie pożaru Rzymu, ale już 45 lat później odbudowano go z polecenia cesarza Hadriana. W czasach średniowiecza budynek zmienił swoje przeznaczenie i służył jako twierdza, później przemianowano go na świątynię katolicką.

Panteon ma kształt rotundy o wysokości i średnicy równej 43,3m. podtrzymywanej przez 16 kolumn wykonanych z egipskiego granitu. Do wnętrza prowadzi portal z osadzonymi wykonanymi z brązu starożytnymi drzwiami. We wnętrzu znajdują się podobno liczne malowidła włoskich mistrzów, grobowiec Rafaela oraz grób pierwszego króla zjednoczonych Włoch Vittorio Emanuela II i zmarłej królowej Małgorzaty.

IS_DSC_1791fot. Panteon

Ostatnim odwiedzonym punktem tego dnia był plac Largo di Torre Argentina z zachowanymi ruinami czterech świątyń z czasów republiki. Najstarsza z tych świątyń datowana jest na IV w. p.n.e. Od 1994r. na terenie tym działa schronisko dla kotów, dlatego normalnym widokiem są liczne futrzaki przechadzające się pomiędzy ruinami. Na ogrodzeniu przyczepione są także kartki z prośbą o nie karmienie kotów przez turystów.

IS_DSC_1811fot. Largo di Torre Argentina

Spacerem doszliśmy do Tybru, ale tym razem odpuściliśmy sobie przechodzenie na drugą stronę rzeki (na Zatybrze). Czas był wracać do hotelu. Nogi bolały niemiłosiernie, a czekało nas jeszcze sporo chodzenia następnego dnia. Zatybrze pozostawiliśmy sobie na następny pobyt w Rzymie.

IS_DSC_1820fot. most prowadzący na Zatybrze

IS_DSC_1835fot. Starożytne kolumny wmurowane w ścianę? Dlaczego nie…

Na koniec przeszliśmy jeszcze przez Forum Boarium i obok Bazyliki Santa Maria in Cosmedin ze slynnymi Ustami Prawdy. Usta Prawdy byly w planie na następny dzień, o tej porze zresztą bazylika była już zamknięta.

IS_DSC_1845fot. Forum Boarium – świątynia Fortuna Virile z 100 r. p.n.e.

Niedługo przed północą udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w naszym hotelu. Następnego dnia czekał nas kolejny dzień pełen wrażeń.

(Visited 1 077 times, 1 visits today)
Włochy: Forum Romanum
Włochy: Najważniejsze atrakcje Rzymu - powtórka za dnia

Powiązane wpisy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close