Włochy: Zamki Neapolu

Dzień 4 23.05.2016 cz. 2/3

W Neapolu zachowało się w świetnym stanie do naszych czasów aż siedem królewskich rezydencji. My postanowiliśmy zobaczyć trzy z nich: Castel dell’Ovo, Castel Nuovo (Maschio d’Angioino) oraz Sant’Elmo. Właśnie w kierunku tego ostatniego udaliśmy się po zwiedzeniu Narodowego Muzeum Archeologicznego. Pozostałe: Palazzo Reale, Reggia di Capodimonte, Castel Capuano, Castello Aselmeyer i oraz pozostałości po Castello del Carmine zostawiliśmy sobie na następną okazję.

Od razu mogę powiedzieć, że zaczęliśmy od najmniej interesującego zamku. W sumie żeby nie roztaczająca się z niego panorama Wezuwiusza i całego miasta, to nie warto byłoby w ogóle pojawiać się w tej okolicy. Nieświadomi szybko znaleźliśmy budkę z biletami. Za 5 euro dostaliśmy kartonik i po chwili szukaliśmy wejścia do zamku. Nie było to wcale takie proste. Zaraz za nami na poszukiwania ruszyła jakaś inna para – krążyliśmy po terenie, aż w końcu zapytaliśmy jakiegoś Włocha o to, w którą stronę mamy się udać. Jak się okazało, musieliśmy wyjść na ulicę i dopiero stamtąd dostać się do zamku.

Zamek z zewnątrz prezentuje się imponująco, ale to jedyne co można o nim powiedzieć. Stary bruk, armaty wystawione na wejściu i mury wbudowane w skałę to jedyne, co ostało się z dawnej budowli.

neapol-2016-14 neapol-2016-15 neapol-2016-17

Po dotarciu na górę widzi się jedynie współczesne zabudowania niewiele mające wspólnego z historią. Zrobiono tam bodajże jakieś biura. W budynku na środku urządzono wystawę sztuki nowoczesnej, ale jako że nowoczesna sztuka do nas nie przemawia, szybko się stamtąd zabraliśmy. I tyle tam zwiedziliśmy. Na szczęście rozczarowanie (wydaliśmy w końcu 10 euro na nic, nawet nikt nie sprawdzał nam tych biletów) wynagrodziły nam widoki na miasto. Poupychane ciasno budynki pięknie prezentowały się na tle majestatycznego Wezuwiusza w oddali. Raz szczyt wulkanu chował się za chmurami, by za chwilę znów się ukazać.

neapol-2016-16 neapol-2016-18

Miałam nadzieję, że następne zamki będą ciekawsze. Po wyjściu z Castel Sant’Elmo zauważyliśmy swoistą ciekawostkę – jako że byliśmy na wzgórzu, to oprócz zwykłych schodów zbudowano tam… zewnętrzne schody ruchome.

neapol-2016-22

Na dół postanowiliśmy zjechać funikularem. Zaraz znaleźliśmy zejście do kolejki (transport tym środkiem również zawarty jest w cenie biletu dobowego) i po kilku minutach byliśmy z powrotem na dole. Kolejny cel – jedzenie!

neapol-2016-23

W trakcie poszukiwań jakiejś lokalnej trattorii znaleźliśmy się przypadkiem w Galleria Umberto I. To zbudowany w 1890 roku w stylu neorenesansowym pasaż handlowy przykryty stalowo-szklanym dachem. Od razu skojarzyliśmy to miejsce ze słynną Galerią Wiktora Emanuela z Mediolanu. Skojarzenie jak najbardziej poprawne – neapolitański pasaż był wzorowany na tym nieco wcześniej powstałym miejscu. W Galerii Umberto I spotykała się niegdyś inteligencja, obecnie jednak są tam sklepy, butiki, kawiarnie i… imponujące posadzki. Na samym środku znajdują się wszystkie znaki zodiaku.

neapol-2016-24 neapol-2016-25

Z galerii wyszliśmy na jedną z najsłynniejszych i chyba najbardziej zatłoczonych ulic Neapolu – Via Toledo. Szybko z niej zeszliśmy. Pokręciliśmy się wśród malowniczych, wąskich uliczek, w których co chwilę śmigały skutery, a następnie udaliśmy się na upragniony obiad.

neapol-2016-26

W Kampanii pizzę już zamówiliśmy, ale być w Neapolu i nie zjeść ani jednej w tym mieście? Nie ma opcji! Szukaliśmy lokali polecanych w naszym przewodniku, jednak jakoś do żadnego z nich nie trafiliśmy. Weszliśmy w końcu do pierwszej lepszej niewielkiej pizzerii – „Nu murzill” Sapurito. I to był strzał w dziesiątkę. Lokal był maleńki, a większość stolików zajmowali ludzie oczekujący na swoje zamówienia. Na szczęście jeden stolik się zwolnił. Zamówiliśmy marinarę i capriciosę – jedna w cenie 3,5 euro a druga 4,5 (plus łącznie 3 euro tzw. copperto – włoskiego napiwku naliczonego z góry). Obie były przepyszne! Miałabym ochotę jeść je bez końca. Cały proces przygotowania naszych dań widziałam ze swojego miejsca – szybka akcja z ciastem, dodatki, kilkadziesiąt sekund w kamiennym piecu opalanym drewnem i voila! Świeżutka, gorąca i przepyszna pizza już była w drodze do nas.

neapol-2016-29

Z pełnymi żołądkami mogliśmy ruszyć na dalsze zwiedzanie. Na piechotę dotarliśmy do położonego na maleńkiej wysepce Castel dell’Ovo, czyli Zamku Jajecznego pochodzącego z VI w. Obecną jego formę zawdzięczamy przebudowom z XII wieku. Legenda głosi, że rzymski poeta Wergiliusz miał magiczne jajko. Gdy zmarł, został pochowany w Neapolu, a jajko umieszczono w fundamentach zamczyska, żeby służyło za dodatkową ochronę budowli.

neapol-2016-37

Wstęp do Zamku Jajecznego jest bezpłatny. Akurat odbywała się w nim jakaś winiarska impreza, więc było dość tłoczno. Włosi z zawieszonymi na szyjach kieliszkami przechodzili od rejestracji do różnych sal. Nas zapytano jedynie, czy bierzemy udział w imprezie – to wiązało się z jakąś opłatą. Po negatywnej odpowiedzi bez problemu zostaliśmy przepuszczeni. Budynki wewnątrz zamku służą obecnie różnym wystawom i innym wydarzeniom kulturalnym.

neapol-2016-33 neapol-2016-34 Panorama roztaczająca się z tego zamku może zbyt spektakularna nie jest, ale warto spojrzeć na Neapol od strony morza.

neapol-2016-35

Następnie wzdłuż pałacu królewskiego doszliśmy do wizytówki miasta – warownego Castel Nuovo, którego budowa rozpoczęła się w 1279 roku i zakończyła się już po trzech latach.

W ciągu zwiedzania miasta jakoś niespecjalnie zauważaliśmy, żeby Neapol był strasznie zaśmiecony. Niestety w drodze od Zamku Jajecznego przy pałacu królewskim widzieliśmy całkiem spory bałagan. Śmieci walały się nam pod nogami, wiatr rozwiewał je po okolicy – nikt chyba tego nie sprzątał. Ale było to jedno z niewielu miejsc, w których można było zobaczyć coś takiego. Gorsze warunki widzieliśmy tylko w jednej z bocznych uliczek dochodzących do placu Garibaldiego.

neapol-2016-38

Po powrocie do domu okazało się, że w okolicy przegapiliśmy jedną ciekawą atrakcję – wycieczkę po neapolitańskich podziemiach (Napoli Sotterranea) – trzeba będzie to nadrobić przy kolejnej okazji.

W zamku Nuovo byliśmy dość późno, ale zostaliśmy wpuszczeni. Bilet wstępu kosztuje 6 euro od osoby dorosłej. Obecnie w środku znajduje się Museo Civico di Castel Nuovo. Można obejrzeć kilka różnych pomieszczeń oraz wspiąć się na basztę. Ta ostatnia była już jednak zamknięta dla zwiedzających – może ze względu na zaplanowany zaraz ślub? Widzieliśmy państwa młodych – młoda miała zachwycającą złotą suknię…

neapol-2016-40

Jednym z udostępnionych turystom pomieszczeń jest poświęcona św. Barbarze Capella Pallatina zbudowana w 1350 roku. Jej wnętrze zachowało się w prawie oryginalnej wersji. Można tam obejrzeć nieliczne pozostałości fresków namalowanych przez mistrza Giotto.

neapol-2016-45

Jedno z pięter poświęcone zostało na wystawę sztuki. Widzieliśmy tam między innymi oryginalne drzwi z brązu (XV w.). Na poniższym zdjęciu nie widać tego za bardzo, ale w drzwiach tych wciąż tkwiła wbita w nie kula armatnia.

neapol-2016-49

Z sal, które widzieliśmy, na pewno na długo zapamiętam tę ze szklaną podłogą. Pod nią odkryto stare fundamenty i szkielety, które obecnie można zobaczyć przechadzając się nad nimi. Tylko dość specyficznie chodzi się po szkle. Mój mózg wariował. Przy każdym kroku czułam się tak, jakbym miała zaraz spaść. Po chwili jednak przywykłam i nieco pewniej stąpałam po szklanej tafli. Ciekawym przeżyciem musi być taki spacer po szklanym moście zawieszonym gdzieś wysoko.

neapol-2016-42

Z zamku Nuovo również roztacza się piękny widok na Wezuwiusz:

neapol-2016-47

Robiło się późno, więc pora była odebrać bagaże. Do samolotu mieliśmy jeszcze trochę czasu, ale w naszym hoteliku recepcja nie była czynna całą dobę.

(Visited 1 153 times, 1 visits today)
Włochy: "Zobaczyć Neapol i umrzeć"
Włochy: Mozaiki, rzeźby i... erotyczny Gabinetto Segreto, czyli Narodowe Muzeum Archeologiczne w Neapolu

Powiązane wpisy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close