Włochy: „Zobaczyć Neapol i umrzeć”

Dzień 4 23.05.2016 cz. 3/3

Po wyjściu z zamku Nuovo postanowiliśmy wrócić do hotelu po zostawione w przechowalni rzeczy – czas nas gonił, w końcu Polacy wynajmujący tam pokoje nie siedzą w kantorku całą dobę (aczkolwiek możliwe jest umówienie się, że np. będą czekać na gości do późniejszej godziny). Na późniejszy powrót się nie umówiliśmy, więc udaliśmy się do metra.

Gdy tylko zaczęliśmy przepakowywać plecaki, z recepcji wybiegł szczeniak. Maleństwo rasy chihuahua od razu rzuciło się nam do nóg. Chłopaki stwierdzili, że te psy nie lubią jak się je dotyka, ale jeszcze zanim dokończyli to zdanie, pies już był przeze mnie tarmoszony i radośnie się bawił przygryzając mnie co chwila. Każda próba zamknięcia szczeniaka kończyła się piskiem i skowytem, tak więc dopóki nie wyszliśmy, psina latała radośnie wokół naszych nóg. Zabawa ze szczeniakiem wciągnęła mnie bez reszty, ale jako że wciąż mieliśmy kilka godzin do samolotu, zdecydowaliśmy się ruszyć w miasto.

Nie mieliśmy daleko, więc udaliśmy się na spacer w kierunku najważniejszej świątyni tej części Włoch – pochodzącej z XIII w. gotyckiej katedry Duomo di San Gennario zwanej również Duomo di Santa Maria Assunta.

neapol-2016-57

neapol-2016-54

Sądziłam, że kościół będzie już zamknięty, ale bez problemu weszliśmy do środka. W katedrze przechowywana jest ampułka ze skrzepniętą krwią patrona Neapolu – św. Januarego. Święty ten zginął męczeńską śmiercią na widzianej przez nas wcześniej arenie teatru Flawiuszów w Pouzzoli. Był biskup Benewentu – wraz z pięcioma innymi wyznawcami Chrystusa oraz swoim diakonem – został zabity mieczem w 305 roku w trakcie prześladowań chrześcijan. W chwili śmierci miał ponoć tyle samo lat co Chrystus. Od kilkuset lat w Neapolu przechowywane są dwie ampułki z krwią męczennika. Kilka razy w roku (w rocznicę ścięcia św. Januarego (19 września), czasem w pierwszą niedzielę maja oraz 16 grudnia) krew upłynnia się, co w kościele znane jest pod nazwą cudu krwi świętego Januarego. Dopóki cud się zdarza, dopóty – według wierzeń – mieszkańcy Neapolu mogą być spokojni o swój los. Ponoć w 1944 i 1980 roku cud nie wydarzył się. Mieszkańcy regionu potraktowali to jako ostrzeżenie i rzeczywiście mieli się czego obawiać, ponieważ w obu tych latach wybuchł Wezuwiusz. Na szczęście nie były to eksplozje na miarę tej, która pogrzebała Pompeje i Herkulanum.

Sceptycy uważają, że cud krwi jest niczym innym jak zjawiskiem tiksotropii – pamięci cieczy. Nie mnie oceniać to zjawisko, ale w każdym razie jest to jeden z istotniejszych dla wiernych kościołów.

neapol-2016-50

Ciekawym miejscem w Duomo jest krypta, a w niej kaplica Carafa – kaplica kardynała, który sfinansował budowę katedry. Zdjęcie klęczącej figury kardynała bardzo często znajduje się na zdjęciach w różnych przewodnikach. Będąc wewnątrz, warto spojrzeć na niesamowicie bogato zdobiony sufit pomieszczenia.

neapol-2016-52 neapol-2016-53 Po wyjściu z katedry skusiliśmy się na lody. Ale nie były to zwykłe, włoskie gelato. Jako że Włochy są ojczyzną Nutelli, od razu rzuciły się nam w oczy lody o tym smaku. Jak się jednak okazało, w zamrażarce znajdował się… czysty zmrożony krem. Palce lizać.

Szliśmy dalej j dalej przed siebie, błądząc wśród ciasnych uliczek, do których prawie nie dochodziły promienie słońca. Miasto dzięki takiej zabudowie daje nieco odsapnąć – brak promieni słonecznych i chłód bijący od murów budynków pozwalają na jako takie funkcjonowanie na gorącym południu.

neapol-2016-59

Zbliżała się jednak szybko godzina odjazdu naszego lotniskowego autobusu. Nerwowo zerkaliśmy na zegarki ostatnie metry pokonując biegiem. Jak się okazało – niepotrzebnie. Autobus spóźnił się dobre kilka minut, więc z przystanku podziwialiśmy po raz ostatni panoramę Wezuwiusza.

W końcu pojawił się i nasz autobus, więc z kupionymi wcześniej w kiosku z prasą biletami (są tańsze niż te kupowane u kierowcy), wsiedliśmy i udaliśmy się z powrotem na lotnisko.

neapol-2016-60

Na lotnisku znów panował istny chaos. O numerze bramki dowiedzieliśmy się na godzinę przed odlotem. Niby-darmowy internet nie łączył, dopóki nie polubiło się na facebooku oficjalnego profilu lotniska. Później zresztą też miał jakieś problemy. Czas oczekiwania do lotu jednak szybko minął.

Gdy już w końcu zaczęty został boarding, przepuszczono nas przez kontrolę kart pokładowych, po czym musieliśmy czekać. Następnie puszczono nas na schody prowadzące na płytę lotniska i tam znów czekaliśmy. Widać było, że każdy ma doś, wszyscy zgodnie zalegli na stopniach. W końcu wypuszczono nas na płytę lotniska. Odlecieliśmy z nieznacznym, kilkuminutowym opóźnieniem. Ostatnie co pamiętam, to startujący samolot i widoki z okien na oświetlony Neapol i ciemny punkt jakim był Wezuwiusz. Wydawało mi się, że lecieliśmy tuż nad kraterem. A może tylko mi się to przyśniło?

W trakcie lotu odezwał się pilot, czym wybudził mnie z drzemki. Przeprosił nas, że tak późno przekazuje informacje, ale w związku z chaosem związanym ze startem, nie mógł zrobić tego wcześniej. Poinformował, że lecieliśmy bezpośrednio nad Wezuwiuszem (a jednak to nie był sen!), że jesteśmy akurat na wysokości Splitu i przelecimy nad Banjaluką, Krakowem. Że znajdujemy się na wys. 13 km. i lecimy z prędkością 900 km.godz. Na tyle lotów odbytych na pokładach tanich linii, był to chyba dopiero drugi przypadek, gdy pilot informował pasażerów o przebiegu lotu. Miło z jego strony.

Kapitan zapowiedział również, że mogą się nam przydarzyć turbulencje związane z okolicznymi chmurami burzowymi, na miejscu miała nas jednak przywitać piękna pogoda. I faktycznie, gdy lądowaliśmy równo o północy w Warszawie, na niebie nie było ani jednej chmurki. I było przyjemnie ciepło.

Zapakowaliśmy się do samochodu i ok. 1:30 byliśmy już w domu. Trzeba było szybko kłaść się spać, bo rano czekała nas pobudka i powrót do codzienności.

Goethe jest autorem słynnego powiedzenia „Zobaczyć Neapol i umrzeć”. Jak można się domyślić my żyjemy i mamy się całkiem ok. Pierwsza interpretacja tego zdania nasuwa się automatycznie – Neapol jest tak pięknym miastem, że ten, kto je zobaczy, może zakończyć już swój żywot, bo żaden piękniejszy widok już mu się nie trafi.  Ale jest to skojarzenie błędne. Bliższe prawdy będzie wytłumaczenie, że w dawnych czasach Neapol, jako portowe miasto, słynął z niesamowitej skali chorób (również wenerycznych) zwlekanych tam z różnych zakątków świata. W związku z tym wiele osób właśnie tam dokonywało swojego żywota.

Neapol wcale za piękny nie jest – znam masę piękniejszych włoskich miast. Jest dość przeciętny, ale nie oznacza to, że nie warto do niego zawitać. Szczególnie, że jest świetną bazą wypadową do poznania okolicznych, znanych na całym świecie zabytków.

Chętnie się tam jeszcze kiedyś wybiorę, bo kilka wartych zobaczenia miejsc wciąż na nas czeka.

Włochy: Zamki Neapolu

Powiązane wpisy

4 Comments

  1. Staszek

    przeczytałem całość; dzięki za cenne informacje – lecimy 10 czerwca z Balic

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Udanego wyjazdu!

      Odpowiedz
  2. Ruda

    Bardzo ładny tekst. Bardzo podoba mi się też styl pisania. A Włochy… Cóż, Włochy są po prostu piękne :) szczególnie miejsca odległe od turystycznych skupisk. Może nie sam Neapol, ale na pewno warto zobaczyć (i później ewentualnie umrzeć ;) )

    Odpowiedz
  3. Kocham Włochy i język włoski!

    Ten blog powinien być zdecydowanie bardziej popularny. Ładne te zdjęcia, choć przeszkadza trochę ten napis taki duży, ale domyślam się, że musi zostać :/

    W każdym razie dzięki za ciekawe relacje z Włoszech – przeczytam wszystkie! <3

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close