Wcale nie taka śmierdząca sprawa, czyli kilka słów o moim pierwszym spotkaniu z durianem

Spróbowałam dzisiaj chyba najbardziej kontrowersyjnego owocu świata. Tak kontrowersyjnego, że postanowiłam poświęcić mu parę słów tutaj na Podróżowisku. Mowa o durianie. Podobno można go kochać lub nienawidzić – żadnych uczuć pośrednich. Po dzisiejszej degustacji ja chyba jestem gdzieś pośrodku… Według mnie mimo wszystko określając durian można mieć również i nieco mieszane uczucia.

No to zaczynamy. Krótkim słowem wstępu – durian zwany również zybuczkowcem jest wiecznie zielonym drzewem należącym  według różnych systematyk do rodziny ślazowatych lub wełniakowatych. Ten liczący sobie ok. 20 gatunków rodzaj pochodzi z Indonezji. Drzewa osiągają imponujące rozmiary nawet 40m. Niektóre gatunki wydają jadalne owoce, czego przykładem jest durian właściwy. Właśnie ten gatunek jest szeroko uprawiany w Azji południowo – wschodniej i przez mieszkańców tego obszaru wręcz uwielbiany.

Owoc duriana właściwego jest raczej owalny, choć może przybierać nieco nieregularny kształt. Owoce tego drzewa uważa się za największe owoce świata – mogą osiągać rozmiary 40 cm i wagę do 4 kg. Ze względu na swój rozmiar i – podobno – smak, durian uważany jest za króla owoców. Europejczycy chyba nie do końca zgadzają się z tym stwierdzeniem, bo w słyszanych i czytanych relacjach z próbowania tego owocu powtarzały się raczej mało pochlebne opinie. Durian uważany jest również za najniebezpieczniejszy owoc na świecie, ponieważ spadając z drzewa mogą zabić człowieka.
Wielokrotnie słyszałam, że zapach duriana jest bardzo nieprzyjemny, przez co w wielu publicznych miejscach w Azji można znaleźć tabliczki informujące o zakazie wnoszenia tego owocu. Tak więc duriana nie zjecie w komunikacji publicznej czy w hotelu. Nawet niektóre linie lotnicze jasno zabraniają przewozu duriana na swoim pokładzie.

Wewnątrz zielonego, pokrytego licznymi ostrymi kolcami owocu, znajduje się jasno kremowy lub żółty miąższ wykorzystywany do spożycia na surowo, gotowania i smażenia. Z duriana można zrobić nawet lody. Wykorzystywane są również liście – sok z nich obniża gorączkę. Coraz popularniejsze jest także wykorzystanie w meblarstwie durianowego drewna. Służy ono też do produkcji egzotycznych drewnianych podłóg. Ja skupię się jednak tylko na tym kulinarnym aspekcie, a dokładnie – spożyciu na surowo.

Ze względu na kontrowersje związane z durianem, musiałam koniecznie sama przekonać się, czy faktycznie jest on tak straszny, jak to malowało się w licznych nieprzychylnych mu opiniach. Nawet opinie o jego niesamowicie nieprzyjemnym zapachu mnie nie odstraszyły. Próbowałam już kiedyś cuchnących kiszonych norweskich śledzi – czy mogło być coś, co by gorzej śmierdziało? Wątpię.
Bardzo liczyłam, że duriana spróbuję w trakcie pobytu na Sri Lance, ale mimo usilnych prób naszego kierowcy, duriana nie udało się kupić. Na Cejlon trafiliśmy poza durianowym sezonem.Trochę się tym rozczarowałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy duriana znalazłam w Warszawie w trakcie zakupów. Na nadchodzącą wiosnę przydało się uzupełnić nieco szafę więc w tym celu wybrałam się do jednego z popularnych warszawskich, dawno już nieodwiedzanych przeze mnie „centrów handlowych”. Można tam zaopatrzyć się w ubrania, ale warto zajrzeć też do niewielkich sklepików z azjatycką żywnością (pewnie niektórzy już wiedzą o jakim CH piszę ;)). Właśnie w takim sklepiku moją uwagę zwróciło kolczaste „coś” trzymane w odkrytej skrzynce. Szybko zorientowałam się, że tym czymś jest właśnie durian! Spotkałam się tam kiedyś ze świeżymi rambutanami i longanami, ale durian? To dopiero była niespodzianka. Nie sądziłam, że kiedykolwiek spróbuję świeżego duriana nie ruszając się poza granice swojego kraju. Coś mi się jednak nie zgadzało. Miał tak strasznie śmierdzieć, a ja nic nie czułam. Czyżby siadł mi zmysł węchu?

Durian (8)

Fot. Durian w pełnej krasie

Szukaliśmy go bezskutecznie w Azji, a niedługo po powrocie do Polski mieliśmy go pod nosem. Dosłownie. Od razu wzięłam się za jego obwąchanie, ponieważ wbrew wszelkim zapewnieniom, że durian cuchnie i lepiej nie trzymać go w zamkniętych pomieszczeniach, nic mi tam nie śmierdziało. Zapach poczułam dopiero z bardzo bliskiej odległości. Nie miał w sobie nic ze smrodu padliny – to było jedno z wcześniej zasłyszanych określeń na jego aromat. Kilkukrotnie spotkałam się z charakterystyką typu: śmierdzi jakby coś zdechło. Nic z tych rzeczy. Ten durian miał w sobie jakąś trudną do zidentyfikowania słodką nutę. Dość słabą. Po jakimś czasie zapach skojarzył mi się z syropem z cebuli, który nie raz piłam w dzieciństwie jako naturalny specyfik na radzenie sobie z kaszlem. Po głębokim zaczerpnięciu powietrza wyczułam też coś przypominającego spaleniznę. 

Durian (2)

Fot. „Firmowe” opakowanie

Starałam się wybrać jak najbardziej dojrzały owoc – trafiłam na taki, który już powoli zaczynał się samodzielnie otwierać. W miejscach, w których prześwitywał miąższ zapach był nieco bardziej intensywny, ale w dalszym ciągu nie miał w sobie nic ze smrodu. Pierwszy kontakt z durianem wyszedł na plus. Sprzedawca widząc zainteresowanie kolczastym owocem, pomógł wybrać ten jak najbardziej dojrzały. Wyszło na to, że mój wybór był jak najbardziej trafny. Wystarczyło, żeby durian poleżał sobie jeszcze z dzień lub dwa i miał być gotowy do spożycia. Już się nie mogłam doczekać. Wybrany owoc ważył „jedyne” 2,5kg. Maleństwo. Okazało się że ten okaz pochodzi z Tajlandii. Na dołączonej etykiecie widniała również informacja: Durian – quick frozen. Wychodzi na to, że owoc został przed transportem zamrożony. Co prawda w sklepie 4 sztuki nie wydzielały intensywnej woni, ale obawiam się, że zapach kontenera pełnego świeżych durianów zamkniętych w samolocie mógłby zwalić z nóg niejednego odważnego do rozładowania takiego transportu. Poza tym, owoce pewnie nie przetrwałyby tak dalekiej podróży. Już na drugi dzień po kupnie, pośród kolców dało się zauważyć skupiska szybko rozwijającej się pleśni.

Durian (1)

Fot. Etykieta dołączona do owocu (waga bardzo zaniżona)

Durian (3)

Fot. Pękająca skorupa

Durian został zapakowany do auta, a my wróciliśmy na dalsze zakupy. Po powrocie, w samochodzie dobrze czuć było zawartość bagażnika, ale w dalszym ciągu był to nawet dość przyjemny, słodki zapach. W domu zauważyłam, że owoc otworzył się jeszcze bardziej. W planach na niedzielę była więc jego konsumpcja.

Jeśli chodzi o zapach, przeprowadziłam mały test na domownikach. Jedynie moja babcia stwierdziła, że owoc śmierdzi, ale nie określiła dokładnie rodzaju tego smrodu. Wszyscy pozostali na zapach nie narzekali, nawet mój pies przeszedł obok owocu dość obojętnie. Gdzieś wyczytałam, że zapach w znacznej mierze zależy od tego, skąd pochodzi owoc. A może to kwestia odmiany?

Do duriana dobrałam się bardzo szybko. Wystarczyło tylko pociągnąć za otwierające się części skorupy. Trzeba jednak uważać, bo kolczasta gruba skóra wbija się w dłonie. Nie rani, ale pozostawia przez chwilę wgniecenia po grubych kolcach. Po otwarciu z owocu czuć było intensywniejszą słodką woń. W dalszym ciągu brak zapachu zepsutego mięsa. Albo to czynniki wspomniane powyżej, albo trafiłam na nietypowy durian.

Durian (10)

Fot. Durianowe kolce

Durian (5)

Fot. Wnętrze owocu duriana

Widok zawartości owocu nie zachęca do spożycia. Ale jak powiedziało się „A”, trzeba również powiedzieć „B”. Ciekawość zwyciężyła. Wewnątrz skorupy w kilku oddzielonych od siebie komorach znajduje się nerkowaty miąższ (sztuk 5) podzielony na kilka segmentów (w dobrze wykształconych kawałkach segmentów jest sztuk 3). W segmentach znajdują się wielkie brązowe nasiona o nieregularnym kształcie. Zawartość  wnętrza dojrzałego duriana jest miękka o nieco mazistej i bardzo lepkiej konsystencji. Miąższ jest również miejscami odrobinę włóknisty, ale włókna te nie przeszkadzają w spożyciu. Kupiony owoc był bardzo dojrzały, nawet wewnętrzne komory zaczynały się już powoli rozpadać.
Należy uważać, żeby nie pobrudzić ubrania, ponieważ zapach duriana utrzymuje się na nim jeszcze długo po spożyciu. W końcu przyszła pora na degustację. W smaku durian przypomina jak dla mnie posłodzoną smażoną cebulę wymieszaną z dodatkiem mleka. Trudno było mi określić po pierwszych kęsach, czy mi to smakuje, ale koniec końców degustacja zakończyła się sukcesem. Smak na pewno jest ciekawy i niespotykany. Miałam kiedyś okazję spróbować chrupków o smaku duriana i przyznam, że świeży owoc niewiele się od nich różnił. Niestety po spożyciu świeżego owocu cierpiałam na to samo co i po chrupkach. Mimo że oryginalny smak duriana mi nie przeszkadzał, to jednak posmak pozostający w ustach przez długi czas po spożyciu nie był zbyt przyjemny.

Durian (4)

Fot. Nerkowaty miąższ

Durian (6)

Fot. Miąższ duriana – widać segmentowy podział najokazalszego kawałka po prawej stronie

Durian (9)

Fot. Nasiona duriana

Krótko podsumowując posłużę się tutaj jednym z naszych powiedzeń – nie taki diabeł straszny jak go malują. Przygodę z durianem zaliczam do tych ciekawych i pozytywnych, na pewno wartych zapamiętania. Może nawet powtórzenia. Jednak rozumiem, że nie każdemu może ten owoc odpowiadać. Na pewno warto jednak przekonać się o tym samodzielnie, bo może akurat trafimy na całkiem przyjemnie pachnący i smakujący owoc :)

 

Przepisy z podróży: Oryginalna sałatka grecka - horiatiki
Zaduszkowe smakołyki

Powiązane wpisy

13 Comments

  1. Maciej

    Mój ulubiony szczególnie jak się odbije

    Odpowiedz
  2. Bookendorfina Izabela Pycio

    Jeszcze go nie próbowałam, zniechęciły mnie opinie znajomych, właśnie odnośnie jego nieprzyjemnego zapachu, długo utrzymującego się w powietrzu. Ale masz rację, trzeba oswoić te obawy i zaspokoić ciekawość odnośnie smaku, bo w końcu to jest w nim najważniejsze. :)
    Bookendorfina

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Warto próbować nowych rzeczy :) Ale w przypadku duriana trzeba pamiętać o tym, że posmak (szczególnie w trakcie odbijania się…) pozostaje po nim dłuuugi czas… Dobrze mieć coś na zagryzkę ;)

      Odpowiedz
  3. Karolina

    Ciekawe :) nigdy nie słyszałam o tym owocu. Wpisuję na listę do spróbowania ;)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      W razie problemów ze znalezieniem świeżego owocu, można kupić również durianowe cukierki. Smak i efekt jest ten sam ;)

      Odpowiedz
  4. Elżbieta Sasin

    Jak jesz Duriana to on nie śmierci, ale zapach długo po nim sie utrzymuje jak stare zdrowo przechodzone skarpetki :(

    Odpowiedz
  5. Agnieszka

    tez był na mojej liście do spróbowania. Dorwałam go w Tajlandii :)
    i zjedlismy przed hotelem.
    Również moje odczucia lokuja się pośrodku. Budyniowy, mdły zapach, cebulowych skojarzeń nie miałam. Jednakże ten posmak który pozostaje do miłych nie należy.
    Mogłabym to okreslić, że „odbijało mi sie tym zapachem”, okreslić go nie umiem.

    a korzystajac że juz tu jestem, nawiążę do listy zyczeń. Wykreśl rybę fugu.
    Po pierwsze jest zakazana, mozna jej spróbować tylko w nielegalnych restauracjach. Oczywiście jest rzesza Japończyków, która nie odmówi sobie tego przysmaku.
    Po drugie, nigdy nie masz pewności bo tej pewności nie ma nawet sam kucharz czy jest zatruta czy nie. Jest to kwestia filetowania tej ryby i uszkodzenia jakiegoś małego pęcherzyka. Podobno wynaleziono metodę na hodowle tej ryby w wersji bezpiecznej, ale jest to informacja niepotwierdzona.
    Każdy który spozywa ta rybę, bierze udział w rosyjskiej ruletce :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      O proszę… nie wiedziałam nawet, że fugu jest zakazane… W tym wypadku faktycznie lepiej sobie odpuścić i nie próbować ryby z niepewnego źródła. Pozostanę przy sushi :)
      Zapach, smak i konsystencja duriana zależą pewnie od odmiany czy stopnia dojrzałości, ale coś czuję, że ten okropny posmak zawsze jest taki sam. Spróbowałam kiedyś durianowych chrupków i cukierka. Liczyłam, że posmaku po nich nie będzie, ale bardzo się przeliczyłam, bo było tak samo jak po zjedzeniu świeżego owocu. No i nijak nie dało się tego zagryźć przez dłuższy czas ;)

      Odpowiedz
  6. Mamutek

    Muszę się rozejrzeć, może u nas też uda mi się namierzyć ten owoc. Jeśli dobrze zrozumiałam, to jemy go jak się sam otworzy?

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Ja jeszcze nigdy wcześniej nie natknęłam się na tego kolczaka w Polsce, mimo że zawsze rozglądam się za niespotykanymi u nas owocami. Pękająca skorupa i bardziej brązowy kolor świadczą o jego dojrzałości – sprzedawca zachwalał, że właśnie ten okaz będzie najsmaczniejszy. Jednak w kilku fotorelacjach widziałam, że niektórzy próbowali owoców, które na pewno nie były tak dojrzałe jak ten kupiony w Warszawie (były zielone, przegrody w środku miały białą barwę a miąższ wyglądał na dużo bardziej zwarty). Ciekawe jak bardzo różni się smak duriana w zależności od jego stopnia dojrzałości? Może kiedyś uda mi się to porównać :)

      Odpowiedz
  7. Elżbieta Sasin

    Pierwszy kęs nie napawa optymizmem, ale nie taki diabeł straszny jak go malują :) Wygląd maślany, a smak??? hmmmm… cebula, trochę karmelu, lekki budyń i trochę zjełczałego masełka :)

    Odpowiedz
  8. Elżbieta S.

    To prawda, że nie taki diabeł straszny jak go malują :)
    Dla mnie ten owoc ma taki budyniowo – cebulowo – maślano – mleczno smak :) Da się go zjeść bez żadnych sensacji , tylko , że długo pozostawia po sobie zapach na palcach czy na ubraniu , coś tak jakby zjełczałe masło

    Odpowiedz
  9. Izabela Gąsiorowska

    o z chęcią poczytam:)

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close