Oman: W drodze na południe – skalny ogród w Duqm

Planując wyjazd do Omanu miałam spory dylemat – skupić się tylko na części kraju obejmującej okolice Maskatu, czy też jechać do oddalonej o 1000 km Salali, gdzie po drodze prawie nic nie ma? W końcu po wielu dniach rozważania za i przeciw padło na to, że Salalę odwiedzimy. Zanim jednak dotarliśmy na południe, zahaczyliśmy między innymi o skalny ogród w Duqm oraz różową lagunę, w której miały ponoć występować flamingi. 

Dzień 7, 26.01.2019

Jako że nie planowaliśmy zbyt wielu noclegów na dziko, nie zabraliśmy żadnych mat, dzięki którym spanie w aucie byłoby chociaż trochę wygodniejsze. I to był kiepski pomysł, bo po nocy spędzonej w bagażniku naszej Toyoty jesteśmy jak połamani. A mamy w domu takie fajne maty samopompujące… Idealnie pozwoliły nam całkiem miło spędzić noce w aucie na Islandii. Tym razem jednak chcąc przyoszczędzić miejsca, nawet chwilę nie rozważałam ich zabrania. Błąd, ale trudno się mówi. W końcu tylko dwie noce tak spędziliśmy. I obie były wyjątkowo krótkie.

Budzimy się o wschodzie słońca. Dopiero teraz widzimy, co jest wokoło nas. A raczej… czego nie ma. Jesteśmy na środku totalnie płaskiego pustkowia pozbawionego czegokolwiek. Tylko przy naszym aucie ostał się jakiś krzaczek z mnóstwem kolców. Jedyny sposób na przetrwanie w takich warunkach – bez tych cierni zapewne stałby się bardzo łatwym kąskiem dla ewentualnych stworzeń zamieszkujących tę okolicę. Gdzie okiem nie sięgnąć – beżowy żwir.

Początkowo planowaliśmy zajrzeć do rezerwatu oryksów, ale ze względu na długą drogę przed nami i to, że nie umówiliśmy się z nikim odpowiedzialnym za to miejsce, rezygnujemy tym razem z tego pomysłu. Szkoda ogromnie, ale zjazd z trasy i powrót sporo by nam zajęły. A jednak mimo wszystko najbardziej zależy nam na dotarciu do Salali.

Skalny ogród w Duqm

Jest 8:30, a termometr już pokazuje 21 stopni. Cudownie! Dojeżdżamy do Duqm. Ma się w nim mieścić ogród skalny składający się z rozmaitych kamiennych kształtów utworzonych przez naturę. Dojechanie do tego miejsca wcale proste nie jest. Nawigacja głupieje, oznaczeń brak – jest tylko tablica Rock Garden District. Zjeżdżamy z drogi sułtana Sa’ida ibn Tajmura (ojca obecnego sułtana Kabusa) i szukamy wjazdu. Trafiamy na… plac budowy innej trasy. Zatrzymuje nas jakiś mężczyzna pytający po arabsku, dokąd zmierzamy. Na odpowiedź, że do Rock Garden, słabym angielskim wspomaganym gestami pokazuje gdzie i jak mamy skręcać. Najpierw prosto, później w prawo, a później w lewo. Trzeba przyznać, że przydają się jego podpowiedzi – sami na przejazd tędy raczej byśmy się nie zdecydowali. W końcu trafiamy pod ogrodzenie kamiennego ogrodu. Tylko jak do niego wjechać? Płot ciągnie się i ciągnie, wreszcie za jakąś bodajże elektrownią (?) zauważamy dziurę i zwiniętą siatkę. Samochód pomiędzy słupkami ogrodzenia powinien się zmieścić.

Kręcimy się po tym miejscu, ale trudno powiedzieć, żeby zrobiło na nas wrażenie. Ot mnóstwo głazów o różnych kształtach rozrzuconych na całkiem sporym terenie. Może jakby wysiąść i pochodzić, znalazłoby się coś ciekawego, ale ze względu na zdziczałe psy, których jest niedaleko kilka, wolimy pozostać w samochodzie. Ogółem psy w islamie nie są traktowane zbyt przyjaźnie, więc porzucone zwierzęta raczej nie darzą sympatią człowieka. Zresztą możemy się o tym przekonać, gdy wyjeżdżamy z Rock Garden – zwierzęta gonią za nami wściekle ujadając. Raczej przyjaznych zamiarów wobec nas nie mają.

Klify i (nieodnaleziony) wrak statku

Kręcimy się jeszcze chwilę po prężnie rozwijającym się, jednak wciąż niewielkim Duqm, ale czas jechać dalej. Kierujemy się w stronę wybrzeża, w okolice Ras al Dthila. Niedaleko tego miejsca znajduje się porzucony przy brzegu wrak statku zwany ze względu na swój wygląd Shark Ship. Niestety nie udaje mi się ustalić co to za statek, ani też kiedy i w jakich okolicznościach został tu porzucony. Znajduje się mniej więcej w tym miejscu:

Bezpośrednie dotarcie do niego proste nie jest. Niby z drogi wytyczone są tu jakieś szlaki, ale ani mapa Google ani też Maps.ME na tę chwilę nie radzi sobie z nimi. Większość kończy się na prowizorycznych namiotach pasterzy kóz i owiec, a przejechanie prosto przed siebie na przełaj nie jest możliwe nawet z napędem 4×4 ze względu na liczne skały i ostre kamienie. Niby moglibyśmy podjechać do położonej niedaleko miejscowości i tam spróbować przejechać plażą, ale koniec końców odpuszczamy. Będzie to czasochłonne, a jako że nie mamy doświadczenia w jeździe po takim terenie – możemy utknąć pośród piasków i nie będzie miał nas kto wyciągnąć w razie co. Jednak dojazd w te okolice nie poszedł tak zupełnie na marne – oczy możemy nacieszyć pięknymi widokami poszarpanych klifów opadających w stronę wąskiej plaży, o którą rozbijają się fale szmaragdowego przy brzegu morza. Jest pięknie

Różowa laguna

Robi się coraz później, a przed nami wciąż bardzo długa droga, jednak zjeżdżamy z trasy jeszcze w jednym miejscu. Kusi mnie różowa laguna zawdzięczająca swą barwę skorupiakom występującym w bardzo słonej wodzie. Można ponoć zobaczyć w niej flamingi – to przesądza o decyzji dodania kolejnego celu pośredniego. Przy lagunie jest parking, ale cała okolica jest całkowicie pusta. Ani żywego ducha na drodze, zaczynam się nawet zastanawiać, kiedy ostatnio widzieliśmy jakiś samochód. Parkujemy i już z tego miejsca widzę, że… nie było warto się tu fatygować. Laguna jest wyschnięta, tylko zabarwiony na różowo piach świadczy o jej wielkości w czasie, gdy znajduje się tu woda. Widzę jakieś dwa niewielkie ptaki brodzące – na tych swoich długich i cieniutkich nogach wyglądają jak na szczudłach. Ale o flamingach mogę zapomnieć.

Skoro już tu jesteśmy, idziemy dalej na plażę. Jest bardzo zaśmiecona, jednak większość z leżących tu odpadów stanowią wodorosty i całe mnóstwo fragmentów szkieletu mątwy – kojarzysz może owalne wapna dostępne w sklepach zoologicznych dla papużek? To sepia, czyli właśnie fragment ciała mątwy. Wiele osób znajdując sepię wyrzuconą na plażę myśli, że to muszla, jednak ze skorupiakami nie ma to nic wspólnego. Poza glonami i sepią znajdujemy tu też sporo fragmentów gąbek.

W drodze do Salali

Pora ruszać w trasę. Mamy do przejechania ponad 450 kilometrów, ale dzięki różnorodności krajobrazu droga wcale się nie dłuży – wręcz przeciwnie, kolejne kilometry mijają w tempie ekspresowym. Po raz pierwszy z bliska widzimy pola naftowe, a widokom coraz częściej towarzyszą wielbłądy. Widzieliśmy już kilkanaście tych stworzeń od początku wyjazdu, ale całe ich zatrzęsienia dopiero są przed nami – im bliżej Salali jesteśmy, tym więcej wielbłądów po trasie możemy obserwować. Czasem trafiają się też nieco zdziczałe osły. W pewnym momencie trafiamy w okolicę, w której gdzie okiem nie sięgnąć widzimy plantacje palm daktylowych – duże i mniejsze palemki rosną sobie spokojnie za ogrodzeniami (to okolice lotniska Marmul, droga 39).

W końcu tuż przed zachodem słońca docieramy w miejsce, które łudząco przypomina nam północ Islandii. A może to tylko fatamorgana? Może ze zmęczenia mam już za kierownicą jakieś zwidy? Nie… dobrze mi się wydaje. Okolica wygląda dokładnie jak to miejsce, w którym w trakcie burzy piaskowej przednią szybę uszkodził nam kamień. Kropka w kropkę. Tylko piaskowych wirów brakuje. I oby brakowało ich do końca wyjazdu…

Do Salali docieramy grubo po zmroku. Zjeżdżamy z góry, której końca nie widać. Kolejne i kolejne serpentyny, fotoradary co 2-3 kilometry. Błysk! Właśnie komuś jeden z nich zrobił pamiątkowe zdjęcie. Oman fotoradarami i progami zwalniającymi stoi, a tutaj o mandat nietrudno – przy ograniczeniu do 80 km/godz. i zjeździe z górki na dwupasmówce łatwo się zapomnieć. Wjeżdżamy do Salali i otwieramy szeroko oczy ze zdziwienia. Główne ulice są zadbane jak mało gdzie, do tego obsadzono je gigantyczną ilością palm kokosowych. Do tej pory towarzyszyły nam daktylowce, a tu? Czuję się trochę jak na Sri Lance patrząc na tę liczbę kokosów!

Bezinteresowna pomoc

Bez najmniejszego problemu nawigacja doprowadza nas pod nasz apartamentowiec. Mimo że jesteśmy w czasie, gdy recepcja jest czynna, nie ma na dole nikogo. No to klops… Niby wywieszona jest kartka z numerem telefonu do właściciela, ale wykupując kartę SIM na lotnisku nie wzięliśmy pod uwagę, że trochę minut też by się przydało do wydzwonienia – skupiliśmy się jedynie na Internecie. I to był kolejny błąd. Już przeliczam, ile będzie nas kosztować połączenie w roamingu, gdy pojawia się przy schodach jakiś Omańczyk. Widząc nas od razu pyta, czy nie potrzebujemy pomocy. Szybko orientuje się, że w pokoju obok nie ma nikogo, a my chcielibyśmy się zameldować. Niewiele myśląc wyciąga telefon i dzwoni do właściciela. Ten po kilku minutach jest na miejscu. Dziękujemy po raz kolejny zaskoczeni nieoczekiwaną pomocą i troską. Omańczycy są niesamowici!

Nasze 90 m2!

Szybko dopełniamy formalności i idziemy obejrzeć nasze 90 metrowe mieszkanie. Za trzy pokoje, kuchnię i dwie łazienki płacimy 25 OMR za trzy noce – to raptem ok. 40 zł za noc za osobę. W takich warunkach!!! Wierzyć mi się nie chce w to, co widzę. Czekam, aż gdzieś wylezie jakiś robal albo jak zaczniemy słyszeć przez zbyt cienkie ściany hałasujących sąsiadów, ale nic takiego się nie zdarza. Jest czysto, robaczywego towarzystwa brak, a i ściany są na tyle grube, że z żadnej strony nikogo nie usłyszymy. Mamy do dyspozycji pełne wyposażenie – łóżka, kanapy, telewizor, garnki, a nawet pralkę. Jedyne co, to o wschodzie słońca wyrwie nas ze snu imam wzywający do modlitwy w znajdującym się tuż obok meczecie. Ale to akurat bardzo niewielka niedogodność.


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! Będzie mi również niezmiernie miło, jeśli zostaniesz tu ze mną na dłużej i pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Komentarze do: “Oman: W drodze na południe – skalny ogród w Duqm”

  1. Avatar Anka

    Szkoda, że nie udało się Wam odnaleźć tego wraku – jestem ciekawa, jak wygląda.

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Może następnym razem się uda! Jeśli chciałabyś zobaczyć jak wygląda, wrzuć w Google zapytanie “Shark ship Oman” – dużo zdjęć nie będzie, ale dadzą pogląd na wrak :)

Skomentuj