Malta: Wędrówka po Gozo


Co ma wspólnego Rio de Janeiro, Świebodzin i Gozo? Pomnik Chrystusa! Jednak na Gozo nie jest to główna atrakcja. Na tę niewielką wyspę warto wybrać się chociażby ze względu na malownicze krajobrazy, które moim zdaniem są dużo lepsze niż te na głównej wyspie Malty.

Dzień 3, 9.10.2015, część 1/2

Kolejny dzień znów zaczął się pięknie. Zastanawiałam się, gdzie podziały się te zapowiadane tak całotygodniowe burze? Udaliśmy się na poszukiwanie sklepu – jedyne markety znajdowały się w centrum Marsalforn, czyli jakieś 15min. drogi od naszego apartamentu. Liczyłam na to, że w 10 kilometrową wędrówkę jaka czekała nas tego dnia, udamy się z samego rana, ale standardowo nic z tego nie wyszło. Spacerek do sklepu i ogarnięcie się ze śniadaniem zajęły nam sporo czasu – w drogę ruszyliśmy dopiero 10:30. Słońce było już wysoko i robiło się gorąco, ale na szczęście wiał silny wiatr, dzięki któremu dawało radę wytrzymać wysoką temperaturę. Jak się później okazało, wiatr ten towarzyszył nam przez cały dzień, więc Gozo zaczęłam nazywać wyspą wiatru.

Malta dzień 3 cz.1 002

Na Gozo jest kilka bardzo interesujących szlaków, które można bez większych problemów – nawet bez specjalnej kondycji – pokonać na piechotę. Mapkę z zaznaczonymi trasami dostaliśmy od naszego gospodarza, ale i tak w końcu nieco zmodyfikowaliśmy szlak korzystając z GPSa w telefonie. Nasza trasa wiodła przez kilka ciekawych punktów widokowych na północy wyspy, po czym odeszliśmy od brzegu i przez Gharb ruszyliśmy do San Lawrenz.

Saliny na północy

Turyści przypływający na Gozo udają się najczęściej do dwóch miejsc – stolicy wyspy oraz najsłynniejszej atrakcji – Azure Window, czyli wyjątkowej formacji skalnej wystającej z morza w okolicy miejscowości San Lawrenz. Jednak Gozo to nie tylko te dwa miejsca. Wyspa słynie również z malowniczo położonych salin, w których poprzez odparowywanie wody morskiej w okresie od maja do września pozyskuje się sól sprzedawaną następnie na całej Malcie w sklepikach z pamiątkami. Saliny zajmują bardzo duży fragment wybrzeża.

Na etapie planowania zdecydowaliśmy się na zobaczenie tych salin na własne oczy, szczególnie, że mieliśmy do nich naprawdę bardzo blisko z naszego noclegu w Marsalforn. Było to pierwsze miejsce, które widzieliśmy w trakcie naszej pieszej wędrówki. Przy salinach ustawione są znaki, by ich nie zanieczyszczać i ogółem nie spacerować po nich. Można tam było zakupić pozyskiwaną w tym miejscu sól za kilka euro. Może żebyśmy wracali do pokoju, to i skusilibyśmy się na sól z Gozo, ale to był dopiero początek naszej trasy, więc odpuściliśmy.

Malta dzień 3 cz.1 001

Saliny na północy wyspy to chyba również miejsce, w którym zorganizować można firmowe spotkanie. W trakcie spaceru zauważyliśmy biało nakryty stolik z mnóstwem kieliszków i dwójkę elegancko ubranych kelnerów. Oczami wyobraźni widziałam już zjeżdżających się tam powoli biznesmenów w garniturach, pod krawatem, następnie powoli przechadzających się wśród tych niewielkich zbiorniczków z kieliszkami w dłoniach. Połączenie tych dwóch światów – salin i mojej wizji – zapowiadało się zupełnie nienaturalnie, ale nie mieliśmy okazji sprawdzenia, co się wydarzy.  Nie chciało się nam tyle czekać.

Malta dzień 3 cz.1 005

Wied il-Ghasri

Kawałek dalej dotarliśmy do kolejnego miejsca, które bardzo chciałam zobaczyć. Był to Wied Il-Ghasri – niewielka zatoczka pomiędzy stromymi ścianami skał. Zatoczka wyglądająca jak fiord w miniaturze. Dno kanionu wypełnione było idealnie okrągłymi otoczakami, po których szło się do lodowatej wody. Chętnych na kąpiel jednak nie brakowało. Zamoczyłam jedynie nogi, musiałabym być chyba morsem żeby odważyć się na wejście do tej zimnej wody w całości. Gdy robiłam zdjęcia, zaczepiła nas Polka siedząca na skale tuż nade mną. Po krótkiej rozmowie – dziewczyna pytała nas między innymi o to, skąd wiemy o tym miejscu i gdzie dalej idziemy – wdrapaliśmy się z powrotem na górę. Usłyszałam jeszcze, że kolejne miejsce, przy którym chcemy się zatrzymać, jest niesamowite i że na pewno nie będziemy żałować wędrówki.

Czekał nas dalszy spacer do kolejnej atrakcji – Wied Il-Mielah. Przypadkiem trafiłam na informacje o tym miejscu bo jego nazwa rzuciła mi się w oczy na mapie Google. Później wyszukałam w grafice zdjęcia i już wiedziałam, że choćby miało lać, wiać i być zimno, dojdziemy tam za wszelką cenę.

Malta dzień 3 cz.1 010

Jednak od Wied Il-Ghasri trzeba było przejść kawał drogi zupełnym pustkowiem położonym tuż przy krawędzi ogromnych klifów opadających pionowo do morza. Widoki były cudne. W stromych klifach woda wydrążyła ogromne groty, w których złowieszczo rozbijały się kolejne i kolejne fale. Poza nami i licznymi jaszczurkami o śmiesznych łapkach wyposażonych w dziwacznie długie palce, nie było tam praktycznie nikogo.

Malta dzień 3 cz.1 017

Raz tylko minęła nas kolumna kilku terenówek, która wiozła jakąś grupkę turystów z miejsca do miejsca. Po ekipie widać było, że lubią iść na łatwiznę, a na nas patrzyli jakby spotkali UFO. Z drugiej strony trochę się im nie dziwię – krajobraz jak na pustyni, piaszczysta droga zakręcająca wśród wysychającej roślinności i żadnych zabudować w pobliżu. No dobra, przesadzam. Z drogi widać było cały czas latarnię morską, której widok towarzyszył nam prawie od samego początku wędrówki.

Malta dzień 3 cz.1 018

W jednym miejscu widzieliśmy jeszcze wędkarza, który z kilkudziesięciometrowego klifu łowił ryby oraz myśliwego ze psami polującego na króliki. Mężczyzna ze sforą psów myśliwskich, które przywiózł zapewne w drucianych klatkach (widzieliśmy wcześniej w Marsalforn kilka takich „transportów”) na tle klifów wyglądał tak niesamowicie, że postanowiłam zrobić mu zdjęcie. Jednak w momencie, gdy przymierzałam się do dobrego ujęcia, myśliwy odwrócił się i moja wizja się rozpłynęła… Pomachałam mu tylko i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Później słyszeliśmy kilka wystrzałów, więc prawdopodobnie jakiś biedny futrzak stracił życie…

Wied il-Mielah

Dotarliśmy w końcu pod Wied il-Mielah. Grupka z terenówek zbierała się właśnie do odjazdu więc znów byliśmy tam prawie sami. Prawie, bo niestety widok psuła grupa wspinaczkowa, która akurat zdobywała to miejsce. A co to jest ten Wied Il-Mielah? To kolejne okno skalne na Gozo (tym pierwszym, najbardziej znanym jest wspomniane wcześniej Azure Window). Raczej niewiele osób wie o tej atrakcji, a szkoda bo zdecydowanie warto się tam wybrać. Szczególnie że dużą zaletą tego miejsca jest niewielka ilość ludzi :) Skalne okno można podziwiać z góry klifu lub zejść niżej po wytyczonej ścieżce. Lepiej jednak nie ufać zbytnio barierce – za solidnie to ona nie wyglądała. Akurat gdy schodziliśmy w dół grupka wspinaczkowa zebrała sprzęt i odjechała w sobie znanym kierunku. Całe miejsce mieliśmy tylko dla siebie.

Malta dzień 3 cz.1 016

Gharb

Czekał nas najgorszy i najbardziej upalny odcinek drogi prowadzący w kierunku lazurowego okna. Czemu najgorszy? Kierowaliśmy się wgłąb lądu, więc silny, przyjemnie orzeźwiający wiatr pomiędzy skałami a następnie zabudowaniami Gharb osłabł i bardziej odczuwaliśmy spiekotę. Najgorsze były odcinki prowadzące po asfalcie stromo w górę. Łydki i kolana zaczęły wtedy protestować. To jednak nic w porównaniu do tego, że powoli kończyły się nam zapasy wody. Z jednej strony niby dobrze, bo było lżej, ale przy tym żarze z nieba trzeba było coś pić. A w Gharb nie minęliśmy żadnego sklepu… Miasto wyglądało jak wymarłe. Pozamykane domy, żadnych sklepów, na ulicy spotkaliśmy tylko jednego człowieka.

Malta dzień 3 cz.1 019

Tak wędrując w ślimaczym tempie dotarliśmy do jakiegoś wielkiego kościoła. Jak już wspominałam przy okazji któregoś wpisu, na Malcie jest mnóstwo widocznych z daleka świątyń. Nie inaczej było na Gozo. Po cichu liczyłam, że kościół będzie otwarty i przysiądziemy na chwilę w ciszy i w cieniu, ale niestety drzwi były zamknięte na cztery spusty więc poczłapaliśmy dalej. Na szczęście było już albo równo albo z górki.

Malta dzień 3 cz.1 020

San Lawrenz

I tak dotarliśmy do kolejnej miejscowości – San Lawrenz. I tam znów trafiliśmy na kościół, tyle że tym razem otwarty. Miło było usiąść sobie na chwilę wewnątrz chłodnych murów. Jednak jak tylko zdążyliśmy usiąść, zaraz podeszła do nas jedna z pań sprzątających świątynię i podała mi jedną z wielu żółtych chust znajdujących się przy wejściu. Miały one służyć do zasłonięcia ramion. Zupełnie zapomniałam, że w trakcie wędrówki podwinęłam rękawki, aby mi się przypadkiem nie opaliły (zawsze po takich wyjazdach przypominam zebrę – mam na ciele ślady różnej długości rękawków, zegarka, sandałów, spodni i spódnic – jakoś nigdy nie mogę wrócić w równomiernym kolorze).

Zaraz je odwinęłam i zapytałam, czy tak może być. Kobieta stwierdziła z uśmiechem, że oczywiście i wróciła do swoich obowiązków zupełnie nie zwracając na nas więcej uwagi.

Długo nie posiedzieliśmy, bo czekała na nas w końcu główna atrakcja Gozo. Chwila odpoczynku w chłodzie wystarczyła na szybką regenerację. Wyszliśmy z San Lawrenz i udaliśmy się dalej odnalezioną wcześniej na mapie piaszczystą drogą. Niby mogliśmy iść główną ulicą, ale po pierwsze – miło spacerowało się z dala od samochodów, a po drugie tak było krócej. I co najważniejsze duuużo ciekawiej. Jedynie martwy szczur leżący na środku drogi trochę zburzył tę sielankę (z wyjątkiem szczurów udomowionych, nie znoszę tych gryzoni). Dzięki temu znalezisku mogłam doliczyć kolejny gatunek do fauny na tej wyspie – mają tam króliki, wróble, żołny, jaszczurki i szczury… No i niestety karaluchy, ale o tym innym razem.

Przy okazji mogliśmy zobaczyć miejsce, z którego mieszkańcy czerpią budulec na domy, sklepy, kościoły i wiele innych. Taki dość spory kamieniołom. W skale widać było ślady po wyciętych „cegłach”.

Malta dzień 3 cz.1 023

Nasza początkowo szeroka droga zaczęła się drastycznie zwężać, aż w końcu ledwo mogliśmy odróżnić wyciętą w skale trasę od otoczenia. Szlak może i nie powstał dawno, ale poddawany różnym czynnikom – wiatrom, opadom, słonej bryzie – powoli się już zacierał. Nie raz przystawaliśmy, żeby spróbować odnaleźć dróżkę. Poza równym i prostym wycięciem oraz nielicznymi schodkami w niektórych trudniejszych miejscach, nie było tam żadnych innych oznaczeń. Doceniałam w tamtym momencie moje turystyczne sandały.

W końcu widzieliśmy już parkingi pod Azure Window. Gdy podeszliśmy do krawędzi, żeby rzucić okiem na Inland Sea – zatoczkę powstałą powstałą dzięki falom przedostającym się w przerwie między skałami pod nami – wiatr tak silnie zawiał, że ledwo mogłam utrzymać się na nogach. Silnie odpychał nas od krawędzi. Jeżeli jednak wiałoby od morza, to takie zbliżanie się do brzegu skały mogłoby skończyć się niewesoło – trzeba byłoby mieć naprawdę dużo szczęścia żeby przeżyć upadek z takiej wysokości. Lepiej wziąć pod uwagę kierunek wiatru.

Widok był niecodzienny nie tylko dla nas. Gdy ludzie na dole zorientowali się, że jakaś dwójka wariatów łazi sobie wysoko nad nimi, zaczęli nam robić zdjęcia…

Malta dzień 3 cz.1 027

Od razu po zejściu uzupełniliśmy zapasy wody (jest kilka budek z jedzeniem i piciem oraz darmowe toalety) i zeszliśmy w stronę Azure Window. Ale o tym w dalszej części :)

CDN.

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Malta: Azure Window - skalny łuk, którego już nie ma...
Malta: Trzy zatoki

Powiązane wpisy

Booking.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close