Turcja: Jak spożytkować przesiadkę w Stambule?

Ta podróż miała odbyć się wcześniej o tydzień, jednak zupełnie nie spodziewałam się, że trzeba będzie ją przełożyć. Dzień przed pierwotnym planowanym terminem wyjazdu zmarła moja babcia… Jej stan pogarszał się od jakiegoś czasu – z jednej strony mogliśmy się na to przygotować, ale z drugiej… Czy na coś takiego da się nastawić? Nie. Zdecydowanie nie. W tej sytuacji oczywiste było, że z wyjazdu 13.01.2019 rezygnujemy, jednak w związku z tym, że i babci bardzo zależało, żebyśmy polecieli, postanowiliśmy podróży nie odwoływać, a jedynie ją przełożyć. Udało się i już tydzień później siedzieliśmy w samolocie. Na początek czekała nas dłuższa przesiadka w Stambule.  

Dzień 1 i 2, 20-21.01.2019

Po ciężkim tygodniu (w sumie to nie tylko ten jeden tydzień był ciężki, ale to akurat był najgorszy okres z ostatnich miesięcy), docieramy na lotnisku w Stambule. Lot nie jest długi, procedura wizowa przebiega bez problemu, ale po ostatnich doświadczeniach jesteśmy wykończeni. Jest grubo po 23:00, marzymy tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku i po prostu pójść spać. Z tego też względu zamówiliśmy wcześniej transfer lotniskowy z hotelu. Przepłacamy za niego naprawdę sporo (kosztuje 25 EUR), ale w tej chwili to liczy się najmniej. Metro już nie funkcjonuje, a naprawdę nie mamy ochoty kombinować z dojazdem i jeszcze dojściem pod właściwy adres po nocy.

Szalony rajd po nocy

W punkcie spotkań czeka na nas karteczka z nazwiskiem męża. Po kilku minutach zostajemy zaprowadzeni jak owieczki przez pasterza do naszej limuzyny. To się nazywa luksus! Skórzana tapicerka, klimatyzacja, pełno miejsca. Full wypas. Tylko ten smród papierosowy trochę nozdrza drażni, ale nic to – po ponad 30 minutach szaleńczej jazdy ulicami Stambułu dowiezieni zostajemy pod hotel. Szaleńczej i to bardzo, momentami mamy wrażenie, że chyba jednak w całości nie dojedziemy… Wita nas miła obsługa, która szybko prowadzi nas do pokoju. Ufff… już obawiałam się, że będzie problem – rezerwację bezzwrotną mieliśmy na poprzedni tydzień, to była tylko ich dobra wola, żeby przełożyć nam termin. Wychodzimy jeszcze na chwilę na dach, z którego roztacza się widok na miasto. Głównie widać stąd teraz pięknie oświetlony meczet Sokollu Mehmet Pasha.

Z rana czeka nas śniadanie i pora ruszać w miasto. Nie mamy zbyt wiele czasu, ale zawsze to coś, żeby chociaż trochę poznać kolejne miejsce. W Stambule miałam okazję być już dwukrotnie, ale ani razu nie udało mi się zobaczyć czegoś więcej. Dla męża to pierwszy raz w Turcji, więc tym bardziej trzeba wykorzystać ten czas.

Meczet Sokollu Mehmet Pasha

Dzień zaczynamy od wizyty we wspomnianym już meczecie Sokollu Mehmet Pasha (1571-72). Sokollu Mehmet Pasha, znany również jako Mehmed Paša Sokolović, urodził się w Sokolović w Bośni. Uznany został za wybitne zdolności, uczciwość i zaangażowanie w służbę publiczną, zdobył kilka ważnych stanowisk w administracji osmańskiej (szambelan imperialny, główny skarbnik, gubernator, admirał marynarki wojennej i dowódca armii). Wsławił się na tyle, że postanowiono poświęcić jego imieniu meczet. Więcej o tym miejscu możesz przeczytać tutaj.

Budowla ta leży w sumie najbliżej naszego hotelu – widzieliśmy ją wieczorem i wtedy też postanowiliśmy do niej zajrzeć. Wnętrza niestety nie można fotografować. W środku meczet jak meczet: pusta przestrzeń dla modlących się, miejsce wyznaczające kierunek modlitwy, dywany, niebieskie wzory na płytkach i arabskie napisy na ścianach. Najbardziej interesująco wygląda z zewnątrz. W ogóle tureckie meczety – szczególnie te w Stambule – mają moim zdaniem jakiś taki urok, charakterystyczny styl. Wszystkie wyglądają pięknie, nieważne czy mają kilkaset czy kilkanaście lat.

Planu konkretnego nie mamy, ale jedno jest pewne – nie możemy odpuścić wizyty w słynnym Błękitnym Meczecie, a dokładniej Meczecie Sułtana Ahmeda. To nasz kolejny cel. Nie da się go pomylić z żadnym innym. Potęga, ogrom, liczne kopuły i sześć strzelistych minaretów… Już z daleka robi wrażenie. W sumie właśnie z odległości prezentuje się najlepiej. Przed wejściem zaczepia nas mężczyzna oferujący rejsy po Bosforze – żebyśmy tylko mieli więcej czasu… Zastanowimy się nad tym w drodze powrotnej – w końcu wtedy też będziemy mieć kilka godzin na to miasto.

Zanim jednak trafimy do wejścia na teren otaczający meczet, na placu nieopodal – Hipodromie Konstantynopola – trafiamy na trzy historyczne ciekawostki.

Obeliski i Wężowa Kolumna

Na Hipodromie Konstantynopola widzimy obeliski i odlaną w 479 r. p.n.e.  z brązu wysoką na 5 m kolumnę – to Kolumna Wężowa przywieziona ze świątyni Apollina w Delfach przez Konstantyna Wielkiego w 324 roku. Symbolizować miała zwycięstwo pod Platejami odniesione nad Persami przez greckie polis. Na początku kolumna ta miała 8 metrów wysokości i tworzyły ją trzy splecione ze sobą węże, które na głowach trzymały złotą urnę, jednak waza ta zaginęła jeszcze zanim konstrukcja przeniesiona została do Konstantynopola. Głów węży niestety też na miejscu nie zobaczymy, ponieważ zniszczone zostały w XVII w., w czasach Imperium Osmańskiego. Ich pozostałości zobaczyć można w Muzeum Archeologicznym w Stambule (niestety tym razem nie będzie nam dane tam zajrzeć) oraz w Muzeum Brytyjskim w Londynie.

Wspomniane obeliski to Obelisk Konstantyna oraz Obelisk Egipski zwany też Obeliskiem Teodozjusza. Ten pierwszy powstał z kamiennych bloków w IV w. Prawdopodobnie w X w. był ozdobiony złoconymi płytami z brązu, jednak zostały one rozkradzione i przetopione przez uczestników krucjaty z 1204 roku. Drugi obelisk – Obelisk Egipski – dużo bardziej zwraca uwagę swoimi zdobieniami. Pochodzi z Karnaku w Egipcie, ze świątyni boga Amona. Do Konstantynopola trafił za sprawą bizantyjskiego cesarza Teodozjusza I w 390 roku. To najstarsze dzieło sztuki, jakie znaleźć można w Stambule – mogło powstać w XV w. p.n.e.!

Obelisk powstał na zlecenie faraona Totmesa III po jego zwycięstwie w Mezopotamii. Miał 32,5 metra długości, jednak w transporcie uległ znacznym uszkodzeniom, przez co ocalało jedynie 20 metrów tego różowego granitu asuańskiego. Hieroglify na bokach dokumentują zwycięstwo faraona. Pod obeliskiem umiejscowiony został rzeźbiony w codziennie sceny życia z Hipodromu marmurowy cokół wykonany w 389 roku.  Niby to tylko kilka kolumn, ale robią wrażenie!

Błękitny Meczet (Meczet Sułtana Ahmeda)

Znalezienie wejścia nie nastręcza problemów. Przed bramą ustawiona została tablica informująca o właściwym zachowaniu i ubiorze. Kobiety muszą mieć zakryte ciało, włączając w to ręce, nogi i włosy. Mężczyźni powinni być w długich spodniach – niedopuszczalne są szorty, mini-spódniczki, krótkie rękawki. Zakrywam włosy i po zdjęciu butów, które wkłada się do torebki foliowej i zabiera ze sobą, wchodzimy do środka. A tam? Remont! No kurczę… Nie mamy szczęścia. Znaczna część wnętrza przykryta jest rusztowaniami i osłonami. Na części z nich narysowane są imitacje tego, co można byłoby zobaczyć, ale nie jest to zbyt satysfakcjonujące.

Trzeci raz jestem w Stambule, wreszcie udało mi się tu dotrzeć i co? Trzeba będzie wrócić raz jeszcze. Super miękki dywan delikatnie ugina się pod każdym kolejnym krokiem. Z poprzednich wizyt w meczetach pamiętam ten zapach… Czuć spocone stopy. To sprawia, że w środku długo nie zabawiamy. Skoro i tak większości detali Błękitnego Meczetu nie widać, a znaczna część wydzielona jest tylko dla muzułmanów, pora zbierać się dalej.

Spod Błękitnego Meczetu dosłownie rzut kamieniem mamy do Hagia Sophia – dawnej świątyni, która przekształcona została niegdyś w meczet, a obecnie jest muzeum. Niestety w poniedziałki jest zamknięta, także z tego względu kierujemy się od razu do pałacu Topkapi.

Nawet nie wiemy, że jest to tak ogromny teren pełen ciekawostek i perełek architektury. Zanim jednak zaczniemy zwiedzanie tego miejsca, przechodzimy przez Bramę Imperialną i czeka nas kontrola bezpieczeństwa. Przechodzimy przez bramkę do wykrywania metali, plecaki natomiast przejeżdżają przez skaner, zupełnie jak na lotnisku. Nie wiem, na ile skuteczne byłoby to postępowanie w razie co, ale zawsze daje to nieco większe poczucie bezpieczeństwa.

Pałac Topkapi

Pałac Topkapi przez ponad 380 lat (od 1453 roku) stanowił rezydencję sułtanów. Ostatnim bytującym w pałacu sułtanem był Mahmud II (do 1839 roku).  Kolejny władca – sułtan Abdulmecid I – przeniósł siedzibę sułtanów do pałacu Dolmabahce.

Ambitnie chcieliśmy zajrzeć dzisiaj jeszcze na Wielki Bazar, ale Topkapi pochłania nas całkowicie. Kręcimy się pośród poszczególnych dziedzińców i budynków starając się zajrzeć w każdy kąt. Nie jest to proste, bo najróżniejszych zakamarków tu pełno. Początkowo sądziłam, że bilet wstępu do tego miejsca jest bardzo drogi (60 TL to jakieś 43 zł), ale patrząc na ogrom zabytków, cena nie wydaje się już wygórowana.

W jednym z budynków (w Sali Tronowej) czeka nas niesamowity ścisk – zebrane zostały tu przedmioty święte dla muzułmanów, relikwie. Wygląda to tak, jakby ludzie specjalnie pielgrzymowali do tego miejsca. Ogromny tłum bardzo powoli przesuwa się od gabloty do gabloty. A co takiego można tu zobaczyć? Żeby nic nie pominąć, pozwolę sobie zacytować Wikipedię:

Quote-alpha.png(…) płaszcz proroka Mahometa (arab. burda), który jako pierwszy odziedziczył po kalifach umajjadzkich i abbasydzkich sułtan Selim I;  2 z 9 mieczy Mahometa oraz jego łuk. Jest tu również list Mahometa adresowany do Mukaukasa, przywódcy Koptów, wzywający go do przyjęcia islamu. List spisany jest na pergaminie. Poza tym przechowuje się tu miecze pierwszych kalifów, Abu Bakra, Umara Ibn al-Chattaba, Usmana, Alego, słynnego wodza arabskiego, Chalida Ibn al-Walida (zm. 642) i inne. Należy wspomnieć domniemaną pieczęć Mahometa odkrytą w połowie XIX wieku w Bagdadzie, kawałek zęba proroka, ukruszonego w czasie bitwy z mekkańczykami pod Uhud (625), przechowywany w kasetce ze złota inkrustowanej kamieniami szlachetnymi, wykonanej na zamówienie sułtana Mehmeta IV, 60 włosów z brody, przechowywane w 24 kasetkach inkrustowanych złotem i macicą perłową, jeden z 6 odcisków stopy, zgodnie z tradycją odciśnięty w kamieniu podczas wstępowania Proroka do nieba, przechowywany w złotej kasetce. I na koniec elementy architektoniczne pochodzące z mekkańskiej Al-Kaby, przede wszystkim obramowanie “czarnego kamienia” i rynny (…)Quote-alpha.png

Pałac Topkapi – informacje praktyczne

  • bilety wstępu: 60 TL – pałac Topkapi, 35 TL – harem. Darmowy wstęp do Muzeum mają dzieci poniżej 8 roku życia, natomiast do haremu – dzieci w wieku 0-6 lat.
  • godziny otwarcia: codziennie z wyjątkiem wtorków
    • pomiędzy 31 października a 15 kwietnia muzeum czynne jest w godz. 9:00 – 16:45. Ostatnie wejście możliwe jest o 16:00 i o tej godzinie zamykany jest punkt sprzedaży biletów.
    • pomiędzy 15 kwietnia a 30 października muzeum zwiedzać można w godz. 9:00 – 18:45, przy czym ostatnie wejście możliwe jest o 18:00 i o tej też godzinie zamykana jest sprzedaż biletów.

Zaglądamy też do dawnego haremu, czyli pomieszczeń mieszkalnych rodziny sułtana. Wstęp tutaj związany jest z zakupem dodatkowego biletu kosztującego 35 TL (25 zł). Władca mógł mieć zgodnie z prawem cztery żony i tyle konkubin, na ile tylko było go stać. Na czele haremu stała matka sułtana. Harem w pałacu ma ponoć kilkaset pomieszczeń, ale dla zwiedzających udostępniona jest niewielka ich liczba: Agalar Taşligi (dziedziniec Czarnych Eunuchów), Cariye ve Kadinefendi Taşligi (dziedziniec Konkubin i Żon), pokoje Sułtanki Matki, łaźnia sułtana oraz Hünkar Sofasi (komnaty władcy) to część z nich.

Nieco tureckiej kuchni przed kolejnym lotem

Ledwo orientujemy się, że czas najwyższy zbierać się powoli na lotnisko – niby moglibyśmy skorzystać z transportu publicznego, ale do metra Yenikapi, skąd pojedziemy prosto pod terminal – jakieś 3 km – chcemy dojść na piechotę chłonąc przy okazji klimat tego miasta. Bo przecież nie stanowi go tylko dzielnica turystyczna.

Zanim jednak ruszymy w drogę, trzeba coś zjeść. I tak trafiamy do restauracji Muhareem Kaya, w której to zamawiamy szaszłyk z baraniny i kebab. Szaszłyk jest mocno gumowaty, ale lekko pikantne mięso, z którego przyrządzony został kebab jest pyszne! Do tego niesamowicie mocna, turecka herbata, której bez cukru praktycznie nie da się wypić i w drogę! Panowie, którzy nas obsługują, włączyli nad nami promiennik ciepła. Czujemy się trochę jak małe kurczaki – przy takim wygrzewaniu się, nie za bardzo mamy ochotę ruszać w miasto, gdy zaczyna kropić, ale czas nas goni.

Spacer ulicami miasta uprzykrza nam popadujący co chwila deszcz – niestety takie bywają uroki wyjazdu poza sezonem. Ale nic to, idziemy dalej przed siebie, aż trafiamy poza turystyczne rejony. Wokół widzimy sklepy. Sklepy z ubraniami. Jest ich cała masa. Gdzie nie spojrzymy, tam ciuchy – damskie, męskie, sportowe, eleganckie… Najwięcej chyba jest właśnie sportowych. Gdyby nie goniący nas czas, chętnie z ciekawości spojrzałabym na ceny w tych przybytkach (w końcu mnóstwo ubrań dostępnych w naszych sklepach robione jest właśnie w Turcji), ale musimy odłożyć to na kiedy indziej.

Yenikapi

Docieramy wreszcie do metra – za 5 TL kupujemy bilet jednorazowy na przejazd. Nieważne, czy korzysta się z niego w mieście czy w drodze na lotnisko – jeden przejazd to jeden przejazd. Metro jeździ bardzo często, świetnie. Własnie ze stacji Yenikapi rozpoczynają kurs pociągi. Po ok. 40 min. jesteśmy pod terminalem. Na wejściu skanowane są bagaże – tę procedurę pamiętam już sprzed lat. Właściwa kontrola bezpieczeństwa dopiero nastąpi, także tutaj można wnosić płyny. Jako że nasze bagaże ruszyły z Warszawy do Omanu, teraz mamy tylko plecaki podręczne, dzięki czemu od razu kierujemy się do kontroli bezpieczeństwa – znajdujemy bramkę i przeczekujemy pozostały do lotu czas. Wyrobiliśmy się idealnie. Co prawda z kilku miejsc w Stambule musieliśmy zrezygnować, ale wciąż mamy jeszcze kilka godzin na to miasto w drodze powrotnej. Może wtedy da się co nieco nadrobić.

Lot mimo że dość długi, nie przeciąga mi się jakoś specjalnie. Idealnie w momencie lądowania kończę oglądać kolejny film. Światła wybrzeża przyciągają wzrok – trudno mi dopatrzeć się granic poszczególnych miasteczek, wyglądają jakby całkowicie zlały się z Maskatem, stolicą Omanu. Od razu widać, które region jest najgęściej zamieszkały.

Wyjście z samolotu to czysta przyjemność – wypuszczają nas na płytę lotniska, przez co od razu możemy przekonać się, jak jest cudownie ciepło. Turkish Airlines podgrzało nas na pokładzie trochę aż za bardzo na obu odcinkach podróży, teraz jednak grzać nas będzie ciepełko Omanu. Powietrze nie jest wilgotne, przez co czuję się dobrze. Nie ma upału. Warunki idealne. Dochodzi godzina 2:00, po całym dniu jesteśmy zmęczeni, ale wciąż jeszcze musimy dopełnić procedur. Niestety nie wszystko pójdzie po naszej myśli…


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! Będzie mi również niezmiernie miło, jeśli zostaniesz tu ze mną na dłużej i pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Komentarze do: “Turcja: Jak spożytkować przesiadkę w Stambule?”

  1. Stambuł to zdecydowanie moje ulubione miasto <3

Skomentuj