Włochy: Rzym zimą? Czemu nie!

18.01.2014 – DZIEŃ 1

Nigdy nie sądziłam, że to właśnie w Rzymie poczuję się jak w domu. Nie spodziewałam się, że tak będę tęsknić za tym miejscem i planować kolejne i kolejne powroty do tego wyjątkowego miasta… W Rzymie po raz pierwszy byłam baaardzo dawno temu, minęło już chyba 14 lat od mojego pierwszego spotkania z włoską stolicą. Mimo że miałam raptem kilkanaście lat, w Rzymie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Żadne inne miasto nie wywarło na mnie do tej pory takiego wrażenia jak Rzym.
Moja radość nie miała granic, gdy pomiędzy świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem trafiłam na bardzo dobrą okazję przelotu do Wiecznego Miasta. Wylot – 18 stycznia, powrót – 21 stycznia 2014. Co prawda lot Ryanairem z Modlina, co oznaczało konieczność dojechania ok. 80km do lotniska samochodem, ale decyzja zapadła. Szybki telefon do szefa z prośbą o urlop (nie ma to jak męczyć szefa w Sylwestra ;)) i lecimy!  Naprawdę nie mogłam się doczekać tego wyjazdu. Zawsze z utęsknieniem odliczam dni pozostałe do rozpoczęcia każdej następnej przygody, ale czas oczekiwania na lot do Rzymu dłużył mi się niemiłosiernie. W końcu nadszedł ten dzień. Zapakowani w bagaże podręczne (dwa plecaki plus torba z aparatem fotograficznym ledwo mieszcząca się w dopuszczalnym limicie) do Modlina standardowo dostaliśmy się samochodem, który zostawiliśmy na jednym z okolicznych krytych parkingów (dwukrotnie już korzystaliśmy z usług parkingu Alcatraz). Zimno było jak nie wiem co, ale zdecydowaliśmy się zostawić zimowe ubrania w samochodzie – w Polsce było mniej więcej -15 (a może -20?) stopni, za to w Rzymie spodziewaliśmy się kilkunastu stopni na plusie. Ciągnięcie ze sobą zimowych kurtek i kozaków nie miało większego sensu. Ubrani w buty sportowe, polary i lekkie kurtki przewiezieni zostaliśmy parkingowym busem pod terminal lotniska. Kilka chwil wystarczyło, żeby solidnie zmarznąć, ale perspektywa spędzenia kilku dni w Rzymie była tego warta ;) Odprawa przebiegła szybko, pozostawało poczekać na samolot. Był to nasz pierwszy lot Ryanairem i przyznam, że zmieniłam zdanie o tej linii. Wcześniej nie miałam o nich zbyt dobrego wyobrażenia, być może ze względu na wszystkie artykuły, które pojawiały się w internecie. Ja jednak nie mam żadnych zastrzeżeń, ponieważ lot przebiegł bezproblemowo, zespół załogi pokładowej był zgrany i szybko reagował na jakiekolwiek potrzeby pasażerów. I co najważniejsze – nie było żadnych opóźnień.

IS_DSC_0035fot. Jak z wulkanu :)

IS_DSC_0098fot. Tuż przed lądowaniem

Widząc przed lądowaniem Koloseum i Forum Romanum, nie mogłam się już doczekać, aż będę na ziemi. Gdy tylko wysiedliśmy na płytę lotniska Rome Ciampino, owiało mnie cudownie ciepłe powietrze. Aż chciało się powygrzewać zmarznięte, mające już dość zimy kości. Jednak żeby nie tracić czasu, szybko skierowaliśmy się przed terminal, a dokładnie na przystanek autobusu kursującego pomiędzy lotniskiem a stacją metra Anagnina. Najtańszą opcją transportu z lotniska jest właśnie autobus do metra Anagnina, a następnie przejazd metrem do samego centrum Rzymu. Koszt biletu autobusowego w styczniu wynosił 1,20euro od osoby dorosłej, koszt biletu na metro to 1,50 euro (dodatkowo bilet taki ważny jest bodajże 100 min. od skasowania). Upchnięcy jak sardynki w puszce, powyginani w najróżniejsze kształty geometryczne, dotarliśmy po kilkudziesięciu minutach do metra. Nawet nie trzeba było się trzymać w tym autobusie, w takim ścisku szanse na przewrócenie się były równe zeru. Wyglądało to mniej więcej tak, jak warszawska komunikacja lub pociągi Kolei Mazowieckich w godzinach szczytu ;) Do tego autobus nie jechał zbyt szybko. Jedna ze stewardess jadąca z nami wysiadła na jednym z wcześniejszych przystanków. Zanim dotarliśmy do kolejnego, ona już go mijała na piechotę…
W metrze niestety czekał nas pierwszy zgrzyt… Na cały nasz pobyt chcieliśmy kupić kilkudniowy bilet, żeby nie musieć martwić się o konieczność kasowania kolejnych jednorazówek. Mieliśmy ze sobą jedynie banknot o nominale 50 euro, więc taki też banknot wylądował w biletomacie. Niestety złośliwa maszyna początkowo nie chciała przyjąć kasy, a później skasowała nas za 3 bilety trzydniowe… Oczywiście nikt w okolicy biletu nie chciał odkupić, a zwrot nie był możliwy. Dodatkowo, jak się później okazało, zakup biletów kilkudniowych w Rzymie średnio się opłaca. Całe centrum można tak naprawdę zwiedzić na piechotę, ewentualnie podjeżdżając sporadycznie w dalsze zakamarki miasta.  Nauczka na przyszłość – jeśli już koniecznie zechcemy w Rzymie kupować bilety, niech będą to bilety jednorazowe…

IS_DSC_0119fot. Przy stacji metra Anagnina

IS_DSC_1869fot. Rzymskie metro

Trzeba było pogodzić się ze stratą euro i kontynuować podróż.
Pierwszym punktem do odwiedzenia był znaleziony przypadkowo na mapie Parco degli Acquedotti. Park jest rzadko wspominany jako rzymska atrakcja (w naszym przewodniku nie znalazłam o nim ani jednego słowa), dlatego spotkać tam można raczej tylko biegających  lub spacerujących Włochów. Na tym odkrytym terenie zielonym podziwiać można pozostałości kilku starożytnych akweduktów. Jako pomysłodawca wyjazdu wzięłam na siebie bycie przewodnikiem. Jednak już na wstępie wysiedliśmy o jedną stację metra za wcześnie (wysiedliśmy na stacji Cinecitta). Po długim spacerze ulicą bez chodnika, z marnym, zaśmieconym poboczem, udało się nam spotkać jakąś Włoszkę, która na szczęście mówiła po angielsku. Odbiliśmy w kierunku, który nam wskazała i już po przejściu ok. 50m widzieliśmy fragmenty bardzo dobrze zachowanego akweduktu. Co prawda wysiedliśmy za wcześnie i się nałaziliśmy, ale dzięki temu widzieliśmy wszystkie pozostałości akweduktów w okolicy :) Jeden z akweduktów wciąż działa! Co ciekawe, kilka rzymskich fontann zasilanych jest wodą doprowadzaną do miasta właśnie za sprawą starożytnych podziemnych akweduktów.
W parku można podziwiać fragmenty:
Aqua Claudia – akweduktu zainaugurowanego w 52 r.n.e.. Nazwa tego akweduktu wzięła się od imienia cesarza Klaudiusza, który dokończył jego budowę rozpoczętą w 38r. za panowania Kaliguli. Był to najważniejszy wodociąg imperialnego Rzymu. Ciągnął się przez 69 km na solidnych arkadach zbudowanych z cegieł rzymskich i tufu. Woda, która była nim sprowadzana, odznaczała się bardzo dobrą jakością. Poza Parco degli Acquedotti, fragmenty tego akweduktu można podziwiać w  Parco Torre del Fiscale (metro linii A – PORTA FURBA), wzdłuż Via del Mandrione oraz wzdłuż Via Casilina. Archeolodzy sądzą, że zakończeniem tego akweduktu było ogromne nimfeum (fontanna) na obecnym placu Piazza Vittorio Emanuele.
Anio Novus – kolejny akwedukt cesarza Klaudiusza zainaugurowany również w 52r.n.e. Ten w większości podziemny akwedukt, od Parco degli Acquedotti korzystał z nadziemnych arkad Aqua Claudia, jednak jego woda czerpana z rzeki Aniene była często zanieczyszczona. Akwedukt ten biegł dalej prawdopodobnie do okolic dzisiejszej stacji kolejowej Termini.
Aqua Felice – był to pierwszy nowożytny akwedukt powstały w trakcie pontyfikatu papieża Sykstusa V (Felice Peretti), wzniesiony w latach 1585-87. W znacznej części obejmował on arkady akweduktu Aqua Marcia. Służył do zasilania powstającego pałacu na Kwiryniale oraz wielkiej willi papieża znajdującej się niegdyś pomiędzy bazyliką Santa Maria Maggiore a placem Piazza dei Cinquecento (dworzec Termini). Wodociąg ten przerwano w XIXw. w trakcie budowy dworca Termini. Jednak pewien fragment tego akweduktu w dalszym ciągu funkcjonuje na odcinku od źródła do tzw. „laghetto”- małego jeziorka znajdującego się w parku degli Acquedotti.

Poza okazją do podziwiania starożytnych budowli, w Parco degli Acquedotti można podobno spotkać dzikie papugi. Jeśli jakieś papugi tam faktycznie występują, to o godzinie, o której my tam byliśmy, spotkanie jakiegokolwiek ptaka graniczyłoby z cudem. Jedynymi latającymi stworami były niewielkie nietoperze.

Żeby dostać się do Parco degli Acquedotti, najlepiej wysiąść na stacji metra Subaugusta i stamtąd przespacerować się w kierunku południowo-zachodnim.

IS_DSC_0139fot. Pozostałości starożytnych zabudowań

IS_DSC_0147fot. Akwedukt w Parco degli Acquedotti

IS_DSC_0221 modifiedfot. Akwedukt w Parco degli Acquedotti

Gdy dojechaliśmy do centrum Rzymu, zrobiło się zupełnie ciemno. Co prawda robiło się już późno, ale nie chcieliśmy tracić ani chwili. Odnaleźliśmy nasz hotelik – Family House – zlokalizowany bardzo blisko placu i stacji metra Vittorio Emanuele. Co prawda nasz hotel był bardzo skromny i widać, że dawno już nie był remontowany (np. drzwi do łazienki się nie domykały), do tego pokój non stop śmierdział papierosami, ale jego ogromną zaletą było położenie. Kilka minut od metra i maksymalnie 15 min. spaceru od Koloseum i Forum Romanum. Lokalizacja doskonała. Po szybkim rozpakowaniu niepotrzebnych rzeczy, ruszyliśmy na nocny podbój Rzymu. W niewielkiej odległości od hotelu odnaleźliśmy bazylikę Santa Maria Maggiore. Ze względu na porę kościół był już zamknięty, dlatego poszliśmy dalej w kierunku klimatycznie oświetlonego Koloseum.

IS_DSC_0312fot. Bazylika Santa Maria Maggiore

Oczywiście znając nasze szczęście mogliśmy spodziewać się, że któraś atrakcja będzie w remoncie. Tym razem padło na doskonale zachowany Łuk Konstantyna z 315r. Łuk ten był darem dziękczynnym Senatu i Rzymian dla cesarza – Konstantyn uwolnił Rzym od Maksencjusza. Budowlę pokrywają liczne płaskorzeźby, jednak nie wszystkie przedstawiają dokonania Konstantyna. Większość tych płaskorzeźb pochodzi z innych zabytków poświęconych m.in. Trajanowi, Hadrianowi i Markowi Aureliuszowi.

IS_DSC_0424fot. Łuk Triumfalny Konstantyna

Koloseum również zostało otoczone rusztowaniem, ale na szczęście nie w całości. W trakcie naszego pobytu w Rzymie remontowana była część od strony stacji metra Colosseo.

IS_DSC_0494fot. Koloseum w całej okazałości

Tuż przy Koloseum, w niewielkiej uliczce odchodzącej w bok, znajduje się Carrefour. Sklep otwarty był do 22:00, zakupy na kolację zrobiliśmy dosłownie w ostatniej chwili. Udało nam się kupić parę włoskich ciekawostek., m.in. zgarnęliśmy z lodówki ostatni pojemniczek z najprawdziwszą mozzarellą di bufala, czyli serem z mleka bawolic. Z obładowanymi plecakami ruszyliśmy w dalszą drogę. Szkoda było marnować czas i tego wieczornego urokliwego spokoju miasta.

Spacerem doszliśmy do Piazza del Popolo (Placu Ludu). Plac ten w swojej burzliwej historii był zarówno miejscem zgromadzeń ludu jak i publicznych egzekucji. Świadkami straceń mogło być nawet 30 tys. widzów, ponieważ plac jest w stanie pomieścić aż tyle osób. Ostatnim wykonanym tam wyrokiem była egzekucja złodzieja z 23 stycznia 1826r.
Na samym środku placu ustawiony został egipski obelisk Flaminio wzniesiony za panowania faraona Ramzesa II w XIII w. p. n.e. Wejścia na plac strzegą dwa bliźniaczo wyglądające kościoły – Santa Maria dei Miracoli oraz Santa Maria in Montesanto (zwany Kościołem Artystów).

IS_DSC_0535fot. Piazza del Popolo – obelisk Flaminio i bliźniacze kościoły z tyłu

IS_DSC_0587fot. Maleńkie autobusiki kursujące po uliczkach ścisłego centrum Rzymu

Z placu Piazza del Popolo, blisko już do jednej z najsłynniejszych atrakcji Rzymu, czyli do Schodów Hiszpańskich. Tutaj czekała nas kolejna remontowa niespodzianka – fontanna Barcaccia znajdująca się u stóp schodów, została całkowicie wyłączona i ogrodzona.
Ciekawostką jest fakt, że fontanna ta zasilana jest wodą ze starożytnego akweduktu z 19 r.n.e. zwanego Aqua Virgo. Ten podziemny wodociąg zbudowany z polecenia Marka Agryppy, jest jedynym z 11 starożytnych wodociągów, który nieprzerwanie od 2 tys. lat dostarcza do Rzymu wodę. Źródło tej wody zostało ponoć znalezione przez nieskalaną dziewczynkę o imieniu Trevia. Jako że źródło akweduktu znajduje się blisko rozrastającego się miasta, woda ta służy obecnie jedynie do nawadniania placów i zasila fontanny (płynie także do fontanny di Trevi).

Jeśli chodzi o Schody Hiszpańskie, to są one chyba najbardziej zaśmieconą atrakcją… Młodzi ludzie spotykają się na nich towarzysko m.in. w celu wypicia piwa. Niestety nie wszyscy potrafią po sobie posprzątać i po schodach walają się liczne butelki, papierki, gumy do żucia itp… Ponadto wieczorową porą schody przejmują sprzedawcy różnego badziewia – latających samolocików, latarek z kolorowymi światełkami itd. Są naprawdę nachalni, trzeba wielokrotnie odmawiać, zanim się odczepią.

IS_DSC_0603fot. Remontowana fontanna przed Schodami Hiszpańskimi

IS_DSC_0622fot. Widok ze Schodów Hiszpańskich

W drodze do kolejnej atrakcji, mogliśmy zobaczyć jak wygląda parkowanie w Rzymie. Jak się tam parkuje? Jakkolwiek, byle tylko się zmieścić. Wystarczy niewielka wolna przestrzeń, a właściciele Smartów są szczęśliwi. Samochody te co rusz stoją zaparkowane prostopadle do chodnika. Smarty i wszystkie temu podobne maleństwa są bardzo popularne w wiecznym mieście, w którym znalezienie miejsca do parkowania graniczy z cudem.

IS_DSC_0669fot. Parkowanie Smartem :)

W końcu doszliśmy do mojego nr 1 na liście najpiękniejszych fontann. Fontanna di Trevi. Majstersztyk. Coś tak pięknego i tak słynnego, że chyba o każdej porze dnia i nocy oblegana jest przez rzesze turystów chcących wrzucić do niej monetę. Według legendy osoba, która stojąc tyłem wrzuci do fontanny jakiś pieniądz, na pewno wróci do Rzymu. Przy poprzednim pobycie we włoskiej stolicy wrzuciłam do fontanny jakieś liry (wtedy nie obowiązywało jeszcze euro) i rzeczywiście ponownie zawitałam do Rzymu ;) Tym razem w fontannie wylądowały jakieś eurocenty. Co prawda bez tego też miałam w planach powrót do Rzymu, ale służbowy wyjazd zaplanowany na kwiecień się nie liczy ;) Tak więc mam nadzieję, że wrzucona moneta będzie oznaczać jeszcze niejedną prywatną wizytę w Rzymie. Warto zapamiętać, że ważna jest także ilość wrzucanych monet. Jedna moneta ma zapewnić powrót do Rzymu, dwie – romans, natomiast trzy – rychły ślub.

Fontanna di Trevi jest najbardziej znaną rzymską fontanną zbudowaną w stylu barokowym. Di Trevi zasilana jest wodą doprowadzaną wspomnianym już wcześniej starożytnym akweduktem Aqua Virgo z 19 r.n.e. Prace nad fontanną di Trevi trwały od 1735r. aż do 1776r. Autor projektu Niccolo Salvi nie dożył ukończenia prac. Forma fontanny przypomina fasadę budynku, wysoka jest na 26m., a szeroka na 20m. Centralną postacią całej rzeźby jest Neptun oraz dwa trytony symbolizujące Kastora i Polluksa. Bóg mórz umieszczony został na rydwanie zaprzężonym w dwa hippokampy (hybrydy konia i ryby). Jeden z hippokampów jest spokojny, z kolei drugiego próbuje okiełznać jeden z trytonów obok Neptuna. Hybrydy symbolizują ciszę i sztorm na morzu. Dodatkowo na balustradzie umieszczono cztery statuy symbolizujące cztery pory roku, a w niszach stoją kobiece postacie oznaczające zdrowie (prawa strona)  i obfitość (z lewej). Według legendy, nazwa fontanny wzięła się od imienia dziewicy, która odkryła źródło akweduktu Aqua Virgo (wspomniana wcześniej Trevia).

Fontannę di Trevi rozsławił film „Słodkie życie” (La Dolce Vita) w reżyserii Federico Felliniego z 1960r. Scena kąpieli Sylvii (Anita Ekberg) w tej fontannie, przeszła do klasyki scen z filmów. Jednak dla ewentualnych naśladowców filmowej postaci mam złą wiadomość – kąpiel w fontannie jest zabroniona i karana.

IS_DSC_0695fot. Fontanna di Trevi

Oczywiście jak Włochy to i gelato, czyli prawdziwe włoski lody. Jeszcze chyba nie zdarzyło się, żebym w styczniu chodziła po jakimś mieście i jadła lody ;) Pyszne lody można kupić po prawej stronie fontanny di Trevi. Jogurtowe i czekoladowe to niebo w gębie.

Spod fontanny di Trevi ruszyliśmy w kierunku Piazza Barberini i kolejnej niezwykłej fontanny. Na środku placu, przy którym zlokalizowana jest jedna ze stacji metra, stoi fontanna Trytona wzniesiona w 1640r. W moim prywatnym rankingu jest to jedna z trzech najpiękniejszych rzymskich fontann. Pierwsza to oczywiście di Trevi, druga to fontanna Żółwi, a trzecie to właśnie fontanna Trytona.

IS_DSC_0791fot. Fontanna Trytona

Dzień zakończyliśmy włoską, własnoręcznie przygotowaną kolacją, której głównym punktem była doskonała Mozzarella di Bufala. Lepszą mozzarellę z mleka bawolic jadłam jedynie przy okazji wyjazdu służbowego do Włoch, ale o tym napiszę innym razem. Kulka sera powinna być gładka, biała (wręcz porcelanowa), pokryta cienką skórką.

Po jej przekrojeniu, ze środka wypłynęła znaczna ilość mleka (ewentualnie śnieżnobiałej serwatki). Krojąc mozzarellę dostępną w naszych sklepach, można się spodziewać co najwyżej mało apetycznego wycieku żółtej serwatki. Niestety sery dostępne w polskich marketach mogą się schować, nie mają nic wspólnego z tą pyszną włoską kulką.

Warto dodać, że mleko bawolic jest bardziej wartościowe od mleka krowiego. Zawiera ono więcej tłuszczu mlecznego i białka, które ma wysoką wartość biologiczną, co oznacza, że lepiej zaspokaja w okresie wzrostu potrzeby organizmu. Tłuszcz mleczny z kolei złożony ze znacznej ilości krótkich kwasów tłuszczowych przyspiesza metabolizm. Mozzarella di bufala to – średnio na 100g produktu – 270 kcal, 17% białka, 23% tłuszczy oraz 0,5% węglowodanów.

Z mozzarellą di bufala jest podobno jak z ostrygami – albo się ją ubóstwia albo się jej nie znosi. Jak ostryg nie cierpię, tak bawolą mozzarellę uwielbiam :)

Przy okazji – widzieliście kiedyś tak maleńką buteleczkę coca-coli? ;)

IS_DSC_0816fot. Miniaturowa coca-cola i najprawdziwsza mozarella z bawolego mleka

 

Włochy: Najważniejsze atrakcje Rzymu - powtórka za dnia

Powiązane wpisy

3 Comments

  1. Ania (W RÓŻNE STRONY)

    Opis Twojej podróży brzmi dobrze – mam nadzieję, że moja styczniowa podróż do Rzymu będzie równie udana ;) Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      W tym roku ponoć zima zaatakowała Włochy, ale trzymam kciuki, żeby podróż się w 100% udała! Rzym jest piękny… To jedno z moich ulubionych miast :) Kiedy lecisz?

      Odpowiedz
  2. Damian

    Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i twoich bliskich. Ja też jestem wielkim pasjonatem tego starego i zarazem przecudnego miasta. Kocham to miasto za tajemniczość i mistyczność jaką kryje w sobie.Może i jest wiele pięknych miast na świecie ale i tak dla mnie to miasto zawsze pozostanie na pierwszym miejscu jeżeli chodzi o zbytki,kulturę i historię.Rzym jest jednym z nielicznych miast na świecie gdzie naprawdę warto wracać nawet po wielu latach i chodź może jest w nim dużo nowoczesnej zabudowy to jednak starożytne budowle zawsze będą budziły we mnie respekt i szacunek.W dzisiejszych czasach wybudować dom czy biuro to nie jest problem ale kiedyś nie było maszyn a budowali i te budynki stoją do dzisiaj.Może nie które są już ruiną ale i tak wspaniale się trzymają kupy jak na swój wiek a wiadomo że nie które nawet pamiętają czasy Cezara albo np.Nerona.

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close