Jordania: Madaba – mozaikowy zawrót głowy

Dzień 5, 23.04.2017, część 1/2

Pierwsze skojarzenie o Jordanii? Petra. Kraj ten jednak słynie nie tylko z tego pięknego, skalnego miasta. Z Jordanią kojarzone są niesamowite bizantyjskie mozaiki, które znaleźć można w Madabie. Jest ich tam pełno! A komu mało, więcej znaleźć może na niemniej znanej biblijnej Górze Nebo.

Po kolejnym urozmaiconym, podrzuconym do pokoju przez Osamę śniadaniu, ruszyliśmy na południowy zachód. Celem była Madaba słynąca z przepięknych mozaik. Najpierw jednak musieliśmy zatankować, bo z tą ilością paliwa w baku daleko byśmy nie zajechali. Wyszło na to, że tankowaliśmy na tej samej stacji co za pierwszym razem, ale tym razem nikt nas nie oskubał. Następnie standardowo w związku z „umiejętnościami” drogowymi jordańskich kierowców kilkukrotnie podskoczyło nam ciśnienie na drodze, ale nie było to już niczym nowym. Zajeżdżanie drogi, brak kierunkowskazów… Norma – zaczynaliśmy się już przyzwyczajać do tego szaleństwa, jednak wciąż nie miałam najmniejszego zamiaru siadać za kierownicą.

Dojechaliśmy w końcu do miasta Madaba, w którym to znalezienie miejsca parkingowego graniczyło dosłownie z cudem. Wszystkie parkingi były szczelnie wypełnione, a na samochody stojące na zakazie z dziką przyjemnością polowała policja. Niepokorni kierowcy po kolei dostawali za wycieraczkę mandat za nieprawidłowe parkowanie. Może w Ammanie takie coś jeszcze by uszło, ale w tak turystycznym i zapchanym miejscu, jakim jest Madaba, służby musiały tylko ochoczo zacierać ręce. W końcu jednak znaleźliśmy jedno nawet spore miejsce w niedalekiej odległości od słynnego Kościoła Mapy jak zwie się cerkiew św. Jerzego. Po raz kolejny nastawialiśmy się na gorący dzień, ale ledwo wysiadłam z auta, poczułam zimno. Poprzedniego dnia upał nie dawał żyć, a tego – akurat na planowaną na później wizytę nad Morzem Martwym – temperatura nie przekraczała 20 stopni. Nie mogło być odwrotnie?!

Po 3 minutach piechotą byliśmy na miejscu. Wstępu do cerkwi św. Jerzego Jordan Pass nie obejmuje, więc przyszło nam zapłacić 1 JOD od osoby (ok. 5,85 zł). Jako że bilety kupuje się w sklepiku z pamiątkami, można kupić tam od razu również znaczki pocztowe oraz różne suweniry wykonane najczęściej z drewna oliwnego. Niestety wszystko dość drogie.

Z biletami w ręku wpuszczono nas do cerkwi. Nie trzeba było długo się zastanawiać, w którym miejscu znajduje się najsłynniejszy zabytek Madaby – mapa Ziemi Świętej. Już po kilku sekundach widzi się pochylonych ludzi wypatrujących szczegółów. Sądziłam, że mozaika będzie większa, ale i tak robiła wrażenie. Całość zrobiona została ponoć z dwóch milionów kawałków! Do naszych czasów zachował się jednak niestety tylko jej niewielki fragment. Widać było za to doskonale wszystkie detale, nazwy miast (m.in. Jerozolimy, Hebronu, Jerycha i Betlejem) – to najstarsza zachowana do dziś mapa tego obszaru i równocześnie najstarsza mapa podłogowa na świecie. Coś takiego musiało być ewenementem na światową skalę już w tamtych czasach! Naukowcy badając szczegóły odwzorowania ok. 150 miast z dawnych czasów doszli do wniosku, że mozaikowa mapa musiała powstać gdzieś pomiędzy 542 a 570 rokiem. Mozaika przedstawia jedynie miasta, natomiast nie zobaczy się na niej postaci ludzkich – jako że islam zabrania ich przedstawiania, obrazy te zostały z mapy usunięte za panowania arabskiej dynastii Umajjadów.

Jednak nie tylko stara mozaika na podłodze zwraca uwagę. Na ścianach znajdują się współczesne kamienne układanki wykonane z niesamowitą starannością i precyzją. Jest też jakiś stary sztandar, niestety niczego nie udało się nam o nim dowiedzieć.

Po wyjściu z kościoła udaliśmy się w stronę Burnt Palace – Spalonego Pałacu z VI w. Tu wejście na Jordan Pass jest możliwe. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że poza pozostałościami murów i kilkoma kolumnami nie ma tam nic ciekawego. Błąd! Do oglądania jest całkiem sporo, trzeba tylko patrzeć pod nogi. Spalony Pałac był dużym kompleksem, rezydencją znajdującą się na północy głównej rzymskiej drogi. Zniszczony został około 749 roku przez potężne trzęsienie ziemi. Do dzisiaj zachowały się tam przepiękne mozaiki przedstawiające sceny polowań. Jednym z najbardziej widowiskowych fragmentów jest obraz walki byka z lwem.

Bardzo dobrze zachowane, acz nieco wyblakłe mozaiki zobaczyć można również w pozostałościach Kościoła św. Męczenników (Kościoła al-Khadir). Zadaszone ruiny tej świątyni znajdują się na tym samym odgrodzonym terenie co Spalony Pałac.

Jednak najpiękniejsze moim zdaniem mozaiki znaleźć można w sali Hippolytosa (Hipolita) oraz połączonej z nim cerkwi Maryi Dziewicy znajdujących się w położonym niedaleko Parku Archeologicznym Madaby. Te dopiero zachwycają! W sali Hippolytosa przyjrzeć się można scenom z mitologii i greckich dramatów, natomiast powstała w VIII w. geometryczna mozaika w cerkwi Maryi Dziewicy była pierwszą odkrytą na tym terenie kamienną układanką. Znaleziono ją już w 1887 roku.

Przy wschodniej ścianie w sali Hippolytosa znajduje się mozaika, w której górnym lewym rogu przedstawiono trzy kobiece postacie – to spersonifikowane Rzym, Gregoria oraz Madaba we własnej osobie. Wszystkie trzy siedzące boginie trzymają w prawej ręce krzyż i wszystkie mają nakrycia głowy – Gregoria i Madaba koronę, natomiast Rzym charakterystyczny dla tego okresu hełm. W czasach bizantyjskich najważniejsze miasta często były przedstawiane właśnie jako kobiety.

Obok kościoła Dziewicy Maryi i sali Hippolytosa odnaleziono kościół Proroka Eliasza z kryptą św. Elianosa, jest także kościół w domu rodziny Sunna i kościół w domu rodziny Salayta – do dwóch ostatnich nie podeszliśmy (z racji na to, że po prostu je przegapiliśmy…). natomiast do kościoła Eliasza i krypty zajrzeć nie mogliśmy – wejście było zagrodzone i pilnowane przez pracownika. Można było tylko zajrzeć do jednej z sal i wytężając oczy przyjrzeć się oddalonej mozaice przedstawiającej bodajże jabłoń. Oba te miejsca datuje się na 595 rok, a odkryto je w 1897 roku.

Z Parki Archeologicznego zajrzeliśmy do centrum odwiedzających, ale okazało się, że poza informacją i policją turystyczną, nie było tam niczego. Turystyczne centrum dopiero powstaje, nawet parking dla autokarów nie był dokończony i wszystkie autobusy stawały na placu budowy.

Stamtąd przeszliśmy jakieś 600 m do Kościoła Apostołów (włączone w Jordan Pass). W kościele prawie nic nie ma poza… mozaiką :) Obserwowaliśmy ją z góry, ale po chwili podszedł bileter i zaprosił nas pomiędzy poszczególne arcydzieła objaśniając, co i gdzie jest przedstawione. Dzięki temu mogliśmy podziwiać symbol swastyki… Obecnie znak ten wzbudza jednoznaczne skojarzenia, ale np. w Indach czy na Sri Lance wciąż jest to znak szczęścia i powodzenia. Zapewne jeśli przybywa wycieczka, nie mają możliwości takiego przyjrzenia się szczegółom podłogi. Z góry widać niby całość, ale detale ogląda się lepiej z bliska. Byliśmy tam zupełnie sami, więc może stąd wyjątek?

Wspinając się znów pod górę udaliśmy się w stronę ścisłego centrum. Kolejnym punktem była wizyta w Muzeum Madaby, które również dostępne jest w ramach Jordan Pass. Po muzeum spodziewałam się trochę więcej. Jest tam nieco odkopanych naczyń, kilka mozaik (te akurat są ciekawe – w jednym z pomieszczeń zobaczyć można niedopuszczalną dla islamu mozaikę przedstawiającą nagiego mężczyznę i kobietę, podejrzewam, że mogli to być Adam i Ewa.) oraz maleńka wystawa etnograficzna – folklor przedstawiony w postaci biżuterii oraz lokalnych strojów. Muzeum czasy świetności ma za sobą.

Z góry można też rzucić okiem na dachy miasta – roztacza się stamtąd dość szeroka panorama.

Gdy już opuściliśmy mury muzeum, udaliśmy się prosto przed siebie zastanawiając się, co jeszcze można zobaczyć w tym mieście. I tak trafiłam na mapie na nazwę Tell (Tall) Madaba. Mieliśmy niedaleko. Okazało się, że w samym sercu miasta znajdują się odkrywki archeologiczne zawierające między innymi największą w Jordanii ufortyfikowaną ścianę datowaną na epokę żelaza. Są tam też pozostałości bizantyjskiej willi. Niestety jednak wszystko to zobaczyć można jedynie z daleka – w kwietniu wstęp na ten teren był niemożliwy, ale zza ogrodzenia mogliśmy poobserwować nieco ruin.

Przyszła pora na powrót do samochodu. Mijaliśmy mnóstwo sklepów – czasem z wystawionymi manekinami ubranymi w ciuchy przed kolano, tak zupełnie nie pasujące do kraju muzułmańskiego. Co ciekawe wychodziły z nich ubrane zgodnie z zasadami islamu matki z córkami. W Madabie aż tak uwagi już nie zwracałam. Mężczyźni czasem zerknęli, ale im bardziej turystyczne było miejsce, tym bardziej przechodzili nad ubiorem przyjezdnych do porządku dziennego. Jednak to właśnie kobiety najbardziej zwracały na mnie uwagę mimo zasłoniętych nóg i ramion. Może moja spódnica była byt zwiewna?

Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w sklepie spożywczym. Zachciało się nam kefiru, ale cena 3 JOD za 2l baniaczek zupełnie nas zniechęciła. 20 zł za kefir? W życiu. Ceny w innych miejscach były bardziej znośne.

Dość szybko wyjechaliśmy z Madaby udając się w kierunku Morza Martwego. Jednak zanim dotarliśmy do tego akwenu, czekał nas jeszcze jeden przystanek po drodze. Góra Nebo. Franciszkański klasztor powstał w miejscu, w którym ponoć sam Bóg objawił Mojżeszowi Ziemię Obiecaną. Jako że jednak Mojżesz miał do niej nigdy nie wejść, po jego śmierci pochowano go w tym miejscu. Jest to ważny punkt tak dla chrześcijan jak i muzułmanów, w końcu Mojżesz był przecież prorokiem obu religii.

Zaraz na wejściu zaczepił nas policjant każąc mi okazać zawartość saszetki biodrowej, za bramą z kolei zatrzymał nas bileter – kolejne miejsce, gdzie Jordan Pass nie jest honorowane. Koszt biletu to 2 JOD od osoby (ok. 12 zł). Zwiedzać to miejsce można od 8:00 do 17:00, należy być ubranym skromnie – zasłonić kolana oraz ramiona, ale widziałam też dziewczynę w szortach, która została wpuszczona. Jestem jednak za trzymaniem się pewnych zasad, więc w takiej sytuacji raczej miałabym przy sobie coś do owinięcia się na czas zwiedzania. Zastanawiające dla mnie jest to, że mężczyzna w kasie biletowej od razu wiedział, że jesteśmy z Polski. Może nas wcześniej słyszał? Jak tylko potwierdziłam, że z tego kraju pochodzimy, zaraz zaczął rozpływać się nad moimi oczami i ogółem nad wyglądem, mówiąc, że polskie kobiety są najpiękniejsze na świecie i od razu można je rozpoznać. Taaa… Przecież jakżeby inaczej? ;) Przy okazji miejscowy przewodnik próbował ugrać swoje, ale stanowczo podziękowaliśmy mu za usługi.

Idąc w stronę kościoła trafiliśmy na pomnik Jana Pawła II mający uczcić jego wizytę w tym miejscu w 2000 roku.

Kawałek dalej jest muzeum. Pod daszkiem przed wejściem do budynku znajdują się duże mozaiki, ale rozłożone na drewnianych paletach płowieją i pękają, niezbyt dobrze zabezpieczone. Ciekawe czy ktokolwiek planuje to w najbliższym czasie naprawić.

Najpiękniejsze cuda widzi się dopiero wewnątrz kościoła. Mozaiki są cudowne! Są wszędzie – pod nogami, przy ołtarzu (do którego nie można się zbliżyć), na ścianach. Szczególnie te ostatnie zachwycają połyskując perlistą poświatą. W kościele normalnie sprawowane są msze, ale nie zauważyłam nigdzie tabernakulum.

Najpiękniejsze dzieło odnaleziono w baptysterium – można tam podziwiać sceny polowań i dzikie afrykańskie zwierzęta takie jak lwy, strusie, wielbłądy, zebry. Są także pasterze i owocowe drzewa.

Poza świątynią zobaczyć można stare mury oraz rzeźbę mojżeszowej laski oplecionej przez węże.

Z tarasu roztacza się panorama okolicy – może rzeczywiście stanął tu niegdyś Mojżesz? W pogodne dni zobaczyć można Jerozolimę i Betlejem! Jako że powietrze było jednak zapylone przez wiatr, z cudem ujrzeliśmy Morze Martwe, nad które już za chwilę mieliśmy wyruszyć.

PS. Jeśli interesuje Was temat mozaik z Madaby, więcej możecie dowiedzieć się chociażby na tej stronie.

Jordania: Morze Martwe, drugie podejście
Jordania: Kasr al-Abd - hellenistyczny pałac

Powiązane wpisy

4 Comments

  1. Wiesiek

    Byłem w Jordanii w 2003 roku miejsca bardzo urokliwe i bardzo polecam ta destynację. Petra, Madaba, Góra Nebo, Dżerasz, Wadi Rum, Amman miejsca nie zapomniane. Co do umiejętności kierowców arabskich mam swoje zdanie ale ciekawie się tam jeździło. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Pau Elegancka

    Piękne wyprawa do niezwykłego miejsca, o którym osobiście bardzo niewiele wiem… i te mozaiki.

    Odpowiedz
  3. Gadulec

    Destynacja całkowicie mi obca, więc cieszę się, że dowiedziałam się tylu ciekawostek. Może kiedyś się tam wybiorę wtedy na pewno wrócę do Twoich tekstów, bo są bardzo przydatne!

    Odpowiedz
  4. Michalina | jakchcetomoge.pl

    Ile postów nt. Jordanii! Zapisuję w zakładkach i będę wracać, bo zastanawiam się nad tą destynacją :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close