Jordania: Shobak i Kerak – zamki obronne Jordanii

Jordania poszczycić może się pięknymi zamkami pustynnymi będącymi najprawdopodobniej miejscami spotkań karawan. Ale także zamki obronne Jordanii takie jak np. odwiedzony przez nas kilka dni wcześniej Ajloun oraz Shobak i Kerak zlokalizowane na południu kraju przyciągają odwiedzających. I mimo, że za wiele z nich nie pozostało, warte są uwagi.

Dzień 12, 30.04.2017 część 1/2

Zanim opuścimy nasz hotel, z rana idziemy jeszcze po raz ostatni nad morze. Poziom wody jest bardzo wysoki, prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie dojść do rafy koralowej – czyli jeśli nie umiesz pływać, a chcesz zobaczyć jordańską rafę, szykuj się na plażę w późniejszych godzinach. Warto jednak pamiętać, że koło godz. 16:00 woda robi się mętna.

Szybko dojeżdżamy do Akaby – droga jest praktycznie pusta. Początkowo mieliśmy skręcić od razu na Amman, ale widząc, jak senne jest miasto, zatrzymujemy się jeszcze na chwilę przy zamku. Drzwi niestety są zamknięte, więc znów tracimy możliwość zwiedzenia tych ruin. Trudno. Kierujemy się na promenadę. Wpatrujemy się przez chwilę w widoczne z tego miejsca 3 miasta. Przed nami roztacza się Akaba, Ejlat i majacząca gdzieś w oddali egipska Taba.

Jeszcze nie wiemy, że za kilka miesięcy znów będziemy wpatrywać się w Akabę, tym razem po izraelskiej stronie. Oba te miasta  dość różnią się między sobą – chociażby wysokością budynków. Ejlat jest jakby bardziej nowoczesny, wysoki i biały. I jakby bardziej przestronny. Akaba natomiast charakteryzuje się niższymi, żółtymi i ściśniętymi budynkami. Z tych dwóch miast zdecydowanie bardziej odpowiada mi Ejlat.

Zbieramy się, czas ruszać. Czeka nas dość ciężki dzień, bo nie dość, że musimy pokonać ponad 6 godzinną drogę do Ammanu, to mamy jeszcze w planach kilka miejsc pominiętych w ciągu ostatnich dni. Przy wyjeździe z wolnocłowej strefy Akaby zatrzymuje nas policja, ale panowie zadają standardowe pytania: skąd jesteśmy i dokąd jedziemy. Welcome to Jordan oczywiście też pada.Nie wiem, która to już kontrola – było ich tyle, że w końcu przestałam liczyć.

Zamki obronne Jordanii: zamek Shobak (Montreal)

Pierwszy postój mamy przy Shobak – drugim widzianym przez nas zamku obronnym Jordanii. Dojazd wąska drogą nie do końca napawa nas optymizmem, ale zamek okazuje się być wartym uwagi. Zostawiamy samochód na parkingu, kręcimy się chwilę po tamtejszym niby muzeum (strażnik otwiera je specjalnie dla nas) – tak naprawdę bardziej jest to sklepik z przedrożonymi artykułami (pocztówka za 0,75 JOD – ponad 4 zł?!). W końcu zaczynamy mozolną kilkuminutową wspinaczkę pod górę. Można wjechać autem bezpośrednio pod zamek, ale strażnik odradza to nam ze względu na stromą drogę bez żadnych zabezpieczeń. Jak się później okazuje – przesadzał. Dalibyśmy radę dojechać, ale w końcu idziemy na piechotę.

Zaraz za bramą nasze Jordan Pass zostają ostemplowane, możemy rozejrzeć się po ruinach. Wstęp dla tych, którzy nie posiadają Jordan Pass kosztuje 1 JOD (ok. 5,85 zł).

Shobak nosi też dwie inne nazwy: Montreal lub Krak de Montréal. Wzniesiony został w 1115 roku przez jerozolimskiego króla Baldwina I. To najstarszy z obronnych zamków Jordanii. Umiejscowienie tej budowli w takim miejscu miało bardzo strategiczne znaczenie, ponadto wewnątrz znalazło się miejsce na dwa wykute w skałach zbiorniki na wodę, a okoliczny pas żyznej ziemi zapewniał pożywienie. Nie uchroniło to jednak zamku przed dość burzliwymi wydarzeniami, po których pozostały chociażby XIV wieczne inskrypcje z czasów mameluków.

Zamek tylko z dołu sprawia wrażenie wielkiego. Niestety dużo z niego się nie zachowało, więc dość szybko obchodzimy całość i wracamy na parking. Po drodze zaczepia nas mężczyzna, który wręcza nam jakiś chwast. Rozciera go w dłoniach i każe nam powąchać. Pachnie ładnie, jakoś znajomo. Jordańczyk zaraz wyjaśnia, że to bylica, którą dodaje się do herbaty. I tak po prostu odchodzi. Próbujemy sami znaleźć tę bylinę, ale trafiamy jedynie na jakąś podobną roślinę bez zapachu.

Później w jednej z wielu mijanych niewielkich miejscowości trafiamy na pozostałości jakiejś starożytnej budowli, niestety nie były one w żaden sposób opisane.

Kolejnym przystankiem jest wybudowany w drugiej połowie XII w. krzyżacki Kerak. Obronny zamek, na którym w grudniu 2016 roku doszło do scen mrożących krew w żyłach. Kilka miesięcy przed naszym wyjazdem islamiści zaatakowali położony tuż obok warowni posterunek policji turystycznej. Kilku terrorystom udało się zbiec na zamek, który w tym samym czasie zwiedzali turyści. Na miejscu odbyła się strzelanina. W efekcie ataku zginęło ponoć 7 policjantów, 2 cywili oraz turystka z Kanady. Rannych zostało – według różnych źródeł – od 27 do 34 innych osób, w tym kolejny turysta z Kanady i dwójka turystów z Malezji. 4-5 islamistów zastrzelono, jednego aresztowano.

Zamki obronne Jordanii: zamek Kerak

Dość nieswojo czuję się chodząc tam, szczególnie, że nie jesteśmy mile widziani. Niektóre ubrane w krzykliwe kolory panny śmieją się na nasz widok. I ewidentnie nie są to miłe uśmiechy, a nabijanie się z nas. Na jedną z nich szczególnie wyróżniającą się spośród towarzystwa spoglądam wyjątkowo krytycznie. Ma wyzywający makijaż, wiesza się na chłopakach ewidentnie z nimi flirtując. Ciekawe, co powiedzieliby na to starsi. Ta jednak nic sobie z tego nie robi i zwyczajnie jest bezczelna. Zupełne przeciwieństwo wszystkich innych spotkanych przez nas w Jordanii kobiet. Skromne, ciche, nie narzucające się. Czasami ewentualnie patrzące wrogim spojrzeniem (patrz: wpisy o plaży lub zamek Ajloun). Staramy się jednak nie zwracać uwagi na to szukające chyba zaczepki towarzystwo, zwiedzamy dalej.

Poza nami i wspomnianą „młodzieżą”, na zamku jest raptem kilka osób. Mam wrażenie, że wkoło biega więcej jaszczurek niż przechadza się ludzi. Tu podobnie jak w przypadku zamku Shobak – więcej zachowało się z zewnętrznych murów niż wewnętrznej części. Czasem zaglądamy pod jakieś sklepienie lub do ciemnego podziemnego korytarza. Po dość dokładnym obejrzeniu każdego kąta wychodzimy. Z informacji praktycznych: przy zamku są płatne toalety – 0,70 JOD za osobę! To jakieś 4 zł. Droższe toalety widzieliśmy tylko na Islandii. Jordania zdecydowanie nie jest rajem dla portfela.

Przy okazji pobytu w większym mieście, chcemy załapać się na jakiś obiad. Długa droga przed nami, więc przydałoby się wrzucić coś ciepłego na ruszt. Po krótkiej chwili znajdujemy restaurację ze znaczkiem Visa (mogliśmy zapłacić akurat tylko kartą). Na wszelki wypadek jednak dopytujemy, czy da radę zapłacić kartą. Dobrze robimy, bo okazuje się, że w grę wchodzi tylko gotówka. Mężczyzna tłumaczy nam, że jako że jest niedziela, żaden terminal nie pracuje. Ale jak to? Nie i już. Ok, no to jedziemy dalej.

Gdy tam przeciskamy się wąziuteńkimi, jednokierunkowymi uliczkami, trafiamy na pulchnego chłopca na rowerze. Jego zacięte spojrzenie pełne jest złości na nasz widok. W pewnym momencie chwyta kierownicę jedną ręką, a drugą udaje, że do nas strzela. Młodsze dzieciaki albo nie zwracają na nas uwagi, albo odnoszą się pozytywnie – to kolejny przykład na to, że na nastolatków płci męskiej lepiej uważać. Widać, że część z nich nie jest zbyt otwarta na przybyszów. Po cichu mam nadzieję, że mieliśmy pecha i nie jest to większość. Bo co będzie z tym krajem, jak taka negatywnie nastawiona do obcych młodzież dorośnie i przejmie stery? Nie wróży to niczego dobrego. Tym bardziej cieszę się, że mamy właśnie tę możliwość zwiedzenia Jordanii.

Jordania: Zapomniany kasr al-Mshatta i Umm ar-Rasas. Pora wracać.
Jordania: Jordańska rafa koralowa po raz ostatni

Powiązane wpisy

10 Comments

  1. Damian

    Uwielbiam obcować z historią i poznawać takie miejsca, nie ma chyba nic ciekawszego, niż odkrywanie tajemnic minionych wieków. Mam hopla na punkcie naszych zamków, zwłaszcza ruin, ale chętnie przyjrzałbym się bliżej i tym. ;)

    Pozdrawiam,
    D.

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Jeśli chodzi o zamki, mamy w takim razie bardzo podobne zainteresowania ;) Polecam szczególnie jordańskie zamki pustynne – te dopiero mają „duszę” :)

      Odpowiedz
  2. Agata

    Marzy mi się taka podróż. Piękne zdjęcia

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Dziękuję! Tu nie ma co marzyć, trzeba planować! ;)

      Odpowiedz
  3. Przemek

    Do odwiedzenia, ale to za parę lat, wcześniej inne priorytety :) Gratuluję zdjęć!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Dziękuję! :)

      Odpowiedz
  4. Czekam z niecierpliwością na Prowansję:))))

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Jeszcze chwila i się zacznie! :D

      Odpowiedz
  5. Podróże MM

    Nawiązując do pulchnego dzieciaka – masakra. Niby tylko dziecko, a jednak wzbudza niepokój…

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Nie była to jedyna nieprzyjemna sytuacja z udziałem dzieci – nastoletnich chłopców. Może po prostu mieliśmy pecha, a może to zła wróżba na przyszłość… Mam nadzieję, że jednak ta pierwsza opcja jest bardziej prawdziwa.

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close