Jordania: W Skalnym Mieście – Petra (część II)

Dzień 6, 24.04.2017, część 2/2

To drugi wpis z pierwszego dnia spędzonego przez nas w Petrze. Jeśli interesuje Was również część pierwsza, to zapraszam tutaj. Oba teksty są chyba najbogatszymi w zdjęcia wpisami, jakie można znaleźć w Internecie, więc sądzę, że warto zapoznać się z obiema częściami :)

Wycieczka pod monaster była wyczerpująca, ale na tym nie poprzestaliśmy. Gdy już wreszcie wróciliśmy z góry okazało się, że znów wzbudzamy zainteresowanie właścicieli osłów i wielbłądów. Opędzić się nie można było. Ledwo jednego zniechęciliśmy, zaraz drugi nas zaczepiał z propozycją przewiezienia albo pod wejście do kanionu, albo na wysokie miejsce ofiarne. W końcu z ciekawości zapytaliśmy, ile kosztuje taka przejażdżka. Pierwsza rzucona cena – 10 JOD od osoby, tylko wzbudziła nasz śmiech. Prawie 60 zł? Jasne, już wskakujemy na grzbiety… Finalnie stanęło na 8 JOD za dwoje (nieco ponad 45 zł), ale i tak podziękowaliśmy. Mieliśmy ciekawsze plany. W końcu pominęliśmy wcześniej całą masę ruin dookoła. Jedną z tych ruin są pozostałości imponującej Bramy Hadriana.

Obejrzeliśmy również pozostałości kasru al-Bint – świątyni poświęconej głównemu nabatejskiemu bóstwu Duszarowi z arabskiego zwanej jako Pałac Córki Faraona wzniesionej z piaskowca w drugiej połowie I w.p.n.e. lub w pierwszej połowie I w.n.e. – dokładna data do tej pory nie została określona. Niestety dokładne przyjrzenie się murom kasru nie jest możliwe, ponieważ został on ogrodzony. Może dlatego, że prowadzone są tam jakieś prace, a może zwyczajnie z powodu zagrożenia, jakie mogą stanowić niezabezpieczone ściany budowli? Zastanawiające jest, że pomimo licznych trzęsień ziemi nawiedzających te regiony, ściany wciąż stoją – może to za sprawą szczelin pomiędzy głazami? Znajdowało się w nich drewno jałowca, co chroniło konstrukcję przed zawaleniem. Niestety budynek został i tak zniszczony gdy Petra włączona została do Imperium Rzymskiego.

Zajrzeliśmy również do ruin tzw. Wielkiej Świątyni z I w.p.n.e. – obecnie naukowcy sądzą, że ta wysoka na 18 m budowla z kolumnami służyła raczej jako siedziba władz niż miejsce sakralne. Rzuciliśmy też okiem na bardzo skromne pozostałości nimfeum z 100-200 r.n.e., ruiny ozdobnego ogrodu i basenów, świątynię Uskrzydlonych Lwów z okresu pomiędzy 25 a 75 r.n.e.

Pośród odkrytych ruin jest też jedno zadaszone miejsce. To pozostałości bizantyjskiej świątyni powstałej w V w. Podziwiać tam można jedne z najlepiej zachowanych w regionie mozaik.

Spod tych ruin najpiękniej prezentuje się oddalona nieco Ściana Królewska z wykutymi grobowcami. Przysiedliśmy tam na chwilę na jakimś sporym głazie. Słońce paliło, ale widok był tak niesamowity, że niestraszne było nam nawet poparzenie. Grobowiec Urny, Grobowiec Jedwabny, Grobowiec Koryncki i Grobowiec Pałacowy – wszystkie doskonale widoczne. Byłoby tam jeszcze piękniej, gdyby nie te chaotycznie rozrzucone prowizoryczne stoiska sprzedawców pamiątek. Tak swoją drogą to dziwne, że nikt ich stamtąd nie przeniesie – mogliby przecież mieć swoje kramy przy głównej drodze. Poza tym sprzedają oni np. kawałki różnokolorowych skał, mimo że na wejściu do Petry zobaczyć można informację, żeby nie kupować od mieszkańców żadnych naturalnych pamiątek. Zakazy zakazami, a i tak robią swoje.

Rozglądaliśmy się dookoła próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Przy okazji rozważaliśmy, gdzie by tu jeszcze udać się tego dnia, a co przełożyć na następny. W końcu wykupiliśmy Jordan Pass z dwudniowym biletem do Petry, więc nie musieliśmy się aż tak spieszyć.

Widok na Skarbiec od góry odpuściliśmy, ale zdecydowaliśmy się wybrać do wysokiego miejsca ofiarnego (High Place of Sacrifice). Oczywiście wielu właścicieli osłów obiecywało, że zabierze nas tam za kilka dinarów, ale każdorazowo dziękowaliśmy. Inni udają się w drogę do tego miejsca już na początku, z głównej drogi, my jednak zdecydowaliśmy się podejść od drugiej strony, czyli od ulicy kolumnowej. Przy okazji rozejrzeliśmy się też po okolicy, po której kręci się raczej dużo mniej osób. W oddali widać było liczne wykute w skale groty, które są obecnie zamieszkane. Jeśli się nie mylę, to ściana niedokończonych grobowców.

Liczyliśmy, że może w przypadku wyboru trasy w odwrotną stronę unikniemy ogromnej ilości schodów. Idąc od głównej drogi trzeba liczyć się podobno z pokonaniem 800 stopni – mieliśmy cichą nadzieję, że nasz wybór będzie się wiązał z łatwiejszą wspinaczką. Niestety pomyliliśmy się. Czekało nas bardzo mozolne przejście po licznych nierównych stopniach. Żeby tego było mało, musieliśmy iść w pełnym słońcu, które po południu nie miało już litości. Nogi drżały, powoli kończyła się nam woda, cienia było jak na lekarstwo – mieliśmy serdecznie dość. Poza nami wokoło nie było zupełnie nikogo. Co chwila liczyłam, że jesteśmy już u celu, ale za każdym kolejnym pokonanym zakrętem okazywało się, że nadal czekają na nas tylko schody. Zaczynałam się zastanawiać, czy jeżeli cokolwiek się nam stanie, ktoś nas znajdzie przed zmrokiem. Ale jakoś szliśmy, a raczej pełznęliśmy przed siebie zlani potem i zdyszani. Chyba tylko widoki i resztka ciekawości sprawiały, że robiliśmy ten kolejny i kolejny krok.

Mijaliśmy mnóstwo wykutych w skale budowli – grobowców, grot, ale tylko w jednej z nich w środku było coś interesującego, a mianowicie wykute wnętrze. Ciekawe, do czego mogło służyć to pomieszczenie.

W sumie Petrę warto zobaczyć nie tylko ze względu na wykute w skale budowle, ale właśnie też z racji na te krajobrazy przypominające odrobinę panoramę Marsa. Gdy tak podziwialiśmy panoramę, zaczęłam zastanawiać się, jak musiało wyglądać to miejsce w czasach świetności. Do dzisiaj zachowały się tu tylko te budowle, które wykuto w skale. Prowadziło to do błędnych wniosków, że być może Petra była jedynie nekropolią. Ale było to normalne miasto, nabatejska stolica. Ludzie mieszkali prawdopodobnie w namiotach. Ile było tych namiotów? Ilu było mieszkańców? Czym się na co dzień zajmowali, jak wyglądały ich zwyczaje? Może okolica, na którą właśnie patrzyliśmy, była podzielona w jakiś sposób na „dzielnice”? Wszystkiego na pewno niestety już się nie dowiemy.

Wreszcie zbliżaliśmy się do szczytu. Najpierw minęliśmy wykutego w skale lwa i jakąś kobietę sprzedającą pamiątki. Chyba zauważywszy, w jakim jesteśmy stanie, postanowiła się nad nami zlitować i nawet słowem nie wspomniała o jakichkolwiek zakupach. Szkoda tylko, że nie miała nic do picia.

Gdy dojrzeliśmy wreszcie obeliski i cel naszej wspinaczki, pomyśleliśmy zgodnie tylko jedno: serio? To był cel tej mordęgi?! Nie znając historii tego miejsca, można się rozczarować. Ale trzeba pamiętać, że ponoć Nabatejczycy tego, co tam można zobaczyć, akurat nie wykuli. Skały tutaj – tak obeliski jak i miejsce ofiarne – zostały skute i wypoziomowane. Mimo wszystko długo tam nie zabawiliśmy. Na już potrzebowaliśmy wody, więc udaliśmy się w drogę na dół.

Trasa do głównej drogi była już znacznie przyjemniejsza. Czekało nas wciąż 800 stopni, ale w końcu szliśmy w cieniu. Że też pokusiło nas pokonywać tamtą drogę w odwrotną stronę… I znów wysiłek rekompensowały nam widoki skalnego miasta skąpanego w świetle powoli zbliżającego się do zachodu słońca. Szkoda tylko że tak bardzo chciało się nam pić.

Gdy już zeszliśmy na dół, zaczepił nas jakiś mężczyzna z osiołkiem i polecił jazdę na górę, skąd można oglądać „Petra by night” za darmo. Opowiadał, że wystarczy wybrać się o zachodzie słońca na górę, na punkt z widokiem na Skarbiec i zostać tam do zmierzchu. Później – po ciemku! – schodzi się na dół na grzbiecie osła. Zachęcał, że dzięki temu oszczędzimy sporo kasy a zobaczymy coś pięknego z niesamowitej perspektywy. Ok, tylko małe „ale” – zgodnie z regulaminem, odwiedzający powinni opuścić Petrę bodajże do godz. 19:00. To po pierwsze. Po drugie – schodzić stamtąd po ciemku?! Po trzecie – nie mieliśmy latarek ani też żadnego cieplejszego okrycia. Robiło się coraz zimniej, do tego poparzenia słoneczne doskwierały więc podziękowaliśmy i poszliśmy dalej. Mężczyzna nie odpuszczał – turystów, których do tego namówił, wysłał z kimś innym, a na nas ciągle czekał. W końcu jednak zrozumiał, że nas nie namówi i pojechał na górę sam z wyraźnie niezadowoloną miną.

Zależało nam, żeby zobaczyć królewskie grobowce oświetlone zachodzącym słońcem, ale do zachodu mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc postanowiliśmy zjeść wreszcie coś konkretnego. Zapasy z plecaka i woda dawno się skończyły, a na powrót do hotelu trzeba było jeszcze poczekać. Akurat nieopodal znajdował się namiot, w którym można było coś przekąsić. Jako że Petra powoli pustoszała, byliśmy tam sami. Trzech mężczyzn zdecydowało się nami porządnie zaopiekować. Skakali wokół nas, pytali o różne rzeczy. W końcu przyszedł czas, żeby zdecydować, co jemy – wyboru praktycznie nie mieliśmy, więc zdaliśmy się na umiejętności kucharza. Zaproponowano nam skrzydełka kurczaka w papryce, cebuli, imbirze i szafranie, sałatkę z pomidorów, ogórka i rzodkiewki oraz pitę i wodę – całość na dwoje za 12 JOD (ok. 70 zł…). Wszystko przygotował mężczyzna – w Petrze nie zauważyłam jordańskich kobiet (poza jedną, w drodze do wysokiego miejsca ofiarnego). Nasz kucharz dopytywał kilka razy, czy nam smakuje. Gdy po raz kolejny zapewniliśmy go, że jedzenie jest pyszne (rzeczywiście było doskonałe), pochwalił się, że jego sekret tkwi w tym, że dla obcych gotuje tak samo jak dla swojej rodziny. Udało się nam jeszcze wytargować za 1 dinara dwie herbaty. Ponoć normalnie sprzedają jedną po 4 JOD (23 zł – tyle, ile płaciliśmy za filiżankę w Norwegii albo na Islandii!!!). Jednak biznes to biznes – w tak turystycznym miejscu, przy tak niewielkiej ilości lokali, zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci i te 4 JOD za zwykłą herbatę.

Najedzeni mogliśmy się zbierać. Jak tylko opuściliśmy namiot, naszym oczom ukazał się niesamowity widok. Skały z królewskimi grobowcami oświetlone promieniami zbliżającego się ku zachodowi słońca nabrały czerwonej barwy. Świetnie kontrastowało to z błękitnym niebem. Do samego zachodu jednak nie czekaliśmy. Robiło się coraz chłodniej, sweter już powoli przestawał wystarczać. Udaliśmy się do wyjścia.

Petra całkowicie opustoszała – w drodze minęliśmy przy Skarbcu tylko jedną parę, później w kanionie spotkaliśmy jeszcze tylko trzy osoby. Cudowna pustka. Jeśli chcecie zobaczyć Skarbiec w pełnej jego krasie, bez dziesiątek osób próbujących zrobić zdjęcie bez ludzi, zaczekajcie do zachodu słońca. Im później opuścicie Petrę, tym lepiej dla Was. Sceneria bajkowa, do tego pusto. Co prawda światła już za bardzo nie było, ale co tam. Podziwianie tego zabytku w takiej atmosferze pozwala cieszyć się chwilą jeszcze bardziej. Nikt nie popycha, nikt nie szturcha, cisza i spokój.

Mimo że chcieliśmy tam zostać jak najdłużej, trzeba było się zbierać. Pokonywanie kanionu po ciemku to średnia sprawa. Jednak zupełnych ciemności by nie było – w drodze widzieliśmy, jak kilku mężczyzn przygotowuje trasę do wieczornego pokazu „Petra by night”. Dwóch panów zrzucało z jadącego powoli auta papierowe woreczki z ziemią, pozostali wtykali w tę ziemię świeczkę i ją podpalali. W sumie sprytne – zero ryzyka pożaru, bo nawet jeśli torebka się zapali to ogień wśród skał nie ma szans się rozprzestrzenić i po chwili zgaśnie. Jednocześnie brak jest ryzyka, że odsłonięta świeczka zgaśnie. Powstałe w ten sposób lampiony dawały ciepłe, pomarańczowe światło. Żałowałam trochę, że nie zobaczymy tego widowiska, ale z drugiej strony zmęczenie po całodziennych wędrówkach zaczęło sprawiać, że ledwo powłóczyłam noga za nogą.

Gdy w końcu wróciliśmy do hotelu, było już zupełnie ciemno. Dziękowałam w duchu recepcjoniście, że wybił nam z głowy pomysł pokonania drogi do Petry i powrotu na piechotę… A jak wrażenia? Petra co prawda jest tłumnie odwiedzana przez różnej narodowości turystów, do tego ciągłe nagabywanie o przejażdżkę na ośle czy wielbłądzie jest męczące, ale to miejsce, którego nie można odpuścić. Coś tak bajecznego trzeba zobaczyć chociaż raz w życiu!

Informacje praktyczne:

  1. Godziny otwarcia: latem 6:00 – 18:00, zimą 6:00 – 16:00
  2. Informacje i mapy: w centrum odwiedzających dostępne są broszury w języku arabskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim i włoskim. W centrum można również skorzystać z usług licencjonowanych przewodników posługujących się jęz. arabskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, rosyjskim oraz greckim.
  3. Cennik biletów wstępu do Petry (stan na październik 2017 roku):
  • dla odwiedzających mających zakwaterowanie (przynajmniej jedna spędzona w Wadi Musa noc)
Rodzaj biletu Cena
– jednodniowy 50 JOD (ok. 290 zł)
– dwudniowy 55 JOD (ok. 320 zł)
– trzydniowy 60 JOD (ok. 350 zł)
  • dla osób pragnących zwiedzić Petrę tego samego dnia po przekroczeniu jordańskiej granicy i planujących nocleg: 90 JOD (40 JOD zwracane jest następnego dnia, ale niestety nie wiemy, jak to dokładnie działa)
  • dla osób nie planujących noclegu na terenie Jordanii: 90 JOD (ok. 525 zł)
  • „Petra by night” – wieczorne wyjście pod oświetlony Skarbiec – 17 JOD od osoby (ok. 100 zł), możliwe w poniedziałki, środy i czwartki.

Dzieci do lat 12 wstęp darmowy. Petra wliczona jest także w cenę karty Jordan Pass uprawniającej do zwiedzenia około 40 różnych miejsc na terenie Jordanii.

4. Transport:

  • z Ammanu:
    • autobusem – JETT Bus ze stacji Abdali wyrusza o 6.30 i dojeżdża do Petry około 10:30. W drogę powrotną rusza o 17:00. Tel: +962 6 566 4146, rezerwacja online: http://www.jett.com.jo/ Bilet powrotny do Ammanu można zakupić również w centrum odwiedzających w Petrze.
    • publiczny minibus – busy ruszają z południowej stacji od 9:00 do 16:00, w drogę powrotną jeżdżą od 6:00 do 13:00, kierowca rusza, gdy bus się zapełni
    • samochodem/ taxi – Petra znajduje się ok. 3 godz. jazdy od Ammanu nowszą Desert Highway lub 4 godz. bardziej malowniczą Kings’ Highway. Po drodze widoczne są brązowe znaki.
  • z Akaby:
    • autobusem – autobusy ruszają z centrum miasta (dworzec autobusowy – Mojamaa albassat), przejazd zajmuje około 2 godz.
    • taxi
  • południowa granica Jordanii – jedynie taxi, ewentualnie dojazd taxi do Akaby
(Visited 169 times, 1 visits today)
Jordania: W Skalnym Mieście - Petra (część III)
Jordania: W Skalnym Mieście - Petra (część I)

Powiązane wpisy

16 Comments

  1. Paweł

    „Gdy dojrzeliśmy wreszcie obeliski i cel naszej wspinaczki, pomyśleliśmy zgodnie tylko jedno: serio? To był cel tej mordęgi?! Nie znając historii tego miejsca, można się rozczarować.”[…]

    Cześć,
    Rozczarowaliście się, bo nie dotarliście chyba do właściwego miejsca. Obeliski, które widzieliście leżą na przełęczy, z której należy iść widocznym na zdjęciu szlakiem(schodami) jakieś 15 minut. Wychodzi się na płaskowyż będący najwyższym punktem w Petrze(Ołtarz Ofiarowania), z którego można cieszyć się panoramą dużej części tego skalnego miasta, widać choćby Teatr.
    Niestety w wielu miejscach w Petrze brakują wyraźnych oznaczeń wskazujących kierunek, stąd niektóre z nich są prawie nieodwiedzane przez turystów, na przykład Zamek Krzyżowców.

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Cześć! Prawda, oznaczeń brak niestety. I jeśli pamięć mnie nie myli, to na mapkach z informacji też za wiele nie ma… A szkoda. Mam wrażenie, że jakieś 80-85% odwiedzających Petrę nie odkrywa też wielu z tych miejsc, które my widzieliśmy, ale ma to swoje plusy – można dzięki temu nawet w tak zatłoczonym miejscu liczyć na chwilę wytchnienia od tłumu. Widoki z samej góry muszą być zachwycające, ale po trasie też było pięknie. No i zapewne tych dodatkowych 15 minut pod górę to już byśmy chyba i tak nie przetrwali :) Wchodzenie tam od drugiej strony w momencie, gdy szlak rozgrzany był do czerwoności przez słońce, było średnim pomysłem, szczególnie bez wystarczającej ilości wody – lepiej zacząć wędrówkę od głównej trasy. Z zapasem napojów. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  2. Maciej - www.BylismyTam.pl

    czy z pustyni Wadi Rum jeździ coś do Petry?

    Odpowiedz
    1. Paweł

      Tak, jeździ bus około 8 rano.

      Odpowiedz
  3. Zołza z kitką

    Mimo, że wiem, że Jordania jest pięknym miejscem – nie ciągnie mnie w tamte strony. Zdecydowanie bardziej chciałabym znowu odwiedzić Skandynawię…:)

    Odpowiedz
  4. Katarzyna

    Jordania musi być pięknym krajem, fajnie, że mogłam zobaczyć jej skrawek u Ciebie.

    Odpowiedz
  5. Malwina

    Wow, świetna podróż, świetna relacja, świetne zdjęcia

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Dziękuję!

      Odpowiedz
  6. Malgosia

    http://visitpetra.jo/DetailsPage/VisitPetra/EntertainmentsDetailsEn.aspx?PID=4
    Petra wieczorna -pisałam chyba i się nic nie zmienilo -jw…poniedziałek środa i czwartek..a nie piątek
    a co to Skarbca po poludniu…jego alabastrowy kolor i brak ludzi..zdecydowana wartość dodana… :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Ups… Tak to jest jak się pisze zbyt późno, z rozpędu z tym piątkiem wyskoczyłam ;) Skarbiec przed zamknięciem Petry to zupełnie inne miejsce – takie ciche, spokojne i piękne… Zupełnie co innego niż rano, gdy zbierają się pod nim tłumy wychodzących z kanionu ludzi.

      Odpowiedz
  7. Zastrzyk inspiracji

    Niesamowite miejsce. Oglądając te zdjęcia mam wrażenie, że duch dawnych czasów jest tam nadal obecny :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Zdecydowanie tak, to się czuje! ;)

      Odpowiedz
  8. damian

    Ogrom pracy włożony w budowę tego miasta jest niewyobrażalny. Robi to niesamowite wrażenie!

    Pozdrawiam,
    Damian

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Szkoda, że nikt jak na razie nie ustalił, jak mogło to miasto wyglądać w czasach świetności, gdy mieszkali tam ludzie…

      Odpowiedz
  9. Kuchnia i Podróże

    Przepiękne miejsce, byliśmy tam i wrażenia niezapomniane :-)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      To jedno z tych miejsc, którego chyba nigdy się nie zapomni :)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close