Jordania: W Skalnym Mieście – zwiedzanie Petry (część III)

Już przed wyjazdem wiedzieliśmy, że zwiedzanie Petry mimo zniechęcających do tego tłumów zajmie nam więcej niż jeden dzień, dlatego też zakupiliśmy Jordan Pass z dwudniowym wstępem do nabatejskiej stolicy. Petra to bajeczne miejsce i tu nie ma dyskusji. Niby większość pozostałości widzieliśmy w ciągu pierwszego dnia, ale pozostało nam jeszcze kilka punktów, w tym ten widokowy – ponad Skarbcem. Poniżej przeczytacie ostatni wpis poświęcony temu wykutemu w skale miastu. 

Dzień 7, 25.04.2017, część 1/3

Uporaliśmy się szybko ze śniadaniem, wymeldowaliśmy z naszego uroczego hotelu i ruszyliśmy raz jeszcze w stronę znanego nam już kanionu. Było dość wcześnie, ale w porównaniu do poprzedniego dnia, już zdążyło zrobić się gorąco – zwiedzanie Petry lepiej zacząć wcześnie. Źle to wróżyło, bo w perspektywie mieliśmy sporo schodów do pokonania w słońcu – doświadczenia z poprzedniego popołudnia nie napawały nas optymizmem.

Dość szybko dało się zauważyć, że tego dnia było dużo bardziej tłoczno. Już od wczesnych godzin w wąskim przejściu kanionu szła wycieczka za wycieczką, a pod Skarbcem zgromadziły się jeszcze większe tłumy niż poprzednio. Jako że jednak Skarbcowi zdążyliśmy się już wcześniej dokładnie przyjrzeć, od razu skierowaliśmy nasze kroki w stronę królewskich grobowców po drodze rzucając jeszcze okiem na okoliczne budowle.

Skarbiec z góry

Przeczucia nas niestety nie zawiodły – wspinaczka na górę była niesamowicie uciążliwa. Co chwila konieczna była przerwa, ale w sumie dobrze się składało, bo wkoło wciąż było na co patrzeć – otaczały nas niesamowite panoramy i w końcu mogliśmy spojrzeć na takie budowle jak np. teatr z góry. W pewnym momencie doszliśmy do jakiegoś murku – wyglądało na to, że ścieżka kończy się w tym miejscu, ale po chwili zauważyliśmy wydeptany trakt. Szliśmy sami, jedynie spore jaszczurki uciekały nam spod nóg.

Po jakimś czasie zaraz za nami pojawił się nie wiadomo skąd mężczyzna z osłem i bukłakami wody. Gdy zawahaliśmy się nad dalszą drogą, wskazał nam beduiński namiot rozłożony pośród skał. To było to! Trzeba było uważać, żeby nie spaść, ale w namiocie mogliśmy przysiąść na chwilę i spojrzeć na dół. Namawiano nas na herbatę, ale i bez tego zakupu można było tam chwilę odpocząć. Poza nami wewnątrz siedziały trzy osoby. Widok przepiękny – wkoło cisza, my schronieni w cieniu przed palącym słońcem, a na dole ruch jak w mrowisku.

Długo tam jednak nie posiedzieliśmy – im dłużej byśmy zostali, w tym większym upale trzeba byłoby wracać. W drodze powrotnej na schodach spotkaliśmy kobietę, która zapytała nas o odległość do widokowego punktu. Wyglądała na niesamowicie zmęczoną, poza tym po chwili zauważyliśmy, że ma rozerwaną z boku bluzkę i jest… ranna. Szybko okazało się, że obrażenia powstały na skutek upadku z osła. Jak to sama stwierdziła, jej tusza była przeszkodą w dostaniu się na górę więc postanowiła wjechać na szczyt na oślim grzbiecie.

Po pokonaniu około połowy schodów spadła i porządnie się poobijała. Była wściekła na samą siebie, bo nie dość, że uległa wypadkowi, to jeszcze właściciel zwierzęcia potraktował ją dość nieprzyjemnie – jako że zapłaciła mu z góry, odwrócił się na pięcie i zszedł nie udzielając jej pomocy. A ona postanowiła kontynuować wejście na własnych nogach. Uznała, że sobie poradzi, ale podziękowała za chęć pomocy – nie chcieliśmy jej dobijać, bo jednak spory kawałek jeszcze jej pozostał, a zawzięcie chciała dotrzeć do końca trasy. Jej zwiedzanie PEtry na pewno nie będzie się kojarzyć aż tak dobrze.

Kobieta poszła dalej, a my z kolei wypatrzyliśmy kolejne wzgórze, na którym wcześniej nie byliśmy. Na szczycie widać było kilka wykutych w skale grobowców, więc mimo że mieliśmy zamiar wracać do samochodu, zmieniliśmy plany. Na górę prowadziła początkowo jakaś ledwo widoczna ścieżka, ale szybko zniknęła, więc szliśmy już na przełaj podziwiając przy okazji takie oto widoki na Petrę:

Zwiedzanie Petry mniej uczęszczanym szlakiem

Wreszcie wspięliśmy się na szczyt wzgórza. Naszym oczom ukazały się wykute ludzką ręką groty, które w części są zamieszkałe. W jednych domy mają ludzie, w innych z kolei stworzone zostały zagrody dla zwierząt. Nie zdążyliśmy się dobrze rozejrzeć, gdy zaczepił nas idący w dół mężczyzna z osłem. Zatrzymał się i zaproponował nam poopowiadanie o Petrze oraz beduińską kolację i nocleg w jednej z grot. Mówił, że właśnie poprzedniego wieczoru miał takiego gościa. Nocleg w grobowcu? Hmmm… Ciekawe, czy kiedykolwiek to miejsce rzeczywiście nim było. Opcja może była kusząca, ale mieliśmy plany na popołudnie, poza tym wieczorem mieliśmy pojawić się już na pustyni Wadi Rum. Podziękowaliśmy i przeszliśmy jeszcze wkoło podziwiając budowle i kolorowe chropowate skały.

Gdy wróciliśmy do głównej drogi, przyszła pora na powrót do samochodu – upał, tłumy i wszechobecni namawiający nas do przejażdżki właściciele osłów i wielbłądów sprawiły, że był to najwyższy czas na opuszczenie tego miejsca. Zbiór tych trzech czynników stawał się powoli odrobinę irytujący. Spojrzeliśmy po raz ostatni na królewskie grobowce i poszliśmy pod prąd. Wciąż było dość wcześnie, więc raczej mało kto udawał się do wyjścia, ludzi tylko przybywało i przybywało.

Ostatni rzut oka na Skarbiec i mogliśmy pożegnać się z Petrą. Na pewno nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale czułam, że te odwiedziny są w zupełności wystarczające. Jedyne czego trochę żałowałam to to, że jednak nie zobaczyliśmy wieczornego widowiska Petra by night. Może jeszcze kiedyś nadarzy się ku temu okazja.

Jako że z każdej podróży przywozimy jakąś charakterystyczną dla danego miejsca pamiątkę, w drodze do samochodu przypomnieliśmy sobie o zakupie noszonej przez Jordańczyków biało-czerwonej chusty (kefija) i agalu (czarnego kółka przytrzymującego ją na głowie). Petra teoretycznie nie była najlepszym miejscem do takich zakupów, ale jak się później okazało – tylko raz (niestety nie pamiętamy już gdzie dokładnie), chustę można było kupić taniej. Oczywiście wtedy zakupu nie dokonaliśmy, bo odłożyliśmy go na później… W drodze od kanionu do kas stoisko z chustami miał pewien mężczyzna, więc zapytaliśmy go z ciekawości, jaki jest koszt takiej pamiątki. O ile pamięć mnie nie myli, rzucił cenę 20 dinarów za bodajże dwie (a może jednak jedną? Pamięć niestety jest zawodna) sztuki (ok. 120 zł). Wersja z wielbłądziej wełny kosztować miała jeszcze więcej (jedna sztuka wyceniona została bodajże na 30 JOD, czyli ok. 180 zł).

Targowanie w Jordanii – czyżby fikcja?

Naczytałam się przed wyjazdem, że w Jordanii trzeba się targować, a jako że w Maroku (muszę to kiedyś opisać, bo naprawdę jest co wspominać!) i podczas wyjazdów do innych pozaeuropejskich państw sztukę targowania opanowałam raczej na dobrym poziomie, zaczęłam negocjacje. Sprzedawca od razu sam z siebie obniżył cenę o 2 JOD (ok. 12 zł). Kontynuowałam, jednak mimo że sama zaproponowałam dość wysoką cenę (standardowo rozmowy zaczynam od 1/3 wartości towaru i nikt się nie obraża, tylko zaraz podejmuje wymianę ofert; tym razem zaczęłam od połowy), mężczyzna po prostu nas olał.

Z Petry wyszliśmy bez chusty… Jednak z czegoś do picia nie mogliśmy tak łatwo zrezygnować. Jakie było nasze zdziwienie, gdy poza kasami za pepsi usłyszeliśmy cenę 2 JOD za 2 litry. 12 zł! I to miała być jeszcze świetna okazja! Gdy wspomnieliśmy, że mimo zapewnień sprzedawcy kupowaliśmy już ten napój taniej, zszedł bez gadania na 1 JOD (ok. 6 zł). Było to jedyne miejsce, w którym udało się nam obniżyć jakoś znacząco cenę, więc zaczęłam wątpić, że w Jordanii rzeczywiście można mówić o jakimś specjalnym targowaniu się.

Trzeba było się zbierać – w drodze do kolejnego punktu na naszej mapie mogliśmy rzucić jeszcze okiem na Petrę widzianą z drogi. Dobre miejsce na zakończenie zwiedzania Petry i jej wspaniałości.

Nagrzanym do granic możliwości samochodem (chwała temu, kto wymyślił klimatyzację!) udaliśmy się w stronę Siq al Barid – miejsca mniej popularnego i wciąż darmowego. Znanego bardziej jako Mała Petra.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych części relacji z Jordanii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Booking.com

Powiązane teksty

6 Thoughts to “Jordania: W Skalnym Mieście – zwiedzanie Petry (część III)”

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Dziękuję!

  1. Mam nadzieje, ze ta pani sobie poradzila. A ceny kosmiczne…

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Wyglądała na strasznie wymęczoną, ale z drugiej strony widać też było ogromne zawzięcie, więc wydaje mi się, że dzięki temu dotarła do końca trasy :) Jordania niestety nie jest tanim krajem, a doliczając do tego ceny dodatkowo zawyżane dla turystów, to już w ogóle robi się drogo…

  2. 5 lat temu kupiliśmy wyjazd do Izraela / Jordanii, ale został odwołany przez niepokoje społeczne. Petra nadal jeszcze przed nami :)

    1. Podróżowisko.pl Podróżowisko.pl

      Teraz jest tam wyjątkowo spokojnie, więc warto rozważyć ten kierunek np. na wiosnę :)

Leave a Comment