Kambodża: Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng


Dzień 12, 23.11.2016 część 3/3

Nie sądziłam, że w ciągu jednego dnia uda się nam odwiedzić pola śmierci Choeung Ek, kompleks pałacu królewskiego, Narodowe Muzeum Kambodży oraz Tuol Sleng – więzienie, w którym Czerwoni Khmerzy mordowali własnych rodaków. Różnorodne miejsca dotyczące różnych fragmentów historii tak brutalnie doświadczonego kraju. Im więcej wiedzieliśmy, tym bardziej rozumieliśmy obecną sytuację w Kambodży.

Uwaga: wpis ten raczej nie jest przeznaczony dla osób szczególnie wrażliwych i nie mających świadomości tego, co działo się w Kambodży w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. 

Tuk tukiem dojechaliśmy pod samą bramę wjazdową dawnej średniej szkoły ekonomicznej Tuol Svay Prey. Szkoła ta dnia 17 kwietnia 1975 roku, czyli raptem kilka miesięcy po objęciu władzy przez Czerwonych Khmerów prowadzonych przez Pol Pota, przekształcona została w więzienie Tuol Sleng zwane również Więzieniem Bezpieczeństwa S-21. Było to największe więzienie Demokratycznej Kampuczy. Otoczone podwójnym murem i drutem kolczastym pod napięciem, stało się miejscem przesłuchań, tortur i śmierci wielu mieszkańców tego kraju. Ludzi więziono tam aż do upadku władzy w 1979 roku.

Obecnie mieści się tam Muzeum Ludobójstwa. W Tuol Sleng przesłuchiwano, katowano i mordowano ludzi. Początkowo byli to „wrogowie ludu”, czyli wszyscy nieprzychylni nowym rządom ludzie, osoby związane z poprzednimi władzami lub po prostu wykształceni mieszkańcy (jak już wspominałam w poprzednim wpisie – wystarczyło nosić okulary żeby zostać uznanym za zdradzieckiego inteligenta). Ginęli inżynierowie, doktorzy, nauczyciele, studenci, ministrowie, żołnierze wszystkich możliwych stopni wojskowych, ale także obcokrajowcy (m.in. Wietnamczycy, Laotańczycy, Hindusi, Brytyjczycy, Amerykanie i Australijczycy) oraz chłopi. Ludzie ci mordowani byli wraz ze swoimi rodzinami. Później mordowano tam także własnych towarzyszy. Przez cały okres funkcjonowania tego więzienia, w jego murach znalazło się jakieś 17-20 tysięcy osób (dokładna liczba nie jest znana) i tylko dwunastu więźniom udało się przeżyć tę gehennę. Wśród nich znalazła się jedna kobieta. To jednak nie wszystkie ofiary reżimu. Najniższe szacunki mówią o śmierci 10% ludności, jednak większość źródeł mówi, że z rąk Czerwonych Khmerów zginęło 20-25% ludności Kambodży – oznacza to od miliona do aż 2,5 milionów ludzi!!!

Ciała zakopywano w okolicy, ale gdy skończyło się miejsce, więźniów po przesłuchaniach zaczęto wywozić na pola śmierci znajdujące się 15 km od Phnom Penh – do Choeung Ek.

Dzisiaj pośród budynków zobaczyć można przystrzyżoną trawę, mnóstwo palm i inne drzewa. Niektóre z nich owocują jak ten chlebowiec (jackfruit):

Czy tak samo wyglądał ten teren w tamtych czasach? Czy więźniowie widzieli przez zasieki po raz ostatni w swym życiu tą soczystą zieleń? Nic jednak nie jest w stanie zatrzeć historii tego miejsca. Dramatu, jaki doświadczony był przez te tysiące umęczonych, w ogromnej większości niewinnych ludzi. Pierwsze co widzimy zanim wejdziemy do któregokolwiek budynku, to niewielki odgrodzony teren z białymi bezimiennymi nagrobkami. Odkopano w tym miejscu ciała ostatnich 14 ofiar rządów Pol Pota. Zrządzeniem losu spotkaliśmy tutaj dwie Polki, których jednak niestety wydarzenia z tego miejsca za bardzo nie poruszyły.

Dalej widać stupę upamiętniającą ofiary, wokół rozmieszczono tablice z nazwiskami pomordowanych. Niestety nie są to wszystkie nazwiska, ponieważ wielu danych nie udało się do tej pory ustalić. Na terenie kraju wciąż znajdują się nieodkryte groby.

Kierujemy się do pierwszego bloku po lewej stronie. Jest ich łącznie pięć. Więźniowie próbowali uciekać, a także popełniać samobójstwo poprzez skok z wysokości – w efekcie zewnętrzne korytarze zostały zabezpieczone drutem kolczastym, który pozostał tam do dzisiaj. Nikt nie mógł się wydostać. Wchodzimy do kilku pierwszych pomieszczeń, w których na wyłożonej płytkami podłodze stoją pojedyncze pordzewiałe łóżka. Na ścianie w każdym pomieszczeniu wisi jedno zdjęcie przedstawiające resztki narzędzi tortur, ciała, ślady krwi. Widok traumatyczny, niewyobrażalny, wręcz zupełnie nierealny. Fotografie te zrobione zostały przez wietnamskiego fotografa, który wszedł do Tuol Sleng po jego odbiciu jako jeden z pierwszych. Ludzie dotarli tam prowadzeni niesamowitym odorem rozkładających się ciał… Mężczyzna widział miedzy innymi zabitych tuż przed oswobodzeniem więzienia. Na łożach więźniów przykuwano i torturowano wymuszając na nich często niezgodne z prawdą zeznania.

Jak ludzie mogli zrobić coś takiego swoim rodakom? Wizyta na polach śmierci jest szokująca, ale to nic w porównaniu do odwiedzin w tym więzieniu. Pola śmierci w Choeung Ek działają na wyobraźnię, tutaj mamy przedstawione wszystko czarno na białym. Zdjęcia, narzędzia tortur, odzież czy kajdany, którymi więźniowie przykuwani byli do ścian czy posadzek. Ofiary przywiązywano do łóżka, na którym były katowane. Wiele osób zmarło z wycieńczenia lub odniesionych obrażeń. Tu nie ma miejsca na wyobraźnię, bo wszystko jest dokładnie pokazane.

Więzienie miało swój regulamin według którego osoba chłostana nie mogła nawet krzyknąć czy zapłakać. Jeśli jednak nie wytrzymała, czekała ją dodatkowa kara. Złamanie jakiegokolwiek punktu również skutkowało batami lub np. pięcioma porażeniami prądem. Coś przerażającego.

Inne szkolne sale podzielone zostały na maleńkie cele – można było w nich stać, ale niemożliwe było siadanie czy położenie się na gołej posadzce. Część z tych cel została niedbale wymurowana z cegieł, na innych piętrach z kolei cele były drewniane. Można by zapytać gdzie ci ludzie mieli toaletę – toalety nie istniały. Rodzaj ludzki sprowadzony został do najgorszego elementu, człowieka upodlono do granic możliwości. Reżim nie miał żadnej litości, prawie żadnych ludzkich odruchów. Czemu prawie? Bo jednak więźniów karmiono. Niestety były to głodowe racje – odrobina ryżu czy zupa z liści podane dwa razy dziennie musiały wystarczyć. Za napicie się wody bez zgody strażnika groziła kara. Więźniów przetrzymywanych w Tuol Sleng przez 2-3 miesiące kąpano co 4 dni – byli chorzy, poranieni, atakowani przez pchły i wszy. Społeczeństwo miało być bezgranicznie posłuszne i chłopskie. Jedyne dopuszczalne zajęcie to była ciężka praca na roli. Im mniej wykształcony człowiek, tym lepiej – miał nie kwestionować nowych władz, zapomnieć o jakichkolwiek rewolucjach. Każdy wykształcony był zagrożeniem, którego jak najszybciej (i najbrutalniej) należało się pozbyć. O radości i myśleniu o przyszłości nawet nie wspomnę. Jedyną przyszłością była praca na rzecz „dobra” kraju.

W jednej z sal zobaczyć można obrazy. Artystycznie nie mają one żadnej wartości, ale doskonale pokazują, jakim okrucieństwom poddawali byli więźniowie. Obrazowe ukazanie tych wszystkich tortur szokuje. Jednym z łagodniejszych widoków jest nagi więzień przywiązany za nogi i ręce do kija, na którym jest niesiony. Prawdopodobnie jest to już tylko ciało. Na innym widać scenę wyrywana obcęgami paznokci. Gdzieś indziej podtapianie. Kolejne przedstawia scenę dobierania maleńkiego dziecka zrozpaczonej matce. W innych salach ustawione są setki, tysiące zdjęć ofiar zrobionych przez zbrodniarzy. Z wielu z nich spoglądają dzieci. Jednak niezależnie od wieku więźniów, ze wszystkich oczu wyczytać można smutek, rezygnację, załamanie. Na pewno ludzie ci zdawali sobie sprawę z tego, co ich czeka. Wiedzieli, że zginą, tylko nie byli świadomi w jaki sposób i jak długo potrwa ich umieranie. Jednak odnoszę wrażenie, że nie widać na większości tych twarzy strachu. Gdzieś dalej pokazane są zdjęcia ciał. Na to zupełnie nie mogłam już patrzeć…

Niby wiedziałam na co się nastawiać. Wiedziałam już wcześniej, co działo się w tym miejscu. Podejrzewałam, że obojętnie obok tamtejszych wystaw nie przejdę, ale mimo wcześniejszego przygotowania, na miejscu po prostu odebrało mi mowę. Nie spędziliśmy tam wiele czasu – oglądanie tego miejsca było trudne, przepełnione żalem i smutkiem. Chciało się stamtąd jak najszybciej uciec, zapomnieć o widzianych obrazach. Jest to tak nierealne, że przez chwilę przez myśl przechodzi, że coś takiego nie mogło się wydarzyć. Że to tylko wystawa jakiegoś szalonego „artysty”, który pobiera 3$ za wstęp od osoby. Ale wszystko to miało miejsce i to całkiem niedawno. Nie wolno zapominać tej części historii. Trzeba o niej pamiętać i koniecznie przekazywać następnym pokoleniom ale też i turystom. Wizytę w Tuol Sleng odradzam wszystkim bardzo wrażliwym, o słabych nerwach. To nie jest coś, co można obejrzeć zupełnie bezmyślnie strzelając sobie selfie na prawo i lewo. Przebiec przez korytarze, zrobić mnóstwo zdjęć żeby było o czym opowiadać. Tam trzeba zwolnić. Rozejrzeć się, pomyśleć o przeszłości, o tym, co przeżyli ci wszyscy ludzie. Zastanowić się i wyciągnąć wnioski. Mimo że Kambodża potrafi wkurzyć, zatrzymać się i spojrzeć na nią przez pryzmat tej tragedii. Do takiego okrucieństwa nigdy więcej nie wolno dopuścić.

Reżim został zniszczony dopiero przez Wietnamczyków – Czerwoni Khmerzy poczuli się zbyt pewnie i zaczęli atakować wietnamskie przygraniczne wioski. W efekcie władze Wietnamu w końcu powiedziały dość. Czy jednak brutalność władz Demokratycznej Kampuczy zostałaby przerwana, gdyby nie ataki na sąsiadów? Prawdopodobnie zginęłoby jeszcze więcej khmerskiego społeczeństwa. Nie zajmuję się polityką, ale naprawdę trudno mi zrozumieć tę znieczulicę, że pozwolono na ludobójstwo, że nikt nie zaangażował się w tę sprawę wcześniej.

Gdy wychodziliśmy z Tuol Sleng było już dobrze po 17:00. Brama została zamknięta, czekano na ostatnich zwiedzających opuszczających już powoli to miejsce.

Chcąc przeanalizować ten dzień na spokojnie, postanowiliśmy wrócić do hotelu na piechotę. Mieliśmy tam raptem 1,5 km. Oczywiście po drodze nie było żadnych chodników, więc przemyślenia musieliśmy jednak odłożyć na później. Najważniejsze było, żeby wrócić do pokoju w całości, co przy szalonym ruchu na ulicach było niesamowitym wyzwaniem. Morze samochodów, ocean skuterów – musieliśmy pokonać jedną z główniejszych ulic. Niby ruchem sterowała policja, ale w tym chaosie nie widziałam żadnej logiki. W końcu jakoś pokonaliśmy ten cały zgiełk.

W hotelu wciąż byliśmy przygnębieni. Dostaliśmy porządną dawkę historii i ludzkiego dramatu w ciągu tych kilku godzin jakie spędziliśmy w Choeung Ek i Tuol Sleng. Następnego dnia mieliśmy opuścić Kambodżę i wrócić do Tajlandii.

Kambodża / Tajlandia: Kierunek wyspy!
Kambodża: Królewskie oblicze Phnom Penh

Powiązane wpisy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close