Tajlandia: Train market


Dzień 4, 15.11.2016 część 1/3

Jeśli sądziłam, że po podróży już jest wszystko w porządku, to bardzo się pomyliłam. Organizm tylko pozornie przestawił się na nowy czas. Niesamowity ból głowy i nieopanowana chęć do spania zmusiły mnie do krótkiej wieczornej drzemki w trakcie przygotowywania się na kolejny dzień. Zasypiałam na stojąco. A po półgodzinnej drzemce – koniec spania. I tak męczyłam się do 3:00. Przed 6 musieliśmy wstać, ponieważ wykupiliśmy w hostelu wycieczkę do dwóch miejsc z naszej listy atrakcji do zobaczenia na pierwszy raz w Tajlandii – pływającego targu oraz targu, przez który przejeżdżają pociągi.

Do tego pogryzły mnie jeszcze komary i każde ugryzienie nieziemsko swędziało – zaczęłam się obawiać, czy przypadkiem te krwiopijne potwory nie przenoszą jakiejś dengi albo malarii. Niby ta druga choroba nie stanowi w Tajlandii jakiegoś poważnego zagrożenia, ale z dengą sprawy mają się już niestety inaczej. Na szczęście ugryzienia okazały się niegroźne.

Transport do obu miejscowości w te i z powrotem kosztował nas 350 bahtów od osoby (ok. 40 zł). Przepłaciliśmy w porównaniu do ceny samodzielnie kupowanych biletów (zapewne dwukrotnie), ale dało nam to komfort bycia tzw. kurczakiem – zabrano nas spod hostelu, zawieziono, zaprowadzono, dano czas na samodzielne poszwendanie się i odwieziono z powrotem. Akurat tej wygody potrzebowaliśmy.

Kilka minut po 7:00 przyjechał nasz bus. Gdy skompletowany został cały skład, każdy otrzymał naklejkę, po której miał nas rozpoznawać nasz „przewodnik”. Około godz. 9:00 byliśmy już w Mae Klong, w którym odbywa się tzw. „train market”. Miejsce to znane jest z targu, który rozłożony jest wzdłuż torów. Miski z rybami, warzywami, owocami, mięsem i innymi artykułami spożywczymi poukładane są tuż przy szynach. Najróżniejsze produkty leżą na ziemi lub na wyposażonych w kółka stolikach, które w każdej chwili wciągnąć można do wnętrza straganów  Chcąc przejść przez targ, nie ma innego wyjścia jak iść po torach.

Ostrzeżono nas jednak, żeby uważać, gdy usłyszymy sygnał dźwiękowy z głośników. Po komunikacie należy poszukać sobie miejsca, w którym można będzie się schować. Szliśmy przed siebie w dzikim tłumie (poza mieszkańcami robiącymi zakupy było tam mnóstwo podobnych do naszej grup) podziwiając coraz to nowe owoce czy ryby (żywe sumy!). Ciekawostką były smażone żaby, obok których nikt z wycieczkowiczów nie przechodził obojętnie. Do smażonych poczwarek już przywykliśmy, w końcu przecież jedliśmy je pierwszego wieczoru w Bangkoku, żaby jednak wzbudziły zainteresowanie. Czas niestety powoli się kończył. Zawróciliśmy. Straciłam nadzieję, na zobaczenie jak to sprzedawcy składają swoje prowizoryczne daszki, żeby zrobić miejsce na przejazd pociągu. Zrezygnowani szliśmy z powrotem.

A tu nagle z głośników dobiegł nas sygnał i komunikat. Nic z niego nie zrozumieliśmy, ale oznaczało to, że zaraz przejedzie tędy wyczekiwany pociąg. Ludzie zaczęli chować się w prowizorycznych sklepikach, sklepikarze usuwali rozstawione daszki, towary wjeżdżały z powrotem do sklepików i po kilku minutach wszystko było gotowe. Niektórzy sprzedawcy czekali do ostatniej chwili zupełnie się nie spiesząc. I wreszcie pojawił się pociąg. Ledwo się tam mieści, dlatego naprawdę trzeba być schowanym z dala od toru. Ludzie z pociągu przyglądali się nam, my im, pociąg bardzo powoli przejechał, a życie na targu wróciło do normy. Znów klienci targowali się ze sprzedawcami (chociaż i tak jest tam śmiesznie tanio, np. za kokosa zapłaciliśmy tam najmniej – 15 bahtów, dla porównania – w innych turystycznych miejscach kosztował 40-50 bahtów za sztukę).

Jako że przejazd pociągu zajął dobre kilka minut, musieliśmy się pospieszyć. Okazało się, że za stoiskami po prawej biegła druga, nieuczęszczana dróżka – do busa wróciliśmy unikając przepychania się przez wielonarodowy tłum. Gdy wszyscy się zebrali, ruszyliśmy na pływający targ Dumnoen Saduak .

(Visited 235 times, 1 visits today)
Tajlandia: Dumnoen Saduak - pływający targ
Tajlandia: Loy Krathong - Święto Świateł

Powiązane wpisy

9 Comments

  1. Krzysztof

    Fajnie opisane. Filmiki z tego targu widziałem kilkukrotnie w różnych miejscach ale ostatnio na ten tar trafiłem w książce Ryszarda Kapuścińskiego – uciekał przed pociągiem tak samo jak wszyscy :-)

    Odpowiedz
  2. Zastrzyk inspiracji

    Inny świat, inna kultura, wszystko zupełnie inna ale jakie niesamowite. Na pewno warto to wszystko zobaczyć na własne oczy :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Zdecydowanie!

      Odpowiedz
  3. La Blonde Vita

    O pływającym targu słyszałam wcześniej, ale o tym nie! Niesamowite!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Na informacje o tym miejscu trafiłam zupełnie przypadkiem. Koniecznie musieliśmy to zobaczyć :)

      Odpowiedz
  4. Ania W

    świetny ten targ :) oj, tak mi się marzy Tajlandia..

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Marzenia trzeba spełniać! ;)

      Odpowiedz
  5. Bo moje życie to podróż

    Widziałam ten targ tylko z okna autobusu:)))) My targ wodny w Aphawie zaliczyliśmy:) Pozdrowionka:)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Do Amphawy wybierzemy się następnym razem – niby już na pływającym targu byliśmy, ale Twój opis zachęcił mnie do kolejnej wizyty w takim miejscu ;)

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close