Sycylia: Pierwsze wrażenie

Jest styczeń. Sobota – kolejny weekend nowego roku. Nie taki jednak zwyczajny, bo ruszamy znów do Włoch, tym razem na Sycylię. Jakoś ten kraj w kształcie buta upodobaliśmy sobie do tych powrotów… Kusząca cena biletów jeszcze bardziej temu sprzyja. Czy Sycylia zimą to dobry pomysł? Czego można się spodziewać po tej wyspie w styczniu? I czy w ogóle warto tam lecieć? Już pierwszy rzut oka sprawia, że szybko wyrabiamy sobie zdanie – w końcu pierwsze wrażenie to podstawa.

Dzień 1, 20.01.2018

Po dość sprawnym boardingu autobusem dowiezieni zostajemy do samolotu, gdzie czeka nas niespodzianka. Niby miejsca mamy na samym końcu, w rzędzie 29, jednak skierowani zostajemy do drzwi z przodu. Natomiast pasażerowie z drugiego autobusu, który podjeżdża z tyłu, nie mają wyboru i muszą wejść tylnymi drzwiami. Nieważne, w którym rzędzie kto siedzi. Gdy chcemy udać się na tył, żeby nie przepychać się przez cały samolot zostajemy zawróceni. Bo nie wolno przechodzić pod skrzydłem. Rozumiem to, ale widzę na płycie lotniska pachołek wyznaczający koniec skrzydła, a za nim na spokojnie da się przejść zachowując procedury. I co z tego…

Dopiero po chwili pracownicy orientują się, że sami powodują opóźnienie startu. Bałagan jest spory. Możemy w końcu przejść na tył, tylko byleby za pachołkiem. Ale i tak jest już za późno na tą decyzję, w środku samolotu panuje istny chaos. Ci z tyłu przepychają się do przodu, ci z przodu – do tyłu… Jak się później okaże, kobieta za nami (30 rząd!) przeciskała się od samego początku. Chyba jeszcze nigdy nie wsiadaliśmy jako ostatni, ale dobrze wyszło. Czekając w drzwiach ucinamy sobie miłą pogawędkę z jedną ze stewardess. W końcu docieramy na miejsce. Niby mamy fotele od środka i przejścia, ale szybko okazuje się, że pasażera spod okna nie ma. Cudownie – mamy cały rząd dla siebie! Tym bardziej się nam poszczęściło, bo samolot jest całkowicie zapchany. Jedynie ostatnie dwa rzędy są luźniejsze.Dobrze się ta podróż zaczyna.

Po wylądowaniu szybko ruszamy w stronę wypożyczalni samochodów. Jest późno, zależy nam na jak najszybszym dopełnieniu procedur i dojechaniu do Syrakuz. Niestety wypożyczalnia Optimo Rent robi nam sporo problemów – o tym więcej piszę na końcu. Po jakiejś godzinie spędzonej w ich biurze wreszcie możemy ruszyć. Na 22:00 mieliśmy być w mieszkaniu, które wynajęliśmy w Syrakuzach, ale nie mamy na to szans. Starając się nie naginać za bardzo przepisów pędzimy do celu, gdy nagle… kończy się nam autostrada i pojawia się znak stop! Na prostej, wydawać by się mogło głównej, drodze…

Stawiamy się w końcu na miejscu pół godziny później. Nie możemy jednak znaleźć dokładnego adresu, bo trafiamy pod osiedle składające się z wielu bloków. Który to ten nasz? I która klatka? A numer mieszkania? Dzwonimy do naszego gospodarza. Po 5 minutach jest na miejscu i prowadzi nas do naszego lokum. Skacze po schodach jak kozica. Niby to tylko 2 piętro, ale nie mogę dotrzymać mu tempa. A w środku… cudo! Trzypokojowe mieszkanie z w pełni wyposażoną kuchnią mamy za raptem 93 zł! I to ze śniadaniem! Nie dość, że mieszkanie jest świetne, to jeszcze nasz nowy znajomy jest niesamowicie pomocny.

Poleca nam podjechać na wyspę Ortygię. Mówi że jest tam o tej porze naprawdę pięknie, wciąż na ulicach zobaczyć można świąteczne dekoracje. Jest po 23:00, ale co tam. Wybierzemy się. Przydałoby się trochę odpocząć, ale szkoda zmarnować taką okazję, bo następnego dnia nocujemy już gdzie indziej. Cudem trafiamy na bezpłatny parking na obrzeżach wysepki. Bliżej już się nie da. Parking ogółem jest płatny, ale znów dopisuje nam szczęście, bo parkometry są zepsute. Dowiaduję się tego od zaczepionej grupki Włochów. Jedna z dziewczyn ma pytanie o angielski odpowiada „si”, po czym gada do mnie po włosku…

Na szczęście jej koleżanka jest bardziej anglojęzyczna. Zostawiamy auto i idziemy obejrzeć wyspę. Rzeczywiście jest pięknie! I mimo późnej pory w centrum są tłumy, głównie Włochów. Gdzieniegdzie czuć jedzenie, ale zdecydowanie częściej jest to marihuana. Na obrzeżach natomiast aromat moczu… Ale jest czysto. I Ortygia ma naprawdę niesamowity klimat! Momentalnie zakochuję się w tych wąskich uliczkach, długich balkonach, starych i odrapanych, ale jakże mających urok budynkach.

Trafiamy pod świątynię Apolla. Ogromne kolumny robią wrażenie – chciałabym zobaczyć to miejsce w ciągu dnia. Musimy tu wrócić z rana! Kręcimy się wąskimi uliczkami aż docieramy na Piazza Duomo. Coraz bardziej mi się tu podoba. Niby elewacje budynków czasy świetności mają dawno za sobą, ale mimo wszystko miejsce ma klimat. Zachwycam się każdą opuszczoną uliczką, różnymi detalami. I kotami. Tak, zdecydowanie jest to królestwo kotów. Trafiamy jeszcze pod Fontannę bogini Diany i do Źródła Aretuzy. W źródle zobaczyć można ogromne papirusy.

Zmęczenie jednak daje o sobie znać. Jest już po 1:00, a rano musimy w miarę wcześnie się zebrać, bo plan jest ambitny. Kładziemy się w końcu spać po 2:00, ale było warto! Dzień kończymy zachwyceni! Jednak na początku zapowiadało się, że pierwszy zgrzyt będzie rzutował na wyjazd. A co się stało? Wypożyczalnia samochodów.

Po lądowaniu udajemy się natychmiast na poszukiwanie naszej wypożyczalni Optimo Rent. Już od samego początku czuję, że będzie problem. Wypożyczalnia miała mieścić się w terminalu, ale nic takiego nie widzimy. Pracownik innej wypożyczalni kieruje nas na zewnętrzny parking. Znajdujemy tam kilka biur, ale pierwszy zapytany o tą firmę Włoch nie kojarzy w ogóle nazwy. Dopiero jakaś dziewczyna przekierowuje nas na parking VIP. Ale tam też nie ma żadnej wypożyczalni, która nosiłaby chociaż podobną nazwę! Dopytujemy raz jeszcze – wreszcie jest. Pod zupełnie inną nazwą, której niestety nie zapamiętuję. Ale zaczynała się na „a”…

Stoimy w kolejce, a czas ucieka. Jakiś Włoch przed nami zupełnie się nie spieszy i tylko piętrzy problemy. W końcu po 40 min. i my jesteśmy obsłużeni. Okazuje się, że na karcie zablokowany zostanie depozyt w wysokości 1000 EUR! Słowa o tym w warunkach rezerwacji nie było – wspomniany był jedynie wkład własny w wysokości 1400 zł. Dyskusja jednak nic nie daje. Albo bierzemy co dają, albo zostajemy bez samochodu, a dochodzi już 22:00 i większość innych biur jest już zamknięte. Co gorsze, dowiadujemy się, że jeśli cokolwiek się stanie, pobiorą te 1000 EUR z karty. I nieważne, że szkoda będzie warta w rzeczywistości 10 raz mniej. Depozyt przepada i koniec kropka. Jeśli chcemy go uniknąć, musimy wykupić ubezpieczenie kosztujące bagatela… prawie 100 EUR! Tylko że cały koszt wypożyczenia auta kosztuje nas… 115 zł za kilka dni. Na szczęście mamy wykupione ubezpieczenie w polskiej firmie, przez co postanawiamy zaryzykować. Ubezpieczenia na miejscu nie bierzemy.

Dokładnie oglądamy samochód, odnotowujemy na formularzu każdą najmniejszą nawet rysę. Byle plamka i już. Pracownik wypożyczalni zaczyna się niecierpliwić, bo mu zimno. Zimno? Cieplutko! Jest koło 12 stopni. U nas panują właśnie temperatury na minusie i grubą warstwą leży śnieg.

Na pożegnanie słyszymy jeszcze, żeby uważać, bo Sycylijczycy potrafią celowo uszkodzić samochód, jeżeli wydaje się im zbyt nowy. Ciekawe… Jak tak pomyślę nad tym, to zaczynam podejrzewać, że mieliśmy już do czynienia z takim zachowaniem w Neapolu. Na samochodzie ktoś zrobił nam rysę w takim miejscu, że niemożliwe to było do zrobienia w trakcie parkowania. Może tam też ktoś celowo zniszczył nasze auto? Tego już się jednak nie dowiemy. Na szczęście mieliśmy wtedy ubezpieczenie – wykupione po raz pierwszy!

Podsumowując – jeżeli bierzecie na Sycylii samochód w podejrzanie niskiej cenie i w nieznanej sobie wypożyczalni, uważajcie. Będzie jakiś haczyk.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych części relacji!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Sycylia: Co zobaczyć w Syrakuzach?
Włochy: "Zobaczyć Neapol i umrzeć"

Powiązane wpisy

Booking.com

3 Comments

  1. Kasia

    Świetna relacja! Inspirująca.

    Odpowiedz
  2. Magda

    Czy dobrze rozumiem, że jechaliście samochodem do Włoch? Nas Sycylia bardzo kusi, ale jakoś nie możemy się zebrać żeby tam dotrzeć – tyle miejsc na świecie, a czasu mało :)

    Odpowiedz
  3. Magdalena

    Dobrze wiedzieć! :) My na każdy wyjazd wypożyczamy samochód. Ps. Bardzo fajna relacja :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close