Sri Lanka: Ząb Buddy


Wyświetl większą mapę

21.01.2015 – dzień 7 cz. 1/3

KANDY – PERADENIYA – NUWARA ELYA

Przygody z łazienką nie skończyły się wieczorem dnia poprzedniego… Rano zabrakło wody… Na szczęście później było już tylko lepiej. Jak tylko ogarnęliśmy rzeczy i pokój, czekało na nas śniadanie – standardowo smażone jajko, dżem, tosty, herbata, a na deser maleńkie banany. Pisałam już może, że banany, jak i ogółem wszystkie inne znane nam w Polsce owoce, smakują na Sri Lance inaczej? Są dużo smaczniejsze, mimo że wyglądem znacznie odbiegają od owoców, które możemy dostać w sklepach.

Przy stole zastaliśmy parę Brytyjczyków, z którymi bardzo miło rozmawiało się o tym skąd jesteśmy, co robimy, jak nam się podoba na Sri Lance. Sporo opowiadali o sobie i swoich podróżach. Po krótkiej wymianie zdań na temat wrażeń z Azji wiem już, że następnym państwem, które odwiedzę na tym kontynencie będzie Wietnam. Chyba że wcześniej trafię dobrą cenę przelotów do mojej wymarzonej Japonii, wtedy Wietnam będzie musiał poczekać :) Na koniec rozmowy, gdy mieliśmy się już żegnać, zostałam skomplementowana… Brytyjka stwierdziła, że doskonale posługuję się ich rodzimym językiem i była pewna, że spędziłam trochę czasu w Anglii. Bardzo się zdziwiła, gdy wyjaśniłam, że cały mój pobyt w ich kraju ograniczył się do kilku dni w Londynie.

Przez rozmowę, śniadanie przedłużyło się nam o jakieś 30 min, a ja niezbyt się najadłam… Czas nas jednak gonił – chcieliśmy koniecznie zdążyć na ceremonię ofiarowania (zwaną puja) w największej atrakcji Kandy – świątyni Zęba Buddy. W ciągu dnia są trzy ceremonie, ale nam pasowała tylko ta o godz. 9:30 (pierwsza jest bardzo wcześnie rano, a ostatnia pod wieczór). Trzeba było liczyć się z tym, że zjazd po serpentynach zajmie sporo czasu, dlatego to poranne opóźnienie nie było nam na rękę. Jednak miło spędzony czas był najważniejszy. W trakcie jazdy okazało się, że zupełnie przypadkiem znalazłam nocleg niedaleko punktu widokowego na całe Kandy. Z góry widać było również doskonale cały kompleks świątynny – Sri Dalada Maligawa. Jednak bardzo szybko zabraliśmy się z tego punktu, bo stało tam mnóstwo sprzedawców wszystkiego, co tylko można było spróbować opchnąć turyście.

Kandy (1)

Gdy dojechaliśmy na miejsce, kierowca polecił nam zwiedzenie kompleksu wraz z przewodnikiem, ponieważ podobno jest tam wiele miejsc, których samemu się nie znajdzie. Mimo kiepskich doświadczeń w Pollonaruwie i Sigiryi, postanowiliśmy zaryzykować i dać mu szansę. Jak to się mówi do trzech razy sztuka. Niestety po tym razie wiedzieliśmy już, że choćby nie wiadomo co się działo, więcej przewodnika nie weźmiemy! Przyznaję, że ten w Kandy tempo miał znacznie wolniejsze, ale i tak ciągał nas i ganiał po świątyni nie dając zbyt wiele czasu na przyjrzenie się jej pięknym detalom. Ponadto jakoś nie zauważyłam, żeby mówił o czymkolwiek więcej, niż było napisane w naszym przewodniku. Jedyne co zyskaliśmy na tym, to to, że zdążyliśmy zobaczyć tuż po głównej ceremonii szkatuły, w których przechowywany jest ząb Buddy, a które pokazywane są raptem przez 5 min. Jakbyśmy sami kręcili się po budynku, zapewne stracilibyśmy rachubę czasu i przegapilibyśmy ten moment. Żeby zobaczyć te szkatuły musielibyśmy czekać na następną ceremonię, która miała odbyć się dopiero za kilka godzin, wieczorem.

Przewodnik zabrał nas do okienka biletowego (wstęp kosztuje 1000 rupii czyli 28 zł), a następnie podeszliśmy do wydzielonego stanowiska żeby zostawić tam jak zwykle buty. Było to jedyne miejsce, w którym po oddaniu butów otrzymywało się numerek. Niby cena za przypilnowanie butów wynosiła „co łaska”, ale na 20 rupii pilnujący obuwia patrzyli krzywo. Ostatecznie kosztowało to 40 rupii (1,15zł). Żeby wejść do świątyni Zęba Buddy, koniecznie trzeba zostawić obuwie, być odpowiednio ubranym, nie mieć ze sobą jedzenia, picia, narkotyków, broni, telefon musi być wyciszony lub zupełnie wyłączony itp. itd. Jeżeli czyjś ubiór nie zostanie zaakceptowany przez świątynną ochronę, może zawsze wypożyczyć jakieś szmatki od kręcących się przy głównej bramie przewodników. Jednak tego nie polecam, bo zdzierają z turystów jak tylko mogą.

Ruszyliśmy wreszcie zwiedzić świątynię. Po kilku schodkach, przed którymi umieszczona została imitacja kamienia księżycowego, wspięliśmy się na drogę prowadzącą na dziedziniec. Przeszliśmy przez otaczającą budowlę fosę i dopiero tam sprawdzono bilety.

Dlaczego przed wejściem znajduje się tylko imitacja kamienia? Przewodnik opowiedział nam, że oryginalny umiejscowiony tam kamień on zniszczeniu, tak jak i inne części budowli w 1998r. Wtedy to Tamilskie Tygrysy wjechały na teren kompleksu ciężarówką wypełnioną materiałami wybuchowymi. W wyniku zamachu na miejscu zginęły 23 osoby, a prace naprawcze trwały kilka lat. Obecnie nie ma śladu po tym ataku, ale środki bezpieczeństwa zostały znacznie zaostrzone.

Świątynia ma dwa piętra, ale my od razu po wejściu do wnętrza skierowaliśmy się na pierwsze, do pomieszczenia zwanego biblioteką. Na drugie w końcu w ogóle nie trafiliśmy. Wejście do biblioteki prowadzi przez otoczone licznymi zdobieniami drzwi. Ponownie pojawia się tutaj motyw paszczy smoka. W bibliotece przechowywane są liczne cenne zapiski umieszczone na… liściach palmowych. Najcenniejszym obiektem jest 1600 stronicowa, najstarsza książka wykonana na liściach pochodząca z okresu kurunagala.

Z tarasu otaczającego bibliotekę roztaczał się ładny widok na pozostałą część kompleksu, czyli na zlokalizowane tuż obok siebie świątynie najróżniejszych religii – buddyzmu, hinduizmu i chrześcijaństwa. Co ciekawe – wszystkie budynki należą podobno do muzułmanów.

Kandy (8)

Tuż obok biblioteki znajduje się pomieszczenie, w którym umieszczono różne statuetki Buddy. Wewnątrz stoi mnich, który pilnuje porządku. Niestety nie można spędzić tam za dużo czasu, przepływ ludzi jest „regulowany”.

Kandy (45)Po szybkim zwiedzeniu obu miejsc, zeszliśmy na dół, żeby dokończyć oglądanie ceremonii ofiarowania. Turyści i wierni nie widzą, co dzieje się dokładnie przy szkatułach z zębem Buddy, jedynie co chwila otwierają się drzwi i wchodzą tam lub wychodzą osoby przenoszące dary. Całość uświetnia kilku mężczyzn grających na trąbkach i wybijających głośno rytm na bębnach. Panowie ubrani są na biało czerwono, w tradycyjny męski strój – sarong. Przy okazji – wiedzieliście, że w buddyzmie kolor biały jest kolorem żałoby? Na wielu cmentarzach czy przy okazji widzianych pogrzebów, ludzie nosili tylko ten kolor. Zupełnie odwrotnie niż u nas.

Jeszcze przed zakończeniem ceremonii, przewodnik zaciągnął nas z powrotem na górę, poganiając nas coraz bardziej. Nie wyjaśnił o co chodzi, a my jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy gdzie idziemy. Jak się później okazało, na górze przez 5 min. można było zobaczyć przez uchylone ogromne, mosiężne drzwi relikwiarz. Wewnątrz złotej szkatuły (zwanej stupą lub dagobą), znajduje się 6 innych szkatuł, w których wnętrzu ukryta jest najcenniejsza relikwia tej religii – wspominany już wielokrotnie ząb Buddy. Tłum na górze był tak gęsty, że naprawdę ciężko było się gdziekolwiek ruszyć. Nasz przewodnik jednak na tyle się przepychał, że udało się nam zobaczyć szkatułę zanim zatrzaśnięto drzwi. Wierni mogli podejść bliżej, turystom pozostawało oglądanie z daleka. Ci, którzy przynieśli dary dla mnichów (mnisi nie mogą sobie nic kupić, mają tylko to, co otrzymają), gromadzili się na niewielkiej powierzchni tuż przed relikwiarzem.

Kandy (14)

A w ogóle skąd wziął się ząb Buddy w Kandy? Ząb na Sri Lankę dotarł w 313r, gdy hinduska księżniczka Hemamala uciekała ze swojego kraju przed armią atakującą królestwo jej ojca. Przemyciła ząb w swoich włosach, po czym przekazała tę relikwię królowi Kirthi Sri Meghavarna. Król nakazał wybudować świątynię godną tej relikwii w Anuradhapurze – pierwszym miejscu, w którym była ona przechowywana. Istnieją dwie wersje legendy mówiące o tym, w jaki sposób pozyskano ząb. Jedna z nich mówi, że został wykradziony ze stosu pogrzebowego Buddy. Druga z kolei wyjaśnia, że ząb w trakcie palenia ciała uniósł się nad sarkofag wskazując na to, że chce pozostać na ziemi. Od tamtej pory był pilnie strzeżonym skarbem. Kto miał tę cenną relikwię, ten miał władzę (ochrona relikwii przysługiwała jedynie królom), tak więc każdy z następnych władców opiekujących się zębem, budował mu świątynię znajdującą się niedaleko swojego pałacu. Wydaje się, że ząb osiadł na stałe właśnie w Kandy, do którego pielgrzymują tysiące Lankijczyków i wyznawców buddyzmu z całego świata.

W świątyni panował niesamowity tłok, spore ilości modlących się przeplatały się z chyba jeszcze większą liczbą turystów. To było pierwsze i chyba jedyne tak tłoczne miejsce spośród tych, które odwiedziliśmy na Sri Lance. Jednak nie ma się czemu dziwić – świątynia Zęba Buddy uważana jest za centrum buddyzmu na wyspie, dlatego o każdej porze, gdy tylko jest otwarta, można spodziewać się tam mnóstwa osób.

Kandy (15)

Od przewodnika usłyszeliśmy, że centralna część świątyni ozdobiona została licznymi rzeźbieniami wykonanymi na drewnie pochodzącym z Europy oraz że na suficie znajduje się ponad 100 złotych lotosów.

Przepychając się przez gęstniejący na dole tłum, doszliśmy do kolejnej komnaty. Ponoć pomieszczenie to nie zawsze jest udostępnione zwiedzającym, ale mieliśmy szczęście i mogliśmy zajrzeć do niego na chwilę. Wewnątrz umieszczono liczne statuetki Buddy pochodzącej z różnych stron świata. Wśród posążków umieszczona została też figurka wykonana z kryształu, ale w panującym tam tłumie niełatwo było ją wypatrzyć. Poza statuetkami, wewnątrz sali znajduje się galeria zawieszonych pod sufitem 21 obrazów ukazujących historię najważniejszej buddyjskiej relikwii.

Po wyjściu ze świątyni podprowadzeni zostaliśmy do starego drewnianego budynku, a raczej dachu wspartego na licznych, bogato zdobionych, drewnianych kolumnach. W miejscu tym odbywały się najważniejsze spotkania szczebla politycznego. W miejscu tym przyjęty został książę Walii Filip w 1954r. Dach zapewniał przyjemny chłód, poza kolumnami Lankijczycy siedzieli odpoczywając w cieniu.

Kandy (19)

Odchodząc od drewnianego pawilonu, dochodzi się do miejsca, w którym wierni zapalają lampki oliwne będące pewną formą ofiary składanej Buddzie. Duża liczba lichtarzy, na których można umieszczać owe lampki, została umieszczona w kolejnym, tym razem oszklonym pawilonie.

Kandy (48)Niedaleko od tego miejsca znajduje się Muzeum Słonia Raja – zwierzęcia, które do 1988r. uczestniczyło w procesjach w corocznym święcie Esala Perahera poświęconym czczeniu zęba Buddy. W muzeum tym można zobaczyć ząb słonia, zdjęcia zrobione za jego życia, jego szaty i ozdoby a także… samego słonia Raja w wypchanej postaci ustawionej za szybą. We względu na słonia, pomieszczenie jest klimatyzowane.

Po wyjściu z muzeum nasza oprowadzana wycieczka dobiegała końca. Przewodnik poprowadził nas do wyjścia.

Co nieco poopowiadał jeszcze o świątyni i jej najbliższym otoczeniu, po czym odprowadził nas do głównej bramy. Zapłaciliśmy mu niższą stawkę (nie miałby nic przeciwko 2500 rupii, ale dostał „jedynie” 1500 czyli jakieś 42zł). Chciał nas przekazać z powrotem Kusumsiri, ale stwierdziliśmy że my się jeszcze przejdziemy, ponieważ chcieliśmy przyjrzeć się bliżej kompleksowi pozostałych świątyń. Wracając na dalsze zwiedzanie, moją uwagę przykuł stojący samotnie osowiały pelikan. Pierwszy raz widziałam dzikiego pelikana. Nic sobie nie robił z obecności ludzi.

Kandy (30)

Zanim weszliśmy na teren kompleksu pozostałych budowli, rzuciliśmy jeszcze okiem na imponującą świątynię Zęba Buddy. W trakcie wyjazdu widziałam tyle posągów Buddy, że zaczynałam czuć powoli przesyt, ale ta świątynia zrobiła na mnie naprawdę spore wrażenie. Żałuję teraz, że nie poświęciliśmy jej więcej czasu na samotne, niespieszne zwiedzenie. Może następnym razem się uda…

Kandy (31)

Na terenie, na którym zbudowane zostały pozostałe świątynie, można zobaczyć świątynię buddyjską obrządku mahajana, liczącą ponad 600 lat świątynię Wisznu, świątynię Natta i świątynię hinduistycznej bogini Pattini. Zbudowane tam zostały również dwie niewielkie białe stupy. W opowieściach przekazywanych przez niektórych przewodników pojawia się wątek, że w jednej z tych stup znajduje się miska żebracza Buddy. W miejscu tym zobaczyć można również rosnące ogromne święte drzewo Bo (Ficus religiosa) obudowane wysokim murem ze schodami, po których mogą się wspiąć wierni. W końcu zobaczyć można również kościół chrześcijański pod wezwaniem św. Pawła.

Wewnątrz kościoła chrześcijańskiego zobaczyć można było dość skromne wyposażenie. Msze w tym kościele odbywają się kilka razy dziennie, chyba każda z nich prowadzona jest w jęz. angielskim.

Kandy (35)

Po wyjściu z kościoła skierowaliśmy się z powrotem do samochodu. Przy okazji rzuciliśmy jeszcze okiem na fragment muzułmańskiej części miasta. Przy parkingu kupiliśmy jeszcze kilka nędznych pocztówek, znacznie za nie przepłacając. Niestety pocztówek nie znajdzie się we wszystkich turystycznych miejscach. Średnio wychodziło 50 rupii za kartkę (ok.1,40zł). Pocztówki widać było, że nadszarpnięte są zębem czasu, a zdjęcia do nich wykonywane były może ze 30 lat temu…

Odjeżdżając spod świątyni rzuciłam mimochodem, że bardzo podobają mi się stroje Lankijek. Wiele z nich – czy to na co dzień na zakupy, czy do pracy – chodzi w tradycyjnym sari. Długo nie musiałam czekać na podchwycenie tematu przez naszego kierowcę. Praktycznie od razu padła propozycja zawiezienia nas do sklepu, w którym będę mogła przymierzyć taki strój. Oczywiście za darmo. Czułam już podstęp.

Co prawda zakup sari nie był planowany, ale jako że z ostatnich wyjazdów przywożę czasem jakieś tradycyjne ubrania, tak i tym razem pomyślałam że będzie to interesująca pamiątka. Poza tym zawsze mogę je wykorzystać przy okazji jakiegoś balu przebierańców, na które panuje ostatnio taka moda :) Jeszcze nie wiedziałam, jak trudny wybór czeka mnie w sklepie…

CDN.

(Visited 907 times, 1 visits today)
Sri Lanka: Sari, szafiry i kamienie księżycowe
Sri Lanka: Ogrody przypraw w Matale

Powiązane wpisy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close