Weekend we Lwowie: ciąg dalszy

Z dawnego kościoła Karmelitanek Bosych (obecnej cerkwi św. Klimenta), niedaleko jest do Pałacu Sportu. Zastanawiam się, kto wymyślił tę nazwę, ponieważ z pałacem miejsce to ma naprawdę niewiele wspólnego. Jest to ogromna hala, która urodą nie grzeszy. Taki typowo komunistyczny betonowy twór. Nawet nie próbowaliśmy wejść do środka.

IS_DSC_0241

fot. Pałac Sportu

Na szczęście w okolicy tej paskudnej hali jest kilka perełek architektury, takich jak np. willa należąca niegdyś do Juliana Zachariewicza.

IS_DSC_0245

fot. Dawna willa Juliana Zachariewicza

Spacerując dalej doszliśmy do Wzgórz Wuleckich i znajdującego się na nich Parku Studenckiego, w którym wspólnymi siłami mieszkańców Lwowa i Wrocławia ustawiono pomnik ku pamięci polskich profesorów zamordowanych w tamtym miejscu przez Niemców. Kojarzona niegdyś dobrze część miasta straciła swój pozytywny wizerunek w momencie gdy Niemcy napadli ZSRR. Do zbrodni doszło w nocy z 3 na 4 lipca 1941r. W parku rozstrzelanych zostało 23 wybitnych profesorów wraz z rodzinami, łącznie zginęły tam 43 osoby. Jedną z ofiar był m.in. Tadeusz Boy-Żeleński – znany pisarz i eseista. Miejsce jego pochówku do tej pory nie zostało odnalezione.

IS_DSC_0252

fot. Park Studentów

IS_DSC_0258

fot. Pomnik ku pamięci zamordowanych profesorów

IS_DSC_0262

fot. Krzyż upamiętniający zbrodnię

Wychodząc z parku można natknąć się na niewielką, ale piękną cerkiew przeznaczoną głównie na użytek studentów. Cerkiew jest nowa, bo powstała w 2009 roku, ale na pewno warto do niej zajrzeć. Akurat trafiliśmy na sprzątanie, więc drzwi cerkwi były szeroko otwarte.

IS_DSC_0276

fot. Cerkiew studentów

IS_DSC_0273

fot. Wnętrze cerkwi studentów

Z kolei za cerkwią można zobaczyć niespotykaną u nas ciekawostkę – automat do sprzedaży wody mineralnej przystawiony do ściany sklepu.

IS_DSC_0281Idąc dalej w kierunku centrum warto rozejrzeć się za willą należącą niegdyś do Hipolita Śliwińskiego. Na fasadzie budynku można dopatrzeć się podobizny Piłsudskiego. Marszałek wielokrotnie zatrzymywał się w tym domu przed I wojną światową, fakt ten upamiętnia zachowana nad drzwiami tablica. Na tablicy wyryte zostało: „Tu, w domu Hipolita Śliwińskiego, przebywał i pracował Komendant Główny Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego Józef Piłsudzki ze swoim sztabem w latach 1908 – 1914. Tablicę tę w roku 1933 ufundował Okręg VI Zw. Strzeleckiego w 25 roku jubileuszowym”.

IS_DSC_0299

fot. Willa Śliwińskiego

IS_DSC_0296

fot. Podobizna Piłsudskiego na fasadzie willi Śliwińskiego

Co prawda zmęczenie po ciężkiej nocy zaczynało powoli doskwierać, ale będąc już blisko postanowiliśmy zajrzeć do lwowskiej cytadeli. Byliśmy, zobaczyliśmy i zgodnie twierdzimy, że nie warto zbaczać tam z wcześniej obranej trasy.
Cytadela wybudowana została przez Austriaków po Wiośnie Ludów 1848r. Obie wojny światowe budowla przetrwała praktycznie bez szwanku i tak naprawdę nigdy nie wypełniła swojego przeznaczenia. Obecnie w cytadeli mieści się m.in. siedziba jakiegoś banku.

IS_DSC_0311

fot. Cytadela

IS_DSC_0313

fot. Cytadela

W końcu spacerując dalej dotarliśmy na dawne przedmieścia Lwowa. W 1621r. na jednym ze wzniesień w tej okolicy wybudowano szpital będący przytułkiem dla ubogich, później dobudowano obok niego kościół św. Łazarza. Jako że czasy były niespokojne, konieczne było otoczenie obu miejsc wysokim murem, który został ozdobiony widocznymi aż do dzisiaj płaskorzeźbami obrazującymi życie św. Łazarza. Dopatrzyliśmy się na tablicach języka polskiego, ale jako że ówczesny język różnił się od obecnego, nie było łatwe odczytanie niektórych słów. W 1826r. u podnóża górki dodano przy studni ozdobę w postaci lwów trzymających lwowskie herby rodowe (Kampianów i Szolc-Wolfowiczów).
Nam udało się jedynie wypatrzeć dawne wejście na teren kompleksu, ale nie próbowaliśmy już dostać się do środka. Podobno obecnie kościół stracił swoje znaczenie i służy jako jeden z budynków użytkowych Politechniki Lwowskiej.

IS_DSC_0317

fot. Szpital św. Łazarza

Kolejnym ciekawym miejscem dawnych przedmieść jest pałac rodziny Sapiehów. Pałac powstał w drugiej połowie XIXw. na polecenie księcia Władysława Sapiehy. Przez burzliwą historię do naszych czasów dotrwał jedynie fragment wspaniałego niegdyś budynku. Mieści się w nim obecnie Towarzystwo Ochrony Zabytków i Kultury.

IS_DSC_0321

fot. Pozostałości pałacu Sapiehów

Idąc dalej wzdłuż ulicy Kopernika, będącej jedną z bardziej reprezentacyjnych ulic Lwowa, można natknąć się na kilka miejsc, którym warto poświęcić nieco uwagi. Jednym z tych miejsc jest niebieska świątynia, która wygląda tak, jakby składała się jedynie z wieży. Niestety nie zostaliśmy wpuszczeni do środka.
Przy ulicy Kopernika można zobaczyć również gmach Poczty Głównej. Oryginalnie gmach wzniesiony został w 1890r., jednak w trakcie walk polsko-ukraińskich, uległ zniszczeniu w 1918r. Fasada budynku została jednak zrekonstruowana i już od lat 20. XX wieku można z powrotem oglądać ten zabytek.

IS_DSC_0323

fot. Jedna z mijanych po drodze świątyń

Skręcając nieco w bok od ulicy Kopernika, trafia się na dawne Ossolineum (siedzibę Zakładu Narodowego im. Ossolińskich). Co prawda siedziba została przeniesiona do Wrocławia, ale sam budynek zachował się w doskonałym stanie. Czytelnia Ossolineum była niegdyś bardzo popularnym miejscem spotkań lwowskiej inteligencji. Zbiory rozrastały się w bardzo szybkim tempie, szacuje się, że tuż przed II wojną światową, przechowywane było tam ok. pół miliona tzw. jednostek bibliotecznych. Niestety po wojnie nie odzyskaliśmy wszystkich zbiorów. Do Wrocławia podnoszącego się po wojnie przyjechały liczne wagony wypełnione książkami, ale była to jedynie połowa dzieł przechowywanych w Ossolineum. Zwrot reszty nigdy nie nastąpił.

Obecnie mieści się tam Biblioteka Narodowa im. Wasyla Stefanyka – ukraińskiego pisarza.

IS_DSC_0325

fot. Dawne Ossolineum

Spod Ossolineum skierowaliśmy się do Politechniki Lwowskiej. Niestety gmach politechniki można oglądać jedynie od zewnątrz – podobno zwiedzanie nie jest możliwe bez otrzymania specjalnej zgody władz uczelni. Portyk lwowskiej Politechniki zdobią trzy figury przedstawiające Inżynierię, Budownictwo oraz Mechanikę.

IS_DSC_0355

fot. Politechnika Lwowska

Nie chcąc tracić zbyt dużo czasu i energii na bezcelowe kręcenie się, ruszyliśmy w poszukiwaniu Soboru św. Jury – jednego z najpiękniejszych miejsc Lwowa. Po drodze do soboru przechodzi się przez park, w którym ustawione zostały atrakcje dla dzieci. Czy taki uroczy zameczek nie jest pomysłem wartym skopiowania w naszych parkach? :)

IS_DSC_0361

fot. Plac zabaw

Po wyjściu z parku widać już archikatedralny sobór w pełnej okazałości. Akurat gdy do niego dochodziliśmy, zakończył się jeden ze ślubów. Przy okazji wspomnę, że w trakcie tego krótkiego pobytu widzieliśmy chyba kilkanaście młodych par – albo dopiero co wchodzili do kościoła, albo już wychodzili, albo urządzali sobie gdzieś sesję plenerową. Normalnie zatrzęsienie nowożeńców ;)

IS_DSC_0386

fot. Sobór św. Jura

Ta rokokowa budowla wzniesiona została na planie krzyża greckiego. Budowę rozpoczęto w 1744r. Wewnątrz umieszczono słynący z cudów obraz Matki Boskiej Trembowelskiej powstały w XVIIw.

IS_DSC_0390

fot. Kopia Całunu Turyńskiego w Soborze św. Jura

IS_DSC_0411

fot. Wnętrze Soboru św. Jura

Kolejnym punktem do którego zawitaliśmy, był budynek dawnego Kasyna Szlacheckiego. Bardzo żałuję, że nie udało się nam zajrzeć do jego wnętrza. Gmach budynku zachował się w doskonałym stanie. Sama klatka schodowa, której zdjęcia widziałam w internecie, to cudo architektury. Budynek wzniesiony został w latach 1897-1898 zgodnie z projektem wiedeńskiej pracowni dwójki architektów. Obecnie gmach nosi nazwę Domu Uczonych i znajduje się w nim m.in. niewielka restauracja.

kasyno

fot. Budynek dawnego kasyna – rzeźby herosów oraz środkowe przejście

Po drugiej stronie ulicy, przy której stoi budynek dawnego kasyna, widać ogromny gmach Uniwersytetu Lwowskiego im. Iwana Franki. Niegdyś uniwersytet ten objęty był patronatem króla Jana Kazimierza.
Grupa rzeźb znajdująca się na samym szczycie fasady symbolizuje Galicję w otoczeniu Wisły i Dniestru. Nie próbowaliśmy wejść do środka, ale podobno żeby zwiedzić budynek uczelni – podobnie jak w przypadku Politechniki Lwowskiej – należy uzyskać specjalne pozwolenie od jej władz.

IS_DSC_0446

fot. Uniwersytet Lwowski

Tuż przed Uniwersytetem Lwowskim rozpościera się park im. Iwana Franki. Centralnie naprzeciwko uniwersytetu ustawiony został pomnik tego ukraińskiego poety.

IS_DSC_0444

fot. Pomnik Iwana Franki i park jego imienia

Idąc dalej urokliwymi ulicami miasta dotarliśmy w końcu do jego najbardziej znanej i najbardziej reprezentatywnej ulicy – prospektu Swobody.

IS_DSC_0466

fot. Ulice Lwowa

IS_DSC_0468

fot. Św. Jerzy zabijający węża (smoka?) na placu Hryhorenki

Przy prospekcie Swobody znajduje się Teatr Wielki Opery i Baletu. Budynek powstał w miejscu, w którym niegdyś płynął strumień Pełtwi. Autor projektu budowli nakazał przesunąć o kilkadziesiąt metrów koryto rzeki, a w miejscu starego koryta wbito żelbetonowe fundamenty. Teatr budowano w latach 1897-1900. Obecnie może on pomieścić 1000 widzów!
Z informacji w naszym przewodniku wynikało, że akurat w sobotę teatr przez krótką chwilę udostępniany jest zwiedzającym. Chcąc w pełni wykorzystać okazję i jak najdokładniej zobaczyć co tylko się da, wykupiliśmy bilety dzięki którym mogliśmy wejść do środka (koszt biletu to 10 hrywien od osoby). Niestety akurat odbywało się jakieś przedstawienie, dlatego mogliśmy zwiedzić jedynie parter i kawałek pierwszego piętra, ale warto było chociażby i to zobaczyć.

IS_DSC_0547

fot. Teatr Wielki Opery i Baletu

IS_DSC_0506

fot. Wnętrze Teatru Wielkiego Opery i Baletu

Przyszła w końcu pora, aby rozejrzeć się za jakimś obiadem. Będąc już w bliskiej odległości od starego miasta, zdecydowaliśmy się podejść początkowo do polecanej przez przewodniki Wieży Kramarzy przy prospekcie Swobody. Jednak cena dań od razu nas odstraszyła (cena za zestaw obiadowy dla jednej osoby wynosiła min. 150 hrywien) i ruszyliśmy w poszukiwaniu kolejnego miejsca wymienianego tak w naszym przewodniku jak i przez innych podróżników na forach – szukaliśmy restauracji U Pani Stefy. Długo szukać nie musieliśmy, bo lokal ten również znajduje się przy prospekcie Swobody (należy odejść od Wieży Kramarzy tą samą stroną ulicy kawałek na południe). Więcej o tej restauracji na pewno napiszę w oddzielnym poście poświęconym kuchni ukraińskiej i sprawdzonych przez nas lokalach.

Po skromnym obiedzie postanowiliśmy udać się do naszego hotelu, żeby zostawić zbędny bagaż.

CDN. :)

Weekend we Lwowie: starówka wieczorową porą
Weekend we Lwowie: pierwsze wrażenie

Powiązane wpisy

4 Comments

  1. Mamutek

    Bardzo mi się podoba ta wirtualna podróż do Lwowa. Piszesz bardzo ciekawie, a duza ilość zdjęć sprawia, że w jakiś sposób można poznać to miasto. Może kiedyś sama się wybiorę do tego interesującego, również ze względu na jego historię miasta. :)

    Nie wiem dlaczego Na Twojej stronie zamiast polskich liter widzę kwadraciki, które pojawiaja się również w moim komentarzu.

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Ewa, dziękuję za miłe słowa! :) Kiedyś nie byłam zbyt chętna na wizytę we Lwowie, ale dzięki tej spontanicznej decyzji o wyjeździe zobaczyłam jak dużo mogło mnie ominąć. Tam naprawdę trzeba pojechać. Tylko obawiam się, że w sezonie może być tam niezły tłok, bo nawet teraz były tłumy turystów (widoczne główne na prospekcie Swobody i na rynku).

      Jeśli chodzi o polskie znaki, to zupełnie nie wiem co może być przyczyną… Sprawdziłam na kilku komputerach i wszędzie wyglądało mi to prawidłowo… Dziwna sprawa

      Odpowiedz
      1. Mamutek

        Sprawdziłam na innej przeglądarce i wszystkie litery są prawidłowo. Pewnie to była wina Opery, Pozdrawiam :)

        Odpowiedz
        1. MonikaMonika (Autor posta)

          Cieszę się, że problem „sam” się rozwiązał! ;)

          Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close