Islandia: Obszar geotermalny Hveradallir i Kerlingarfjoll

Każdy, kto chociaż raz zainteresował się islandzkim Interiorem, czyli surowym i trudno dostępnym wnętrzem wyspy, słyszał na pewno o tęczowych górach Landmannalaugar. Mniej osób wie, że to nie jedyny tak piękny i różnorodny obszar. W środku wyspy znajduje się przynajmniej jeszcze jeden kolorowy masyw górski Kerlingarfjoll, a tam – obszar geotermalny Hveradallir. To tak piękny rejon, że koniecznie trzeba go zobaczyć na własne oczy!

Dzień 1, 13.09.2019 część 2/2

W drodze powrotnej na południe z obszaru geotermalnego Hveravellir skręcamy w lewo z trasy F35 na rozwidleniu drogi w F347. Kierujemy się w stronę masywu górskiego Kerlingarfjoll. Początkowo niezbyt różniąca się od pozostałej części droga zaczyna być odrobinę bardziej wymagająca, ale wciąż nie ma tragedii. Ktoś, kto przyjechał tu Dacią, postanowił zostawić auto obok i przejść dalszą część na piechotę. Może to ostrożność na wyrost, ale w sumie rozjeżdżone błoto, duże koleiny oraz zalegający już przymarznięty miejscami śnieg mogą uszkodzić podwozie samochodu, warto więc wziąć to pod uwagę.

Masyw Kerlingarfjoll

Zapobiegawczo wypożyczyliśmy tym razem z IcePol Pajero, więc przejazdem z racji na wysokie zawieszenie auta nie musimy się przejmować. Samochód gładko sunie przed siebie, aż docieramy na parking. Do Kerlingarfjoll można albo dojechać, albo dojść spod mijanego przez nas po drodze obiektu noclegowego i kempingu Kerlingarfjoll Mountain Resort. Wybieramy opcję z dojazdem na parking Keis tuż przy górach, to około 3 km drogi od resortu.

Dobrze, że mam już wyrobiony nawyk przytrzymywania w trakcie wychodzenia z auta drzwi, ponieważ po raz kolejny wściekle wiejący wiatr próbuje je wyrwać. Interior słynie z trudnych warunków, wśród których wymienić trzeba między innymi właśnie silne wiatry. Przez podmuchy odczuwalna temperatura jest sporo niższa, ale już po samym leżącym dookoła śniegu widzę, że raczej dodatnich temperatur to tu nie mamy. Nie narzekamy jednak, bo nie pada, a na zimno byliśmy przygotowani (w końcu nawet latem temperatura rzadko przekracza wewnątrz wyspy 15 stopni). Balansując na dość szerokiej, ale wciąż jednak krawędzi zbocza, powoli kierujemy się w dół, w stronę obszaru geotermalnego Hveradallir leżącego między kolorowymi wzgórzami masywu Kerlingarfjoll.

Kerlingarfjoll to niezbyt wysoki, ryolitowy masyw górski powstały za sprawą działalności wulkanicznej około 10 000 lat temu. Mimo upływu czasu wciąż jest to obszar charakteryzujący się bardzo dużą aktywnością. Nazwa pasma wzięła się od jednej z wielu islandzkich legend mówiącej o spacerującej tu trollicy, którą złapały z rana promienie słoneczne – w dawnych czasach mieszkańcy Islandii uważali Kerlingarfjoll za miejsce pełne złośliwych trolli i innych niezbyt przyjaznych istot. A troll jak to troll po kontakcie ze słońcem zamienia się w kamienny – w tym przypadku wysoki na 25 metrów – filar. Formację tę zwaną Kerling dojrzeć można ponoć z niektórych szlaków.

Nazwa Kerlingarfjoll to połączenie dwóch wyrazów – Kerling, czyli słowa oznaczającego starszą kobietę oraz fjoll oznaczającego górę. Pierwsi naukowcy dotarli tu dopiero w 1890 roku. W późniejszym czasie skonstruowano nieopodal łączącą północ z południem drogę F35, która pozwoliła na dalszą eksplorację okolicy. Pierwszy samochód do doliny rzeki Asgardur dotarł w 1936 roku, czyli względnie całkiem niedawno!

Obszar geotermalny Hveradallir

Kerlingarfjoll przypomina inny masyw górski, bardzo popularny wśród turystów Landmannalaugar, uważany jest jednak za miejsce poza trasą, nieodkryte jeszcze przez rzesze przyjezdnych. Czy rzeczywiście tak jest? Może. W trakcie naszego pobytu przewija się tu dosłownie kilka osób, dla odmiany pod Landmannalaugar kolejnego dnia zobaczymy dość sporo aut mimo terminu po sezonie. Ale oba te miejsca łączy na pewno jedno – są tu niesamowicie malownicze obszary geotermalne.

Na szczytach masywu zalega trochę śniegu, w dole widzimy jednak od razu ogromne kłęby pary wodnej – to kolejny obszar geotermalny mogący poszczycić się cudownymi widokami, tym razem mamy do czynienia z Hveradallir. W chwilach, gdy wiatr nie próbuje zdmuchnąć mnie w przepaść staję i podziwiam to, co roztacza się przede mną. Widoki są niesamowite! Gorąca rzeczka z gotującą się wodą i błotem, fumarole, solfatary – widać, że tuż pod wierzchnią warstwą ziemi jest tu bardzo gorąco. Czuć też czasem siarkowodór, jednak nie jest to zbyt intensywny zapach.

Z każdym kolejnym krokiem próbuję nacieszyć oczy panoramami. Wyszukuję kolorów, których jest tu pełno – od bieli, przez beże, pomarańcze, brązy, zdarzają się czerwienie, zielenie, odcienie niebieskiego i szarego. Do tego mamy pięknie błękitne niebo z niewinnymi, białymi obłokami. Oświetlające zbocza słońce wydobywa z nich to, co najlepsze. Niestety równie często co na widoki, patrzeć muszę też pod nogi.

Spacerujemy wyznaczonymi ścieżkami (dla własnego bezpieczeństwa ze względu na wysoką aktywność obszaru lepiej nie schodzić ze szlaków), wspinamy się na wierzchołki pagórków by móc zobaczyć okolicę z góry. Czasem jest to jednak trudne do wykonania – niektóre ścieżki pokryte są sporą ilością gliniastego błota, na którym ślizgamy się przy każdym kroku. Wejście po mających ułatwiać podchodzenie pod górę i chronić zbocza prowizorycznych stopniach w postaci wbitych w zbocze desek miejscami nie jest możliwe – tyle błota na nich zalega. Przy pierwszym kroku w jednym takim miejscu czuję, jak zjeżdżam, dlatego też część tras musimy odpuścić, w tym najwyżej położony na zachodzie punkt widokowy z panoramą całego masywu. Szkoda, jednak to, co udaje się nam zobaczyć w zupełności wystarcza! Jestem zachwycona tym miejscem!

Gdy miejsca możliwe do zobaczenia bez zjechania na błotnistym podłożu mamy już za sobą, wracamy do auta. Jadąc do Kerlingarfjoll nie widzieliśmy, co mamy wokoło za plecami, teraz nasycić oczy możemy chociażby takimi krajobrazami:

Kerlingarfjoll i obszar geotermalny Hveradallir praktycznie:

  • dojazd do Kerlingarfjoll i obszaru geotermalnego Hveradallir możliwy jest od południa z Gullfoss (przejazd zajmuje ok. 2-3 godz.) oraz od północy z Blonduos (trasa zajmuje ok. 3 godz.). Kierować należy się do wnętrza wyspy drogą F35, a następnie skręcić w F347. Nie ma innej drogi dojazdowej.
  • dotarcie do Kerlingarfjoll na własną rękę możliwe jest tylko i wyłącznie samochodem z napędem 4×4 w okresie letnim (prawnie zabronione jest poruszanie się drogami F zwykłymi osobówkami) od mniej więcej późnego czerwca do początku września. Dostępność F35 i F347 zależna jest od warunków pogodowych w danym roku, okres ich otwarcia może się zmieniać – nie jest to stała pora, dlatego też warto śledzić informacje zawarte na stronie road.is
  • w  pozostałe miesiące – ze względu na panujące trudne zimowe warunki – drogi prowadzące do Kerlingarfjoll są zamknięte. Przez 8-9 miesięcy do Kerlingarfjoll możesz dojechać jedynie wykupując zorganizowaną wycieczkę, opcja ta jest jednak niestety bardzo droga – przykładowo znaleziony przeze mnie trzydniowy objazd po Złotym Kręgu, Kerlingarfjoll oraz Sekretnej Lagunie kosztuje… 1040$ za osobę.
  • jeśli nie dysponujesz własnym autem, do Kerlingarfjoll latem dojedziesz także transportem publicznym. Przy Kerlingarfjoll Mountain Resort przystanek mają autobusy linii 610 jadące z Reykjaviku oraz 610a z Akureyri. Pamiętaj jednak, że konieczny jesy w tej sytuacji nocleg na miejscu.
  • nocleg możliwy jest w jedynym dostępnym w okolicy obiekcie Kerlingarfjoll Mountain Resort, ceny jednak są wysokie, a miejsca wyprzedają się bardzo szybko – warto rezerwację zrobić ze sporym wyprzedzeniem. Latem czynny jest tu także kemping.
  • atrakcje obszaru Kerlingarfjoll znajdziesz tutaj (mapa pochodzi ze strony (www.extremeiceland.is):
  • w okolicy dostępne jest około 20 różnych szlaków – od takich, co mają raptem kilometr długości, po 3 dniowy szlak Hringbrautin mający około 47 kilometrów długości. Dojście z Kerlingarfjoll Mountain Resort do Hveradallir to około 7 km wędrówki zajmującej ok. 2,5 godz. Jest też Snaekollur Summit – szlak prowadzący na najwyższy szczyt (1482 m.n.p.m.) w okolicy. Trasa obejmuje 7 km miejscami dość wymagającej wędrówki, najlepiej robić ją latem, ponieważ przez przeważającą część roku pokryty jest śniegiem. Jeszcze bardziej wymagający jest szlak Austurfjoll Peaks zajmujący około 5-6 godzin wędrówki dalej poza szczyt Snaekollur.

Ukryta perła wąwozu – Borholan

W drodze spod Kerlingarfjoll zatrzymujemy się jeszcze na moment przy Kerlingarfjoll Mountain Resort. Zostawiamy samochód i wzdłuż płynącej tuż obok rzeki idziemy ścieżką trochę ponad kilometr (ok. 1,3 – 1,5 km, trasa zajmuje ok. 20 min) w stronę gór. Dróżka biegnie najpierw po równym terenie, po chwili wspina się po zboczu, prowadzi przez niewielki kanion, by znów wyjść na płaski teren. Jeszcze jeden róg i jesteśmy. Dotarliśmy do Borholan, jednego z najpiękniej położonych moim zdaniem gorących źródeł. W sumie to mój numer jeden!

Borholan nie jest naturalnym źródłem, ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Z taką lokalizacją i widokami to akurat liczy się najmniej. Woda jest przyjemnie ciepła, niewielki zbiornik od płynącej tuż obok rzeki odgradzają kamienie. Bardzo żałuję, że nie mamy więcej czasu, bo z ogromną chęcią bym się tu wykąpała! Wkrótce jednak zajdzie słońce, lepiej wyjechać z Interioru póki jeszcze jasno. Przy źródle nie ma niestety przebieralni i toalet, zbudowany jednak został drewniany podest, na którym zostawić można swoje rzeczy.

Czas się zbierać. Robimy po drodze tylko jeden mały przystanek przy niewielkim, ale urokliwym wodospadzie Gygjarfoss wpadającym do niezbyt dużego kanionu, nad którym właśnie zachodzi słońce. Gdy wyjeżdżamy z powrotem na F35, słońce jest już nisko. Dobrze byłoby dotrzeć do głównej trasy zanim zrobi się ciemno, ale to niemożliwe. Na szczęście jednak F35 nie jest zbytnio wymagająca, więc i na światłach pokonujemy ją bez problemu.

Tak przy okazji – widziałeś kiedyś takie chmury? Wyglądają jak namalowane jednym pociągnięciem pędzla!

Do noclegu mamy spory kawałek, docieramy więc na miejsce dopiero koło 22:00. Tę, jak i kolejną noc, spędzimy w Iceland Igloo Village – prawie że luksusowych przyczepach kempingowych. Co prawda na miejsce docieramy po godzinie zameldowania, ale już po rezerwacji zostaliśmy uprzedzeni, że zameldować możemy się na własną rękę – przy przyczepie znajduje się skrzyneczka, w której jest kluczyk. Udostępniony kod pozwala na przybycie o dowolnej porze.

Przyczepa jest całkiem wygodna, aczkolwiek wiele rzeczy – szczególnie przy przeznaczeniu jej na dwie osoby – można byłoby dużo bardziej usprawnić. Najbardziej przemodelowałabym mikroskopijną łazienkę. Jednak nie narzekamy – cena jak na Islandię nie jest zła, a i okolica jest świetna – jeśli tylko niebo będzie bezchmurne, mamy tu całkiem spore szanse na złapanie zorzy! Tej nocy jednak niestety całe niebo pokryte będzie grubą warstwą chmur, z których co raz popada. Z zorzy nici, ale możemy się wyspać!


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do moich pozostałych relacji z Islandii!

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

One Thought to “Islandia: Obszar geotermalny Hveradallir i Kerlingarfjoll”

Skomentuj