Islandia: Coroczny spęd owiec – Rettir 2019

Jadąc na Islandię we wrześniu warto zorientować się, kiedy i gdzie odbywa się Rettir. Rettir to nic innego jak bardzo stary zwyczaj spędzania owiec z gór na zimę praktykowany przez Islandczyków do dnia dzisiejszego właśnie w jesiennym okresie. Przy okazji jednej z naszych podróży do Krainy Lodu i Ognia mieliśmy okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Jak wygląda Rettir? 

Dzień 3, 15.09.2019 część 2/2

Islandia owcami stoi. Serio, tych puchatych kulek jest tam ponoć ponad 2 razy więcej niż mieszkańców! Przy ok. 330 tys. ludzi 800 tys. owiec musi robić wrażenie! Owce poza miastami spotkać można praktycznie wszędzie: na licznych pastwiskach, w rowach, w górach. Nawet tam, gdzie owcy byś się nie spodziewał. Owce uwielbiają też przebywać na drogach i właśnie z tego względu należy wiosną, latem i jesienią mieć się na baczności prowadząc samochód. Zdarza się, że coś z nich zlizują, czasem tylko stoją lub leżą kontemplując na swój sposób świat dookoła. Albo zwyczajnie leniwie przeżuwając obfity posiłek… Uważać należy szczególnie na te osobniki, które kręcą się na poboczu wraz z młodymi – jagnięta potrafią niespodziewanie wskoczyć przed samochód.

Hodowla owiec na Islandii

Islandczycy owce hodują od wieków – pierwsze osobniki trafiły na wyspę wraz z norweskimi osadnikami około 1100 lat temu! Od tego czasu podlegają izolacji od innych owiec na świecie. Po okresie narodzin jagniąt islandzkie owieczki wypuszczane są z gospodarstw, by przez całe lato wędrować sobie tam, gdzie tylko ich owcza dusza zapragnie. Nikt ich nie pilnuje, wędrują gdzie je oczy poniosą. Nie ma pasterzy, nie ma dojenia (swoją drogą szkoda, że przy takiej liczebności owczej populacji sery i owcze jogurty nie są zbyt popularne). Cisza, spokój i trawa po horyzont to codzienność tych zwierząt.

Niestety po okresie urodzaju w zieleninę przychodzi czas, gdy warunki na Islandii drastycznie się zmieniają. Idzie zima, której owce – szczególnie w górach – mogą nie przetrwać mimo wyjątkowych właściwości swojej wełny wykstaczłonych przez wspomnianą izolację i trudne warunki panujące na wyspie. Warto tu zaznaczyć, że wełna owiec islandzkich jest nieco inna od tej, którą mają owce np. w Polsce. Wyjątkowo gruby, krótki i miękki podszerstek chroni zwierzęta przed niskimi temperaturami i silnymi wiatrami, natomiast wodoodporny zewnętrzny włos mocno wydłużony (latem często zobaczyć można owce z ciągnącymi się za nimi wełnianymi “dreadami”). Z owczej wełny powstają niesamowicie ciepłe (i o dziwo nie tak bardzo gryzące) i robione na drutach tradycyjne islandzkie swetry zwane lopapeysa.

Owca w kuchni

Owce na Islandii to jednak nie tylko wełna. To podstawa islandzkiej kuchni, bo chociażby z baraniny powstaje słynna, tradycyjna islandzka zupa kjotsupa. Pachnie może niezbyt przyjemnie, ale w smaku jest wyborna! Żeby jednak pozyskać wełnę i mięso, trzeba owce sprowadzić na zimę do gospodarstwa. Warunki zimowe uniemożliwiłyby im przetrwanie w górach, dlatego też we wrześniu każdego roku odbywa się Rettir – coroczny spęd owiec, w który licznie angażują się tak Islandczycy, jak i przyjezdni. Bo jest w czym uczestniczyć!

Rettir odbywa się w wielu różnych miejscach (około 200!) na terenie całej Islandii. Każde z tych miejsc ma inną datę i godzinę, dlatego też można spróbować znaleźć takie wydarzenie, które będzie pasowało terminowi i planowi podróży. Objeżdżając w połowie września 2019 roku część Interioru załapujemy się na kilka Rettirów, ale najbardziej pasuje nam Olfusrett i Reykjadal w Olfusi.

Rettir na Islandii – co, gdzie, kiedy

Po wyjściu z wulkanu (o tym wkrótce!) ruszamy na poszukiwanie miejsca, w którym odbyć się ma wspomniany Rettir. Mapa ze strony bbl.is wskazywała niejednoznacznie pastwiska z prawej strony drogi jadąc na zachód, ale na miejscu znajdujemy jedynie stary, murowany rett (zagrodę, do której zagania się owce), który ewidentnie nie był już od kilku lat używany. Ogółem retty budowane były niegdyś z torfu i ziemi, teraz jednak są najczęściej drewniane, metalowe lub betonowe. Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicy, ale niestety nie znajdujemy nowszego rettu. W związku z tym ruszamy dalej, zgodnie z planem w kierunku gorącej rzeki leżącej w dolinie Reykjadalur. Jeszcze nie zdążamy dojechać do parkingu, a już za licznymi samochodami widzimy rett! Podejrzewam, że został przeniesiony tu w 2016 roku. Świetnie!

Mapa autorstwa Olafura Valssona pochodzi ze strony http://www.bbl.is/files/ymislegt/nytt_kort_2019_web_stort.jpg

Rettir 2019

Pierwszy Rettir w tym roku miał miejsce 1 września, ostatnie natomiast wydarzą się 29 września. Jeśli masz w planach wyjazd na Islandię jeszcze we wrześniu, może uda Ci się tak rozplanować podróż, by móc uczestniczyć w tym wydarzeniu?

Jakimś cudem znajdujemy miejsce parkingowe i spacerem udajemy się podejrzeć, co się dzieje. Ubrani w kamizelki odblaskowe naganiacze (często są to ochotnicy, którzy chcą przeżyć niemałą przygodę) wracają z gór konno lub pieszo ze stadkami owiec. Zwierzęta brykają, rozbiegają się niekoniecznie w te strony, w które chcieliby ludzie. To musi być niełatwe zadanie! Na szczęście ludzi wspomagają konie oraz psy pasterskie, które aż rwą się do pomocy. Zobaczymy później dorastającego szczeniaka, który na widok owiec będzie dostawał radosnego szału! Islandia poszczycić się może swoją własną rasą psów – islandzkimi szpicami pasterskimi o wesołym usposobieniu i bardzo przywiązującymi się do właściciela.

Przerwa na gorącą rzekę w dolinie Reykjadalur

Owce zapędzane są do wspólnej zagrody, póki co rett stoi pusty. Jako że do oficjalnego rozpoczęcia podziału stad pomiędzy gospodarzy mamy jeszcze trochę czasu, decydujemy się podejść do gorącej rzeki. Czeka nas 3 kilometrowa wędrówka pod górę. Pogoda daje w kość – raz razi nas słońce, za chwilę leje deszcz. Jest cicho i spokojnie, by za moment wiatr chciał nas zepchnąć w przepaść. Ot, takie standardowe islandzkie warunki. Nie na darmo powstało powiedzenie, że jeżeli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut.

Po dość długim marszu docieramy do końcowego odcinka gorącej rzeki. Dobudowane pomosty i prowizoryczne przebieralnie (proszące się o daszek!) są puste. Nachylam się nad wodą i okazuje się, że tu jest dość chłodna. Za zakrętem jest cieplejsza, ale tu z kolei są tłumy! Ludzie leżą w płytkiej wodzie miejscami prawie jak sardynki w puszce. Jeden z panów centralnie przy pomoście świeci nagimi pośladkami – Islandczycy nie krępują się nagością, niektórzy turyści podążają tym samym tokiem myślenia.

Możemy przejść niby dalej, do miejsca, gdzie rzeka jest szersza i nieco głębsza, ale tłum zniechęca nas zupełnie. Trzeba jednak przyznać, że sceneria jest wyjątkowo urokliwa. Przez chwilę zastanawiamy się, czy nie zanurzyć się tam, gdzie woda jest chłodniejsza, ale nagła ulewa, która zastaje nas w momencie przebierania się, szybko wybija z głów ten pomysł. Po kilku wizytach na Islandii znów nie wykąpiemy się w gorącej rzece, ale trudno. Przynajmniej wreszcie tu dotarliśmy! Szybko wskakujemy w kurtki i wracamy z powrotem na dół. Gorącą rzekę jeszcze pewnie kiedyś odwiedzimy, na Rettir może szans już nie będziemy mieć. A ten właśnie rozkręcił się na dobre!

Rettir 2019: Olfusrett i Reykjadal w Olfusi

Jak już wspomniałam Rettir odbywa się tam, gdzie jest rett, czyli najczęściej okrągła (ale zdarzają się i prostokątne), różnej wielkości zagroda, do której zapędzane są owce ściągnięte z gór. Wewnątrz następuje podział zwierząt. Gospodarze wypuszczając owce wiosną oznaczyli swoje sztuki i teraz dzięki tym specyficznym oznakowaniom (kolczykach w uszach oraz plamom farby na wełnie) są w stanie odnaleźć swoją własność. Rett podzielony jest na oddzielne zagrody – wygląda to trochę jak pokrojony tort.

Każdy z gospodarzy ma swoją część, do której następnie trafią jego owce ze środka. Gospodarze nie są tu sami – pomagają im rodziny, znajomi, przyjaciele. To doskonała okazja do rodzinnych spotkań! W Rettir zaangażowane są też dzieci – z tego co zauważam same bardzo chętnie garną się do pomocy.

Tradycyjnie!

Co bardzo zwraca uwagę – wielu Islandczyków odzianych jest we wspomniane już tradycyjne swetry lopapeysa. To świetna (aczkolwiek niestety i bardzo droga) pamiątka z Islandii. Moją uwagę przykuwa szczególnie dwóch mężczyzn – jeden ubrany w czarną lopapeysę w bogatymi zdobieniami i dopasowaną czapeczką do kompletu oraz młody mężczyzna, który założył na tę okazję kraciastą koszulę, zieloną lopapeysę i kaszkiet. Wygląda jak z żurnala! Głównie przypatruje się wydarzeniom, ale gdy potrzebna jest pomoc nie zastanawiając się chwili zostawia rodzinę i przeskakuje przez ogrodzenie, żeby wspomóc innych w pracy.

Owczy podział

Gdy owce znajdują się już w odpowiednim fragmencie zagrody, następuje ich kolejny podział. Część trafi z powrotem do gospodarstwa, część pojedzie jednak do rzeźni… Jak już wspomniałam owce na Islandii nie są hodowane dla ozdoby. To jeden z filarów gospodarki Islandii – mówi się, że Islandia bez owiec nie istnieje, bez nich człowiek na miejscu by nie przeżył. Stoimy akurat przy fragmencie rettu, w którym odbywa się taki podział. Kilka osób z niewielkim płotkiem dokonuje segregacji – starsze zwierzęta są oddzielane od młodszych.

Ciekawą techniką wykazuje się dziewczyna, która posiłkując się płotkiem i własnym biodrem wybiera które zwierzę przepuścić za siebie, a któremu zagrodzić sobą drogę. Gdy podział jest zakończony, przepuszczone owce trafiają na ciężarówkę. Dla nich nie ma już nadziei. Pozostałe znajdą się wkrótce z powrotem w gospodarstwie, w którym zaopatrzone w kiszonkę, siano i inne dodatki będą mogły spokojnie dotrwać do nowego sezonu wydając przy okazji na świat kolejne owcze pokolenie.

Jedna wielka impreza

Atmosfera wydarzenia jest bardzo podniosła, ale i radosna. Islandczycy cieszą się nie tylko ze spotkań z rodziną i przyjaciółmi, ale także z powrotu zwierząt po długich miesiącach nieobecności. Mogą wreszcie obejrzeć swoje stadka, ocenić, czy wszystkie zwierzęta wróciły. Strata jednej owcy bywa bolesna, dlatego powrót całego stada to okazja do świętowania – po Rettirze często ma miejsce impreza zwana Rettarball. Co mnie bardzo dziwi, turyści tłumnie podążający w stronę Reykjadalur przechodzą tuż obok Rettiru chyba zupełnie nieświadomi tego, co dzieje się zaraz obok. Dla nas to jednak jeden z głównych celów tej podróży.

Gdy Rettir w Olfus powoli dobiega końca, a ostatnie baterie do aparatu praktycznie są już rozładowane, udajemy się w stronę Reykjaviku. Powoli kończy się nam ten kolejny wyjazd.


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do moich pozostałych relacji z Islandii!

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Skomentuj