Bawaria: BMW Welt oraz muzeum BMW w Monachium


Czy jestem znawczynią szeroko pojętej motoryzacji? Zdecydowanie nie. Czy jestem fanką samochodów, szczególnie tych zabytkowych? Zdecydowanie tak! Co roku chętnie wybieram się na odbywający się w moim mieście zlot starych samochodów Warkot, a w każdym nowym miejscu, w którym wynajdę jakieś ciekawe motoryzacyjne muzeum, muszę do niego zajrzeć! Dzięki temu trafiliśmy do muzeum BMW oraz BMW Welt w Monachium.

Byliśmy już w muzeum samochodów w Brukseli, na Malcie, odwiedziliśmy też niemiecki Wolfsburg w drodze do Holandii. Gdy znalazłam informację, że w Monachium mieści się muzeum BMW, nie pozostało mi nic innego jak uwzględnienie tego miejsca w planie zwiedzania. 

Dzień 1, 22.09.2018, część 2/2

BMW Welt

Dojazd zajmuje chwilę. Zostawiamy auto na podziemnym parkingu i najpierw bezpłatnie oglądamy otwarte w 2007 roku BMW Welt – budynek, w którym podziwiać można różne ekskluzywne auta. Najnowsze modele, kapiący z nich luksus… Aż chciałoby się usiąść za kierownicą któregoś. Można tego doświadczyć! Na piętrze z kolei znajduje się wystawa motocykli i skuterów. Każdy z nich jest na stałe przymocowany do podłogi, dzięki czemu bez obaw można na niego wsiąść i sprawdzić, jakby się jeździło takim cudem techniki.

Bryła tego budynku jest ciekawa sama w sobie – musi niesamowicie wyglądać wieczorem, gdy jest podświetlona!

Muzeum BMW

Mostem nad ulicą przechodzimy bliżej siedziby głównej grupy BMW – tuż pod nią zbudowana została jakby srebrna filiżanka mieszcząca muzeum BMW. Podobno na 5 000 m2 zobaczyć tu można 125 aut i motocykli BMW powstałych przez lata działalności tej firmy. Od historycznego samochodu sportowego, przez prototypy, aż po futurystyczne projekty oparte chociażby na alternatywnych metodach napędu – bilet kosztuje 10 EUR, ale naprawdę warto się tu wybrać!

Od razu po wejściu za kasy biletowe uwagę przyciąga instalacja złożona z kulek zawieszonych na linkach. Kulki płynnie poruszają się wyglądając tak, jakby płynęły w powietrzu. Raz tworzą falę, innym razem linię prostą, która po chwili przemienia się w zarys jednego z historycznych modeli BMW. Nie ma osoby, która by na dłużej przy tym nie przystanęła.

Wkoło pełno jest różnych tablic informacyjnych, jednak ze względu na bardzo ograniczony czas, nie mamy możliwości wczytywania się we wszystkie. Jakby tak chcieć dokładnie ze wszystkim się zapoznać, to można byłoby tu spędzić chyba nawet cały dzień!

“Rodzinne” autko

Jednak dla mnie najciekawszym eksponatem jest niewielki, wyprodukowany w 1955 roku samochodzik BMW Isetta przypominający nieco małą żabę. Pracownica muzeum widząc spore zainteresowanie, jakie budzi to auto, w pewnym momencie otwiera… hmmm… drzwi? Maskę? Nie wiem nawet jak to nazwać, w każdym razie przód tego auta służył do wsiadania. Samochód niby dwuosobowy, jednak służył całej rodzinie. Dwójka rodziców, dwójka dzieci na kolana, bagaże między nogami i z tyłu na półce pies się mieścił. Ciekawe cacko. Ponoć było na tamte czasy tak tanie, że prawie każdy mógł sobie na nie pozwolić.

Foodtruck pod muzeum BMW – nigdy więcej!

Po wyjściu z muzeum nasze nosy wodzi na pokuszenie food truck stojący przy wejściu do budynku. Tak kusząco pachnie tu tradycyjnymi niemieckimi wurstami! Decydujemy się na kilka kiełbasek, co jednak okazuje się być kiepską decyzją. Nie dość, że 20 min. czekamy na ledwo ciepłą kiełbasę (podkreślę tu, że przed nami nie ma kolejki), to jeszcze jedzenie jest naprawdę paskudne. A tuż po nas kolejni klienci słyszą, że panowie z budki nie mają już nic do jedzenia. Szkoda, że na nas nie padło, bo naprawdę wolałabym uniknąć tych “smakołyków”. Tak niezjadliwych kiełbasek nie jadłam chyba nigdy wcześniej. Czemu przygotowanie gorącej kiełbasy trwało tak długo? Tego niestety nie wiem. Panowie w międzyczasie zdążyli posprzątać swoją przyczepę, pogadać.

Przez ich ślimacze tempo musimy się pospieszyć. Mamy do pokonania 90 km na nocleg, na którym powinniśmy pojawić się przed 20:00.

“Dziadko” w Guesthouse Alpenrose

Na miejsce docieramy koło 19:30 – idealnie, żeby zdążyć się zameldować w zalecanym czasie. Pod właściwym adresem w Ettal napotykamy jednak tylko wygaszone światła i kartkę na drzwiach – goście muszą udać się do innego pensjonatu. Na szczęście to tylko 500 metrów dalej. Wchodzimy do budynku, w kuchni kręci się jakaś starsza para. Obydwoje niestety nie mówią po angielsku, ale wystarczy rzucić hasło Guesthouse Alpenrose i już wiadomo, kim jesteśmy. Dziadek podrywa się na nogi i gdzieś znika, kobieta z kolei zaczyna nawijać do nas po niemiecku. Niestety nikt z nas tego języka za bardzo nie zna. Rozumiemy tyle, że pyta, skąd jesteśmy.

Polonia. Polska?! Och. I płynnie przechodzi na nasz język! Akcent zdradza, że może pochodzić z Ukrainy. Świetnie jednak radzi sobie po polsku, jedyny niecodzienny zwrot to informacja, że “dziadko jedzie na bicyklu“. Ok, czyli starszy pan pojedzie przodem na rowerze, a my mamy go dogonić. Jeszcze nie zdążyliśmy wyjechać z parkingu, a on nam tylko śmignął na swoich dwóch kółkach!

Gdy dojeżdżamy pod miejsce naszego zakwaterowania, jego właściciel już na nas czeka i pokazuje, jak mamy zaparkować. Zakaz parkowania. Co za problem? Mamy stanąć równolegle z linią wyznaczaną przez znak. Skoro tak… Po zaparkowaniu dziadek energicznie wymachuje rękami sugerując, że mamy zabrać bagaże. My jednak uparcie twierdzimy, że weźmiemy je później – mamy trochę rzeczy porozrzucanych po aucie. Mężczyzna jednak nalega. Jeszcze wielokrotnie powtórzy nam, że powinniśmy zabrać od razu bagaże. W końcu z rezygnacją twierdzi, że jesteśmy nieproduktywni

Po dziwnej wymianie zdań w końcu zostawia nas samych. Mamy do dyspozycji przytulne dwupokojowe mieszkanko z łazienką. W bardzo malowniczej – położonej między górami – okolicy! Jest ciepło i przyjemnie. Cisza i spokój to to, czego potrzebujemy po dniu spędzonym w chaosie dnia rozpoczynającego w Monachium Oktoberfest. Mamy tu też niewielki balkonik, z którego roztacza się piękny widok na miasteczko. Ale o tym  przekonamy się dopiero rano…


Spodobał Ci się powyższy tekst? Znasz kogoś, kto wybiera się na ten najsłynniejszy piwny festiwal jeszcze w tym roku? Podziel się z nim tym artykułem, może mu się przydać! Będzie mi również miło jak polubisz go lub udostępnisz na Facebooku albo zostawisz tu po sobie ślad w postaci komentarza. 

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Trzy kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Skomentuj