Azory: Gorące źródła na Sao Miguel – Furnas

W planie była na dzisiaj wizyta w środkowej części Sao Miguel, ale w związku z tym, że z różnych przyczyn poprzedniego dnia nie udało się nam zrealizować zamierzeń, wracamy do Furnas. I przez to znów nie zrealizujemy planu, ale zrelaksujemy się za to jak mało kiedy! Sao Miguel ze względu na swój wulkaniczny charakter i położenie archipelagu Azorów na styku trzech (!) płyt kontynentalnych, poszczycić się może wysoką aktywnością geotermalną. A to oznacza, że są tam kąpieliska termalne! Gdzie można znaleźć gorące źródła na Sao Miguel? Chociażby właśnie w Furnas!

Dzień 4, 30.06.2019, część 1/3

Do miasta ruszamy w miarę wcześnie. Jest niedzielny poranek, na drogach pustawo. Słońce już cudownie przygrzewa – jak to powiedział nam wczoraj nasz gospodarz mamy ogromne szczęście z pogodą. Przez poprzedni tydzień non stop ponoć wiało i padało, a teraz? Wymarzone wakacyjne warunki! Pokropiło tylko odrobinę z rana pierwszego dnia, poza tym na aurę narzekać naprawdę nie możemy.

Capela Nossa Senhora das Vitorias

W tym momencie może trochę nawet szkoda, bo w miejscu, które zaraz odwiedzimy, przydałoby się, żeby temperatury były jednak niższe. Nawet paradoksalnie deszcz by nie zaszkodził! Zanim jednak dotrzemy do celu, podziwiamy z brzegu Lagoa das Furnsa kaplicę Capela Nossa Senhora das Vitorias. To zwracająca uwagę swoim położeniem, a także witrażami wewnątrz kaplica grobowa wzniesiona na polecenie zamieszkującego niegdyś Sao Miguel bogatego właściciela ziemskiego Jose do Canto. Poświęcona została Matce Boskiej Zwycięskiej, a spoczęła w niej na wieczny odpoczynek po przegranej walce z chorobą Maria Guilhermina Taveira Brum do Canto – ukochana żona mężczyzny, a następnie on sam. Neogotycka kaplica z lokalnych materiałów pochodzenia wulkanicznego zainaugurowana została 15 sierpnia 1886 roku.

Na parkingu przy drodze można zostawić samochód i udać się na spacer w kierunku kaplicy, jednak nasz cel znajduje się nieco dalej.

Poca da Dona Beija

Po kilkunastu minutach jesteśmy na miejscu – ponownie na parkingu pod wejściem na teren gorących źródeł Poca da Dona Beija. Wieczorem szpilki nie dało się tu wcisnąć, tym razem miejsc parkingowych jest aż nadto! W sumie wciąż pora jest wczesna. I nie zapominajmy, że jest niedziela, czyli wszyscy odsypiają wieczorne szaleństwa. Parkujemy w cieniu rzucanym przez jedno z drzew otaczających parking i wchodzimy. Wstęp kosztuje 6 EUR od osoby dorosłej (dzieci do lat 6 – 4 EUR) – za tę kwotę można siedzieć tu nawet i cały dzień (pod warunkiem, że wytrzyma się bez jedzenia – o tym dalej)! Poca da Dona Beija czynne jest codziennie w godzinach 7:00 – 23:00. Wieczorem – jak już wspomniałam przy okazji poprzedniego wpisu – baseny są podświetlane, co stanowi dodatkową atrakcję. Istniejące w obecnej formie od 29 listopada 2010 roku termalne baseny to cudowne miejsce do relaksu!

W kasie wita nas Ukrainka – dziwnie tak być daleko od domu i móc rozmawiać w kasie jakiejś atrakcji po polsku. Kobieta uczula nas, byśmy nie zgubili bilecików, bo słuą tak wejściu jak i wyjściu przez bramki. W sklepiku z pamiątkami zaraz za kasą bierzemy dwa zielone koszyki – to na rzeczy. Koszyki są prostym, ale naprawdę genialnym rozwiązaniem! Można je schować w szafkach znajdujących się w budynku po prawej stronie (są tam też przebieralnie, toalety i prysznice), ale skorzystanie ze schowków jest dodatkowo płatne 1 EUR. Podobnie jak i z prysznica z ciepłą wodą. W jedną szafkę wchodzą dwa kosze, ale zachwyceni widokiem tego, co właśnie się przed nami roztacza, zupełnie zapominamy o pozostawieniu rzeczy. Będziemy je trzymać przy basenach – podobnie jak 99% pozostałych kąpiących się tu ludzi. Idę przed siebie i zbieram szczękę z ziemi. Tu jest jak w raju!

Poca da Dona Beija to kompleks pięciu basenów z gorącą wodą pełną związków żelaza – stąd pomarańczowe zabarwienie w wielu miejscach. Cztery baseny mają tę samą temperaturę – 39ºC – ale różnią się głębokością. Ostatni – głęboki na około 90 centymetrów – ma temperaturę 28ºC. Woda jest chłodniejsza z tego powodu, że miesza się w nim to co wypływa ze znajdującego się w jaskini Lomba das Barracas gorącego źródła oraz zimy strumień Ribeira dos Lameiros, Mieszanka ta przepływa następnie przez środek kompleksu.

Zaczynamy od taplania się w najpłytszym, mającym raptem 60 cm głębokości zbiorniku (najgłębszy ma 130 cm). Roztacza się z niego najpiękniejszy widok! I cały mamy tylko dla siebie! Ludzi początkowo w ogóle nie przybywa, poza nami jest tu może z 5 innych osób. Warto było wstać wcześniej! W basenie tym dookoła poprowadzono schodek, który pozwala usiąść i kontemplować okoliczną przyrodę. Jest mniej więcej na połowie głębokości. Posadzone dookoła rośliny, kwitnące hortensje naprzeciwko, ciepła woda, gra światła przebijającego się przez liście wielkiej paproci drzewiastej tuż obok, śpiew ptaków i poza tym tylko cisza… Wypoczynek pod palmami jest przereklamowany. Na Sao Miguel relaksować się można pod paprociami!

Pierwsze zanurzenie jest trudne. Jak już wspomniałam pogoda nam dopisuje, a to oznacza, że jest gorąco. Wejście w tak ciepłą wodę wymaga dodatkowego oswojenia się z nią. Gdy robi się w pewnym momencie aż za ciepło, trzeba zrobić sobie przerwę. Na również bogatej w gorące źródła Islandii tego problemu akurat nie ma – wystarczy na moment wynurzyć się z gorącego źródła, by natychmiast odzyskać równowagę.

Następnie przenosimy się do zbiornika ze sztucznie utworzonym wodospadem poprowadzonym przez całą długość basenu. Wsuwam się pod wodę, która uderza mi w ramiona i masuje plecy. Rany, jakie to jest przyjemne!!! Ze względu na temperaturę warto jednak pamiętać – szczególnie latem – by nie wchodzić za gorącą kaskadę. Można stracić przytomność… Ludzi powoli przybywa, ale wciąż zdarza się, że jesteśmy sami w poszczególnych basenach. Najtłoczniej robi się w tym najgłębszych – 130 cm głębokości. Są tam intensywnie masujące plecy dwa mini-wodospady, w nim jednak długo nie wytrzymujemy – w upalny letni dzień taki stopień zanurzenia w gorącej wodzie jest trudny do wytrzymania.

Na końcu znajduje się jeszcze jeden spiętrzony przez tamę zbiornik, do którego spływa pod chodnikiem gorąca woda ze źródła obok. Jak już wspomniałam, tu temperatura jest nieco niższa – woda ma 28ºC. Z tylu zasila go woda z zimnego strumienia, przez co im dalej od tamy, tym chłodniej. Tu jest najwięcej dzieci.

Ciekawostka: Będąc w Poca da Dona Beija warto rozejrzeć się za gąszczem sporych liści. To kolokazja jadalna (Colocasia esculenta) znana bardziej jako taro. Ta wywodząca się z Azji Południowej roślina doskonale czuje się w Furnas. Jest lubiącą podmokłe tereny byliną o wysokości do 1,5 m, z mocno skróconą łodygą, zgrubiałą w części podziemnej, tworząca dużą podziemną bulwę o wyraźnie widocznych pierścieniowato ułożonych bliznach poliściowych. Bulwy te (kłącza) przerabiane są na mąkę często wykorzystywaną do produkcji żywności dla niemowląt i osób cierpiących na nietolerancję glutenu zwaną celiakią. Spożywać można osiągające wagę nawet 6 kg bulwy (po obgotowaniu lub pieczeniu eliminującym kryształy szczawianu wapnia), młode liście i kolby kwiatostanowe.

Poca da Dona Beija praktycznie

  • godziny otwarcia: codziennie 7:00 – 23:00 (ostatnie wejście możliwe jest o 22:30, baseny należy opuścić do 22:45)
  • bilet wstępu: dorośli 6 EUR, dzieci do lat 4: bezpłatnie
  • prysznic z ciepłą wodą jest dodatkowo płatny
  • nie zakładaj kostiumu kąpielowego w jasnych kolorach – woda pełna związków żelaza może go trwale przebarwić na żółto-pomarańczowy odcień, dlatego też im ciemniejszy strój tym lepiej.
  • zdejmij biżuterię, ponieważ także może zostać uszkodzona
  • za dodatkową opłatą możliwe jest wypożyczenie ręcznika
  • jeżeli nie lubisz tłumów, przyjdź na kąpielisko między godziną 7:00 a 10:00. Im później, tym więcej ludzi. Szczególnie oblegane są wieczory w piątki i soboty.
  • również latem przyjdź wcześnie rano lub późnym popołudniem. Przebywanie w gorących źródłach w letnie południe może być co najmniej mało przyjemne.
  • kiepska pogoda? Nie przejmuj się! Gdy siedzisz w gorącej wodzie z takimi widokami, nawet zimno i padający na głowę deszcz nie stanowią problemu
  • na terenie Poca da Dona Beija zakazane jest spożywanie posiłków i wnoszenie szklanych pojemników/ butelek z napojami.
  • kąpanie się w rzece przepływającej środkiem lub w gorącym źródle w jaskini jest zabronione.
  • szanuj przestrzeń swoją i innych. W basenach zakazane jest skakanie do wody, nurkowanie oraz pływanie, a także głośne zachowywanie się. Po prostu usiądź i się zrelaksuj!

Gdy na zewnątrz robi się coraz cieplej, a my już porządnie wygrzaliśmy kości, pora się stąd zbierać. I tak siedzieliśmy tu ze trzy godziny (zalecane są dwie)! Plan na ten dzień znów szlag trafił, ale trudno. Właśnie tego było nam trzeba! Woda kąpieliska Poca da Dona Beija uważane są za lecznice ze względu na skład i temperaturę – kąpiele tutaj pomagają m.in. w problemach rematycznych, pozwalają rozluźnić napięte mięśnie. Oj tak. Czuję się rozluźniona jak mało kiedy! Robimy jeszcze drobne zakupy pamiątek – znajduję kilka cudnych elementów biżuterii z lawą – i przemieszczamy się w stronę parku Terra Nostra.

Parque Terra Nostra

Park Terra Nostra powstał w 1775 roku jako plantacja pomarańczy, ale przez załamanie się pomarańczowego rynku w 1848 roku, mamy dzisiaj tu to wspaniałe miejsce! Tu również można liczyć na kąpiele w gorącej wodzie. Tylko o ile w Poca da Dona Beija woda była przejrzysta, jedynie na skałach widać było barwy, tak tutaj dna nie zobaczysz, bo woda jest pomarańczowa! I chyba jest tu dość głęboko. Nie do końca jestem przekonana do kąpieli w takich warunkach, ale im dłużej patrzę na wesoło taplających się tu ludzi, tym bardziej nabieram ochoty. Ale tym razem z kąpieli w tym miejscu rezygnujemy.

Spędzamy dłuższą chwilę w otaczającym basen parku z licznymi (i często naprawdę wiekowymi!) przedstawicielami flory z całego świata. Aleja miłorzębów, aleja palm, wielkie eukaliptusy, które ustawiają swoje liście w opozycji do słońca, część poświęcona gatunkom endemicznym Azorów, paprociom drzewiastym, hortensje i mnóstwo innych roślin w zadbanych nasadzeniach zachwycają na każdym kroku. Większość osób przybywa tu dla kąpieliska – my przyjechaliśmy właśnie dla parku.

W kameliowym ogrodzie zauważam znaną nam już dobrze roślinę. Tu potraktowana została jako materiał na niski żywopłot – to herbata! Ale tak naprawdę gdyby nie jej charakterystyczne owoce, które mogłam zobaczyć na plantacji herbaty Cha Gorreana dzień wcześniej, prawdopodobnie nie domyśliłabym się, że można wykorzystać tę roślinę na ogrodzenie. Ale w sumie… Często przycinana ładnie się zagęszcza, a i nadanie odpowiedniego pokroju krzaczka nie jest trudne. Więc czemu nie, skoro klimat pozwala.

Tutejszy basen termalny powstał w 1780 roku dzięki Amerykaninowi Thomasowi Hicklingowi – zbiornik był wówczas dużo mniejszy, ale już wtedy miał na środku charakterystyczną wyspę połączoną z brzegiem mostem. Dzisiaj tego mostu już nie ma. Nad wodą góruje Casa do Parque powstała w miejscu Yankee Hall – dawnej drewnianej letniej rezydencji Hicklinga. Kąpielisko powiększone zostało przez kolejnego właściciela Vasco Bensaude w 1935 roku i od tamtej pory jego kształt nie zmienił się. Ze względnie niewielkiego ogrodu Hicklinga park rozrósł się do imponującego obszaru zajmującego aktualnie 12,5 ha!

Woda o kwaśnym odczynie (uwaga na biżuterię!) ma temperaturę między 35 a 40ºC i jak wspomniałam, jest intensywnie pomarańczowa ze względu na ogromną ilość minerałów, w tym różnych związków żelaza. Do kąpieli odradzam zdecydowanie jakiekolwiek jaśniejsze stroje kąpielowe, ponieważ materiał przebarwi się. Po chwilowym pomoczeniu nóg w tej wodzie zauważam na skórze żółte plamki – po kąpieli przyda się prysznic (w przeciwieństwie do Poca da Dona Beija tu prysznice są darmowe). Nieco dalej od pomarańczowego kąpieliska, w zaroślach, ukryte jest małe spa z mleczno-zielonkawą wodą. Jest nawet jacuzzi! Tuż obok są toalety, przebieralnie i prysznice.

Parque Terra Nostra praktycznie:

  • park czynny jest codziennie w godzinach 10:00 – 18:00
  • bilet wstępu: dorośli 8 EUR, dzieci do lat 2 – bezpłatnie, dzieci w wieku 3-10 lat: 4 EUR
  • zabierz ze sobą ręcznik
  • nie zakładaj kostiumu kąpielowego w jasnych kolorach – jest spore ryzyko, że trwale się przebarwi
  • do kąpieli zdejmij biżuterię
  • w basenach zabronione jest nurkowanie i skakanie do wody, zakazane jest również jedzenie i picie w trakcie przebywania w wodzie. Nie wolno wnosić szklanych opakowań oraz spożywać napoi alkoholowych.
  • po parku poprowadzono sporo ścieżek, warto kierować się znakami wskazującymi kierunek zwiedzania. My wybraliśmy sobie ścieżkę spacerową, której długość wynosi 3 km – w trakcie przejścia nią zobaczyć można najważniejsze i najpiękniejsze miejsca.
  • bez wcześniejszej zgody zarządu miejsca filmowanie z dronów jest zabronione
  • należy zachowywać się cicho, by nie zakłócać relaksu innych osób

Akwedukt w Furnas

Na mapie w aplikacji Maps.ME znajduję jeszcze akwedukt. Jest blisko, ale gdy docieramy w miejsce z mapy, na miejscu zastajemy jedynie stadion piłkarski. Gdzie ten akwedukt?! Skręcamy w wąskie uliczki obok boiska – jeśli ktoś tu będzie chciał wjechać, nie miniemy się. Mąż parkuje przy murze (oby nikt tu jechać nie chciał…), a ja lecę na rekonesans. Obchodzę dookoła ogrodzenie stadionu i… jest akwedukt! Mocno zniszczony, jakby całkowicie zapomniany. W krzakach coś niespodziewanie szeleści – wystraszyłam kota, a kot wystraszył mnie.

W Furnas znajdują się dwa miejsca, w których można się wykąpać. Jednak to nie wszystkie miejsca Sao Miguel, w których znaleźć można termalne kąpieliska! W kolejnej części relacji przeczytasz o niesamowitym miejscu, jakim jest Caldeira Velha.


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do moich pozostałych relacji z Azorów! Będzie mi również niezmiernie miło, jeśli pozostawisz tu po sobie ślad w postaci komentarza. 

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

Skomentuj