Kuchnia Rumunii. Gdzie zjeść w Bukareszcie?

Wybierając się na weekend do jakiegokolwiek miasta warto zrobić wcześniej rozeznanie, gdzie można dobrze zjeść. W końcu przy tak krótkich wypadach szkoda czasu na poszukiwania lub rozczarowania na miejscu, prawda? Jeśli nie chcesz improwizować, a wybierasz się do Bukaresztu, może poniższe dwie propozycje przypadną Ci do gustu. A w ogóle jak wygląda kuchnia Rumunii? Co jest jej podstawą i jakich smaków należy się spodziewać planując wyprawę do kraju Drakuli?

Narodowe dania tego kraju dużo czerpią z różnych innych tradycji – węgierskiej, tureckiej czy nawet ukraińskiej. Kuchnia Rumunii opiera się głównie na daniach mięsnych – dużo tu kurczaka, wieprzowiny, jest też jagnięcina, a menu bez dań z grilla to żadne menu! Do tego popularne są sery, w szczególności kozia lub owcza bryndza (sporą ciekawostką jest ser zawijany w korę świerkową!). Dodam tu, że sposób przygotowywania bryndzy dotarł do Polski wraz z migrującymi w Karpatach wołoskimi pasterzami, czyli nikim innym jak… przodkami Rumunów!

Mówiąc o kuchni Rumunii, nie można nie wspomnieć o sławnej mamałydze, czyli kaszce kukurydzianej przyrządzanej na różne sposoby. Pól kukurydzy w Rumunii pod dostatkiem – często gdzie okiem nie sięgnąć, to albo kukurydza albo słoneczniki.

Kuchnia Rumunii

Na przystawkę zamówić możesz na przykład mamałygę podaną z rozdrobnioną bryndzą i śmietaną – mămăliguţa cu brânză şi smântână. Nieco mdły smak kukurydzianej kaszki świetnie uzupełnia ostrawy, topiący się od ciepła ser i kwaskowata śmietana. Jeśli wolisz jednak inne dania, w wielu lokalach znajdziesz talerze (albo lepiej to ująć półmiski!) różnych rumuńskich specjalności. Co powiesz na doskonały salceson lub idealną do piwa słoninę? Skoro o tym mowa – Timisoreana, Ursus, Ciuk, Bucegi lub Silva to tylko niektóre z rumuńskich złotych napitków. Jeżeli preferujesz coś mocniejszego, Rumunia palincă stoi (brandy produkowanej ze śliwy, gruszy, jabłoni, moreli, czereśni lub morwy). Zawartość alkoholu waha się od ok. 35% do nawet 70%.

Mamałyga zapieczona z serem – smakołyk z okolic Trasy Transfogaraskiej

Kuchnia Rumunii: zupy

Lubisz zupy? Koniecznie spróbuj klasyki: flaczków (ciorbă de burtă), chłopskiej zupy na bazie wołowiny (ciorbă ţărănească de văcuţă), fasolówki na bazie wędzonego mięsa (ciorbă de fasole cu afumătură), zupy z klopsikami (ciorbă de perişoare) czy… zupy z sałaty (ciorbă de salată cu afumătură).

Kuchnia Rumunii: dania mięsne

Wśród dań mięsnych warto wymienić między innymi mici (mititei), czyli formowane podobnie jak bałkańskie cevapcici mięso mielone (jagnięcina lub baranina z dodatkiem wieprzowiny lub wołowiny). Po ukształtowaniu w niewielki walec mici grilluje się i podaje często z musztardą i chlebem. Jak już wspomniałam w kartach restauracji króluje także grillowane mięso – żeberka wieprzowe, żeberka jagnięce, piersi kurczaka – a wszystko to w minimalnej ilości przypraw. Tak by wydobyć, a nie zagłuszyć smak podawanego kąska.

Jeśli nie przepadasz za daniami z grilla, może zainteresują Cię sarmale, czyli rumuńska wersja gołąbków. Gołąbki z Rumunii zawijane są w liście winogron lub też w liście kiszonej (kisi się całą główkę!) kapusty. Farsz może być mięsny, ale zdarza się również, że i wegetarianie mogą posmakować sarmali. Lubisz klopsy? Spóbuj chiftele – mięsnych kulek podawanych w panierce z mąki lub bułki tartej. Spragniony innych smaków?

Może na Twoim talerzu wyląduje limba cu măsline, czyli krowi ozór podawany z oliwkami. Tak swoją drogą oliwki są bardzo popularnym dodatkiem. Dla większych tradycjonalistów podane mogą zostać znane z Bałkanów musaka lub przypominający Węgry gulasz zwany papricaş. A może zamówisz siekankę mołdawską (swego rodzaju gulasz w pomidorowym sosie, czyli tochitura moldoveneasca? Jako dodatek dobrać możesz muratiri, czyli kiszone warzywa, np. ogórki lub paprykę. I koniecznie spróbuj pasty z ikry! Jeśli jesteś mięsożercą, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Wegetarianie w Rumunii zdecydowanie mają ciężki żywot.

Na środku – ser zawijany w korę świerkową

Kuchnia Rumunii: na słodko

Na koniec – jeśli tylko uda Ci się gdzieś upchnąć – wypada rozpieścić podniebienie czymś na słodko. Deserów w Rumunii pod dostatkiem. Może zacznij od bomby kalorycznej jaką są papanaşi, czyli pączki na ciepło? Albo od tradycyjnych naleśników podawanych z owocową konfiturą i miodem – clătite. Jeśli to Ci nie odpowiada, może skusi Cię czekoladowy biszkopt z kremem migdałowym amandine albo zwykła-niezwykła plăcintă. Czasem wybór jest naprawdę trudny.

Gdzie zjeść w Bukareszcie? Polecane restauracje

Skoro wiesz już, co możesz zjeść, może pora rozejrzeć się za lokalem, w którym mógłbyś popróbować specjalności kuchni Rumunii w Bukareszcie? Poniżej znajdziesz dwie propozycje w centrum miasta. W sam raz na przerwę w trakcie zwiedzania.

PS. Wybacz słabą jakość zdjęć, ale robione były telefonem w kiepskich warunkach oświetlenia. 

Vatra
adres: Strada Ion Brezoianu 19 

To jedna z tych restauracji, w których niełatwo o wolny stolik, ale zawsze możesz zrobić rezerwację (zalecane). Nam akurat się poszczęściło, bo gdy dotarliśmy na miejsce około godziny 14:00, został w środku jeszcze tylko jeden stolik dla dwóch osób. Latem można delektować się miejscowymi pysznościami na zewnątrz, zimą jednak pozostaje wnętrze ozdobione leciwymi już elementami dekoracji w postaci chociażby ceramiki z Corundu (ceramiki, którą swoją drogą uwielbiam!). Menu jest dość obszerne, ale w razie problemów z decyzją, kelnerzy chętnie pomagają wybrać tak dania jak i pasujące do nich wino (oczywiście rumuńskie!).

Na co warto się skusić? Z własnego doświadczenia podpowiem, że moim absolutnym numerem jeden jest Carnati de casa (31 lei – ok. 28 zł), czyli domowej roboty cienka kiełbaska wieprzowa podawana na ciepło. Na drewnianej tacy znajdziesz trzy zawinięte sztuki. Mięso jest idealnie doprawione, dosłownie rozpływa się w ustach.

Ciorba de burta to wspomniana już wyżej tradycyjna rumuńska zupa będąca odpowiednikiem naszych flaczków. Zupa w wydaniu z Vatry jest smaczna, jednak jest mały minus – niewiele w niej wkładki, jest trochę zbyt wodnista. Smak? Mi przypominał nieco delikatnie kwaskowatą ogórkową z lekko słodkawym posmakiem śmietany. Ciorba de burta kosztuje w Vatrze 22 leje (ok. 20 zł).

Jeśli szukasz czegoś dla dwojga, nie rozczaruje Cię raczej deska różnych mięs z grilla – znajdziesz tu pierś kurczaka, żeberka wieprzowe, żeberka jagnięce, tradycyjne rumuńskie szaszłyki (boczek+kurczak), mamałygę, ziemniaki opiekane i nadziewane pieczarki. Koszt? 145 lei za całość, to jakieś 132 zł. Tak naprawdę to w zupełności wystarczy, by się najeść.

A na deser? Papanaşi czyli po naszemu papanasze! Papanasze serwowane są ponoć w nieco lepszych restauracjach, także chcąc ich spróbować, warto zajrzeć na koniec menu od razu po zajęciu miejsca – niekoniecznie będą dostępne. Papanasze to robione z ciasta i sera pączki podawane na ciepło, oblane sporą ilością śmietany z dodatkiem konfitury. Porcja w Vatrze liczy sobie 2 sztuki (jeden papanasz to tak naprawdę trzy pączki umieszczone jeden na drugim!), także na spokojnie jedna wystarczy dla dwóch osób. Poza pączkami próbowaliśmy również tradycyjnych naleśników z konfiturą i miodem, tych jednak nie polecam, bo są tragicznie słodkie. Wręcz mdlą słodyczą. Ciasto naleśnikowe jednak zasługuje na wyróżnienie.

La Copac

adres: Strada Pitar Moș 23

Restauracja z charakterystycznym klimatem przywodzącym na myśl czasy PRL. Niewielkie sale z kaflowymi piecami, obite bodajże jutą ściany, jako talerze czerwone miski. Charakterystyczny wystrój, do tego panowie przygrywający na harmonii i skrzypcach najróżniejsze piosenki… Można przenieść się w czasie.

Jedzenie może za dobrze nie wygląda, ale jest bardzo smaczne i wręcz domowe. Jako przystawkę postanowiliśmy iść na głęboką wodę i zamówiliśmy talerz specjalności Platou La Copac dla dwóch osób. I to był błąd… Trzeba było zamówić porcję dla jednej osoby. Albo może nawet i pół! Jakbyś zobaczył moją minę, gdy kelnerka przyniosła starter i postawiła go przed nami… Nie do końca dowierzałam, że to na pewno nasze zamówienie.

W skład Platou La Copac wchodzi salceson (o ile nie jestem fanką salcesonu w polskim wydaniu, tam mogłabym go wcinać bez końca), kilka kulek sera bryndza otoczonego sproszkowaną papryką i nasionami kminku, wędzona polędwica w przyprawach, skwarki wieprzowe, słonina, kozi ser telemea, żółty ser cașcaval, oliwki, do tego na oddzielnym talerzyku podane zostały ogórki gruntowe, pomidory i czerwona cebula. Całość kosztowała 70 lei (64 zł). Bardzo dużo, jednak patrząc na ilość jedzenia, koszt nagle stał się względnie niewielki.

Tk naprawdę na przystawce powinniśmy poprzestać, ale nieświadomi jej ogromu od razu zamówiliśmy danie główne. Starter wylądował w pojemnikach na wynos, a my skosztowaliśmy na miejscu Porcul din grădină – 27 lei (25 zł) – czyli wieprzowiny z warzywami (bakłażan, dynia, czerwona cebula, czerwona papryka, grzyby) oraz ficăței aromați czyli smażonej wątróbki drobiowej przygotowanej z koniakiem, tymiankiem, sokiem z cytryny oraz czosnkiem. Warto pamiętać, by zamówić dodatki, chociaż porcje są na tyle duże(samej wątróbki dostaniesz 250 g), że na spokojnie najesz się i bez nich.

O ile wyjazd pod względem realizacji planu zwiedzania niekoniecznie się powiódł, o tyle pod względem kulinarnym okazał się być strzałem w dziesiątkę. Jeśli odpowiada Ci polska kuchnia, odkrywanie rumuńskich smaków również będzie dla Twoich kubków smakowych sporą przyjemnością. Jednak jeśli szukasz egzotycznych połączeń – omijaj lepiej tradycyjne restauracje, bo takowych tam nie znajdziesz.


Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A jeśli szukasz inspiracji do zaplanowania własnego wyjazdu, już wkrótce na stronie pojawi się pełna relacja z naszej podróży do Bukaresztu!

Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód...
... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!

Skomentuj