Sycylia: Scala dei Turchi, czyli Schody Turków

Nasza sycylijska przygoda miała odbyć się śladem starożytnych atrakcji, ale nie zabrakło w niej również elementu przyrodniczego. Nocleg w Realmonte był strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o bliskość Scala dei Turchi – niesamowitego białego klifu stworzonego przez matkę naturę. 

Dzień 3, 22.01.2018 część 1/3

Śniadanie zaplanowane mamy dość wcześnie – czeka nas ambitny plan na ten dzień, więc każda chwila jest cenna. Diego bez wahania zgodził się dzień wcześniej na godz. 8:30, jednak gdy przechodzimy o tej godzinie do kuchni, naszego nowego znajomego nigdzie nie ma. W domu panuje cisza jak makiem zasiał, nawet żadna mucha nie brzęczy. W lodówce pusto – nie wygląda to zbyt dobrze. Czas mija, a my coraz bardziej się irytujemy. Gdy podejmujemy decyzję, żeby najpierw jechać w pierwsze planowane tego dnia miejsce, zaspany Diego… zaczyna sprzątać sąsiedni pokój. Ale co z naszym śniadaniem? Aaa… racja. Śniadanie. Coś mu nie poszło, obiecuje pojechać po jedzenie do pobliskiego baru.

Po kolejnych cennych minutach woła nas twierdząc, że czajnik się zepsuł i nie może nam zapewnić ani kawy ani herbaty. Pal sześć, przeżyjemy. Nie, nie, nie ma takiej opcji. Wyciąga nas na zewnątrz i pakuje do swojego ledwo trzymającego się auta. Z jego włosko-angielskiego rozumiem, że zawiezie nas w jakieś lokalne miejsce. Balansując na krawędzi życia i śmierci podjeżdżamy kilkaset metrów dalej. Niby niedaleko, ale patrząc na styl jazdy naszego gospodarza, mam ochotę się przeżegnać. Docieramy jednak cało. Okazuje się, że rzeczywiście śniadanie spożyjemy w lokalnym barze, w którym to z rana spotkali się chyba wszyscy mężczyźni z okolicy. Robimy trochę za atrakcję. Diego wita się z każdym – nie ma osoby, z którą nie zamieniłby kilku uścisków i słów.

Włoskie śniadanie

Zostajemy usadzeni przy niewielkim stoliku na ulicy. Diego po chwili podrzuca nam pyszne croissanty (pistacjowy to od tej pory mój faworyt!), ale na herbatę jednak czekamy i czekamy. Chyba o nas trochę zapomniał, bo znów gada z jakimś znajomym. Wybaczamy mu to jednak, bo atmosfera sennego jeszcze miasteczka jest przednia. Herbata zaraz ląduje na stoliku. Diego gdzieś znika, więc siedzimy i czekamy wygrzewając się na słońcu. W końcu jest! Wsadza nas z powrotem do auta (- chcecie się przejść? Nie ma mowy, daleko!). Opowiada nam po drodze jak to wygląda okolica latem, jak to lubi wziąć gitarę i usiąść pod rozgwieżdżonym niebem przy ognisku, albo popływać nocą w morzu obserwując przy okazji spadające gwiazdy. Większość opowieści oczywiście jest po włosku, ale zadziwiająco dużo rozumiem nie znając tego języka.

Schody Turków

Po powrocie szybko ogarniamy rzeczy i żegnamy się z Diego. Kierunek – Scala dei Turchi! Zostawiamy auto na pustym parkingu i ruszamy na spacer plażą. Morze wyrzuciło na brzeg całe mnóstwo różnych muszli. Można trafić nawet na tak niesamowite okazy jak nogi pelikana (skorupiaka, nie ptaka :) ) czy szołdry. Niestety wywóz takich skarbów z Sycylii (jak i z całych Włoch) nie jest legalny – włoskie prawo przewiduje surowe kary dla każdego, kto zabierze ze sobą muszle czy piasek. Szczególnie przestrzegane jest to na sąsiedniej Sardynii. Czy rzeczywiście Sycylijczycy pilnują tego prawa? Wolimy się o tym nie przekonywać.

Idziemy tak przed siebie pustą plażą kawałek, aż tu nagle widzimy nasz cel. Schody Turków – czyli po włosku Scala dei Turchi.

Scala dei Turchi to wysokie na 90 m skaliste klify na wybrzeżu Realmonte, położone niedaleko miasteczka Porto Empedocle. Klifów na świecie jest dużo, więc co wyjątkowego jest w tym miejscu? Ich wygląd. Schody Turków tworzy margiel – skała osadowa o białym kolorze. Skojarzenie ze schodami wynika z pofałdowanej budowy tego klifu – bardzo łatwo można się na niego wspiąć. Z kolei druga część nazwy wzięła się od tureckich piratów ukrywających się w średniowieczu w tym miejscu. Niestety podejść do klifu nie możemy, ponieważ plaża jest zagrodzona. Na płocie przyczepione zostały po włosku ostrzeżenia – rozumiem jedynie, że chodzi o spadające kamienie. Szkoda, ale trudno. Łamać zakazu nie będziemy, więc pozostaje nam jedynie przyjrzenie się skałom z oddali.

Przysiadamy na chwilę na wielkich kamieniach podziwiając widok i rozkoszując się piękną pogodą. Jest ranek, ale zrobiło się już na tyle gorąco, że można spacerować na krótki rękaw. Delikatny wiatr cudownie orzeźwia. Jest cicho i pusto. Aż nie chce się nam stamtąd ruszyć. Trzeba się jednak zbierać. Kolejne atrakcje są równie ciekawe. Podjeżdżamy jeszcze tylko na pobliski punkt, z którego roztacza się panorama schodów i zabarwione rozpuszczonym wapieniem morze. Woda tuż przy Schodach Turków jest mleczno-zielona – doskonale widać to z góry.

Rzymska willa

Kierujemy się w stronę Agrigento, po drodze jednak zauważam znak na pozostałości rzymskiej willi. Niestety teren ruin jest ogrodzony, a na furtkę narzucono gruby łańcuch z kłódką. Z oddali widzimy jedynie kilka mozaik, w tym jedną przedstawiającą swastykę. Ogółem był to (w niektórych rejonach świata wciąż jest) symbol szczęścia. Dopiero II Wojna Światowa nadała mu obecny wydźwięk.

Ostatni rzut oka na morze i ruszamy w kolejne miejsce – do Doliny Świątyń. Valle dei Templi to jedna z największych atrakcji tak Sycylii, jak i całych Włoch. Skoro nasz wyjazd miał dotyczyć starożytnych atrakcji wyspy, nie mogliśmy odpuścić takiego zabytku. A raczej kompleksu zabytków.

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych części relacji!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Trzy kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot...
... zarezerwuj nocleg... Booking.com
... wypożycz samochód i ciesz się wyjazdem!

Powiązane teksty

  1. Czytając ten wpis, miałam na buzi szeroki uśmiech. Sycylia to moje miejsce na ziemi i moja ukochana wyspa. Uwielbiam te ich bary pełne mieszkańców, którzy świetnie się znają. Lubię też to usposobienie Sycylijczyków, którzy na wszystko mają czas i nigdy nigdzie się nie spieszą. Ach, dziękuję Ci za to, że moje sycylijskie wspomnienia powróciły.

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Aż chciałoby się czasem przenieść tamtejszą atmosferę do naszych realiów, prawda?

  2. Marysia

    Mmmm Sycylia jest wspaniała chetnie wybrałabym się tam raz jeszcze. Przepiekne miejsce polecasz :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      To jeszcze nie koniec! Mam w zanadrzu parę perełek ;)

  3. Muszę się wybrać! Dzięki za wpis! :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Warto! Szczególnie przed sezonem, bo sycylijska wiosna jest piękna!

  4. oj warto, ogólnie tam jest cudownie

Skomentuj