Sri Lanka: „River safari”


Wyświetl większą mapę

26.01.2015 – dzień 12 cz. 4/5

MIRISSA – GALLE – HIKKADUWA – PERALIYA – AMBALANGODA – BALAPITIYA – KOSGODA – WADDUWA

Jako że byliśmy w okolicy Balapitiya, Kusumsiri namówił nas na „river safari” po rzece Madu Ganga wpadającej w tej miejscowości do oceanu. Jednak nazwa tak naprawdę jest myląca – atrakcja ta nie powinna nazywać się „river safari”, ponieważ po pierwsze ma ona niewiele wspólnego z safari, a po drugie cała trasa poprowadzona została na terenie jeziora Madugnga. Rzeką nie płynie się nawet przez chwilę. Wycieczka odbywa się na pokładzie motorówek. Po raz kolejny udało się wszystko tak załatwić, że mieliśmy całą łódkę tylko dla siebie. My i przewodnik – nikogo więcej. Safari polega na płynięciu przez jezioro i różne zarośla namorzynowe. W kilku miejscach są niskie mosty, przy przepływaniu pod nimi koniecznie należy się mocno schylić. Do tego łódka zatrzymuje się w kilku najciekawszych miejscach takich jak farma rybek oraz Wyspa Cynamonowa. Pokonanie trasy zajmuje około jednej godziny.

Zanim ruszyliśmy, zostaliśmy poczęstowani świeżym sokiem. Po zapoznaniu się z kilkoma informacjami spisanymi na wielkiej tablicy przy niewielkiej przystani, ubrani w kamizelki ratunkowe wsiedliśmy na łódkę. W trakcie płynięcia nasz przewodnik i sternik w jednym pokazywał nam najróżniejsze rzeczy. A to rośliny, a to ptaki… W pewnym momencie przepływaliśmy obok dziwnych trzcinowych konstrukcji ustawionych w wodzie. Okazało się, że są to pułapki na krewetki. Są one ustawianie pod niewielkim kątem względem nurtu rzeki. Na końcu każdej takiej pułapki umieszczona jest kielichowata klatka – kielichów jest w sumie trzy, jeden wchodzi w następny. Przemyślany sposób konstrukcji takiej pułapki sprawia, że krewetki nie mają możliwości wydostania się z niej. Proste a skuteczne :)

Pierwszym samodzielnie wypatrzonym przeze mnie większym zwierzakiem był ukryty w gałęziach drzewa waran paskowany – zwierzę ponoć będące na Sri Lance pod ochroną. Operator naszej motorówki go zupełnie nie zauważył. Widział jedynie siedzącą nieco pod nim czaplę. Przepłynął obok, ale na moją prośbę cofnął łódź. Po chwili przeszukiwania wzrokiem zarośli, przyznał, że zupełnie nie zwrócił uwagi na tego gada.

Zwierzęta te są podobno silnie toksyczne, dlatego lepiej nie spotkać się z nimi zbyt blisko. Mogą osiągać 1,5m długości i 30kg wagi. Wypatrzony przeze mnie waran był całkiem spory.

Poza waranami w trakcie wycieczki obserwowaliśmy różne małpy, ale głównie spotyka się tam najróżniejsze ptactwo – orły, zimorodki, łowce krasnodziobe, żołny i liczne kormorany. Kormoranów jest tam całe zatrzęsienie. Siedzą na palach susząc skrzydła lub polują na ryby. Gdzie nie spojrzeć, tam kormoran.

Następnie popłynęliśmy do maleńkiej przystani szumnie nazwanej rybią farmą. Cała ta pływająca przy brzegu farma składała się z kilku wygrodzonych siatką z wody jeziora zbiorników, w których pływały wielkie ławice małych, pomarańczowych (lub zupełnie czarnych) rybek. Kojarzycie zapewne coraz popularniejsze ostatnimi czasy lokale tzw. „fish SPA”. Maleńkie rybki zajmują się w takich salonach głównie wykonywaniem pedicure. Nieco większe rybki zajęły się nami na Sri Lance za 200 rupii od osoby(ok.5,60zł). Raczej zabiegi takie są w naszym kraju droższe, chociaż tego pewna nie jestem. Macie może jakieś doświadczenia w tym temacie?

Balapitiya (15)

Można było sobie wybrać zbiornik z upatrzonymi „pedikiurzystkami”. Miałam pewne wątlpiwości, czy to na pewno dobry pomysł, ale stwierdziłam w końcu, że więcej taka okazja może się nie powtórzyć. Z pewnymi obawami, jak to będzie wyglądać, siadłam w końcu na brzegu zbiornika i zanurzyłam stopy w wodzie.

Na początku potwornie to łaskotało. Po pierwszym kontakcie z rybami natychmiast wyciągnęłam nogi z wody, bo ledwo mogłam wytrzymać te łaskotki. Jednak chwilę później zaczęłam się przyzwyczajać. Jak tylko ryby zauważały zbliżające się stopy, natychmiast skłębiały się w jednym miejscu otwierając niecierpliwie pyszczki. Po pewnym czasie zaczęły się lepiej starać ;) Uczucie dość dziwne, ale przyznam, że całkiem przyjemne. Trochę mniej przyjemnie było gdy rybka przygryzała delikatną skórę tuż pod kostkami, ale nawet wtedy nie było źle. Dodatkowo dostaliśmy małe miseczki z karmą dla rybek – w momencie wrzucenia do wody kilku granulek, ryby przestawały zgryzać (chociaż może trudno mówić o zgryzaniu w przypadku istot nie posiadających zębów…miały w pyszczkach coś, co kojarzyło mi się z grubym papierem ściernym ;)) naskórek i zaczynały się niesamowicie kotłować. To kotłowanie służyło masowaniu stóp  – efekt uboczny walki o pożywienie. Uczucie dziesiątek rybek prześlizgujących się wokół stóp było niesamowite… Świetna atrakcja, polecam!

Cały zabieg trwał jakieś 20 min. Faktycznie skóra była po nim bardziej miękka. Wydaje mi się, że to świetny zabieg dla wszystkich tych, którzy mają zniszczoną skórę na stopach. Tylko jak dla mnie przed skorzystaniem z rybich usług warto spojrzeć, czy nie ma się jakichś ran, żeby nie wdało się żadne ewentualne zakażenie.

Przyznaję, że niełatwo chodziło mi się po ruszających się podestach, Cała ta farma składała się z pływających zbiorników, więc przy każdym kroku wszystko bardzo się chwiało. Przechodzenie ułatwiały nieco wystające co nie raz kije, ale i tak niezbyt pewnie się tam poruszałam. Może ze strachu, że wpadnę do wody, a jednak pływać to ja nie umiem.

Balapitiya (16)

Przy okazji na farmie rybek mogliśmy wziąć na ręce małego krokodyla trzymanego w zbiorniku tuż przy prowizorycznej chatce. Skóra gadów sprawia wrażenie oślizgłej i nieprzyjemnej w dotyku. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inna. Chłodna, aksamitna – całkiem przyjemne uczucie. Mimo niewielkich rozmiarów, krokodylek był ciężki.

Jednak wydaje mi się, że branie tego „maleństwa” może być nieco ryzykowne. Krokodyl obwiązany był jedynie w połowie sznurkiem, jego paszcza nie była w żaden sposób zabezpieczona. Wystarczyłoby jedno szarpnięcie się zwierzaka, a mógłby komuś zrobić krzywdę. Sznurek miał chyba służyć zabezpieczeniu właściciela przed stratą – jeżeli turysta upuściłby krokodyla, zwierzę nie mogło uciec, ponieważ sznurek trzymany był przez Lankijczyka stojącego tuż obok. Mimo pewnego ryzyka trochę żałuję, że trzymałam tego krokodyla jedynie przez króciutką chwilę. Chętnie przyjrzałabym mu się dokładniej.

Pokazano nam również zbiorniki, w których trzymane były płaszczki i różne duże ryby. Niestety nazw poszczególnych gatunków nie pamiętam. O ile dobrze kojarzę, mogliśmy przyjrzeć się wyrośniętym tilapiom – rybom tak popularnym ostatnio na naszych stołach.

Płaszczki są ogromnym utrapieniem dla rybaków. Zwierzęta te są niebezpieczne, dlatego wyciągnięcie sieci z takim połowem może okazać się bardzo nieprzyjemną sprawą. Jednak podobno wprawieni rybacy potrafią sobie z nimi radzić – wprawnie łapią je za ogon i wyrzucają z powrotem do wody.

Balapitiya (13)

Gdy odpływaliśmy z rybiej farmy, pojawił się problem. Nasza łódź w ogóle nie chciała odpalić… Nasz przewodnik męczył się i męczył, ale nie poddawał. W końcu udało mu się uruchomić silnik i popłynęliśmy dalej w kierunku wyspy, na której znajduje się świątynia Madhuwa. Po tych problemach z silnikiem zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie utkniemy zaraz gdzieś na samym środku jeziora – słońce prażyło niemiłosiernie i moja przypieczona rano skóra dawała się już mocno we znaki. Jakbyśmy jeszcze mieli taki nieplanowany postój, dorobiłabym się chyba porządnego poparzenia słonecznego… Jednak na szczęście dalsza trasa przebiegała bez zakłóceń. Tą jedyną awarię mogliśmy wpisać na listę dodatkowych, nieplanowanych atrakcji.

Balapitiya (17)

Niestety nie mieliśmy możliwości zatrzymania się na wyspie ze świątynią, łódź jedynie nieco zwolniła przy przepływaniu obok niej. Ta atrakcja nie była wliczona w cenę.

Kolejnym punktem programu była Wyspa Cynamonowa, na której jak nazwa wskazuje wytwarzany jest cynamon. Od razu po wyjściu z łodzi zobaczyliśmy mnóstwo drzew cynamonowych. Wyspę zamieszkuje jedna rodzina. Uczestniczyliśmy w pokazie w trakcie którego mogliśmy zobaczyć, w jaki sposób otrzymuje się cynamonowe laski. Na początku gałąź drzewa cynamonowego oczyszcza się z wierzchniej warstwy, po czym nacina się ją w sposób umożliwiający ściągnięcie kilku(kilkunasto)centymetrowego kawałka kory. Następnie odciętą korę składa się jedną w drugą i odkłada w przewiewne miejsce, żeby wyschła. Schnące kawałki cynamonu zwijają się i otrzymuje się w ten sposób znane nam laski cynamonu. To w takim dużym skrócie. Na wyspie można kupić tamtejszy cynamon. Zafoliowana paczka kilku sporej wielkości lasek to koszt 400 rupii (ok. 11zł). Do tego zaopatrzyliśmy się w olejek cynamonowy w tej samej cenie. Olejek cynamonowy znajduje szerokie zastosowanie w farmacji i stomatologii. Charakteryzuje się właściwościami przeciwzapalnymi, przeciwbólowymi, antyseptycznymi. Rozgrzewa i stymuluje. Może być stosowany w dolegliwościach związanych z reumatyzmem, artretyzmem, w przeziębieniu i grypie, a także przy infekcjach wirusowych i stanach zapalnych skóry.

W trakcie pobytu na wyspie zobaczyliśmy również, jak składa się liście palmy kokosowej, żeby można było z niej uzyskać pokrycie dachowe a także zaznajomiliśmy się z procesem wytwarzania sznurków z włókna z łupin kokosów. W rękach prezentującej to wszystko kobiety prace szły tak sprawnie, że chwila moment i było po robocie.

Pokaz był bardzo interesujący, a efekt każdej z prac mogliśmy dotknąć, powąchać lub tak jak w przypadku sznurka – spróbować rozerwać. Kokosowy sznurek naprawdę jest bardzo mocny. Siłowałam się nawet z jego wytwórczynią, ale nie udało się nam go uszkodzić. Sznurek taki służy m.in. do wiązania przygotowanych z palmy paneli dachowych. Na Wyspie Cynamonowej zobaczyliśmy jeszcze ogromną wiewiórkę z wielkim różowym nosem. Niestety zwierzak siedział w koronie drzewa przez co był bardzo słabo widoczny. Nie miał zamiaru pokazać się nam z lepszej strony.

Balapitiya (27)

Fot. Wielka wiewiórka ukryta w gałęziach

Gdy mieliśmy się zbierać, zostaliśmy zaproszeni do domu tej rodziny. Warunki życia są nie do porównania… Za cały dom służyła lepianka z gliny i patyków przykryta dachem wykonanym z liści palmy kokosowej. W środku nie było żadnych sprzętów, a poszczególnie pomieszczenia były maleńkie. Jednak panował tam porządek.

Z Wyspy Cynamonowej udaliśmy się jeszcze na koniec jeziora, gdzie mogliśmy zobaczyć miejsce, w którym rzeka wpada do oceanu. Za dużo to tam nie było widać, bo nie podpływaliśmy blisko. A potem wróciliśmy na niewielką przystań, z której ruszyliśmy. i to był koniec wyprawy.

A teraz gaść informacji praktycznych: koszt wynajęcia łódki to 5000 rupii (140zł), do tego doliczyć trzeba koniecznie 200 rupii od osoby na masaż rybkami (ok. 5,60zł) i jeżeli jest się zadowolonym z usług przewodnika, można zostawić mu napiwek. My przekazaliśmy 200 rupii (5,60zł).

Zostało mi do opisania jeszcze jedno bardzo interesujące miejsce, które widzieliśmy tego dnia – wylęgarnia żółwi. Już niedługo wpis ten pojawi się na stronie :)

CDN.

Sri Lanka: Wylęgarnia żółwi
Sri Lanka: Kopalnia kamieni szlachetnych i magiczne maski

Powiązane wpisy

12 Comments

  1. Basia Jarkiewicz

    byłam tam 3 tyg temu, wspaniałe miejsce, rybki meega :)

    Odpowiedz
  2. Basia

    Byłam tam dwa tygodnie temu, bardzo ciekawe safari, a rybki genialne :)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Rybki to gwóźdź programu tego „safari” :D A jak w ogóle wrażenia po Sri Lance?

      Odpowiedz
      1. Basia

        Cudowne miejsce! zjechałam cały dół, aż do rezerwatu Yala i potem przez pola herbaty przez Ellę i Nuwara Eliya do Kandy. Miejscami troszkę za bardzo turystycznie (Mirissa, Hikkaduwa), ale przyroda nieprawdopodobna! Chciałabym zobaczyć północ wyspy, tam podobno jest spokojniej, ale w zimę jest tam monsun więc to plan na kolejną wyprawę :)

        Odpowiedz
  3. Jadwiga.Jot

    Zauważyłam, że już za tydzień będziesz się witać z Zeusem :) Udanej wyprawy do Grecji :)

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Dzięki! Olimpu w planach nie mamy, tak więc Zeus będzie musiał poczekać na jakąś inną okazję ;) Za tydzień o tej porze mam zamiar zwiedzać któreś z miast na płw. Peloponez, ale co z tego wyjdzie – zobaczymy. Jak na razie organizacja wyjazdu z powodu zupełnego braku czasu leży i głośno kwiczy…

      Odpowiedz
      1. Jadwiga.Jot

        Siłą woli, może samo się spakuje i zorganizuje :) Tak czy siak powodzenia!

        Odpowiedz
        1. MonikaMonika (Autor posta)

          Czasem przydałyby się takie cudowne umiejętności, żeby coś się samo zrobiło ;) Dziękuję!

          Odpowiedz
  4. Jadwiga.Jot

    Genialne zdjęcie – rybie SPA :)

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Ale jak trudno było to zdjęcie zrobić… Próbowałam uchwycić te kotłujące się rybki od razu po pierwszym poczęstowaniu ich karmą. Jak tylko zaczęły mnie łaskotać, to myślałam, że wpadnę zaraz do wody. Niełatwo było utrzymać aparat w takich warunkach ;)

      Odpowiedz
  5. Mamutek

    Rybie SPA – fajna sprawa

    Odpowiedz
    1. MonikaMonika (Autor posta)

      Bardzo fajna! Zastanawiam się, czy nie wybrać się kiedyś do jakiegoś salonu, w którym oferują takie usługi :D

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close