Krokusowe szaleństwo w Dolinie Chochołowskiej

O tatrzańskich krokusach myślałam sporadycznie. Najczęściej wtedy, gdy na polanach rosła już jedynie trawa i wypasały się na niej owce. Jednak w tym roku krokusy chodziły mi po głowie już od początku marca. Bacznie przyglądałam się prognozom pogody, obserwowałam różne fora i facebookowe fanpage’e, żeby tym razem nie przegapić odpowiedniego momentu. Gdy zaczęły pojawiać się w Internecie pierwsze zdjęcia szafranów, powstał plan. W góry jedziemy na weekend 9-10.04.! Jednak plany mają to do siebie, że ulegają często zmianom. Prognozy były mało optymistyczne. Każda, którą sprawdziłam informowała o weekendowym załamaniu pogody – chłodzie, deszczach lub nawet burzach. Poza tym relacje z weekendu poprzedzającego nasz wyjazd mówiły o dzikich tłumach szturmujących najsłynniejsze krokusowe miejsce – Dolinę (Polanę) Chochołowską. Oglądanie przyrody w takim ścisku i na dodatek w strugach lejących się z nieba nie miało najmniejszego sensu, więc wyjazd zawisł na włosku.

W poniedziałek wpadłam jednak na dość szalony pomysł – a jakby tak pojechać w góry następnego dnia po pracy? Przenocować w Zakopanem, z rana ruszyć do doliny i wrócić do domu? Zaraz o pomyśle dowiedział się mąż i po chwili nasi szefowie wyrazili zgodę na jednodniowe urlopy. Klamka zapadła – na krokusy polujemy w środę, jeszcze przed załamaniem pogody! Tylko że w międzyczasie prognozy zmieniły się i zaczęły zapowiadać pierwsze burze już na środę…

Jednak jak wymyśliliśmy, tak mimo drobnych komplikacji zrobiliśmy. Po skończonej pracy wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku południa kraju. Nie mieliśmy zarezerwowanego żadnego noclegu, planu konkretnego też nie było. Wyjazd zupełnie na luzie. Po drodze wyszukaliśmy w Internecie kilka pokoi gościnnych i telefonicznie zarezerwowaliśmy zakwaterowanie w Willa Wisienka położonej ok. 10min. piechotą od Krupówek. Nocleg w tym miejscu kosztował około 35zł za osobę. Do Wisienki dojechaliśmy w końcu koło 21:00. Szybko ogarnęliśmy się z bagażami i zaraz ruszyliśmy na wieczorny spacer po Krupówkach.

Krokusy 2016 (1)

Następnego dnia, z samego rana ruszyliśmy do Doliny Chochołowskiej. Kasa biletowa – według informacji uzyskanych telefonicznie we Wspólnocie Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi, która zarządza doliną – otwarta miała być od 8:00. Faktycznie w budce uzyskałam informację, że czynna jest już od godz. 7:00. Do której jest otwarta – niestety nie wiem, ale jak wracaliśmy koło 13:00 to wewnątrz nikogo nie było. Cena biletu wstępu to 5zł od osoby dorosłej. Za parking znajdujący się tuż przy wejściu zapłaciliśmy w tygodniu 10zł. Słyszałam, że w weekend parking kosztuje 20zł, ale nie są to niestety potwierdzone informacje.

Do doliny można dojść na piechotę, wynająć rower (niestety nie wiem od kiedy i jaki jest koszt) lub przejechać się bryczką – koszt tej „przyjemności” wynosi 150zł za bryczkę. Tego ostatniego jednak zdecydowanie nie polecam. Po koniach widać, że są zmęczone, przepocone, czuć ten pot na odległość. Ich ogony i grzywy są w większości przypadków w opłakanym stanie. Dawno nie sprawdzano chyba również ich podkucia. Zwierzęta muszą pokonywać zróżnicowaną, długą trasę ciągnąc ciężki wóz po kamieniach i lodzie. Widziałam, jak bardzo męczył się koń, który musiał radzić sobie z wozem zbiegając z górki… Jednak wielu turystów decyduje się na tę opcję. Dla mnie nie byłaby to żadna przyjemność. Lepiej przejść się i powoli podziwiać widoki, które mija się po drodze.

Krokusy 2016 (25)

Już zaraz za kasą roztacza się Siwa Polana, na której widać mnóstwo krokusów. Ale to nie to miejsce zrobiło na nas pierwsze większe wrażenie. Podobne ilości kwiatów – tyle że już dość przekwitniętych – widzieliśmy na łąkach zaraz po wyjeździe z Zakopanego. W pewnym momencie doszliśmy do Polany Huciska. Po lewej stronie drogi zauważyłam jakieś niebieskie prześwity pomiędzy drzewami. I szło stamtąd kilka osób. Po chwili okazało się, że tymi prześwitami jest porośnięta gęsto krokusami łączka. Poza krokusami znajdowało się tam mnóstwo… owczych bobków. Właśnie w tym miejscu w sezonie prowadzony jest kulturowy wypas owiec – nie dało się tego nie zauważyć. Ponoć to właśnie dzięki owcom możemy podziwiać szafrany spiskie (to właściwa, pełna nazwa tatrzańskich krokusów) w górach. Kwiaty były piękne! Mało który był przekwitnięty, ale z powodu porannego chłodu wszystkie były jeszcze pozamykane.

Krokusy reagują na temperaturę – gdy robi się za zimno, składają płatki. Potrafią też wydzielać własne ciepło – jeżeli przebiją się przez okrywę śnieżną, to śnieg wokół nich topnieje!

Poza krokusami na obrzeżach polany nieśmiało wychylały się pierwsze żółte pierwiosnki. Było tam również niewielkie bajorko, w którym roiło się od żab i ich skrzeku. Gdy tylko zbliżyłam się do wody, wszystkie płazy schowały się pod powierzchnią, ale widać było jak co chwila któryś zaczerpuje powietrza.

Niestety już na tej polance zauważyliśmy, że ludzie mało zwracali uwagę gdzie chodzą. Niektórzy najzwyczajniej tratowali delikatne kwiaty tam, gdzie było ich największe zagęszczenie. W wielu miejscach można było wejść między krokusy bez ich zadeptywania, ale mało kto zwracał uwagę na to, gdzie stąpa.

Krokusy 2016 (2) Krokusy 2016 (3)

Dalsza droga wiodła już poza asfaltem, po utwardzonej drodze poprowadzonej tuż obok Chochołowskiego Potoku. Woda szumiała, słońce świeciło i robiło się coraz cieplej – było po prostu pięknie. Ta spontaniczna decyzja o wyjeździe była świetnym pomysłem – mimo że przydałoby się odpocząć, wyspać to jednak odrobina wysiłku na świeżym powietrzu dobrze nam zrobiła. I to jeszcze w jakich okolicznościach!

Krokusy 2016 (4)

Krokusy 2016 (6)

Mniej więcej w połowie drogi znajduje się leśniczówka. Wiele osób myśli, że jest to już schronisko położone w Dolinie Chochołowskiej, ale są w błędzie. Z tego miejsca trzeba przejść jeszcze kawałek nieco gorszą trasą, bo już za niedługo zaczynają się kamienie. I droga pnie się odrobinę wyżej. Jednak nie to sprawiło nam trudności. Ostatni odcinek prowadzący do Doliny Chochołowskiej (polany) pokryty był grubą warstwą ubitego, ale powoli topniejącego już lodu. Mokry lód plus adidasy daje efekt poślizgu co krok… Na szczęście spływająca woda naniosła tam nieco żwiru, więc dało się przejść.

Krokusy 2016 (5) Po około 2 godzinach wędrówki dotarliśmy do doliny. Pierwsza myśl: że to niby tu? A gdzie są krokusy? Aż musieliśmy sprawdzić na mapie, czy to aby na pewno to miejsce. Wszystko się zgadzało, dotarliśmy do naszego celu. Szliśmy dalej przed siebie nieco rozczarowani. Krokusów było na początku mniej niż pod Zakopanem! Jednak gdy zbliżyliśmy się do pierwszego pasterskiego szałasu, odebrało mi mowę. BYŁY TAM! Można je było liczyć w setkach tysięcy, a może nawet w milionach!

Krokusy 2016 (7)

Na początku doliny odgrodzone zostały taśmami i tablicą informującą o ochronie krokusów. Dalej już nic nie odgradzało ludzi od szafranów. Może i szkoda, bo niektórzy ponoć wchodzą na sam środek polany. Na szczęście w trakcie naszego pobytu nie widzieliśmy nikogo zachowującego się w sposób rażący. Ludzie nawet jeśli wchodzili między rośliny, to zwracali uwagę, żeby nie ładować się w ich największe zagęszczenie. W wielu miejscach przy ścieżce występowały place bez kwiatów, więc spokojnie każdy robił sobie zdjęcie nie depcząc tych delikatnych roślin.

Naszym oczom ukazał się istny kwiatowy dywan!

Krokusy 2016 (23)

Krokusy 2016 (18)

Polanę dzieli na pół ścieżka prowadząca do niewielkiej drewnianej kaplicy, w której mszę odprawiał niegdyś ojciec święty Jan Paweł II. Ścieżka rozdziela również polanę na część mniej oraz bardziej porośniętą krokusami. Na lewo od drużki roztaczał się przed nami niesamowity krokusowy dywan. A wokół latało mnóstwo trzmieli i motyli szybko uwijających się w swojej pracy.

Krokusy 2016 (10)

Krokusy 2016 (10a)

Ludzie przybierali najróżniejsze pozycje, żeby tylko uchwycić te małe cuda w jak najlepszym kadrze. Też wielokrotnie lądowałam na ziemi w pozycji na rozpłaszczoną żabę. I tak mało kto zwracał na to uwagę – prędzej czy później każdego delikwenta można było zobaczyć na glebie przymierzającego się do jak najpiękniejszego zdjęcia. Było pięknie i gorąco. Można było wylegiwać się na trawie w krótkim rękawku! A na niebie nie pojawiały się żadne chmury.

Krokusy 2016 (8)

Krokusy 2016 (11) Krokusy 2016 (12)

Krokusy 2016 (9)

Obok kaplicy przeszliśmy dalej, żeby móc zobaczyć dolinę z góry. Widok był tak niesamowity, że co chwila przystawaliśmy, żeby napatrzeć się na ten cud natury. Od razu zapomniałam o całym zmęczeniu i o tym, że następnego dnia trzeba będzie wrócić do pracy. Liczyło się tylko to co teraz.

Krokusy 2016 (13) Krokusy 2016 (14)

Na końcu doliny znajduje się schronisko. Postanowiliśmy zajrzeć do budynku. Na dole są toalety i automaty z napojami (woda mineralna, 0,5l to koszt 3zł), natomiast na górze recepcja hostelu i barek. Można zjeść coś na ciepło, na zimo, deser lub wypić kawę/herbatę/piwo. Nie mogłam sobie odmówić deseru chochołowskiego. Jako że słodycze to to, co tygryski lubią najbardziej, moją uwagę od razu przykuła ta pozycja. A czymże jest ten cały deser chochołowski? To nic innego jak szarlotka z sosem jagodowym i śmietaną. Kawałek ciasta kosztuje tam 8zł. Moim zdaniem szarlotka ta powinna być punktem obowiązkowym w trakcie każdej wizyty w schronisku. W żadnym innym miejscu nie widziałam połączenia tego ciasta z jagodami. Ta kombinacja jest pyszna!

Jako że pogoda wciąż dopisywała, nasze słodkości wszamaliśmy na zewnątrz. Słońce cudownie grzało, nic nie zapowiadało, żeby zapowiadane prognozy miałyby się spełnić.

Krokusy 2016 (15)

Po wyjściu ze schroniska udaliśmy się na jeszcze jedną rundkę wokół polany. Czas naszego powrotu nieuchronnie się zbliżał, ale jakoś nie chciałam tak szybko opuszczać tego miejsca. Dzięki temu, że nie było tam zbyt wielu ludzi, podziwianie tego cudu natury było niesamowite. W trakcie weekendu raczej wolałabym uciekać stamtąd gdzie pieprz rośnie… Ponoć w pierwszą niedzielę kwietnia dolinę odwiedziło około 25 000 turystów! Kolejki do kasy ciągnęły się podobno przez kilkaset metrów, a na parkingach brakowało miejsc. Dobrze, że pojechaliśmy tam w tygodniu… Za nic w świecie nie chciałabym być w tym miejscu z tyloma innymi ludźmi. Cały czar doliny prysnąłby jak bańka mydlana.

Krokusy 2016 (16) Krokusy 2016 (17)Krokusy 2016 (19) Krokusy 2016 (20) Krokusy 2016 (21) Krokusy 2016 (22) Krokusy 2016 (24)

Krokusy zachwycały, ale powoli musieliśmy się zbierać. Tym bardziej, że faktycznie pogoda zaczynała się pogarszać. Na niebie zaczęły pojawiać się początkowo nieliczne, później przybierające coraz groźniejsze barwy i kształty chmury, które nie zwiastowały niczego dobrego.

Pokonanie trasy z powrotem – mimo zatrzymywania się na zdjęcia żab, czy innych polanek z krokusami – zajęło nam raptem 1 godz. 45 min. Co raz mijały nas bryczki wiozące w dół turystów oraz… coraz liczniejsze pielgrzymki do doliny. Na miejscu tych ludzi siedziałabym w domu. Wszystkie prognozy zapowiadały popołudniowe burze, niebo było szare od chmur i ochłodziło się – wyjście na trasę nie było raczej zbyt dobrym pomysłem. Nam na szczęście jednak udało się zobaczyć to, na czym nam najbardziej zależało.

Krokusy 2016 (27)

Krokusy w Tatrach są tak pięknym, wiosennym widokiem, że chyba trzeba będzie powtórzyć jeszcze kiedyś taki wyjazd :) Zdecydowanie polecam, ale tylko w tygodniu. Weekendowe tłumy na pewno odbierają całą przyjemność z obcowania z naturą.

Zakopane: Wizyta w Krzywym Domku
Jarmark Bożonarodzeniowy w Krakowie

Powiązane wpisy

9 Comments

  1. Martyna Jabłońska-Makowska

    Hej.Jedziesz w ten weekend? Juz zazdroszcze.Ja mam za daleko aby na weekend pojechac a fotki krokusow mi sie marzą:))

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Jedziemy dzisiaj na noc, ruszamy na wschód słońca (chociaż zgodnie z aktualnymi prognozami wschód może się skryć za chmurami…), oglądamy krokusy, może zahaczymy jeszcze o jedną miejscówkę no i wracamy :D Na weekendową wyprawę niestety brak nam cierpliwości – korki, stanie w gigantycznej kolejce i podziwianie krokusów pomiędzy tysiącami ludzi… Brrr… W niedzielę ponoć znów pobity został rekord turystów w dolinie, dlatego też wolimy wybrać się tam w spokojniejszy dzień. Środek tygodnia rok temu był idealnym wyborem, mam nadzieję, że tak samo będzie tym razem :)

      Odpowiedz
  2. mamutekinchina.pl

    Piękne krokusy, piękne zdjęcia. Super pomysł na krótką wycieczkę. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Bo moje życie to podróż

    Ja marzę o fioletach w Dolinie Chochołowskiej i fioletach w Prowansji:)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Oba miejsca były i na mojej liście :D Fiolety w Chochołowskiej u mnie „zaliczone”, Prowansja czeka. Powoli zaczynam rozglądać się za biletami do Marsylii na sierpień :)

      Odpowiedz
  4. Ulek w Podróży

    piękne zdjęcia!

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.pl

      Bo i tam było pięknie! ;) Dzięki!

      Odpowiedz
  5. Barbara

    Cudowny widok zawsze chciałam tam być o tej porze roku, ale narazie pozostaje mi cieszyć się zimowym widokiem doliny ;-)

    Odpowiedz
    1. Podróżowisko.plPodróżowisko.pl (Autor posta)

      Ja z kolei nie byłam tam zimą :) Dolina i w śniegu musi wyglądać pięknie…

      Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close