Zorza polarna na Islandii v2.0

Dochodzi północ. Wyglądam po raz kolejny przez okno wspólnej łazienki już bez nadziei. Za każdym razem widzę tylko chmury, więc jeśli tym razem będzie tak samo, idę spać. Jestem wykończona. Jednak przez szybę widzę gwiazdy na niebie. A pomiędzy gwiazdami – szarawe pasy. Wyglądają już tak bardzo znajomo… Ale na oko widać, że tym razem zjawisko występuje na dużo większą skalę niż rok wcześniej! Zorza! Prawie spadając ze schodów wpadam szybko do pokoju, budzę męża. Nie ma ani chwili do stracenia, przecież właśnie na to czekaliśmy!

Dzień 2, 18.03.2018, część 3/3

W szybkim tempie zarzucam na siebie kolejne warstwy, chwytam statyw i aparat i pędzę na dół. Nieważne, że włosy wciąż mam mokre – nie chciało mi się suszyć, no to teraz trzeba upchnąć je pod czapką. Pędzę! Po drodze mijam naszych sąsiadów – właśnie mieli do nas pukać. Wszystkim udzieliło się oczekiwanie, każdy więc stoi na zewnątrz i wpatruje się w niebo.

Jak to babcia mówiła: pośpiech jest dobry… przy łapaniu pcheł

Zorza tańczy intensywnie. Na dole spieszę się, żeby jak najszybciej rozstawić statyw, dobrać ustawienia i zrobić zdjęcia. Szlag. Zapomniałam wężyka spustowego. Muszę ustawiać samowyzwalacz, którego nie znoszę… Zapomniałam telefonu, którym mogłabym sobie poprzyświecać w tych egipskich ciemnościach… Nic nie widzę na korpusie aparatu. Z tego wszystkiego zapominam, jak należy ustawić aparat – niemożliwe? A jednak. Kolejne pytania sąsiadów, czy coś wyszło, kolejne błędne ustawienia… Zaczynam się sama na siebie wkurzać. Właśnie na niebie widać najprawdopodobniej mega silą zorzę, a ja nie jestem w stanie jej zobaczyć w pełnej krasie. Bo ludzkie oko nie daje rady – prawdziwą formę i rozmiar zorzy zarejestrować jest w stanie jedynie aparat fotograficzny.

W końcu w gorączkowych przygotowaniach dociera do mnie, że zorza prawdopodobnie już zniknęła. Niebo nad nami wciąż jest czyste, ale pasów już nie widać. Jest zimno, wietrznie, jestem rozczarowana przez własny błąd. Wracam do pokoju cicho licząc, że może jednak jeszcze się uda. Jak nie dziś to jutro.

Zorza polarna na Islandii: Druga szansa

Postanawiam jednak ustawić ponownie aparat na statywie w pokoju. Tym razem już na spokojnie. Gasimy światło, kieruję obiektyw na południe, bo tak akurat wychodzą nasze okna. Szkoda, że nie na północ, tam może jeszcze by coś się dało zaobserwować… Nagle przypominam sobie, jak dobrać parametry. Bez pośpiechu ale i nadziei czekam te kilkanaście sekund. Gdy na ekranie pojawia się zdjęcie natychmiast wskakuję z powrotem w puchówkę i softschell. Zorza wciąż tańczy! Ale z południa idą chmury, więc jest już częściowo ukryta za nimi.

Tym razem nie zapominam o wężyku spustowym i poprawnych parametrach. Na wszelki wypadek jednak zabieram też latarkę.

Na zewnątrz mamy kilka mocnych źródeł światła, ale pal sześć. Nie chcemy odjechać dalej, bo możemy przegapić najbardziej widowiskowy moment. Ponadto gdzie nie spojrzymy, wszędzie dookoła są chmury, a tu akurat – jakby specjalnie dla nas – jest w nich luka. Kończy się na tym, że ponad 2,5 godz. stoimy na zewnątrz uwieczniając kolejne i kolejne harce zorzy na niebie.

Zorza polarna na Islandii: Wytrwałość nagrodzona!

Po około 2 godz. zorza zaczyna powoli znikać. Jednak my wciąż stoimy na zewnątrz. I okazuje się, że było warto jeszcze chwilę zostać, bo oto niespodziewanie nad nami zaczyna rozgrywać się niesamowicie intensywny spektakl! Zorza nagle wybucha widocznym gołym okiem zielonkawym, szerokim pasem tuż nad naszymi głowami. To, co się dzieje, wprawia mnie w osłupienie. Brakuje mi słów by opisać to, co czuję w tym momencie. Chce mi się krzyczeń i płakać z radości. To jest ten moment, gdy obiecuję sobie wybrać się na polowanie na zorzę jesienią. Gdziekolwiek – może być to ponownie Islandia, ale równie dobrze nie pogardzę północą Norwegii. Jeszcze ten jeden, jedyny raz. Ta magia… uzależniłam się.

Jestem tak przejęta tym, co widzę, że nawet nie patrzę na to, co rejestruje się na karcie w aparacie. Tylko wciskam co chwila przycisk na wężyku. Non stop zadzieram głowę, aż w pewnym momencie czuję, jak sztywnieje mi kark, ale to teraz się nie liczy. Zorza tańczy tuż nad nami. Przyjmuje te swoje charakterystyczne kształty „firanek”, jednak chowa się trochę za chmurami. Tak jakby chciała nam powiedzieć, że nie tym razem, ale jeszcze ją kiedyś ujrzymy w pełnej krasie. Mam na to ogromną nadzieję… Mija kilkanaście minut – zorza znika tak samo nagle, jak się pojawiła. Znów tańczy gdzieś dalej.

Aż po horyzont jest zielono! Jednak naszły już spore chmury. Czasem trochę nawet kropi, ale najgorszy jest wiatr. Trzęsie statywem, muszę go zasłaniać. W efekcie niektóre zdjęcia wychodzą poruszone, ale mimo wszystko mamy piękną pamiątkę.

Zorza polarna na Islandii: Zmęczeni, ale szczęśliwi!

Gdy zorza znacząco słabnie wracamy do pokoju. Mieliśmy sporo szczęścia, bo prognozy były koszmarne. Zachmurzenie miało trwać całą noc, a i prognozowanie wskaźniki informujące o możliwości wystąpienia zorzy szału nie robiły. A tu proszę – sąsiedzi mówią, że KP równe jest 5! Na Islandii wystarczy 2 żeby zobaczyć to cudo!

Jesteśmy wyczerpani ale przeszczęśliwi. To, co zobaczyliśmy tej nocy, nijak nie da się porównać do zorzy sprzed roku. Buźki się nam cieszą, nie możemy zebrać się do spania. Zrzucam zdjęcia w nadziei, że coś wyszło. Jest! Patrząc na efekty przepadam. Jestem już całkowicie uzależniona od zorzy i marzę tylko o tym, żeby znów ją zobaczyć. Niestety w trakcie tego wyjazdu nie będzie to nam już dane, ale mimo wszystko sądzę, że to jeszcze nie koniec naszej przygody z Aurora borealis.

Zorza polarna na Islandii w 2017 r.:

Co myślisz o zorzy, którą mieliśmy okazję oglądać w marcu 2018 roku? Możesz porównać obie nasze przygody z Aurora borealis – tekst opatrzony zdjęciami z zeszłego roku jest tutaj:

Islandia: Zorza polarna

Spodobał Ci się powyższy tekst? Polub go na Facebooku lub udostępnij, może komuś się przyda! A może szukasz inspiracji do zaplanowania swojego kilkudniowego wyjazdu? Zajrzyj koniecznie do pozostałych relacji z Islandii!

Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 18 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia.

Booking.com

Powiązane teksty

16 Thoughts to “Zorza polarna na Islandii v2.0”

  1. piękne zjawisko! chciałabym zobaczayć je na żywo!

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Powodzenia w realizacji marzenia! Ale koniecznie nie zapomnij aparatu i statywu – niestety ludzkie oko nie jest w stanie dojrzeć całego tego piękna, pełnię zorzy można zobaczyć niestety jedynie na zdjęciach.

  2. Magia! Sama ostatnio zaczęłam marzyć o tym, by zapolować na islandzką zorzę – jak widać, łatwo nie jest, ale efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Tylko pamiętaj o jednym – jak raz zobaczysz i uwiecznisz zorzę (na zdjęciach wygląda bez porównania bardziej zjawiskowo, ludzkie oko niestety nie jest tak czułe jak aparat), to możesz przepaść. Jest spore ryzyko, że będziesz miała ochotę na więcej i więcej! :)

  3. Marina

    Zazdroszczę! Zobaczyć zorzę na Islandii to jedna z rzeczy na moim „bucket list”! Moze kiedyś, moze kiedyś.. :)

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć spełnienia marzenia!

  4. Wooow! Robi ogromne wrażenie <3

    1. To było coś niesamowitego! No ale inaczej nie sterczałabym tam tyle czasu, z mokrymi włosami, w deszczu i na wietrze…

  5. Piękne.Ja też odkąd zobaczyłam w tv to zjawisko zakochałam się i pragnę zobaczyć choć raz…nie wiem jeszcze jak i kiedy…

    1. Uważaj, bo ten widok uzależnia! ;) Ale trzeba pamiętać, że na żywo zorza aż tak widowiskowo nie wygląda, tylko aparat jest w stanie „wydobyć” jej żywe kolory.

  6. Chciałabym zobaczyć kiedyś na własne oczy!

    1. Monika Borkowska Monika Borkowska

      Na żywo zorza niestety aż tak pięknie nie wygląda – tylko aparat jest w stanie wydobyć kolory, których ludzkie oko nie zauważa… Ale i tak jest to niezapomniane przeżycie!

  7. Hej, trzeba wyjechać daleko Za stolicę, by taką zorzę zobaczyć? W jakich miesiącach najlepiej? Pozdrawiam

    1. Zorza pokazuje się na Islandii mniej więcej od września (czasem nawet już od połowy sierpnia) do połowy kwietnia. Później zjawisko to też występuje, ale ze względu na jasne noce nie jest po prostu widoczne ;) Przy wyjątkowo silnej zorzy da się ją obserwować i z Reykjaviku, ale tak naprawdę najlepiej odjechać jak najdalej od mocnych źródeł światła. W zeszłym roku podziwialiśmy naszą pierwszą zorzę na totalnym odludziu, ale trochę przeszkadzała nam pełnia Księżyca, tym razem byliśmy na północy Snaefellsnes w niedalekiej odległości od miasta Olafsvik. Na zdjęciach widać, że jak zorza jest silna, to i światła nie będą aż tak bardzo przeszkadzać :D Jednak zasada jest taka, że im ciemniej, tym bardziej zachwycające wrażenia. Tylko trzeba pamiętać o jednym – ludzkie oko nie wychwyci tych kolorów. Zorza widziana przez człowieka jest raczej szara, szaro-zielona (ewentualnie mogą tu dołączyć inne kolory w zależności od gazów w atmosferze) – dopiero czułość aparatu pozwala na podziwianie tych cudownych żywych kolorów. Mam w planach zabranie się za przewodnik: gdzie, kiedy i jak szukać zorzy oraz jak ją fotografować, ale chyba niestety chwilę mi jego przygotowanie zajmie…

    2. Dzięki za szczególową odpowiedz. Szkoda, nie wiedzialam, ze zorza tylko na aparacie tak imponująco wygląda. Ale i tak chcę ją zobaczyć .

    3. Paulina Michalak będąc świadomym, że oczy nie wyłapią tego, co na zdjęciu będzie widać, można uniknąć rozczarowania i cieszyć się zjawiskiem próbując złapać je w kadrze :D Powodzenia w zrealizowaniu marzenia!

Leave a Comment